Fincastly zgarnia milion złotych na rozwój. Bartłomiej Glac, Jakub Sikora i Bartosz Gayer opowiadają o początkach swojej firmy

Fincastly to w skrócie narzędzie do zarządzania danymi finansowymi w firmie. Choć pomysł na rozwiązanie pojawił się zaledwie w 2019 roku, zdążył już zyskać zainteresowanie inwestorów. Fincastly właśnie otrzymało milion złotych na rozwój od Tar Heel Capital Pathfinder. Przy tej okazji rozmawiamy z twórcami startupu: Bartłomiejem Glacem, Jakubem Sikorą oraz Bartoszem Gayerem. 

Fincastly zgarnia milion złotych na rozwój. Bartłomiej Glac, Jakub Sikora i Bartosz Gayer opowiadają o początkach swojej firmy

Fot. materiały prasowe, jacekbieniek.com

Jak powstał pomysł na stworzenie Fincastly i jak wyglądały początki firmy. Co dla twórców Fincastly było najtrudniejsze i dlaczego ich współpraca z bankami początkowo była trudna. W jaki sposób Fincastly dotarło do inwestorów i dlaczego wybrali fundusz Tar Heel Capital Pathfinder? Na co twórcy rozwiązania przeznaczą milion złotych, który właśnie otrzymali? 

Od redakcji: Bartosz Gayer jest mentorem na Founders.pl– zamkniętej platformie skierowanej do społeczności biznesu.

Bartłomiej Glac i Jakub Sikora znają się od czterech lat. Wspólnie z sukcesem rozwijali firmę eventową. Ich plany pokrzyżowała pandemia koronawirusa, która praktycznie wstrzymała działania branży, w której funkcjonowali. Przedsiębiorcy nie zamierzali jednak załamywać rąk i postanowili stworzyć nową firmę. I tak przy wsparciu Bartosza Gayera, doświadczonego CFO, powstał startup Fincastly.

Opowiedzcie, czym dokładnie jest Wasze rozwiązanie?

Bartłomiej Glac: Fincastly to narzędzie, które ma za zadanie wspierać przedsiębiorców w podejmowaniu lepszych decyzji biznesowych dzięki zawsze aktualnym danym finansowym. Jest to narzędzie typu SaaS, łatwe do wdrożenia i zintegrowania z wykorzystywanymi już systemami, dzięki czemu przedsiębiorca nie musi zmieniać swoich nawyków i procesów biznesowych. To nasza przewaga. Fincastly umożliwia tworzenie budżetów i śledzenie później ich realizacji, co jest sercem naszego systemu. Dane pobieramy z systemów bankowych i księgowych integrując się z systemami do fakturowania. 

Kiedy powstał pomysł na firmę i jak to się zaczęło?

Jakub Sikora: Pomysł zaczął rodzić się w naszych głowach pod koniec 2019 roku. Prowadziliśmy wtedy z Bartkiem spółkę eventową działającą w branży IT. Podczas budowania tamtej firmy zaczęliśmy na własnej skórze odczuwać problemy, które aktualnie próbujemy rozwiązać u naszych klientów. 

To znaczy?

Jakub Sikora: W ramach wspomnianej spółki organizowaliśmy bardzo duże eventy, spotkania i konferencje. W pewnym momencie zaczęła przytłaczać nas ilość rzeczy, które się działy pod kątem finansowym w naszej firmie. Tak naprawdę na pewnym etapie przestaliśmy kontrolować naszą sytuację finansową. Były momenty, kiedy nie wiedzieliśmy, ile aktualnie mamy pieniędzy do wydania. Próbowaliśmy różnych narzędzi, prowadziliśmy własne arkusze kalkulacyjne, ale to nigdy do końca się nie sprawdzało, bo nigdy nie było czasu na to, żeby je aktualizować. Zatrudniliśmy nawet do tych zadań dedykowane osoby i mimo to nie działało to dobrze. Można powiedzieć, że trwaliśmy w tym chaosie do momentu, kiedy przyszedł pierwszy lockdown i okazało się, że branża eventowa została zawieszona.

Co było potem?

Jakub Sikora: Postanowiliśmy wykorzystać ten okres na stworzenie czegoś nowego. Pomyśleliśmy: skoro nie możemy teraz organizować eventów, spróbujmy stworzyć produkt z którego sami byśmy skorzystali. Wielu naszych znajomych opowiadało nam też, że ma podobne problemy w kontekście zarządzania finansami w swoich firmach. Mieliśmy więc przeświadczenie, że na rynku może być spore zapotrzebowanie na takie narzędzie. Stworzyliśmy zarys naszej wizji i podstawowej strategii produktu. Zrobiliśmy też eksperyment: wrzuciliśmy w sieć reklamę za kilkaset złotych, żeby zobaczyć, ile w ten sposób pozyskamy potencjalnych leadów i ile będzie osób potencjalnie zainteresowanych skorzystaniem z takiego produktu. 

Jaki był efekt?

Jakub Sikora: Wyniki tego eksperymentu na tyle nas usatysfakcjonowały, że postanowiliśmy jak najszybciej zabrać się za tworzenie tego produktu. Wersja 0.1 powstała podczas weekendu majowego. Siedzieliśmy wtedy dzień i noc przed komputerami. Tu wielkie podziękowania dla mojej żony, która przejęła wtedy opiekę nad naszym dzieckiem.

Bartłomiej Glac: W tej pierwszej fazie przeprowadziliśmy również szybkie badanie potrzeb. Zaczęliśmy kontaktować się z potencjalnymi klientami pytając jak wygląda obecnie proces zarządzania finansami w ich firmach, z jakich narzędzi korzystają i czego im brakuje. Tak więc ta pierwsza koncepcja i zarys MVP powstały na bazie tego, co powiedzieli nam klienci. 

We dwójkę prowadziliście firmę eventową, a później pojawił się pomysł na Fincastly. Kiedy w tym składzie pojawił się Bartosz Gayer?

Bartłomiej Glac: Ja i Kuba znamy się od blisko czterech lat i wcześniej, jak już wspominaliśmy, wspólnie prowadziliśmy firmę eventową oraz inne projekty. Natomiast kiedy zaczęliśmy tworzyć Fincastly szybko zrozumieliśmy, że potrzebujemy kogoś, kto posiada wykształcenie stricte finansowe. My mamy wiedzę praktyczną na temat tego, jak prowadzi się firmę i z czym to się je. Brakowało nam jednak podstaw teoretycznych, typowo ekonomicznych i szukaliśmy kogoś, kto mógłby nam w tym pomóc. Bartosza poznaliśmy dzięki mojemu tacie. Bartosz uznał, że nasz pomysł jest ciekawy i tak zostaliśmy wspólnikami. 

Bartosz Gayer: Zainteresowałem się projektem z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że dużo satysfakcji daje mi budowanie czegoś od podstaw własnymi rękoma, zwłaszcza jeśli dodatkowo może to pomóc innym. Druga kwestia to fakt, że bardzo szybko zgodziliśmy się, że chcemy, aby nieodłączną częścią tego projektu była edukacja przedsiębiorców, uczenie ich zarządzania finansami i odkrywanie tej dziedziny przed ludźmi, którzy nie mieli do tej pory do czynienia z finansami sensu stricto. Większość przedsiębiorców ma kontakt z księgowymi, którzy są bardzo często hermetyczni i na pewne tematy bardzo trudno się z nimi rozmawia. Program edukacyjny, który budujemy wokół naszej marki, jest czymś, co idealnie wpisuje się w moje doświadczenie i zainteresowania. 

Fot. materiały prasowe Fincastly

To znaczy?

Bartosz Gayer: Od kilku lat uczę finansów. Robię to na uczelni, ale również jako prelegent na konferencjach, publikuję również artykuły w prasie branżowej. Obecnie, dzięki Fincastly, mam możliwość robienia tego również na szerszym polu. Można więc powiedzieć, że wspólnie rozszerzyliśmy wizję, jaką mieli Bartek i Kuba. Chcemy wypełnić lukę pomiędzy zarządzaniem finansami poziom podstawowy – gdzie nie ma nic lub jest tylko księgowość – a zarządzaniem poziom korporacja, gdzie mamy całe działy z dyrektorami finansowymi na czele.

Możesz rozwinąć tę myśl?

Bartosz Gayer: Chodzi o to, że mały przedsiębiorca zazwyczaj ma do dyspozycji tylko księgowego, który raz na jakiś czas podaje mu informacje na temat tego, ile ma do zapłacenia podatku i ewentualnie co jakiś czas przedyskutuje z nim sposób księgowania. Nie chce natomiast angażować się w rachunkowość zarządczą, czyli taką, która pomaga podejmować decyzje biznesowe. Drugi obszar od którego księgowi uciekają to budżetowanie. Tym sposobem przedsiębiorca zostaje ze wszystkim sam, brak mu wiedzy i zwykle też nie stać go na to, żeby zatrudnić kontrolera finansowego. Szuka więc narzędzi, które są stosunkowo proste w użytkowaniu, nie wymagają skomplikowanych i czasochłonnych wdrożeń oraz nie są bardzo kosztowne. Jak się okazuje, takich narzędzi dotychczas na rynku nie było. My z naszym produktem doskonale wypełniamy tę lukę. 

Mieliście już pomysł, zrobiliście wstępną analizę rynku, w trójkę podjęliście decyzję, że wspólnie chcecie rozwijać Fincastly. Co było dalej? 

Bartłomiej Glac: To, co działo się dalej, było pokłosiem tego, co zrobiliśmy na początku, czyli zebrania informacji na temat potrzeb rynku. Szybko okazało się, że są one na tyle palące, że mimo wczesnego etapu rozwoju produktu znaleźliśmy klientów skłonnych zapłacić za takie wsparcie. Rozmawiałem z tymi osobami o tym, jakie mają problemy i czego oczekują, pokazywałem naszą wizję na produkt i jeśli ta wizja pokrywała się z potrzebami tych osób, podejmowaliśmy współpracę.

Pamiętasz pierwszego klienta?

Bartłomiej Glac: Tak, oczywiście! Do dziś bardzo dobrze się nam współpracuje. Pierwsi klienci zazwyczaj dostarczają najwięcej feedbacku i wyznaczają trend rozwoju produktu. Sam również często biorę udział w projektach na wczesnym etapie, bo czuję, że mam wtedy realny wpływ na to z jakiej aplikacji będę korzystał. Budując nasz produkt mieliśmy takie samo podejście. 

Z perspektywy czasu, co w tym projekcie było najtrudniejsze?

Jakub Sikora: Technicznie wiele rzeczy cały czas jest wyzwaniem, bo produkt jest ciągle rozwijany. Natomiast od samego początku jedna rzecz była bardzo istotna z perspektywy wartości dla klienta. Mam na myśli bezpieczeństwo danych. Poza tym największym wyzwaniem z którym borykaliśmy się od samego początku była niedojrzałość polskich banków pod kątem dyrektywy PSD2. 

Możesz powiedzieć coś więcej? 

Jakub Sikora: W kontekście biznesowym banki nie dostarczają wystarczająco jakościowych interfejsów do komunikacji z nimi. Przygotowując pierwszą wersję naszego rozwiązania napotykaliśmy wiele problemów, które zgłaszaliśmy, jednak niejednokrotnie musieliśmy czekać nawet kilka miesięcy zanim bank zareaguje. Korzystaliśmy ze wsparcia znajomych, którzy mieli relacje z osobami decyzyjnymi w działach technicznych banków, żeby pchnąć ten proces do przodu. Obecnie jest już lepiej, choć wciąż nie wszystkie banki wdrożyły tę dyrektywę tak jak powinny. W międzyczasie udało nam się również od tego nieco uniezależnić, zmieniając nasze procesy. Natomiast mówiąc przyszłościowo, przed nami wciąż wiele wyzwań, chociażby związanych ze sztuczną inteligencją. Jednak dotyczą już one ulepszania produktu, a nie samej jego budowy. Ten etap jest już za nami. 

Bartłomiej Glac: Mówiąc ogólnie o kwestii technicznej, w mojej ocenie jednym z najczęściej pojawiających się wyzwań jest to, że gdy aplikacja integruje jakieś systemy, to zawsze będzie zależna od nich i jakości dostarczanych danych.

Jakub Sikora: Dobrze, że poruszyłeś ten wątek. Narzędzia, które opierają się na integracji z innymi systemami, są bardzo trudne w przetestowaniu. Dane testowe nigdy w stu procentach nie odwzorowują rzeczywistości. Fincastly jest drugim tego typu projektem przy którym biorę udział i zawsze okazuje się, że założenia, pod które się przygotowujemy i budujemy produkt są mocno weryfikowane w momencie, gdy wchodzą klienci. My radzimy sobie z tym w ten sposób, że na bieżąco dostosowujemy się do tego, jak faktycznie wygląda struktura danych u klienta i staramy się ją odwzorować w procesie testowania. Nie ograniczamy się do działania na własnych założeniach. 

Bartosz Gayer: To, o czym wspomniał Kuba to oczywiście trudność, ale i szansa. Kiedy pojawiają się klienci, pojawia się również bardzo silny metabolizm produktowy. Klienci przychodzą ze swoimi danymi, a także ze swoimi informacyjnymi oczekiwaniami, które nie zawsze pokrywają się z tym, co my jako founderzy mieliśmy w głowach. My jednak staramy się zaspokoić te oczekiwania, dzięki czemu aplikacja zyskuje nowe funkcjonalności, rozwija się i staje się rozwiązaniem szytym na miarę.

Ile osób pracuje dziś przy Fincastly?

Bartłomiej Glac: W tym momencie jest to sześć osób. Trzy osoby w developmencie, jedna w sprzedaży, jedna w content marketingu oraz jedna osoba stricte operacyjna.

10 marca ogłaszacie rundę inwestycyjną. Fundusz Tar Heel Capital Pathfinder zainwestował w Was milion złotych. Jak dotarliście do Tar Heel Capital Pathfinder?

Bartłomiej Glac: Osobiście jestem zwolennikiem założenia, że produkt powinno rozwijać się w oparciu o sprzedaż. My jednak w pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że nasz pomysł jest zbyt duży, by finansować się w ten sposób, doszliśmy więc do wniosku, że potrzebujemy dodatkowego zastrzyku gotówki zwłaszcza, że zespół deweloperski jest bardzo kosztowny. Wtedy zaczęliśmy rozglądać się za funduszami inwestycyjnymi, jakie działają na naszym rynku. Zrobiliśmy sobie listę takich podmiotów i zaczęliśmy o nich czytać, konsultowaliśmy się również ze znajomymi…

Jakub Sikora: Bez większego napięcia przeanalizowaliśmy rynek. Pojawiały się też osoby, które same się do nas odzywały i wyrażały chęć zainwestowania w nasz projekt. 

Więc jak trafiliście na Tar Heel Capital Pathfinder?

Jakub Sikora: W pewnym momencie nasz klient zasugerował, że chciałby zintegrować się z jednym z systemów do obsługi kart w jego firmie. Napisałem więc do tej firmy z pytaniem, czy jest taka możliwość. Odpisał mi founder tej firmy i powiedział, że słyszał o nas i jest otwarty na taką integrację, a przy okazji polecił nam fundusz, z którym sam jakiś czas temu podpisał umowę inwestycyjną. Był to Tar Heel Capital Pathfinder. W ten sposób trafiliśmy na siebie. Jak widać najbardziej skuteczną formą docierania i nawiązywania współpracy zarówno z klientami jak i inwestorami jest polecenie. 

Bartosz Gayer: Inaczej mówiąc potwierdza się stara zasada, że networking działa wszędzie.

Ostatecznie co przeważyło, że zdecydowaliście się na współpracę akurat z Tar Heel Capital Pathfinder?

Bartłomiej Glac: Po pierwsze bardzo dobrze nam się rozmawiało. Mocno patrzę na ten aspekt, w jaki sposób fundusz odnosi się do twojego produktu. Fajnie, kiedy pokazuje Ci twoje słabe punkty, jednak jeżeli robi tylko to, to znaczy, że coś nie gra. Dodatkowo widzieliśmy, że Tar Heel Capital Pathfinder bardzo mocno się angażuje i nie zostawia tematu. W przypadku innych funduszy rozmowy trwały długo, a często po prostu się rozmywały. Natomiast w Pathfinderze było widać bardzo dobre zorganizowanie, co w naszym przeświadczeniu świadczy o tym, że nasza współpraca będzie podobnie przebiegała. Kolejna istotna kwestia to fakt, że Tar Heel Capital Pathfinder sam w sobie jest częścią czegoś większego i posiada rozbudowaną sieć kontaktów do której otrzymaliśmy dostęp. 

Z perspektywy czasu co jest Waszym największym sukcesem?

Jakub Sikora: Uważam, że – patrząc poza sam produkt – naszym największym sukcesem jest przejście, które wykonaliśmy w tak krótkim czasie. Rok temu o tej porze planowaliśmy konferencje, które miały odbyć się w 2020 roku. Dziś robimy coś zupełnie innego, wróciliśmy do świata IT w którym bardzo dobrze się czujemy. Udało nam się z jednej kartki, na której zapisaliśmy kilka założeń zrobić produkt z którego już korzystają ludzie i który znalazł uznanie funduszu. Mam poczucie, że w ciągu kilku miesięcy z niczego stworzyliśmy duży projekt z jeszcze większymi perspektywami. 

Bartosz Gayer: Dla mnie ważne jest to, że nawet jeżeli jeszcze nie jesteśmy na etapie intensywnej sprzedaży, to już w tym momencie mamy bardzo dużo życzliwego i pełnego zainteresowania feedbacku. Druga kwestia to fakt, że zaczęliśmy działalność edukacyjną i widzimy, że ludzie, którzy nas słuchają, wracają do nas i mówią, że to jest dobre. Bardzo cieszą nas te sygnały bo oznaczają, że nasz wysiłek ma sens. 

Fot. materiały prasowe

Czy to już ten etap, kiedy myślicie o ekspansji? 

Bartłomiej Glac: Tak. Jednym z naszych założeń było wyjście na rynek zagraniczny i planujemy go zrealizować w drugiej połowie tego roku.

O jakim rynku myślicie?

Bartłomiej Glac: Na ten moment nie chcemy tego zdradzać, ale tak – planujemy ekspansję. 

Jakub Sikora: Jak tylko zdobędziemy trakcję w Polsce.

Na co przeznaczycie pieniądze od Tar Heel Capital Pathfinder?

Bartłomiej Glac: Zdobyta kwota pomoże nam rozwinąć produkt od strony programistycznej i wprowadzić nowe rozwiązania do aplikacji. Chcemy też rozwijać marketing i sprzedaż. Pozyskane środki zainwestujemy również w przyszłość, przeznaczając je na tworzenie modeli automatyzacji pracy klientów.

Czego Wam zatem życzyć? Jakie kamienie milowe chcecie osiągnąć w najbliższym czasie?

Bartłomiej Glac: Życz nam pierwszych pięciuset klientów. To jest nasz pierwszy, największy kamień milowy. Zamierzamy go osiągnąć do drugiej połowy tego roku. 

 

***

Bartłomiej Glac, dziś CEO i Co-Founder Fincastly, zanim zajął się branżą eventową był czynnym programistą, jest też współtwórcą fundacji Gruba.IT oraz prelegentem i organizatorem licznych wydarzeń branżowych.

Jakub Sikora odbył podobną drogę, a dodatkowo od początku studiów szukał własnej drogi biznesowej. Dziś jako Co-Founder i Chief Technology Officer dba o kwestie techniczne związane z developmentem i rozwojem Fincastly.

Natomiast Bartosz Gayer jako Co-Founder i Dyrektor Finansowy nadzoruje cały projekt merytorycznie oraz jest odpowiedzialny za jego content marketingową i edukacyjną część. Ma przy tym 20-letnie doświadczenie menedżerskie w finansach, wykłada finanse na uczelni, dzieli się swoją wiedzą na licznych konferencjach i na łamach magazynów branżowych, jest także członkiem międzynarodowego stowarzyszenia CIMA oraz polskiego Klubu Dyrektorów Finansowych Dialog. 

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl