Marketing i Biznes Biznes Jarek Łojewski (Fundacja Dobra Porażka): od dziecka uczymy się, że porażka to coś złego. To nie prawda

Jarek Łojewski (Fundacja Dobra Porażka): od dziecka uczymy się, że porażka to coś złego. To nie prawda

Czy warto opowiadać o swoich porażkach w biznesie? Jeśli tak, to jak to robić? Komu innemu miałabym zadać te pytania, jeśli nie Jarkowi Łojewskiemu, który jest pionierem propagowania w Polsce idei uczenia się z porażek, i sam siebie nazywa „porażkologiem”. Jeśli chcecie dowiedzieć się, co to znaczy „dobra porażka”, przeczytajcie ten wywiad.

Jarek Łojewski (Fundacja Dobra Porażka): od dziecka uczymy się, że porażka to coś złego. To nie prawda
Porażkologia to nic innego jak nauka o tym, jak uczyć się na błędach Moim celem jako porażkologa jest edukacja, jak „zwykłe” porażki zamieniać na dobre Zdarzyło mi się znacząco przyłożyć do bankructwa firmy produkującej gry komputerowe Nie uważam, aby moje błędy definiowały mój obraz w oczach i umysłach innych Boimy się, że porażka wpłynie na to, jak inni będą nas odbierać Uważam, że osoba, która twierdzi, że odnosi same sukcesy, nie jest wiarygodna

– Większość z nas od dziecka była uczona, że porażka to coś złego, wstydliwego. Jeśli coś ci się nie uda – jesteś nieudacznikiem. Źle napisałeś sprawdzian – pała. Nie zrozumiałeś, co masz zrobić – nagana. Takie podejście niestety wdrukowuje blame culture i później trzeba się napracować, aby wydostać się z takiego sposobu myślenia o świecie i o sobie – tłumaczy Jarek Łojewski.

Jarek jest zawodowo od ponad 30 lat związany z branżą IT jako programista, analityk, menedżer zespołów i projektów. Łącznie brał udział w ponad 700 projektach korporacyjnych oraz w roli mentora wspierał ponad 70 projektów startupowych.  Współpracuje z inkubatorami przedsiębiorczości, biorąc udział w projektach akceleracyjnych oraz doradzając indywidualnie licznym zespołom startupowym. Jest też założycielem Fundacji Dobra Porażka.

Mogą Cię zainteresować

Co to znaczy, że jesteś ”porażkologiem”?

Jarek Łojewski: Wymyśliłem to określenie trochę na wzór „rynkologii”, rozpropagowanej przez Jacka Kotarbińskiego. Porażkologia to nic innego jak nauka o tym, jak uczyć się na błędach. Tak więc jako porażkolog uczę innych, jak wyciągać nowe doświadczenia z przeżytych niepowodzeń i popełnionych błędów po to, aby zwiększyć szanse na przyszły sukces – osobisty lub firmowy.

Powiedz coś więcej o porażkologii

Porażkologia bazuje na koncepcji „dobrej porażki”, którą sformułował prof. Paul Iske. Dobra porażka to taka porażka, która zaczyna się od pomysłu na zrealizowanie czegoś z sukcesem i w uczciwy sposób oraz pełne zaangażowanie w realizację tego celu. Natomiast z różnych przyczyn, jak np. nasze błędne, z perspektywy czasu, decyzje czy czynniki zewnętrzne mogą doprowadzić do jego nieosiągnięcia – czyli porażki. Jeśli jednak wyciągniemy z tego zdarzenia wnioski, wykorzystamy je do rozwoju, usprawnienia naszego życia czy pracy, jeśli podzielimy się tym ze światem, aby inni mogli skorzystać z tego doświadczenia – to jest właśnie dobra porażka.

moim celem jako porażkologa jest edukacja, jak „zwykłe” porażki zamieniać na dobre. Po to założyłem Fundację Dobra Porażka, gdzie wraz z grupą wspaniałych przyjaciół propagujemy kulturę uczenia się na błędach, wymyślając różne narzędzia, publikując wartościowe artykuły i przykłady pokazujące korzyści z takiego podejścia. Czy też organizując Dzień Porażki, w trakcie którego nasi goście pokazują swoje doświadczenia związane z radzeniem sobie z niepowodzeniami i wyciąganiem z nich nauki.

FuckUp Nights Trójmiasto vol. III

Co jest Twoją największą porażką?

Nie mam jednej porażki, którą mógłbym nazwać „największą”. Zdarzyło mi się znacząco przyłożyć do bankructwa firmy produkującej gry komputerowe, bo nie słuchałem zespołu i upierałem się przy swoich pomysłach. Nauczyłem się z tego, aby lepiej słuchać ludzi, którzy ze mną pracują. I nawet jeśli ich pomysły czasami wydają mi się gorsze do moich, to dajemy sobie szanse na próbowanie czy eksperymentowanie.

Nie powiodła mi się też własna działalność doradczo-coachingową – za dużo było tam działań marketingowych i społecznych, a za mało sprzedaży. Teraz planując na przykład Dzień Porażki, zastanawiam się, jaki wpływ dane działanie, czy sposób podejścia będą miały na sprzedaż biletów. I staram się koncentrować na takich sprawach, które przełożą się właśnie na aspekt finansowy – z czegoś musimy opłacać koszty Fundacji Dobra Porażka. Dbamy jednak też o dobrą współpracę i relacje z prelegentami, partnerami czy sponsorami.

Nie boisz się o tym opowiadać?

Nie mam powodu się obawiać. Nie uważam, aby moje błędy definiowały mój obraz w oczach i umysłach innych. Definiuje nas sposób, w jaki radzimy sobie z problemami, w tym z porażkami. Zawsze mówiłem, jeszcze zanim zająłem się propagowaniem uczenia się na błędach, że dobrą firmę, ale też osobę, można poznać nie po tym, jakie odnosi sukcesy, ale jak radzi sobie z fuckupami.

Na przykład wiadomo, że firma będzie się bardzo starała sprzedać swoje produkty czy usługi. Ale pytanie – jak zachowa się np. w ramach obsługi reklamacji? Czy będzie równie chętna do współpracy i załatwienia jej po myśli klienta? Czy też założy, że już więcej na nim nie zarobi i nie będzie chciała zainwestować czasu czy pieniędzy w zadowalającą obsługę reklamacji?

Swoją drogą jedną z najważniejszych rzeczy, którą robimy w Fundacji, jest nauczenie ludzi, jak opowiadać i rozmawiać o błędach i niepowodzeniach – własnych i cudzych. Warto w takich przypadkach koncentrować się nie na „winnych”, ale na tym, co robić w przyszłości, aby takich porażek unikać. Nie obwiniać siebie czy innych, ale pokazać,  jak w przyszłości będziemy unikać takich niepowodzeń lub zminimalizujemy szansę ich wystąpienia.

Przez ostatnich kilka lat przeprowadziłam wywiady z setkami, jak nie tysiącami przedsiębiorców. Często zadaję pytanie o ich fuckupy, po to by moi czytelnicy, którzy są zainteresowani obszarem biznesowym, mogli uczyć się na błędach innych. Jednak nie zawsze publikuję odpowiedź na to pytanie, bo w większości przypadków mój rozmówca nie chce mówić na ten temat. Jak myślisz, z czego wynika strach przed mówieniem o porażkach?

Taka obawa może wynikać z wielu rzeczy. Mogą to być bardzo osobiste czynniki – strach przed tym, że błąd zdefiniuje nas w oczach innych, ale też własnych, jako osoby niekompetentne, nieumiejące sobie poradzić z jakimś działaniem. Boimy się, że porażka wpłynie na to, jak inni będą nas odbierać. Że nie będą chcieli z nam, „pechowcami”, pracować. Jest to widoczne zwłaszcza w środowiskach, w których panuje kultura potępiania (ang. blame culture), objawiająca się wstydem i wytykaniem błędów, gdy coś pójdzie nie tak.

Inna sprawa, że większość z nas od dziecka była uczona, że porażka to coś złego, wstydliwego. Jeśli coś ci się nie uda – jesteś nieudacznikiem. Źle napisałeś sprawdzian – pała. Nie zrozumiałeś, co masz zrobić – nagana. Takie podejście niestety wdrukowuje blame culture i później trzeba się napracować, aby wydostać się z takiego sposobu myślenia o świecie i o sobie.

Jeszcze inna sprawa to fakt, że na przykład przedsiębiorcy szukający inwestorów, klientów czy planując debiut na giełdzie, niekoniecznie chcą się chwalić swoimi niepowodzeniami, bo to obniża ich wartość rynkową – tak przynajmniej uważają. Znam jednak parę VC, gdzie historia przedsiębiorcy, który położył (niecelowo!) jeden czy parę biznesów, nie jest złą rekomendacją, a nawet przeciwnie! Oczywiście taki przedsiębiorca powinien pokazać inwestorowi, czego nauczył się ze swojej historii. Bo tylko wówczas porażki mają wartość.

Może dlatego słyszymy tylko o tych, którym się udało, a może czytanie historii osób, którym się nie powiodło, byłoby równie – o ile nie bardziej – inspirujące i pouczające?

Jeszcze za czasów prowadzenia FuckUp Nights ukuliśmy takie dwa powiedzenia. Jedno mówiące o tym, że słuchając czyjejś historii łatwiej nauczyć się unikać błędów niż osiągać sukcesy, które one opisują. A drugie: mądry uczy się na błędach, a sprytny na cudzych.

Tak więc zachęcam przedsiębiorców do dzielenia się historiami swoich porażek, a przede wszystkim doświadczeniem, jakie dzięki nim zyskaliście. Jeśli wcześniej nie przemyśleliście waszej porażki, to bardzo dużą wartość będzie dla was miało przygotowanie się do takiej opowieści. Pamiętajcie, że to już się wydarzyło. Możecie o tym zapomnieć i wyrzucić doświadczenie wyniesione z przeżytego niepowodzenia na śmietnik. Możecie je też potraktować jako zasób, który zwiększy wasze szanse na przyszły sukces. Decydujcie sami!

Pozwolę sobie przytoczyć fragment mojego wywiadu sprzed kilku lat z Maciejem Pankiem. Na moje pytanie o mówieniu o porażkach odpowiedział: Porażki to wartość dodana. W mojej ocenie są to zalety osoby, która je poniosła. Uważam, że im więcej porażek dana osoba przeżyła, a przy tym dalej funkcjonuje i rozwija się, tym jest silniejsza i w przyszłości poradzi sobie z nie jednym problemem. Kiedy przychodzi do mnie osoba, która chce dostać u nas pracę i opowiada o swoich porażkach, to jest to dla mnie bardzo cenne. Natomiast, jeśli opowiada, że wszystko, co do tej pory robiła, realizowała bez najmniejszego problemu, to jest do dla mnie stan bardzo podejrzany. Porażki to jest to, co powinien przeżyć każdy przedsiębiorca. Bez nich nie będzie zdrowym przedsiębiorcą. Zgadzasz się z tym podejściem?

Tutaj przeczytasz cały wywiad z maciejem Pankiem: Maciej Panek: porażki są jak szczepionki, które wzmacniają przedsiębiorcę

Zgadzam się z tym absolutnie. Z Maciejem miałem okazję kilka raz spotkać się w kontekście naszych działań w Fundacji. Między innymi w zeszłym roku był prelegentem na Dniu Porażki. Jego historia urzekła i zainspirowała wielu słuchacz. Była przez nich bardzo dobrze odebrana – to tak a’propos poprzedniego pytania. Ludzie docenili nieustępliwość, niezłomność, umiejętność uczenia się na błędach i wykorzystywania tych nauk do rozwoju osobistego i zawodowego.

Ja też uważam, że osoba, która twierdzi, że odnosi same sukcesy, nie jest wiarygodna. Nie znam takich przedsiębiorców, którym by kilka razy w życiu coś nie wyszło. Czasem są to większe, czasem mniejsze niepowodzenia. Ale one ich ukształtowały i doprowadziły wielu z nich do miejsca, które ich obserwatorzy uważają za sukces. A nie widzą pełnej zakrętów historii, która się z tymi sukcesami kryje.

Zachęcam, zwłaszcza młodych ludzi do czytania biografii czy poznania historii osób, które są dla nich wyznacznikami sukcesu. Z jednej strony przekonacie się, że za każdym powodzeniem ciągnie się historia porażek. Z drugiej – zyskacie zdrowe podejście do tego, co chcecie robić. Jeśli wam się po drodze powinie noga, coś się nie uda, przeżyjecie porażkę – wspomnijcie historie swoich idoli.

Jeśli natomiast karmimy się tylko historiami sukcesów, to wówczas każda przeszkoda, każde niepowodzenie powodują, że myślimy o sobie jako o nieudacznikach – bo przecież innym wszystko się udaje. Zachęcam więc do bardziej różnorodnej „diety”, którą karmicie swój mózg. Dostarczajcie mu przykładów sukcesów, porażek i wyniesionych z nich nauk.

Jesteś chyba jedną z nielicznych osób w Polsce, która chce przebić ten szklany sufit. Jesteś założycielem Fundacji Dobra Porażka, organizatorem Dnia Porażki, a kiedyś spotkań FuckUp Nights. Dlaczego postanowiłeś walczyć z lękiem opowiadania o niepowodzeniach biznesowych na tak szeroką skalę?

Powodem nie była chęć walki z żadnymi lękami, ale obserwacja, którą poczyniłem działając jakiś czas temu w środowisku startupowym. Jako mentor startapów wspólnie odkryliśmy, że wyciąganie wniosków z porażek oraz ich nieobawianie się, jest bardzo skuteczne w ich rozwoju.

Podasz przykład?

Idziesz ze swoim pomysłem do potencjalnego klienta. Opowiadasz, jaki oferujesz mu świetny produkt i co dzięki niemu klient zyska. I słyszysz „NIE”. Porażka, prawda?

Tak mi się wydaje…

Tak, będzie to „po prostu porażka”, jeśli nie pociągniesz tego „nie”.

Co masz na myśli?

Zapytaj klienta, z jakiego powodu nie? Tylko nie pytaj „dlaczego nie”, bo usłyszysz „dlatego, że nie” (śmiech).  Jeśli zadasz odpowiednio pytanie, wówczas dowiesz się, czy nie ma on teraz pieniędzy albo czasu na zajęcie się nowym produktem, czy nie zrozumiał, co mu proponujesz i jakie będzie miał korzyści, czy też nie jest pewien, czy może zaufać tobie, jako dostawcy. Może tego klienta już nie przekonasz, ale wykorzystaj te odpowiedzi, aby lepiej przygotować się do rozmowy z kolejnym, która może dzięki temu zakończy się upragnionym „TAK”.

Nauka na błędach czy budowanie i funkcjonowanie w środowisku, w którym jest to naturalne podejście do porażek, po prostu się opłacają. I pracownikom i pracodawcom.

Właśnie to odkryłem, gdy natknąłem się na format FuckUp Nights. Na początku traktowałem organizowanie FUN, jako działania marketingowe dla ówczesnej działalności, którą prowadziłem. Ale nieco później, po lekturze książki Matthew Syeda „Metoda czarnej skrzynki” zrozumiałem, że nauka na błędach, nawet tych kończących się tragediami, jak śmierć pacjenta na stole operacyjnym, czy katastrofa samolotu, są nie tylko pożyteczne, ale wręcz konieczne.

A lęki, o które pytasz, stają się nieistotne w kontekście korzyści płynących z uczenia się na błędach.

Tegoroczne wydarzenie Dzień Porażki dopiero przed nami. Na co w tym roku mogą liczyć słuchacze?

W liczbach możecie liczyć na 27 Prelegentek i Prelegentów, którzy poprowadzą wykłady czy wezmą udział w dyskusjach. Mamy zaplanowane 11 spotkań na dwóch równoległych scenach. Oczywiście nagramy wszystkie wystąpienia i dla uczestników Dnia Porażki będą one później udostępnione.

Tegoroczna edycja przebiega pod hasłem „Jak unikać porażek?”. A najlepszą do tego drogą jest bycie gotowym na niespodziewane rzeczy. Bycie gotowym oznacza skorzystanie z naszych doświadczeń, dlatego nasi Prelegenci i Prelegentki przede wszystkim dzielą się swoim doświadczeniem i inspirują do uczenia się na już przeżytych błędach, aby nie popełniać ich ponownie.

Po raz kolejny udział w Dniu Porażki weźmie Jacek Santorski, psycholog biznesu i twórca Akademii Psychologii Przywództwa. Tym razem poprowadzi panel dyskusyjny, do którego zaproszenie przyjęły niesamowite osoby: Dominika Bettman (CEO Siemens Polska), Anna Rulkiewicz (Prezes Grupy LUX MED) , Maciej Herman (CEO LOTTE Wedel) oraz Przemek Gdański (Prezes Zarządu BNP Paribas Bank Polska). Jestem bardzo dumny z tego, że takie grono szefów wielkich firm przyjęło moje zaproszenie. Liczę na gorącą i inspirującą dyskusję dotyczącą wartość budowania kultury uczenia się na błędach z punktu widzenia najwyżej postawionych osób w firmach. Chcę, aby była to inspiracja dla innych szefów czy właścicieli firm.

Nie będę wymieniał więcej przykładów Prelegentek i Prelegentów, bo musiałbym wymienić wszystkie wspaniałe osoby, które przyjęły nasze zaproszenie. Odsyłam Was na stronę dzienporazki.pl, abyście zobaczyli, kogo będziemy gościć.

Wspomnę tylko jeszcze Pawła Fortunę, którego zapraszałem już na wcześniejsze wydarzenia, ale nie pasowały mu terminy. Cieszę się, że autor książki „Psychologia porażki, czyli jak z cytryn zrobić lemoniadę”, będącej moją wielką inspiracją, pojawi się na wirtualnej scenie Dnia Porażki.

Dlaczego warto, jest brać udział w tego rodzaju wydarzeniach?

Jeśli obawiacie się mówić o własnych porażkach lub rozmawiać np. ze swoimi wspólnikami czy pracownikami o ich błędach, to takie wydarzenia pokazują wartość takich rozmów, dają przykłady, jak to robić i pokazują, jaka jest tego duża wartość. Zachęcam też szefów, menedżerów czy osoby z HR do posłuchania, jakie są korzyści z budowania kultury uczenia się na błędach. Korzyści te są duże i mierzalne, też w pieniądzach.

Poza tym wszystkim takie wydarzenia to także inspiracja do bycia odważnym, do podejmowania eksperymentów, do odwagi mówienia o swoich porażkach i problemach. A jeśli obawiacie się, że będziemy namawiać Was lub Waszych pracowników do popełniania błędów, to nie obawiajcie się. Pokazujemy, jak osiągać sukcesy dzięki uczeniu się na błędach, które mogą się pojawiać i będą się pojawiały mimo naszych starań.

Oczywiście zachęcamy do eksperymentowania, ale negatywny wynik eksperymentu to przecież nie jest porażka, tylko jeden z wielu możliwych rezultatów, prawda?

Polecamy również

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl