Marketing i Biznes Biznes PakaDlaSzczeniaka – poznajcie historię pierwszej w Polsce producentki kompleksowych wyprawek dla szczeniąt dla hodowców psów

PakaDlaSzczeniaka – poznajcie historię pierwszej w Polsce producentki kompleksowych wyprawek dla szczeniąt dla hodowców psów

A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać… pod Grójec? Magda i Roman co prawda nie rzucili wszystkiego, bo prowadzili dobrze prosperujący biznes, a dopiero pandemia koronawirusa zweryfikowała ich życiowe plany, jednak są to ludzie, którzy swoim przykładem pokazują, że można żyć inaczej. Oto historia pasji do zwierząt i firmy PakaDlaSzczeniaka.

PakaDlaSzczeniaka – poznajcie historię pierwszej w Polsce producentki kompleksowych wyprawek dla szczeniąt dla hodowców psów
Pandemia sprawiła, że ich biznes z dnia na dzień przestał istnieć Zaczęłam realizować te plany, na które wcześniej nie mogłam sobie pozwolić Badanie rynku sprawiło, że PakaDlaSzczeniaka ewoluowała Skopiowano mnie, co pokazuje, że na rynku brakowało tego typu produktów Od początku zakładałam, że kupować będę tylko te rzeczy, których nie jestem w stanie sama wyprodukować Lubię to, co robię, a apetyt rośnie w miarę jedzenia

Magda i Roman mieszkali w Warszawie i prowadzili firmę eventową, w ramach której organizowali stoiska targowe, imprezy firmowe oraz rodzinne. Interes bardzo dobrze się kręcił, jednak mieszkanie w Stolicy ograniczało możliwości rozwoju ich pasji, którą były dla nich od zawsze zwierzęta. I tak trzy lata temu postanowili sprzedać, co mają i kupić ponad trzy hektary lasu niedaleko Grójca, gdzie postawili dom. Dziś na ich ranczo mieszka razem z nimi 8 psów, 6 kóz i dwa koty.

Wtedy jeszcze tego nie wiedzieli, ale ruch ten można powiedzieć, że nadał zupełnie nowy kierunek ich życiu, a pandemia koronawirusa tylko przypieczętowała te zmiany. Jak można się domyślać, w obliczu zupełnie nowej rzeczywistości epidemiologicznej ich firma eventowa praktycznie z dnia na dzień straciła rację bytu. Roman szybko znalazł plan B i zajął się transportem, a Magda przez chwilę pozostała w domu. Była to dla niech chwila wytchnienia po latach ciężkiej pracy, ale również moment na znalezienie odpowiedzi na pytanie: co dalej?

Mogą Cię zainteresować

Ponieważ wreszcie po latach miała wolny czas, za namową znajomych, zdecydowała się pokryć swoją rodowodową suczkę Owczarka Podhalańskiego. O tej rasie zawsze marzyli, jednak dopiero, gdy wyprowadzili się na wieś, mogli sobie na nią pozwolić. Pomyślała, jak nie teraz, to już nigdy. I tak zaczęła się historia hodowli Rzeczpospolita Pieska i biznesu PakaDlaSzczeniaka. Magda, szykując wyprawkę dla miotu, który niebawem miał się pojawić na świecie, zauważyła, że na rynku brakuje kompleksowego rozwiązania dla hodowców, którzy czasami nawet kilka razy do roku muszą zajmować się szczeniakami. I tak oto Roman stał się pełnoprawnym hodowcą psów, a Magda producentem wyprawek dla szczeniaków. 

Rozmawiamy z Magdaleną Niemiec, producentką i pomysłodawczynią firmy PakaDlaSzczeniaka.

Zacznijmy od samego początku, którym dla PakaDlaSzczeniaka była pandemia. Opowiedz, proszę, co się wtedy wydarzyło w Waszym życiu

W momencie, kiedy wybuchła pandemia, byliśmy na początku sezonu i podpisywaliśmy umowy na dopiero rozpoczęty rok. Analizując wstępne umowy, byliśmy przekonani, że to będzie dla nas tak fantastyczny rok, że nawet zaczęliśmy planować rozbudowę domu. I nagle, w dwa tygodnie, okazało się, że nie mamy totalnie nic. Wtedy Roman powiedział, że to nie minie i nie możemy liczyć na to, że za miesiąc, dwa wszystko wróci do normy. Podczas gdy inni łudzili się, że to potrwa tylko chwilę, Roman powiedział, że musimy się nastawić, że w tym roku nie zarobimy na evetach nic. I jak się okazało, miał rację. 

Czym zajmowałaś się w Waszej firmie eventowej?

Projektowaniem graficznym, rysowaniem 3D stoisk, robieniem projektów pod druk, projektowaniem banerów i kompleksową organizacją tych imprez. 

Z wykształcenia jesteś grafikiem?

Nie. Jestem filologiem angielskim. Jeśli chodzi o grafikę, to jestem samoukiem. Robiłam różne kursy, żeby mieć na to papier, ale do wszystkiego dochodziłam sama. Zresztą ze wszystkim tak jest w mojej karierze zawodowej.

Przyszła pandemia i co dalej?

Przez pierwszy okres lockdownu w marcu myślałam, że zwariuję. Nigdzie nie można było wyjść, nikt nie mógł nikogo odwiedzać, zawody odwołane, więc nigdzie z psami nie mogłam pojechać, pracy nie było, zostałam tak naprawdę uwięziona na wsi. Na wsi, na której jest cudownie, ale nie wtedy, kiedy jesteś jej więźniem. Nagle moją jedyną rozrywką stał się cotygodniowy wyjazd na zakupy do najbliższej miejscowości. Wtedy ten wyjazd na zakupy był dla mnie takim świętem, że zastanawiałam się, czy zrobić sobie makijaż (śmiech). 

Długo jednak nie ubolewałaś nad sobą…

Zaczęłam realizować te plany, na które wcześniej nie mogłam sobie pozwolić. Gdyby nie pandemia nie miałabym szczeniąt, bo wcześniej byłam tak pochłonięta pracą przy eventach, że nie miałam na to absolutnie czasu. Mieliśmy psy, z którymi jeździliśmy na zawody i wystawy i wielokrotnie znajomi mnie namawiali na to, żebym je rozmnażała. Jednak nie miałam na to czasu. Pamiętajmy, że szczeniaki oznaczają, że na miesiąc jesteś dosłownie wyjęta z życia. Tak więc podjęłam decyzję, że pokryję moją Romę, suczkę Owczarka Podhalańskiego.

Co było dalej?

Wreszcie znalazłam czas na to, żeby zajrzeć w social media, zapisać się na grupy związane z hodowlą psów. I wtedy zobaczyłam, jakie produkty są tam promowane, a że znam się na tym, widziałam, że to jest słabej jakości. Czekałam już na pierwszy miot, więc szukałam różnych rzeczy, które ułatwią mi pracę przy szczeniakach. Ponieważ jestem gadżeciarą, to stwierdziłam, że moje szczeniaki będą miały wszystko najlepsze. I tak zrobiłam pierwszą wyprawkę dla szczeniaków. Rozmawiałam ze znajomymi na Facebooku o tym, pytałam innych hodowców, co oni dają do takich wyprawek, co jeszcze by się w nich przydało i tak powoli ewoluował pomysł o PaceDlaSzczeniaka

W którym momencie doszłaś do wniosku, żeby to sprzedawać?

Kiedy zorientowałam się, że zwłaszcza w okresie pandemii, skompletowanie wyprawki dla szczeniaków może być problematyczne dla hodowców. Sama, kiedy szukałam rzeczy dla mojego pierwszego miotu, wiedziałam, że muszę wszystko kupić przez internet, bo sklepy są pozamykane. Miseczki u jednego sprzedawcy, piłeczki u innego, obroże u kolejnego i nagle się okazuje, że mam 16 różnych zamówień. Czyli 16 razy muszę zapłacić za dostawę i 16 razy przyjąć kuriera. Wtedy zaczął mi się w głowie układać plan: a jakby to wszystko zamknąć w jedną Pakę?  

Kiedy PakaDlaSzczeniaka pojawiła się na rynku?

Oficjalnie PakaDlaSzczeniaka istnieje od 1 października zeszłego roku, a prototypy i badanie rynku robiłam przez wrzesień. Pod koniec sierpnia złożyłam wniosek do urzędu pracy, bo miałam już pełną wizję tego, jak to ma wyglądać i miałam przetestowane różne elementy. Początkowo zaprojektowałam kilka psich mordek, które chciałam umieszczać na boksach, a zamawiający hodowca mógł wybrać jedną z nich. Jednak po badaniu rynku wiedziałam już, że mordki to za mało, bo ludzie chcą swojego pupila na opakowaniu. Tak więc pomysł ewoluował i cały czas ewoluuje. 

Jak robiłaś badanie rynku?

Pytałam znajomych psiarzy, co myślą o takim pomyśle i co według nich powinno się znaleźć w wyprawce dla szczeniaka. Rozmawiałam z innymi hodowcami. Jest też taka grupa na Facebooku: Artykuły przydatne dla hodowców i tam ludzie sprzedają różne rzeczy dedykowane psom. Wstawiłam tam post o moich wyprawach, napisałam, że mam jakąś określoną ilość tych wyprawek i może ktoś chce kupić.

Jaki był efekt?

Dosłownie zapchał mi się messenger. Odzew był ogromny. Miałam natomiast duży problem z ceną.

Dlaczego?

Bo założyłam sobie, że to musi być produkt tak zwany: cena czyni cuda. Każdy właściciel, który kupuje psa, nie ma tu na myśli hodowcy, chce dla swojego pupila wszystko, co najlepsze. I na początku właśnie to jest najfajniejsze, pójść na zakupy i kupić mu siedemnastą obrożę, czterdziestą czwartą piłeczkę itd. Natomiast hodowca, oddając psa, chce go w jakiś sposób wyposażyć, przynajmniej na te pierwsze dni. Od kiedy PakaDlaSzczeniaka istnieje, mocno ewoluowała, bo to, co jest w środku się zmieniało. Początkowo chciałam, żeby każdy z tych produktów był absolutnie wypasiony. Jednak doszłam do wniosku, że to są rzeczy na start, na tak zwaną drogę, czyli na pierwsze dwa trzy dni, dopóki docelowi właściciele nie ochłoną po zakupie szczeniaczka i nie stwierdzą, że teraz idą na zakupy. Dlatego ostatecznie doszłam do wniosku, że to musi być tanie, ale przy tym jakościowe.

Wracając do Twojego messengera: czyli trafiłaś w niszę?

Tak, mało tego! Nawet już mnie skopiowano. Co pokazuje, że na rynku brakowało tego typu produktów. Dodam też, że nie wydałam ani złotówki na reklamę. Poszło samo, ludzie dobijają się nawet na mojego prywatnego messengera, mimo że na Facebooku jestem pod pseudonimem.

Jakie elementy znajdziemy w Pace, które sama robisz?

Kocyk, który sama obszywam lamówką. Krojenie i obszywanie kocyków wykonuję sama. Poza tym sama robię smycze i obroże, pluszową zabawkę i do niedawna szarpak. Szarpaki robiłam, bo bardzo lubię, kiedy psy bawią się szarpakami, jednak w tej chwili wychodzą ostatnie zrobione przeze mnie i będę przestawiać moich klientów na gotowe.

Dlaczego?

Bo szarpak jest najbardziej pracochłonnym elementem w tym zestawie, a żeby sprostać ilości zamówień, muszę po prostu z czegoś zrezygnować. 

Ile czasu Ci to zajmuje?

Zrobienie takiego szarpaka trwa od 6 do 10 minut. Obecnie w tym czasie potrafię obszyć lamówką cztery kocyki, w związku z tym przestało to być dla mnie rentowne. Tak więc splotłam te szarpaki, na które został mi materiał, a następne będą już kupowane zewnętrznie.

Od początku zakładałaś, że sama będziesz to produkować? Nie łatwiej byłoby kupić gotowe produkty i włożyć je w Pakę?

Po drodze pojawiły się pomysły, żeby zlecić produkcję części rzeczy na zewnątrz. Aczkolwiek od początku zakładałam, że kupować będę tylko te rzeczy, których nie jestem w stanie sama wyprodukować, czyli gumowe zabawki i miskę, bo plastikowe miski się nie sprawdzają przy szczeniętach, poza tym nie mam termoplasty, żeby je robić. Wyszłam z założenia, że większość wyprawki będzie produktem wykonanym przeze mnie. Najłatwiej jest kupić produkt w sklepie i doliczyć sobie marżę za sprzedaż. Chciałam, żeby to było inne od tego, co dają producenci karm, którzy bardzo często dają hodowcom, którzy kupują u nich karmę, różne akcesoria wątpliwej jakości.

Co masz na myśli?

To co im dają, jest obrendowane jak słup ogłoszeniowy, niestety niskiej jakości. Wartość dla nowego właściciela ma to żadną. Jednak są to rzeczy darmowe, więc nie ma się co dziwić. Więc, żeby moje wyprawki mogły być takie, jak ja chcę, to musiało to być zrobione przeze mnie. Od początku w Pace jest kocyk, w którym lamówka i jakość tkaniny robi furorę, bo to jest tkanina dla niemowląt. Długo szukałam materiału, który nie zamieni się w ścierkę po pierwszym praniu. Założenie było takie, że choć to przejściowe produkty, miały być one dobrej jakości i absolutnie nie z Chin, miały być bezpiecznie, ale przy tym tanie. Hodowca odzyskuje to, co włożył w miot w momencie, w którym oddaje szczenię, a żeby móc wydać szczenię jednym z wydatków, poza karmą, szczepieniami, badaniami są te nieszczęsne wyprawki. Więc musiało to być tanie, bo finalnie na raz kupuje się tego dużo. Dlatego stwierdziłam, że jeśli nie będzie mi się to opłacać, to wyjmę produkt, ale ceny nie zmienię. 

Skąd wiedziałaś jak szyć?

Z internetu.

Gdzie szyłaś?

W domu.

Na jakich maszynach wtedy pracowałaś?

Jedna maszyna została nam z czasów eventowych. Pierwszy raz uczyłam się szyć, kiedy prowadziliśmy jeszcze firmę eventową i musiałam awaryjnie zszyć wysłonę dachu, tak zwaną draperię materiałową czy galę w namiocie imprezowym. Szwaczka, która podjęła się wykonania tego zadania, nie dotrzymała terminu i musiałam zrobić to awaryjnie za nią. Była maszyna przemysłowa, materiał i nici, ale brak szwaczki. Tak więc trzeba było odpalić YouTuba i szyć. Wtedy wydawało mi się, że zszycie prostego odcinka nie może być zbyt skomplikowane. Intuicyjnie nawlekłam nitkę.

Udało się?

Jak się później okazało, około kilometra ścieku w prostej linii zrobiłam, mając źle nawleczoną nitkę na maszynę. Jednak udało się i gala wytrzymała cały sezon. Potem w internecie znalazłam model tej maszyny i dowiedziałam się, jak ją obsługiwać. I od tamtego momentu jakieś drobne eventowe szycia potrafiłam zrobić sama. 

A jeśli chodzi o szycie kocyków?

Początkowo podjęłam się karkołomnego zadania. Stwierdziłam, że będę szyła bez lamownika. W zasadzie to wtedy jeszcze nie byłam świadoma, że istnieje coś takiego jak lamownik. Znalazłam w internecie, że jest coś takiego jak tak zwana lamówka zaprasowana. Podczas testów przyszyłam sobie dwa palce. I tak lamówka zaprasowana stała się moją zmorą, która mnie prześladowała do momentu, aż ktoś powiedział mi, że można zrobić to inaczej. Lamówką zaprasowaną możesz podszyć kołnierzyk przy koszuli, ale nie szyć przemysłowo. Wtedy szycie kocyka, przez tę nieszczęsną lamówkę, zajmowało mi 20 minut. Aczkolwiek byłam z siebie bardzo dumna. Dwa tygodnie minęły, zanim uzyskałam satysfakcjonujący efekt i stwierdziłam, że taki kocyk mogę sprzedać. Mało tego, ręka mi się z czasem wyrobiła i nabralam wprawę. I muszę przyznać, że przy niczym tak fantastycznie nie ogląda się seriali na Netflixie, jak przy lamowaniu kocyków, to jest po prostu genialne (śmiech).

Co jeszcze sprawiało Ci trudności na początku?

Krojenie materiału. Z belki 50 metrów polaru wycinałam trzy rodzaje kocyków. Znajoma podpowiedziała mi po czasie, że jest coś takiego jak nóż do cięcia materiału, który wygląda jak ten do krojenia pizzy, tylko jest podgrzewany. Początkowo cięłam nożyczkami i to był koszmar.

Dlaczego?

Mieszkam w domu, który nazywamy kredką, powierzchnia mojej podłogi ma 6 na 6 metrów i jeszcze na tej powierzchni stoją meble, tak więc rozłożenie materiału na czymś równym po to, żeby rozrysować te kształty, to było bardzo trudne. Poza tym ten rodzaj polaru, czyli tak zwany miękki, pyli się podczas cięcia. W związku, z czym miałam polar dosłownie wszędzie, nawet w cukierniczce. Nóż do materiału okazał się zbawienny, bo on przypala materiał i dzięki temu rozwiązał się problem latających po domu cząstek polaru.

Co było dalej? Jak Paka się rozwijała?

Moja znajoma ma szwalnię w Radomiu. W momencie, w którym Paka zaczęła się coraz mocniej rozwijać, a ja dostawałam coraz więcej zamówień, zwróciłam się do niej z prośbą o udostępnienie pracowni.

Jaka to była skala?

Minimalna ilość polaru, który na początku mogłam kupić, to było 10 metrów bieżących. Tak więc kupowałam rolki po 10 metrów i na podłodze w domu na kolanach wycinałam te kwadraciki. Natomiast w momencie, w którym dostałam dotację z urzędu pracy, to było mnie stać na to, żeby kupić sobie całą belkę. No i pojawił się kolejny problem.

Jaki?

Gdzie rozwinąć 50 metrów bieżących na równym podłożu i rozrysować na nim kocyki. Tak więc zadzwoniłam do wspomnianej koleżanki z Radomia, która ma szwalnię i w niej profesjonalny stół do cięcia materiału. Koleżanka zaprosiła mnie do siebie. Wzięłam dwie belki i pojechałam. Na miejscu rozłożyłam materiał, koleżanki pokazały mi jak się laguje materiał, bo teraz już wiem, co to oznacza. Pokazały mi też, że to, co ja do tej pory robiłam w 10 godzin, można zrobić w godzinę. Korzystając z ich pomocy, pomyślałam, że poproszę ich o radę odnośnie obszywania kocyków. Pokazałam im moją lamówkę, a one prawie pękły ze śmiechu.

Dlaczego?

Dziewczyny zapytały mnie, czy ja tym obszywam kołnierzyk w bluzce, czy na serio planuję obszyć tym 100 metrów bieżących materiału. Wytłumaczyły mi, że jest coś takiego jak producent lamówek, a poza tym mogę również na takim specjalnym nożu, który one mają, sama zrobić sobie lamówkę z każdego rodzaju bawełny. Dzięki temu mogłam sama robić lamówki o takiej szerokości, jak chciałam. No i poznałam też najpiękniejsze urządzenie na świecie, czyli lamownik, który można dokręcić do każdego rodzaju maszyny i on sam układa materiał i można lecieć jednym ściegiem, nie trzeba obracać materiału. To skróciło mój czas pracy do jednej czwartej.

Nadal współpracujesz z koleżankami z Radomia?

Tak. Kupuję po belce, jadę do Radomia, pracuję na stole krojczym i tak w 10 godzin jestem w stanie skroić kocyki ze 100 metrów bieżących materiału i obszyć je lamówką. W taki roboczy dzień jestem w stanie zrobić 150 kocyków.

Kto jest Twoim głównym odbiorcą?

Mój produkt dedykowany jest dla hodowców. W ogóle nie sprzedaję tego detalicznie. Początkowo miałam taki plan, żeby wystawiać moje Paki na Allegro i wstawiać je do sklepów zoologicznych. Mogłabym to zrobić i z pewnością to by szło, jednak to skutkowałoby wzrostem ceny, albo spadkiem jakości. Dlatego stwierdziłam, że dopóki dam radę, to nie będę tego zmieniać.

Wracając do tego, co powiedziałaś na początku. Można powiedzieć, że Paka dla Szczeniaka istnieje dzięki pandemii?

Tak, gdyby nie pandemia to Paki by nie było. Po pierwsze nie zrezygnowałabym z pracy w naszej firmie eventowej, po drugie nie zdecydowałabym się na pokrycie Romy no i co było efektem tego, nie zaczęłabym układać sobie w głowie wyprawki dla szczeniąt w taki sposób, by stworzyć biznes plan gotowy do złożenia w urzędzie pracy.

Z perspektywy czasu, jesteś szczęśliwa, że tak się stało? Czy może, gdyby była taka możliwość, wróciłabyś do sytuacji sprzed pandemii?

Bardzo trudne pytanie, bo odpowiedź zależy od pory dnia (śmiech). Różnica zasadnicza polega na tym, że praca w eventach wyglądała tak, że przez pięć dni miałam pracę na full, nierzadko również po nocach, a potem miałam etap uzgadniania kolejnej umowy z klientami, odpisywania na maile i projektowania. Natomiast z Paką mam wrażenie, że jestem w pracy non stop. Poza tym teraz pracuję w takim przedziale czasowym, w którym normalni ludzie się bawią.

To znaczy?

Najwięcej zapytań przychodzi do mnie w weekendy i po 22.00. Czyli wtedy, kiedy hodowca poogarnia swoje obowiązki i ma chwilę, żeby usiąść przed komputerem czy smartfonem. Więc jest to pewnego rodzaju minus. Natomiast wracając do poprzedniego pytania, nie tęsknię za pannami młodymi, które często bywały naszymi klientkami, hodowcy psów są jednak łatwiejszym klientem (śmiech). Lubię to, co robię, a apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Masz kolejne pomysły?

Tak, cały czas. Na początku była tylko Paka. Natomiast w odpowiedzi na zapytania moich klientów zaczęłam tworzyć również dedykowane książeczki zdrowia dla psów. Projektuję okładki, na których hodowca może umieścić swoje logo czy zdjęcie konkretnego szczeniaka, a teraz również drukuję dedykowane wnętrze takiej książeczki. 

Sama też składasz takie książeczki?

Tak, wszystko robię sama. Od wykonania projektu, poprzez wydruk, składanie i zszywanie. 

Jakie są Twoje dalsze plany?

Myślę o tym, żeby kogoś zatrudnić, bo to już jest ta skala, że wydłuża się czas realizacji zamówień i jeśli dalej tak pójdzie, będę musiała zejść z poziomu obsługi klienta, czego nie chcę zrobić. Pewnie znów skorzystam z pomocy urzędu pracy. Myślę też, że będę rozwijać Pakę i dokładać do niej nowe elementy. Chcę ułatwiać życie takim jak ja, bo bycie hodowcą jest cudowną sprawą, ale jednocześnie momentami jest to wykańczające zajęcie. To jest ciężka robota, którą można sobie upraszczać i już powoli coś mi się rodzi w głowie, co jeszcze bardziej ułatwi życie hodowcom.

Polecamy również

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl