Weterynarz online to nowa usługa dla właścicieli czworonogów. Rozmawiamy z twórcą weterynarz.online i PETHELP

Pandemia pokazała nam, że zarówno technologicznie, jak i mentalnie jesteśmy gotowi na telemedycynę. Coraz częściej konsultujemy kwestie zdrowia online. Sławomir Wiatr postanowił pójść krok dalej. Weterynarz online - to jego propozycja. Rozmawiamy z założycielem PETHELP i Weterynarz.online o samych projektach, ale również o rynku weterynaryjnym w Polsce.

Weterynarz online to nowa usługa dla właścicieli czworonogów. Rozmawiamy z twórcą weterynarz.online i PETHELP

Fot. Materiały Prasowe

Czym jest PETHELP i weterynarz.online? Jak wygląda rynek weterynaryjny i zoologiczny w Polsce? Jak lekarze weterynarii reagowali na pomysł konsultacji online? Kiedy PETHELP i weterynarz.online pojawią się zagranicą?

Jak powstał pomysł na Weterynarz.online?

Sławomir Wiatr: Pomysł na Weterynarz.online powstał jako rozwinięcie naszego corowego biznesu, którym jest PETHELP. To uzupełnienie naszych pakietów weterynaryjnych. Z drugiej strony także odpowiedź na oczekiwania opiekunów pupili, z którymi do tej pory mieliśmy przyjemność współpracować. Dodatkowo własne doświadczenia nakierowały nas właśnie na taki pomysł. W przeszłości zdarzało się, że pilnie potrzebowałem skonsultować coś z lekarzem weterynarii, a nie miałem czasu na to, by podjechać do placówki czy wręcz była ona już zamknięta. Weterynarz online byłby wtedy idealnym rozwiązaniem. Jak się okazało, tego typu rozwiązań nie było jeszcze na rynku, więc postanowiliśmy zająć się tematem. Patrząc na zagraniczne przykłady takie jak FirstVet, czy PetCoach zauważyliśmy, że te projekty bardzo dobrze się rozwijają, więc dlaczego my mielibyśmy nie spróbować? 

Jakiego ma Pan zwierzaka?

Jestem szczęśliwym posiadaczem suczki Sisi i w zasadzie od dziecka wychowywałem się z przeróżnymi zwierzętami, więc obszar ten zawsze był mi bliski. 

Pandemia Wam pomogła?

Sam projekt i strona internetowa powstały w 2018 roku, czyli długo przed pandemią. Przyznam, że traktowaliśmy go nieco pobocznie, bo cały czas inwestowaliśmy czas i środki w PETHELP. Nasze podejście było na zasadzie: jak się uda to super, a jak nie to też się nic nie stanie. Jednak faktycznie w momencie pojawienia się pandemii coś się ruszyło, nastąpił bardzo duży wzrost zainteresowania portalem oraz wzrost liczby konsultacji.

Uporządkujmy te dwa projekty. Czym jest PETHELP?

PETHELP to pakiety weterynaryjne stworzone przez nas na wzór pakietów medycznych dla ludzi. Zawierają one różnego rodzaju usługi weterynaryjne, począwszy od wizyt kontrolnych, szczepień po badania laboratoryjne. To taki pakiet medyczny, ale dla zwierząt. Występuje on w dwóch wersjach: dla samych właścicieli zwierzaków oraz jako benefit pracowniczy.

Porady weterynarza online – jak to działa?

Strona Weterynarz.online to portal, na którym właściciele psów i kotów mogą zasięgnąć opinii lekarza weterynarii, dietetyka lub behawiorysty. I tu chciałbym podkreślić, że jest to jedynie zasięgnięcie opinii, nie jest to absolutnie leczenie. Nie leczymy online, jedynie dajemy możliwość konsultacji z weterynarzem w takich kwestiach jak na przykład co zrobić ze zwierzakiem do momentu wizyty w przychodni weterynaryjnej czy skonsultować wyniki badań. 

Fot. Materiały Prasowe

Często podkreśla Pan w wywiadach, że nie leczycie, tylko dajecie możliwość konsultacji. Z czego to wynika?

W ostatnim czasie została wydana regulacja dotycząca wyeliminowania niektórych rodzajów porad z obszaru telemedycyny, ponieważ w pewnych przypadkach była ona najzwyczajniej nadużywana. Sam osobiście miałem taką sytuację. Chciałem zapisać mojego sześciomiesięcznego synka na wizytę do fizjoterapeuty i dostałem skierowanie do fizjoterapeuty online. To jest nieporozumienie! Dlatego trzeba postawić mocną granicę między tym, co wymaga osobistej wizyty u lekarza, a co wystarczy skonsultować online. To, jakie informacje i z jakiego zakresu lekarz może nam przekazać online, powinno być zdefiniowane. W przypadku teleweterynarii też nie jest to do końca zdefiniowane i właśnie dlatego, podkreślamy cały czas, że my nie leczymy online, a jedynie umożliwiamy konsultację z lekarzem weterynarii. Klient nie otrzyma diagnozy czy procedury leczenia. Jest to dla nas bardzo ważne.

Wracając do Waszych usług. Tylko psy i koty?

Na ten moment, ze względu na skalę zwierzaków domowych w Polsce, skupiamy się tylko na tych dwóch grupach.

Jaka to skala?

Psów i kotów w Polsce łącznie jest ok. 14 milionów. Są to dane z rynku zoologicznego, liczba tych zwierząt w tym przypadku została obliczona na podstawie sprzedaży karmy. W przyszłości jednak nie wykluczamy, że wprowadzimy usługi i pakiety dla mniejszych zwierzątek jak gryzonie czy gady. Ta druga grupa to około milion tego typu pupili w polskich domach.

Statystyki pobudzają wyobraźnię. Jak rynek opieki nad zwierzętami rozwija się w Polsce?

Jeśli mówimy o rynku weterynaryjnym to bardzo dynamicznie: 8 proc. rok do roku, i wyceniany jest na 1,3 miliarda złotych, choć w mojej ocenie może to być, już nawet 1,5 miliarda złotych. Również branża zoologiczna bardzo dobrze się ma, bo dziś jest warta 3,5 miliarda złotych i rośnie 5 proc. rok do roku. 

Mogą Cię zainteresować

Weterynarz.online to pierwszy taki projekt w Polsce. To oznacza, że przecieracie szlaki. Patrząc na statystyki, o których Pan mówi, można sobie wyobrazić, że za moment będziecie liderami na tak dużym i cały czas rozwijającym się rynku. Nie boicie się konkurencji?

Fakt, że jesteśmy pierwsi na rynku, z pewnością jest przywilejem. Z drugiej strony wiemy, że już rozwija się kilka podobnych projektów, co prawda jeszcze oficjalnie nie są skomercjalizowane, jednak już coś się dzieje w tym obszarze. Myślę, że wynika to też trochę z tego, że liderzy mają zawsze trudniej, a my już przetarliśmy szlaki, więc siłą rzeczy inni będą szli po naszych śladach. Uważam, że mamy duży potencjał do tego, by stać się liderami rynku weterynaryjnych porad online.. Mamy też pomysł na dywersyfikację biznesu za granicą, ponieważ tam również jest obszar do tego, żeby działać. Natomiast konkurencja w naszej opinii jest czymś absolutnie pozytywnym i nawet jeżeli się pojawi, to wiem, że będzie to z korzyścią dla nas samych jak i dla naszych odbiorców.

Kiedy będziecie myśleć o ekspansji, to będzie to pod marką PETHELP. Dlaczego zdecydowaliście się na osobną nazwę dla Weterynarza.online na polskim rynku?

To są dwa duże projekty. PETHELP bardzo mocno się rozwinął i jest już na zaawansowanym etapie. Wchodząc we współpracę z lekarzami weterynarii, podpisujemy z nimi umowy oraz cenniki, które są negocjowane, to wszystko trwa. Druga strona, to fakt, że sam produkt pakietów weterynaryjnych jest totalną nowością. Dlatego nie chcieliśmy mieszać tych dwóch kwestii i wprowadzać kolejnej innowacji w postaci konsultacji online, bo w naszej ocenie byłoby to zbyt duże zamieszanie zarówno dla samych lekarzy, jak i klientów. 

Na jakim etapie jest obecnie Weterynarz.online?

Portal jest obecnie na etapie wdrażania funkcjonalności rozmów wideo, ponieważ aktualnie konsultacje online z weterynarzami są realizowane jedynie telefonicznie. Oprócz tego mamy już zaplanowane kolejne prace nad rozwojem portalu oraz automatyzacją procesów.

Jak lekarze weterynarii reagowali na pomysł Weterynarza.online?

Bardzo pozytywnie. Często narzekali na to, że udzielają konsultacji i porad w ramach własnej placówki weterynaryjnej nieodpłatnie. To wynika z tego, że lekarze weterynarii, przynajmniej ci, których ja poznałem, a było ich sporo, bo zjechałem niemal cały kraj w ich poszukiwaniu, to przeważnie bardzo sympatyczni ludzie o dobrym sercu. Niestety klienci często nadwyrężają ich dobroć. Niejednokrotnie dzwonią do nich, prosząc o poradę przez telefon, tym samym zabierając im ich cenny czas, którego w tym przypadku lekarze weterynarii nie mogą monetyzować. Telemedycyna świetnie sobie radzi, dlaczego więc i weterynarze mieliby nie mieć możliwości monetyzacji, tego obszaru ich pracy? Tak więc zareagowali na nas bardzo pozytywnie.

W trakcie pandemii wspieracie lekarzy weterynarii. Czy może Pan powiedzieć coś więcej o tym?

Tak, kiedy rozpoczęła się pandemia, postanowiliśmy wesprzeć środowisko weterynaryjne w tym trudnym czasie. Dlatego obecnie 100 proc. tego, co płacą nasi klienci za usługi przekazujemy lekarzom weterynarii, nie pobierając żadnej prowizji dla siebie. Akcja będzie trwała do odwołania. Nie ukrywam, że dla nas jest to również rodzaj modelu biznesowego, który polega na tym, że na początku chcemy naszym partnerom biznesowym (weterynarzom) dać wartość, bo bez nich nie byłoby nas. Docelowo oczywiście będziemy chcieli monetyzować ten portal i zarabiać na nim, jednak będzie to model bardzo mocno korzystny dla lekarzy przy zachowaniu atrakcyjnych prowizji właśnie dla nich.

Jak do tej pory wygląda finansowanie Weterynarza.online?

Weterynarz.online finansowany jest ze środków, które otrzymaliśmy na rozwój PETHELP, ponieważ oba brandy funkcjonują pod tą samą spółką. Poza tym fundusz inwestycyjny, który zainwestował w PETHELP, mocno nas wspiera w rozwoju Weterynarza.online. Dlatego mogliśmy pozwolić sobie na przeznaczenie części tej kwoty właśnie na ten projekt.

PETHELP, Weterynarz.online, może za chwilę pojawi się kolejna gałąź Pana biznesu? Czym się Pan wcześniej zajmował? Jak był Pan przygotowany biznesowo?

Wcześniej przez siedem lat pracowałem w Play’u. Zajmowałem tam różne stanowiska, zaczynając od konsultanta w salonie sprzedaży, następnie awansowałem do centrali do działu CRM, gdzie zajmowałem się budową wartości klienta Play. Cały czas byłem zaangażowany jednocześnie w różnego rodzaju projekty marketingowe. Następnie przeszedłem do marketingu, gdzie byłem brand managerem. Play, przynajmniej kiedy tam pracowałem, był takim miejscem, gdzie w zasadzie można było uczestniczyć praktycznie w każdym projekcie, jeśli tylko miało się czas i chęci. Była tam duża swoboda w kwestii podejmowania decyzji i spory margines na popełnianie błędów. Myślę, że zdobyłem tam bardzo duże doświadczenie i wiedzę, która zaprocentowała podczas współtworzenia PETHELP i Weterynarza.online. 

Co było najtrudniejsze w budowaniu PETHELP i Weterynarza.online?

W budowaniu PETHELP najtrudniejsze było to, że znów byliśmy pierwsi w Polsce z tego typu usługą. Bycie pierwszym daje przywilej wyznaczania kierunku, jednak z drugiej strony jest to okupione bardzo ciężką pracą. Rynek weterynaryjny w jakimś stopniu jest dość hermetyczny. Pracują na nim świetni ludzie, jednak rynek ten w pewnych kręgach jest zamknięty na nowe rozwiązania, aczkolwiek widzimy, że to powoli się zmienia. Tak więc przebicie się i zdobycie zaufania lekarzy weterynarii nie było łatwe. Natomiast jesteśmy ekipą, która nie poddaje się i każdego dnia walczy. Drugą trudną kwestią było zdefiniowanie oferty, której cały czas się uczymy i ciągle nad nią pracujemy, coś zmieniamy, dodajemy. Staramy się dostosować ją do wymagań naszych Klientów i parterów.

Ile osób obecnie pracuje przy obu projektach?

Nie rozdzielamy tego. Cały zespół zajmuje się oboma projektami. Jest w naszej pracy duża wymienność zadań, jak to w startupie. Ja też staram się rozkładać te zadania w taki sposób, żeby każdy mógł rozwijać obszary, w których dobrze się czuje. Widzę też, że przynosi to dobre efekty. Łącznie jest nas siedem osób. Dodam, że tak się ciekawie złożyło, że jest nas sześć dziewczyn i ja.

Jest Pan rodzynkiem.

Tak, jestem rodzynkiem w tym teamie. Myślę też, że nie jest to przypadek, bo prawie 85 proc. naszych klientów to kobiety. Tak więc mówimy, że jest to biznes tworzony przez kobiety dla kobiet.

Kiedy możemy się spodziewać Waszego pierwszego kroku poza granice Polski?

Najpierw musimy ustabilizować nasz biznes w Polsce, wynieść go do odpowiedniej liczby sprzedanych usług oraz zapewnić odpowiednią ich dostępność. Będziemy również w tym roku, na przełomie maja i kwietnia, rozmawiać z inwestorami zagranicznymi, którzy dopytują o nasz projekt. Jesteśmy dobrej myśli, bo na ten moment tacy ludzie sami się do nas zgłaszają i gdzieś w kuluarach już odbywają się pierwsze rozmowy na ten temat. Tak więc myślę, że nasza ekspansja zagraniczna to perspektywa około dwóch lat.

Który rynek będzie pierwszy?

Najbliżej nam do Niemiec czy Austrii gdzie świadomość usług dla zwierząt jest na bardzo wysokim poziomie, co widać również w wydatkach właścicieli zwierząt. Mówię tu zarówno o rynku B2B jak i B2C. 

W takim razie czego wam życzyć w najbliższym czasie?

Myślę, że wszystko już nam sprzyja, bo mamy do czynienia z postępującą humanizacją postaw wobec zwierząt. Więc proszę nam życzyć, by ten proces postępował dalej, bo wraz z nim naszym czworonożnym przyjaciołom żyje się lepiej. Jest to dla nas bardzo ważne, bo PETHELP to nie tylko biznes, wspieramy również schroniska, mamy też program wsparcia adopcji. Na drugim miejscu jest to, że wraz z postępującą humanizacjąpostaw wobec zwierząt rośnie zainteresowanie takimi usługami jak nasza. Tak więc życzmy sobie, aby zwierzętom żyło się lepiej, bo jak im będzie się żyło lepiej, to nam też. Poza tym liczymy też na dalsze sprzyjające wiatry w środowisku weterynaryjnym.

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl