Marketing i Biznes Biznes Lokalny Rolnik to projekt małżeństwa Sylwii i Andreja Modic. Na pomysł wpadli walcząc z chorobą córki

Lokalny Rolnik to projekt małżeństwa Sylwii i Andreja Modic. Na pomysł wpadli walcząc z chorobą córki

Sylwia i Andrej Modic to założyciele Lokalnego Rolnika, marketplace’u ze zdrową żywnością od lokalnych rolników. Na pomysł biznesu wpadli pod wpływem choroby córki, której organizm nie toleruje konserwantów, których pełno w sklepowych produktach. Projekt powstał w 2014 roku. Rozmawiam z Andrejem o początkach Lokalnego Rolnika i o tym, jak przez ten czas ten biznes się rozwijał.

Lokalny Rolnik to projekt małżeństwa Sylwii i Andreja Modic. Na pomysł wpadli walcząc z chorobą córki
Andrej: impulsem do stworzenia wirtualnego targu prawdziwego jedzenia była choroba mojej córki Początki Lokalnego Rolnika były podobne do działania kooperatyw spożywczych 450 tys. złotych z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 8.1. i ponad 2 mln złotych od Hedgehog Fund i Protos Ventures Andrej: całe procesy logistyczne bierzemy na siebie, dostawy realizowane są w systemie just-in-time

Kiedy pojawił się pomysł na Lokalnego Rolnika?

Pomysł na założenie Lokalnego Rolnika pojawił się niedługo po moim przyjeździe do Polski. Pochodzę ze słynącej z zamiłowania do prawdziwego jedzenia Słowenii. Od ponad 30 lat moja rodzina, wraz z sąsiadami, kupuje żywność wyłącznie z lokalnych gospodarstw. Po przeprowadzce do Polski zacząłem zaopatrywać lodówkę w marketach. Mój organizm nie był gotowy na tak drastyczną zmianę jakości. Zacząłem się źle czuć, mocno przybrałem na wadze. Stwierdziłem, że jeśli taki stan potrwa dłużej, może się to dla mnie marnie skończyć. Uznałem, że muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby tu w Polsce, mieć choć ułamek tego, co w Słowenii. Chciałem na nowo zacząć prawdziwie jeść. Kolejnym, o wiele ważniejszym impulsem do stworzenia wirtualnego targu prawdziwego jedzenia była choroba mojej córki. Zarja zmaga się z autyzmem, któremu towarzyszy silna reakcja na konserwanty. Razem z moją żoną Sylwią szukaliśmy bezpiecznego jedzenia dla córki. Odwiedzaliśmy sklepy i targi, które mieniły się jako naturalne i ekologiczne. Niestety, rzeczywistość szybko weryfikowała prawdomówność sprzedawców. U Zarji wciąż obserwowaliśmy silne objawy uczulenia, gdy podawaliśmy jej rzekomo zdrową żywność. 

Mogą Cię zainteresować

Co więc zrobiliście?

W myśl tradycji z mojego rodzinnego domu postanowiliśmy zacząć szukać lokalnych gospodarstw. Sami odwiedzaliśmy okolicznych rolników i rzemieślników, sprawdzaliśmy warunki, w których wytwarzają jedzenie, dopytywaliśmy o najmniejsze szczegóły. Kupowane bezpośrednio u nich produkty podawaliśmy naszej córce. Gdy okazywało się, że jej organizm bez problemu je akceptuje, mieliśmy pewność co do tego, że jedzenie od lokalnych wytwórców jest faktycznie naturalne, bez konserwantów i chemii.

W którym momencie postanowiliście te doświadczenia przełożyć na biznes?

Z czasem nasi znajomi zaczęli prosić nas, by przy okazji odwiedzin u gospodarzy przywozić jedzenie również dla nich. Zainteresowanie rosło, ale nasz bagażnik w samochodzie niestety nie (śmiech). Ponadto, praktycznie każdy weekend mieliśmy “wyjęty” z życia. I choć cotygodniowe wizyty u gospodarzy były wspaniale spędzonym czasem, w końcu taki tryb życia zaczął być dla nas uciążliwy. Stwierdziliśmy, że czas się wreszcie odważyć i założyć portal internetowy, na którym odtworzymy nasz system zakupów u lokalnych rzemieślników. Chcieliśmy zaprosić do naszej inicjatywy jeszcze więcej osób, również spoza Warszawy. I stało się. W maju 2014 roku powstała pierwsza wersja wirtualnego targu prawdziwego jedzenia LokalnyRolnik.pl.

Czym zajmowałeś się wcześniej?

Już w trakcie studiów zacząłem pracować nad własnym biznesem. Wówczas założyłem jedną z pierwszych agencji interaktywnych na Słowenii – Plenum. Zajmowaliśmy się budowaniem serwisów i portali internetowych oraz reklamą w sieci. Pełniłem tam rolę dyrektora zarządzającego i byłem odpowiedzialny za rozwój oferowanych przez nas produktów oraz za nowy biznes.

Jak trafiłeś do Polski?

W 2002 roku pojawiłem się na polskim rynku jako współzałożyciel i prezes TouchPoints Marketing – firmy z rynku reklamy wewnętrznej. Pełniłem też rolę dyrektora marketingu i sprzedaży, odpowiadając za budowanie i utrzymywanie relacji z klientami z rynku agencyjnego. Pracowaliśmy m.in. dla takich marek, jak Toyota, Coca-Cola, Unilever, Orange, Nivea czy Procter & Gamble. Poza tym współtworzyłem również dom mediowy Simple Media, który zajmował się planowaniem i kupowaniem reklam w mass mediach. Jak widzisz, sporo się działo w moim życiu zawodowym, zanim stworzyliśmy wraz z Sylwią wirtualny targ prawdziwego jedzenia LokalnyRolnik.pl.

Jak wyglądały początki Lokalnego Rolnika?

Początki Lokalnego Rolnika były podobne do działania kooperatyw spożywczych. Jedyna różnica polegała na tym, że nasza działalność odbywała się przez internet. Prowadziliśmy na Facebooku własną grupę, której członkowie mogli składać zamówienia w tabeli w dokumentach Google. Zakupy odbierali w punktach odbioru, czyli w swego rodzaju wspólnotach sąsiedzkich. Pierwszy taki punkt powstał na warszawskim Bemowie. Z czasem naszą inicjatywą zaczęło interesować się coraz więcej osób. Zarządzanie procesami w dotychczasowy sposób nie było już takie łatwe, jak przy mniejszym gronie, dlatego zdecydowaliśmy się założyć biznes.

Jak sfinansowaliście ten projekt?

W pierwszą wersję Lokalnego Rolnika, która wystartowała w maju 2014 roku, włożyliśmy ok. 700 tys. złotych. 450 tys. z tej kwoty pozyskaliśmy w ramach dofinansowania z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 8.1. Natomiast w 2015 roku, kwotą ok. 1 mln złotych, wsparli nas pierwsi inwestorzy – fundusze Hedgehog Fund i Protos Ventures – które aż do dziś zainwestowały w rozwój naszego serwisu ponad 2 mln złotych.

Jak obecnie działa Lokalny Rolnik?

Robienie zakupów na Lokalnym Rolniku jest naprawdę proste. Po zalogowaniu się na swoim koncie zamawiający dodaje produkty od rolników i rzemieślników do koszyka. Następnie płaci za zakupy i odbiera je w wybranym przez siebie dniu. Po swoje zamówienie udaje się do punktu odbioru w sąsiedztwie lub otrzymuje je bezpośrednio pod wskazany przez siebie adres. Ta druga opcja możliwa jest w tej chwili wyłącznie w Warszawie. Klienci mogą wybierać spośród ok. 2500 rzemieślniczych produktów, wśród których znajdują się m.in. warzywa i owoce, jajka, nabiał, mięso, wędliny, ryby, pieczywo, dania gotowe, przetwory, miody, produkty sypkie, napoje i słodkości. Wszyscy rolnicy i wytwórcy są przez nas sprawdzeni, dlatego kupujący mogą mieć pewne, że zamawiają to, co najlepsze. W dodatku dajemy im możliwość bezpośredniego skontaktowania się z każdym rzemieślnikiem przez wewnętrzną skrzynkę na portalu.

Z iloma rolnikami aktualnie współpracujecie?

Aktualnie współpracujemy z ponad 130 rolnikami i wytwórcami, którzy oferują produkty klientom z aglomeracji warszawskiej, wrocławskiej, krakowskiej i śląskiej. Nieustannie jesteśmy otwarci na współprace z kolejnymi rzemieślnikami. Poszukujemy wyłącznie takich, którzy spełniają nasze wymogi pod kątem m.in. naturalnych metod upraw, dobrostanu zwierząt hodowlanych, czystych etykiet, ekologii itd. 

Domyślam się, że w całym tym projekcie jedną z bardziej skomplikowanych kwestii jest logistyka. Jak wyglądają dostawy, kto i jak je realizuje?

To prawda. LokalnyRolnik.pl działa w modelu marketplace. Jednak dość niestandardowym, ponieważ bierzemy na siebie również procesy logistyczne. Dostawy realizowane są w systemie just-in-time. Oznacza to, że wszystkie produkty dostarczane są przez rolników i wytwórców do naszych punktów przeładunkowych w dni, w których zamówienia trafiają do klientów. To dość ryzykowne, ale pozwala nam po pierwsze zapewnić świeżość jedzenia, a po drugie zniwelować do zera problem marnotrawienia żywności na poziomie dystrybucji. Rzemieślnicy przygotowują i dostarczają dokładnie taką ilość produktów, jaka została zamówiona. Niczego od nich nie odkupujemy na zapas, niczego nie magazynujemy, a dzięki temu niczego nie musimy wyrzucać. W punktach przeładunkowych zajmujemy się kompletowaniem zamówień. Panuje tam oczywiście odpowiednia temperatura, która pozwala zachować przez te kilka godzin świeżość jedzenia, zanim trafi ono do domów klientów. Produkty wymagające zachowania ciągu chłodniczego od początku do końca przechowywane są w specjalnych iceboxach. Zamówienia przewożone są przez kierowców samochodami chłodniczymi. Jedne trafiają zbiorowo do punktów odbioru prowadzonych przez koordynatorów, którzy w konkretnych godzinach wydają je zamawiającym. Inne jadą bezpośrednio pod adresy wskazane przez klientów. Dostawa do domu działa w tym momencie tylko na terenie Warszawy, ale już niebem chcielibyśmy tę wygodną formę zaproponować również kupującym z innych miast.

Ile osób pracuje dziś w Lokalnym Rolniku? 

Obecnie przy rozwoju Lokalnego Rolnika pracuje  ponad 40 osób. Mowa tu o regionalnych kierownikach, osobach z marketingu, IT, logistyki, obsługi klienta, punktów przeładunkowych, kierowcach. Poza tym są też koordynatorzy punktów odbioru. Obecnie, we wszystkich regionach, w których działamy, jest ich już prawie 200 i cały czas szukamy kolejnych osób, które chciałyby prowadzić własne grupy zakupowe i koordynować odbiory.

Co było najtrudniejsze w całym tym projekcie?

Najtrudniejsze było zatrudnienie zaangażowanego, wydajnego i zgranego zespołu. Zwłaszcza że spora jego część na co dzień pracuje zdalnie. Uważam, że dla każdego projektu ludzie pracujący w zespole są najważniejsi. Z drugiej strony, ludzie to też czynnik najbardziej nieprzewidywalny. Niemniej, dobranie odpowiednich osób do pracy przy projekcie i nieustanny rozwój zespołu to sprawa najwyższej wagi. Bez tego nawet najlepszy pomysł na dłuższą metę nie ma szansy powodzenia.

Jakie są Wasze dalsze plany?

Przede wszystkim przymierzamy się do wprowadzenia dostaw z Lokalnego Rolnika w całej Polsce. Chcielibyśmy, żeby jeszcze więcej osób mogło mieć dostęp do prawdziwego jedzenia, które pozwoli im cieszyć się dobrym zdrowiem i żeby jeszcze więcej rzemieślników mogło otrzymywać godną zapłatę za swoją ciężką pracę. Dążymy też do tego, by planeta stawała się czystsza. Nasza codzienna działalność wpływa na zmniejszenie śladu węglowego i pozwala nam walczyć z marnowaniem żywności. Chcemy podejmować kolejne kroki w kierunku zrównoważonego świata, realizując tym samym naszą misję na jeszcze szerszą skalę. Poza tym nieustannie rozwijamy portal od strony technologicznej. Dzięki temu coraz wygodniej korzysta się z niego nie tylko klientom, ale i wytwórcom. Myślimy też nad podejmowaniem partnerstw z markami podobnymi do nas, dla których ważny jest zrównoważony rozwój. I nie mam tu na myśli wyłącznie marek z branży food.  Zapraszamy do współpracy wszystkie firmy, które swoimi codziennymi działaniami – tak, jak my w Lokalnym Rolniku – dążą do tego, by świat stawał się coraz bardziej zrównoważony.

To czytają inni

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl