Marketing i Biznes Biznes Przejechał świat autostopem, napisał książki, a następnie zbudował biznes, z którego korzysta ponad 250 tys. Polaków. Poznajcie Dietly.pl

Przejechał świat autostopem, napisał książki, a następnie zbudował biznes, z którego korzysta ponad 250 tys. Polaków. Poznajcie Dietly.pl

Dietly.pl to marketplace dla diet pudełkowych . Firma każdego miesiąca odnotowuje ponad 250 tys. unikalnych użytkowników, obsługuje ponad 300 cateringów, oraz kilkanaście tysięcy transakcji miesięcznie.

Przejechał świat autostopem, napisał książki, a następnie zbudował biznes, z którego korzysta ponad 250 tys. Polaków. Poznajcie Dietly.pl
Zdarzyło mi się spać przez dwa tygodnie w biurze, bo nie było mnie stać na hotel Pierwszą pensję wypłaciłem sobie po 18 miesiącach od założenia firmy Tworząc platformy mające łączyć stronę popytową i podażową, trzeba zdecydować, w jaki sposób podejdziemy do budowy produktu Pierwsze nasze rekrutacje były złotymi strzałami Współpraca Dietly.pl z Grupą Żabka

Przemek Skokowski zaraz po maturze zaczął zwiedzać świat. Przemierzył go wzdłuż i wszerz autostopem! Po drodze napisał kilka książek i prowadził popularnego bloga. W tym czasie jego rówieśnicy rozwijali swoje kariery. Kiedy Przemek skończył swoje wojaże, zrozumiał, że czas zająć się karierą zawodową. Najpierw trafił do firmy IBM, gdzie zebrał spore doświadczenie, które dziś przekuwa we własny biznes – marketplace dla cateringów dietetycznych. Przemek opowiada mi o początkach jego projektu o tym, w jakim momencie jest dziś i dlaczego na początku drogi zawodowej musiał nocować w biurze.

Jakie były początki projektu Dietly i co było w nim najtrudniejsze?

Aż chciałoby się powiedzieć, że wszystko. Najtrudniej oczywiście było skompletowanie zespołu. Tutaj mieliśmy dużo szczęścia do ludzi, którzy przez pierwsze dwa lata tworzyli z nami core zespołu. Poza tym  nie jest łatwo tworzyć rentowny biznes oparty o SaaS, który bazuje na niskich opłatach abonamentowych, a koszty od startu są wysokie… Tak naprawdę na każdym etapie tworzenia firmy są problemy, tylko różnią się skalą i wpływem na rozwój firmy. Najlepiej sprzedają się historie, gdzie opowiada się, jak było ciężko na samym początku, więc często przytaczam historię, którą polecam każdemu, kto do mnie przychodzi i pyta się jak założyć startup.

Mogą Cię zainteresować

Podzielisz się tą historią?

W ciągu roku od kiedy wypowiedziałem się z pracy na etacie, zdarzyło się spać przez dwa tygodnie w biurze, bo nie było mnie stać na hotel. Po drodze rozpadł się mój związek, a długów narobiłem sobie na kilkadziesiąt tysięcy złotych, które skończyłem spłacać dopiero dwa lata później. Do tego brak życia towarzyskiego i konieczność powrotu do rodzinnego domu, bo nie było mnie stać na żaden wynajem. I tu warto wspomnieć, że razem ze wspólnikiem pierwszą pensję wypłaciłem sobie po 18 miesiącach od założenia firmy. To był ciężki okres, dlatego mam wielki szacunek do osób, które rozwijały biznesy bez funduszy inwestycyjnych.

Opowiedz, proszę o początkach Dietly

W przypadku marketplace jest jedno odwieczne pytanie, a właściwie dylemat: jajko, czy kura? Polega on na tym, że tworząc platformy mające łączyć stronę popytową i podażową, trzeba zdecydować, w jaki sposób podejdziemy do budowy produktu. W naszym przypadku mogliśmy, albo zdecydować się na rozwój platformy dla klientów cateringów, pozwalającej im wyszukać odpowiednie firmy, lub zacząć od strony cateringów dietetycznych, oferując im kompleksowe rozwiązanie IT. Opcjonalnie – próbować robić hybrydę po dwóch stronach jednocześnie.

I na co się zdecydowaliście ostatecznie?

W naszym przypadku zdecydowaliśmy się na przygotowanie w pierwszej kolejności rozbudowanego systemu do zarządzania produkcją i sprzedażą firm cateringowych, a dopiero od tego wyszliśmy do sklepów e-commerce, a następnie do marketplace. I brzmi to prosto, jak przeczyta się na ten temat dwa zdania w wywiadzie, ale prawda jest taka, że przygotowanie produktu dla klientów B2B, który spełnia większość wymagań i co ważniejsze – jest niezawodny, to były ponad dwa lata ciężkiej pracy całego zespołu. To, co jeszcze utrudniało zadanie, o czym wcześniej wspomniałem, to fakt, że nasz produkt B2B jest rozliczany w modelu SaaS, w którym przy niszy, jaką są cateringi dietetyczne, bardzo długo dochodzi się do punktu break even.

Co było dalej?

W momencie, gdy nasz system CRM dla cateringów dietetycznych był wystarczająco rozwinięty, a rynek rósł coraz szybciej, stwierdziliśmy, że sam biznes B2B nas nie urządza i wierzymy, że cateringi dietetyczne to nie fanaberia leniwych i zamożnych, ale raczej wygoda, która może zmieniać sposób życia. Dlatego właśnie rozpoczęliśmy budowę ekosystemu dla diet pudełkowych, który docelowo ma być personalnym asystentem żywieniowym. Takim, gdzie nie tylko zamówimy dietę, ale też ją spersonalizujemy, zrobimy zakupy, czy sprawdzimy, co można zrobić, żeby żyć zdrowo.   

Czym zajmowałeś się wcześniej zawodowo?

Zanim zabrałem się za robienie startupów, pracowałem przez trzy lata w IBM, gdzie byłem odpowiedzialny za dowożenie aplikacji mobilnych dla bankowości. Miałem też szczęście być w IBM w czasach, kiedy w ramach partnerstwa bardzo blisko współpracował z Apple. Wiązało się to z tym, że poza samym doświadczeniem dowożenia aplikacji, miałem szansę uczestniczyć też w procesie projektowania pod okiem specjalistów z Cupertino. Jednak tutaj warto podkreślić, że personal branding jest ważny, ale nie wierzę w to, że firmy, które odnoszą sukcesy to one man army

Co masz na myśli?

U nas wszystko wypaliło przede wszystkim dlatego, że mieliśmy nie tylko genialną ekipę wspólników, ale pierwsze nasze rekrutacje były złotymi strzałami. Więc z całym szacunkiem do siebie stwierdzam, ze fajnie, że miałem doświadczenie, ale bez chociaż jednej z osób, z którymi jechaliśmy od samego początku, to nigdy byśmy nie byli w miejscu, gdzie jesteśmy obecnie. I tutaj może dla przykładu – wystartowaliśmy z Waldkiem, który jest odpowiedzialny z produkt, oraz trójką programistów,  którzy tworzyli nasz dział IT przez pierwsze lata.

A gdzie jesteście obecnie?

Obecnie Dietly.pl to ponad 250 tys. unikalnych użytkowników miesięcznie, ponad 300 cateringów, oraz kilkanaście tysięcy transakcji miesięcznie. Jesteśmy więc na etapie, gdzie mamy tzw. product market fit, ale przed nami jeszcze dużo pracy związanej zarówno z rozwojem produktów, jak również usług, które chcemy oferować w przyszłości.

Ile osób pracuje w Dietly?

Na chwilę obecną Dietly.pl to zespół 60 osób z planem powiększenia zatrudnienia o kolejnych kilkanaście do końca roku.

Ostatnio nawiązaliście współpracę z Żabką Polska. Jak dotarliście do tak dużego gracza? 

Nawet nie tyle, co współpracę, ile Grupa Żabka przejęła pakiet większościowy w naszej firmie. Tutaj warto wspomnieć, że w sumie nie szukaliśmy inwestora z prostego względu – od zawsze staraliśmy się rozwijać w myśl robienia rentownego biznesu.

Więc czemu jednak się zdecydowaliście?

Pod koniec zeszłego roku wiedzieliśmy, że kilka największych firm na rynku cateringów poszukuje inwestora. A prawda jest taka, że jeśli ktoś poświęci chwilę na rynek cateringów dietetycznych, to momentalnie się orientuje, że Dietly.pl to jeden z największych graczy i w ten sposób dotarło do nas kilka podmiotów, które chciały zainwestować w ten rynek.

Kilka podmiotów… więc dlaczego akurat Żabka?

Koniec końców dogadaliśmy się z Grupą Żabka z prostego względu – ilość synergii, które możemy wypracować w ramach współpracy, jest olbrzymia praktycznie na każdym polu. Począwszy od tego, co będziemy mogli oferować naszym klientom B2B, jak również B2C. Największą częścią wspólną dla branży cateringów i Żabki jest jednak słowo klucz – tzw. convenience.

Co to znaczy?

Ludzie robią zakupy w Żabkach z wygody. Podobnie jak korzystają z cateringów – bo to wygodne, a niekoniecznie dlatego, żeby się odchudzać. Przy naszych rozmowach obie strony uświadomiły sobie, jak możemy, nie tylko rozwinąć ten rynek, ale również zmienić sposób żywienia Polaków.

Na platformie Founders.pl napisałeś, że Dietly obsługuje 50 proc. dostaw diet pudełkowych. To sporo. Jak wygląda Wasza konkurencja?

Konkurencja jest zawsze. Nie jako całość konceptu, ale na każdym froncie po trochu. Są software house tworzące oprogramowanie dla cateringów, jest katalog firm cateringowych, jest też soft do układania jadłospisów, oraz firmy zajmujące się wsparciem rozwoju cateringów. Jednak żadna z tych firm nie łączy wszystkich tych elementów tak jak my. Tak naprawdę, jeśli ktoś do nas przychodzi i ma kuchnię, to możemy poprowadzić go za rękę od pierwszej sprzedaży do ekspansji na całą Polskę. Jeśli dorzucimy do tego Żabkę, której plany rozwoju polecam każdemu śledzić, to może się zaraz okazać, że jeśli ktoś chce się załapać na pociąg, który zmieni sposób żywienia Polaków, to krótko mówiąc – powinien wsiadać.

Zwiedziłeś świat autostopem, przepłynąłeś Atlantyk i napisałeś dwie książki. Jakie to książki?

To jest takie trochę moje pierwsze życie, w które nie każdy, kogo poznaje na drodze biznesowej i mu o nim opowiadam, chce wierzyć. W czasie  studiów zacząłem podróżować autostopem po świecie, opisywać to na blogu i przy okazji tworzyć projekty podróżnicze. Aż chciałoby się powiedzieć „zanim to było modne”. Tak się złożyło, że brakowało w polskim Internecie kogoś, kto opisywałby przygody autostopowe na całym świecie i blog zyskał dużą popularność zarówno wśród czytelników – zdobyłem nagrodę na Blog Forum Gdańsk i znalazłem się na czołówce Blog Roku Onet, jak i podróżników – byłem dwukrotne nominowany do Kolosów za podróż roku.

A książki?

Książki były naturalnym etapem może nie tyle rozwoju, ile spełnieniem marzenia każdego blogera, jakim jest wydanie książek i sprzedaż ich w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy. Z perspektywy czasu uważam, że to jedna z fajniejszych rzeczy, jakie zrobiłem w życiu. Owszem, znajomi zaczynali wtedy kariery, ale teraz mając 30 lat, nie ciągnie mnie na zwiedzanie świata  i branie rocznej przerwy od pracy na podróżowanie, bo mam to za sobą. Nie mówiąc o przygodach, które przeżyłem, a na które nawet osobny artykuł by nie wystarczył.

Czyli zwiedziłeś świat, zrealizowałeś marzenia i potem usiadłeś do robienia biznesu?

Tak. Podróżować zacząłem zaraz po maturze i po prostu z każdymi wakacjami jechałem coraz dalej. Początkowo Europa i Bliski Wschód, a później przez całą Azję do Birmy, czy właśnie jachtostopem przez Atlantyk i Ameryka Południowa. Ostatnie podróże były wyjątkowo długie i trwały od kilku miesięcy do prawie roku, więc jak już sobie kiedyś usiadłem i uświadomiłem, że mam 25 lat i doświadczenie w call center, to doszedłem do wniosku, że to niekoniecznie jest tym, co chciałbym robić przez resztę życia.

Co więc zrobiłeś?

Zacząłem po prostu się uczyć i szukać pracy za przysłowiowym biurkiem. I się udało trafić do IBM. Tam trafiłem nie tylko na dobrych ludzi, ale też dobry projekt. Taki, gdzie raz, że się dużo nauczyłem, ale też miałem możliwość podróży po świecie. Różnica była taka, że namiot zamieniłem na hotele, a stopa na wynajęty samochód. 

Jakie są Twoje dalsze plany?

Po 4 latach rozwijania firmy organicznie dostaliśmy wsparcie stratega, jakim jest Grupa Żabka, więc zacznie się przygoda, jaką bardzo mało osób ma możliwość realizacji. Taki trochę wzrost na sterydach, ale z ludźmi mającymi kilka razy więcej doświadczenia i wiedzy w rozwijaniu markeplace oraz skalowaniu zarówno wertykalnym, jak i horyzontalnym. Sam jestem ciekawy nawet nie tego jak będzie wyglądać współpraca, ale tego jak będą wyglądać jej efekty. Każdy marzy o tym, żeby jego produkty i usługi zmieniały życie ludzi i prawdopodobnie będzie nam dane brać udział w takiej przygodzie. Prawdopodobnie największej w naszym życiu.

Popularne na Marketing i Biznes

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl