Maciej Panek: porażki są jak szczepionki, które wzmacniają przedsiębiorcę [WYWIAD]

14.05.2018 AUTOR: Marta Wujek

Maciej Panek jest przedsiębiorcą, który od osiemnastu lat prowadzi największą w Polsce wypożyczalnię samochodów w modelu rent a car. Natomiast w 2017 roku poszerzył działalność swojej firmy, uruchamiając w Warszawie usługę car sharingową. Na stołeczne ulice wyjechało wtedy 300 samochodów, które można wypożyczać za pośrednictwem aplikacji. Choć pan Maciej przyznaje, że na ten moment model car sharingu nie jest u nas opłacalny, wierzy że za kilka lat Polska będzie prawdziwą stolicą modelu współdzielenia pojazdów.

18 kwietnia w sieci pojawiło się nagranie ze spotkania w Google Campus, podczas którego pan Maciej opowiadał o swojej biznesowej historii. Była to opowieść pełna trudnych chwil i porażek, po których przedsiębiorca za każdym razem podnosił się silniejszy i jeszcze mocniej przekonany o tym, że chce dążyć do założonych celów.

Pan Maciej skończył zawodówkę na kierunku elektromonter górnictwa podziemnego (mimo, że marzył o tym, by ukończyć technikum). Po szkole dostał pracę w KGH, jednak zrezygnował z tej oferty, ponieważ nie chciał pracować w kopali. Dlatego, pod namową ojca, trafił do szkoły wojskowej. Tuż po szkole myślał o wyjeździe do Stanów, niestety nie miał na to pieniędzy, a rodzice nie byli w stanie mu pomóc. Po trudnych doświadczeniach w wojsku postanowił ukończyć liceum dla dorosłych. Następnie poszedł do pracy do policji, jednak się nie dostał, trafił więc do straży miejskiej. Pracował i studiował zaocznie na Politechnice.

Skończył studia podyplomowe związane z inwestowaniem. Zaczął na własną rękę inwestować na giełdzie, a ponieważ szło mu to bardzo dobrze, zaczął inwestować w imieniu innych osób. Umowa była taka: zyskamy dzielimy się po połowie i stratami dzielimy się po połowie. Szło tak dobrze, że w pewnym momencie Pan Maciej zrezygnował z etatu i zajął się jedynie inwestowaniem. Niestety po zamachach terrorystycznych w Stanach Zjednoczonych giełda mocno zareagowała, w wyniku czego pan Maciej został bankrutem. Oprócz tego, że stracił wszystkie swoje pieniądze, został jeszcze z długami, bo musiał oddać 50 proc. strat wszystkich osób, które poświęciły mu swoje pieniądze.

Próbował swoich sił w handlu, kupował i sprzedawał telewizory. Kiedy sprzedaż nie szła zbyt dobrze, wysprzedawał nawet meble ze swojego mieszkania. Wtedy uświadomił sobie, że jest na samym dnie. Nie miał żadnych środków do życia. I w tym momencie zaczął myśleć o własnym interesie. Ponieważ dużo osób wtedy jeździło do pracy do Niemiec, postanowił uruchomić usługę przewozu osób do pracy. Wypożyczył pierwszy samochód, zrobił marketing – rozwieszając ogłoszenia na słupach – i czekał na pierwszych klientów. Po miesiącu bezskutecznego czekania zrezygnował z pomysłu, co nie znaczy że się poddał.

Wizja własnego biznesu ewoluowała i osiemnaście lat temu powstała pierwsza wypożyczalnia samochodów Panek. Pan Maciej zapisał się do urzędu pracy i zdobył pożyczkę na rozkręcenie własnego biznesu, dzięki której mógł skorzystać z leasingu na samochód. Próbował różnych form marketingu, przykładowo podstawiał rano samochód pod centrum handlowe i wracał do domu na rowerze, wieczorem go odbierał i następnego dnia stawiał w kolejnym miejscu. Z czasem powoli zaczęli pojawiać się klienci.

sharing
fot. marketing i biznes

Jednak wraz z rozwojem interesu pojawiały się problemy takie jak: zniszczone, zdemolowane samochody, kradzieże, samochody zatrzymywanie przez policję, bo klienci zaczęli przewozić samochodami pana Macieje nielegalne papierosy z Niemiec. Mimo wszystkich przeciwności losu pan Maciej za każdym razem nabierał siły, jak sam mówi, każda porażka jest dla niego jak szczepionka, która tylko umacnia. Natomiast w chwilach zwątpienia wybierał się do ulubionego parku, gdzie zbierał myśli i wracał naładowany energią.

Maciej Panek opowiada o swoich porażkach z niezwykłą łatwością. Wielu przedsiębiorców woli unikać rozmów o tym co im się nie udało. Wolą przekazywać wyidealizowaną wizję budowania biznesu. Tymczasem pan Maciej odnajduje w tych trudnościach siłę i uważa, że o porażkach warto mówić.

Marta Wujek, Marketing i Biznes: Skąd bierze pan siły, by mimo ciągłych porażek wciąż się podnosić i dążyć do celu?

Maciej Panek, właściciel firmy Panek: Być może właśnie te porażki wyzwalają u mnie siłę. Im większy mam opór, tym większą energię do jego pokonania. Możliwe, że jest to podobny model jak czerwona płachta i byk. Nie lubię rzeczy łatwych i nie lubię jak jest nudno. Oczekuję tego, że w życiu cały czas coś będzie się działo, wtedy czuję się dobrze, mogę realizować trudne tematy i dopiero wtedy rozkładam swoje skrzydła. Kiedy nic się nie dzieje, nie czuję się dobrze.

Myśli pan, że jest to cecha wrodzona? Wiele osób na pana miejscu poddałoby się.

Możliwe, że częściowo jest to cecha wrodzona, ale na pewno nie całkowicie. Myślę, że w dużym stopniu jest co cecha nabyta, którą zdobyłem poprzez moje doświadczenia i porażki, które zdarzały się przez całe życie. Od zawsze byłem skazany na samodzielność, sam musiałem stawiać czoła wszystkim problemom. Nigdy nie oczekiwałem pomocy od nikogo. Tak było od zawsze. Nawet w podstawówce zadania domowe rozwiązywałem sam, a z tego co widzę obecnie, wielu rodziców pomaga dzieciom w zadaniach, lub wręcz wyręcza je. Uważam, że tak wychowywane dzieci nie do końca będą w przyszłości samodzielne.

O Zniszczenia, kradzieże, przemytnicy itd.. Dlaczego uparł się pan na samochody? Nie lepiej byłoby zająć się czymś mniej ryzykownym?

Nie wiem czy można to rozpatrywać w kategorii uparcia. Po prostu założyłem sobie pewne wyzwanie. Natomiast fakt, że drobnymi krokami mimo wszystko szedłem do przodu, nakręcał mnie. Najważniejsze są postępy, a nie to, że zdarzało się zrobić mi dwa kroki do tylu, bo jednocześnie robiłem krok do przodu, innym razem dwa do przodu, a jeden do tyłu, jednak to działało. Widząc, że mimo przeciwności losu interes rośnie, nabierałem wiatr w żagle.

sharing
fot. mat. pras.

Jednak wybrał pan dość ryzykowny biznes…

Kiedy ruszałem z tym biznesem byłem zadłużony i nie miałem ani złotówki. Owszem były problemy z kradzieżami, przemytnikami, rozbitymi autami i notorycznymi szkodami i było to uciążliwe. Jednak każda zarobiona złotówka na wypożyczaniu aut dawała mi tak ogromną radość, że miałem siłę, by się nie załamywać. Mało tego, im więcej było szkód, tym więcej siły miałem. Z każdym takim incydentem byłem coraz mocniej, zaszczepiony przeciwko takim problemom.

Więc dziś jestem przygotowany na takie sytuacje. Audi A6, samochód który wart jest 250 tys.. Kupiliśmy takich aut dziesięć. Trzy dni później pracownik floty zgłosił mi, że nasz klient wyprzedzając kolumnę samochodów wjechał do rowu i dachował. Klientowi na szczęście nic poważnego się nie stało, jednak cały samochód poszedł do kasacji. Niektóre osoby w takiej załamałyby się, a ja przechodzę do porządku dziennego nad takimi sytuacjami. Trudno, stało się – taki jest ten biznes. Z jednej strony zarabiamy na wynajmach, z drugiej strony klienci rozbijają nam auta. Ale suma summarum wychodzimy na swoje.

Na giełdzie stracił pan wszystkie pieniądze, a do tego wpadł w długi. Poszedł pan wtedy do urzędu pracy po dotację na otwarcie własnej firmy. Może się wydawać, że najbardziej racjonalną decyzją w takiej sytuacji byłoby szukanie jakiejkolwiek pracy. Jednak pan postanowił realizować swoje plany…

Kiedy rozwinąłem swoją działalność związaną z giełdą, zrezygnowałem z bardzo dobrego etatu w urzędzie miasta. To ja zrezygnowałem, z czego mój ówczesny szef był niezadowolony, więc w każdej chwili mogłem wrócić na to stanowisko. Było mi tam dobrze, ale to mnie nudziło. Chciałem robić coś, co by mnie kręciło, coś co będzie sexy! Gdybym wrócił wtedy na etat, to byłaby dla mnie porażka, cofnięcie w rozwoju. Dlatego nie brałem tego pod uwagę.

Dlaczego nie boi się pan mówić o swoich porażkach? Wielu przedsiębiorców unika tego tematu, woli opowiadać o wyidealizowanym świecie biznesu.

Porażki to wartość dodana. W mojej ocenie są to zalety osoby, która je poniosła. Uważam, że im więcej porażek dana osoba przeżyła, a przy tym dalej funkcjonuje i rozwija się, tym jest silniejsza i w przyszłości poradzi sobie z nie jednym problemem. Kiedy przychodzi do mnie osoba, która chce dostać u nas pracę i opowiada o swoich porażkach, to jest to dla mnie bardzo cenne. Natomiast, jeśli opowiada, że wszystko co do tej pory robiła realizowała bez najmniejszego problemu, to jest do dla mnie stan bardzo podejrzany. Porażki to jest to, co powinien przeżyć każdy przedsiębiorca. Bez nich nie będzie zdrowym przedsiębiorcą.

Patrząc na pana historię widzę sinusoidę. Raz na wozie, raz pod wozem. Przyzwyczaił się pan do tej ciągłej huśtawki? Były chwile załamania? Zdarzało się, że na spacerach po parku rozważał pan opcję rezygnacji?

Były chwile kiedy następowało zwątpienie. Jednak zawsze było to krótkotrwałe. Po takich momentach zawsze przychodziła do mnie pewnego rodzaju siła. Miałem wrażenie, że trzymam w dłoniach ogromne lasso, którym zaczepiam wszystko co jest dookoła mnie: drzewa, lasy, budynki itd. i tym wszystkim kręcę, bo mam tak ogromną siłę. Ta wizja powodowała to, że czułem ogromną moc. Jak tylko jakiś problem znów się pojawiał, wczuwałem się w tą wielką siłę i dzięki niej mogłem go pokonać.

Żona pana wspierała?

Moja obecna żona bardzo mocno mnie wspiera, pracujemy razem i dzięki temu powstaje dodatkowy element synergii. Natomiast pierwsza żona opuściła mnie zanim otworzyłem interes. To była kolejna cegiełka do tych zgliszczy po giełdzie. Najpierw żona mnie opuściła, później strata na giełdzie, zostałem zupełnie sam, bo moja rodzina na stałe wyjechała zagranicę. Dodatkowo miałem wtedy roczne dziecko, a żona odcięła mi kontakty z nim. Nie miałem żony, nie miałem rodziny, byłem kompletnie sam i byłem na samym dnie.

sharing
fot. mat. pras.

Każdy by się załamał…

Możliwe. Zwłaszcza, że na wszystkich polach przeżywałem dramaty. Natomiast to w jakimś sensie pozwoliło mi na zwiększenie mojej odwagi.

Zwiększenie?

Tak, bo wtedy nie ryzykowałem tym, że jeśli stracę kolejne pieniądze, to moja rodzina nie będzie miała co jeść. Ryzykowałem tylko tym, że to ja nie będę miał co jeść. To, że byłem sam, paradoksalnie pozwoliło mi wejść na wyższy poziom ryzyka. Nie wiem czy zdecydowałbym się na to samo, jeśli miałbym normalną rodzinę. Obecnie otworzyliśmy mocno ryzykowny car sharing, to była duża inwestycja również połączona ze sporym ryzykiem. Jednak teraz możemy tę inwestycje dofinansowywać z branży, która jest dochodowa, czyli rent a car.

Są osoby, które otworzyły startup polegający tylko na car sharingu, niestety w tym momencie w Polsce nie da się zarabiać na tym biznesie. Jest to długofalowa inwestycja. Stawki są tak niskie, że tylko masowe wynajmowanie samochodów spowoduje, że ten interes będzie opłacalny. Natomiast na tę chwilę przy świadomości mieszkańców na poziomie 10 – 15 proc. nie ma takiej siły nabywczej, która spowodowałaby, że ten interes zacznie zarabiać.

Czyli odradzałby pan zakładanie firmy opartej na car sharingu?

Car sharing to jest coś, co wymaga bardzo dużego wkładu finansowego. Nowe starupy, które  nie mają takiego zaplecza, będą miały bardzo trudne zadanie. Proszę popatrzeć co się dzieje z trzecią firmą car sharingową w Warszawie, czyli 4mobility. Jest to firma, która ma najmniej samochodów i również występuje na giełdzie papierów wartościowych. Jednak od kiedy weszli na giełdę, to ich akcje cały czas spadają.

Dlatego, że mają za małą flotę?

To jest jedno. Być może ich aplikacja lub po prostu model biznesowy nie jest dopracowany.

Jeśli jednak ktoś uparłby się i chciał wystartować z firmą car sharingową to ile powinien mieć samochodów?

Im więcej tym lepiej.

A minimum?

Myślę, że minimum musimy liczyć w tysiącach sztuk samochodów, żeby obecnie wchodzić na rynek.

A jeśli ktoś nie ma takiego zaplecza, gdzie szukać finansowania?

Myślę, że dla osób, które chcą zajmować się startupami i szukają jakiegoś interesu, dobrym tematem jest pozyskanie outsourcingu do usług car sharingowych. Przykładowo my mamy duże kłopoty z myciem samochodów. Robimy to na własną rękę, a gdyby zgłosiła się do nas jakaś firma, która opracowałaby fajny patent na mycie naszych pojazdów, to chętnie podjęlibyśmy taką współpracę.

Proszę zwrócić uwagę w jaki sposób wielkie marki samochodowe współpracują z polskimi producentami części. Ponoć jesteśmy jedną z największych fabryk części do samochodów, a nie mamy przecież żadnej marki samochodowej. To wszystko jest produkowane dla innych krajów. Bardzo dobrze spisujemy się jako kooperanci. To samo można przełożyć na nowe firmy i szukać dla siebie kooperacji z car sharingiem, jeśli ktoś jest tak zainteresowany właśnie tą branżą, a nie ma pieniędzy na kosztowną flotę.

sharing
fot. marketing i biznes

Według pana w przyszłości Polska będzie stolicą car sharingu. Jak to się ma do tego, że mówi pan, że jest to nieopłacalny biznes?

Na razie mamy kilka firm car sharingowych w Polsce, które tym się zajmują. To, że mamy obecnie tak duży problem z wyjściem na prostą i rentownością tego biznesu spowoduje to, że powstaną mocne, silne firmy, które jeśli pokonają ten problem, będą potrafiły później z przytupem wejść na rynki zagraniczne. Dodatkowo nasze aplikacje są na bardzo wysokim poziomie i często są zdecydowanie lepsze od tych, które działają na świecie. Widzę jak to się rozwija, naszym firmom brakuje tylko klientów, którzy ruszyliby do tych samochodów i korzystali z nich!

Czyli chodzi o edukację rynku?

Tak. O świadomość ludzi. Samochody na własność to wcale nie jest coś dobrego, to już jest historia. Teraz lepiej samochód jest używać niż posiadać! Rent a car jest dobrze znanym modelem dla ludzi. Natomiast przez osiemnaście lat nikt się naszą firmą nie interesował. Dopiero jak otworzyliśmy car sharing, to zaczęły przychodzić do nas media, zaczęto zapraszać nas na konferencje i imprezy biznesowe. To jest bardzo dobre, bo ludzie coraz więcej słyszą o car sharingu.

Kiedy kupowaliście flotę 300 samochodów, kupiliście je na raz? Skąd finansowanie?

Tak od razu. Finansowanie zewnętrzne.

Inwestor?

Nie, po prostu bank.

Dał pan sobie jakiś okres, który chce pan przeczekać? A jeśli po jego upływie car sharing nie zacznie się zwracać zrezygnuje pan?

Nie. Nie dałem sobie takiego okresu, ponieważ nie uważam tego za inwestycję kapitałową. Nie rozpatruję tego w takich kategoriach, że jeśli stracę określoną sumę na ten interes, to więcej już nie chcę tracić. Traktuje to jako moją wizję i misję. Chcę pomagać ludziom w transporcie publicznym. To jest mój wkład w świat, który chcę dać. Postawiłem firmę, która zarabia pieniądze i daje 230 osobom pracę. Jednak poza tym chcę dać od siebie jeszcze więcej.

Podróżując po świecie doszedłem do wniosku, że najlepsze co dla świata mogę zrobić, to wykorzystać doświadczenie w wynajmowaniu samochodów i przełożyć je na nowoczesną formę, jaką jest car sharing. Obecnie nie zarabiamy na nim, ale liczymy na to, że w przyszłości będzie to biznes rentowny. Realizuję więc swój plan, a jak będzie nie wiem. Liczę na to, że skończy się to dobrze, ale nie ukrywam, że jak na razie nie wygląda to zbyt wesoło. Jednak ta sytuacja powoduje , że mnie to coraz mocniej kręci.

Kiedy osiągnął pan swoje cele związane z firmą tradycyjnej wypożyczalni samochodów, powiedział pan, że stracił swój cel. Czyli car sharing jest kolejnym, tym razem misyjnym?

Tak. Wcześniej zdobyłem wszystko co mogłem. W tych marzeniach na początku, kiedy miałem kilka samochodów, chciałem mieć oddziały w całej Polsce i to już dawno się spełniło. O tylu autach, które mamy obecnie nawet nie marzyłem. Przerosłem swoje marzenia, więc nie było już energii na zdobywanie innego celu, bo tego celu już nie było. Dopiero jak powstał pomysł z car sharingiem odzyskałem siły, bo zyskałem kolejną rzecz do budowania. Jednocześnie doszedłem do wniosku ze nie można żyć tylko celami.

sharing
fot. mat. pras.

Ile macie samochodów w rent a car?

Około dwóch tysięcy w całej Polsce. Natomiast w car sharingu, jak już pani wspomniała, mamy 300 samochodów w Warszawie, a do końca roku chcemy zwiększyć ich ilość do 1000 sztuk.

Są plany szerszej ekspansji?

Oczywiście, nie tylko na największe miasta w Polsce ale również zagranicę.

To będzie model franczyzowy?

Na razie nie przewidujemy modelu franczyzowego. Być może taki model będzie zagranicą ale nie w Polsce. Na razie nie chcę o tym mówić.

Wróćmy do aplikacji. Macie państwo na pokładzie informatyków i programistów?

Nie, całkowicie to outsourcingujemy. Pierwszą aplikację kupiliśmy od francuskiej firmy, która była jedną z lepszych na rynku. Niestety nie zawsze działa ona tak jakbyśmy sobie tego życzyli, a my chcemy aby nasze aplikacje były najlepsze z możliwych. Przyznam, że trochę się na tym zawiedliśmy, bo francuska firma, która nam to rozwiązanie dostarcza, nie za bardzo idzie z duchem czasu. Oni uważają, że jeśli coś działa na zachodzie, to nie musi być rozwijane tak jak chcą Polacy. Natomiast my chcemy czegoś więcej niż standardów. Więc inwestujemy obecnie w nową aplikację, która będzie działała jeszcze lepiej.

Sami ją robicie?

Nie, ale robiona jest przez firmę polską.

Dlaczego nie własny zespół?

Ponieważ to nie jest nasz core biznes. Pilnując jeszcze programistów moglibyśmy się rozjechać, a my chcemy robić to, co lubimy robić najbardziej, czyli dostarczać samochody w modelu car sharingowym. Natomiast wszelkie usługi, a w tym informatyczne, niech robią firmy, które zajmują się tym profesjonalnie. Utrzymanie teraz informatyków i w ogóle budowanie takich zespołów wymagałoby od nas nauczenia się tej sztuki. Nie mamy na to czasu i siły. Wolimy naszą energię poświęcić na rozbudowywanie interesu car sharingu i rent a car, niż na budowanie systemów, gdyż możemy zrobić to wspólnie z firmą zewnętrzną i prawdopodobnie zrobić to lepiej.

Jak rozumiem rozwiązania elektroniczne również są robione przez firmy zewnętrzne?

Tym również zajmują się firmy zewnętrzne. Cała telemetryka, urządzenia pozycjonujące, czujniki ruchu, dzięki którym wiemy, że samochód uległ wypadkowi i od razu możemy interweniować. Samochody automatycznie płacą za siebie opłaty parkingowe, czy automatycznie się otwierają. Jest to bardzo rozwinięta automatyka połączona z telefonem klienta. Są to skomplikowane sprawy i znów my nie mamy czasu na to, by się tego uczyć.

Podczas swojego wystąpienia w Gogle Campus mówił pan, że w kwietniu szykuje się wielka rewolucja w państwa biznesie. Czy może pan już powiedzieć o co chodzi?

Jeszcze nie mogę. Dopóki nie podpiszemy umowy z miastem. Byliśmy jedynym oferentem w przetargu miejskim w Warszawie i aktualnie jesteśmy tuż przed podpisaniem umowy na car sharing miejski. Jednak nie mogę jak na razie nic na ten temat powiedzieć, dopóki nie podpiszemy tej umowy.

Ma pan swój samochód?

Nie. Korzystam z samochodów, których w danym momencie nasi klienci nie używają.

Jak wyglądają przeglądy, kto tankuje samochody?

Mamy swoje zaprzyjaźnione serwisy do których oddajemy nasze pojazdy. Poza tym samochody są na gwarancji, bo są to głównie nowe samochody. Jeśli chodzi o tankowanie samochodów dajemy naszym użytkownikom pewne bonusy za zatankowanie samochodu. Są osoby, które wręcz wyszukują samochodów, które mają mało paliwa, zawożą je na stację, tankują i dostają za to bonus. To działa wyśmienicie. Mamy też zespól techniczny kilkunastu osób, które błyskawicznie reagują na wszelkie nieprawidłowości.

fot. mat. pras.

Były jakieś błędne decyzje, których z perspektywy czasu uniknąłby pan?

Tak. Na podstawie pierwszych pięciu samochodów ustaliliśmy sobie sposób ich odblokowywania przez aplikację. Nie czekając na pozostałe 295 samochodów, spiesząc się z uruchomieniem usługi. Jak się później okazało, importer w między czasie w pozostałych zamówionych pojazdach zmienił model zabezpieczenia samochodu przed kradzieżą. Co spowodowało, że nasi klienci nie mogli uruchomić auta jednym kliknięciem, a musieli dodatkowo włączyć przycisk w schowku. Nie przewidzieliśmy tego, że importer może zmienić konfigurację auta w trakcie dostawy. To był duży błąd, natomiast teraz, przy kolejnych autach, tego błędu nie popełnimy.

Rent a car, car sharing… co dalej?  Będzie moment, że powie pan – dość?

Gdybym myślał o tym, że się zatrzymam, to bym siadł i nie miałbym energii. Mam nadzieję, że cały czas będę rozwijał coś nowego. Ludzie nie mogą osiąść na laurach i stwierdzić, że wiedzą już wszystko. Trzeba się cały czas rozwijać i ja to robię, a rozwijając siebie rozwijam firmy. To jest przyszłość, która nigdy się nie kończy. W mojej głowie nie ma takiej myśli, że w pewnym wieku odejdę na emeryturę i będę siedział z drinkiem pod palmą. To nie dla mnie. Już teraz mogę to robić, ale po tygodniu, maksymalnie dwóch nudzi mi się to.

To może kolejnym krokiem będą samochody autonomiczne?

Myślę, że z czasem to wejdzie, a w zasadzie jest to konieczność. Natomiast obecnie ta technologia przestaje się rozwijać przez dylematy moralne.

Moralne?

Producenci aut nie mając odpowiednich przepisów, nie wiedzą jak zaprogramować samochód. Czy pojazd będąc w sytuacji konfliktowej, w której podejmie decyzję ratowania dziecka, powinien skręcić w prawo i rozjechać staruszkę, czy w lewo w grupkę osób? W kogo wjechać żeby była jak najmniejsza szkoda? To niestety trzeba ustalić z góry, bo samochód nie może decydować w trakcie, on musi mieć z góry założone priorytety. To są niesamowite dylematy prawne i moralne. Dlatego te usługi jeszcze nie działają. Aczkolwiek uważam, że z czasem zostanie to rozwiązane, bo ostatecznie samochody autonomiczne są dużo bezpieczniejsze, niż samochody kierowane przez ludzi.

Jeśli chodzi o sharing. Może to tylko moda, która za jakiś czas przeminie?

Nie ma szans żeby to minęło. Cała ludzkość nie może sobie pozwolić na takie eksploatowanie dóbr materialnych. Proszę zwrócić uwagę, jak liczba mieszkańców Ziemi wzrasta. Jeśli każdy będzie chciał mieć własny samochód to nie starczy nam drzew, wody, żelaza itd.. Nie mówiąc o powstających z tego wszystkiego tonach śmieci. Dlatego jedynym ratunkiem dla nas jest zwiększenie efektywności tych samochodów. Poza tym to dbanie o czyste powietrze, nasze auta już są hybrydowe, a z czasem te samochody będą elektryczne.

Jak na razie nie mamy infrastruktury do samochodów elektrycznych…

Rozwija się ona bardzo powoli, natomiast z czasem za rok może dwa myślę, że pojawią się szerzej wykorzystywane auta car sharingowe elektryczne.

Policja nie ułatwiała wam pracy. Liczne kontrole i mandaty za brak oryginału dowodu rejestracyjnego w pojazdach. Jak pan skomentuje ten stan rzeczy? To zła wola ze strony państwa, że wciąż nie ma uregulowań względem car sharingu?

Ze strony państwa nie ma żadnej złej woli. Po prostu ministerstwa to jest jeden wielki moloch i tam wszystko idzie bardzo powoli. Życzyłbym sobie żeby szło szybciej. Jednak złożyliśmy skargę do Rzecznika Konsumentów. W efekcie napisał on w naszej sprawie do Ministerstwa Cyfryzacji i dzięki temu obecnie przepisy się zmieniły i lada chwila wejdzie w życie rozporządzenie zgodnie z którym nie będzie trzeba wozić w samochodzie oryginału dowodu rejestracyjnego.

Inne firmy sharingowe również walczą w ten sposób o regulacje tej branży?

Od nikogo nie dostajemy pomocy, samodzielnie wydeptujemy tę ścieżkę. Zyskają na tym wszyscy. Nie tylko firmy sharingowe, ale również ludzie, którzy mają prywatne samochody, bo nowy przepis będzie się tyczył wszystkich.

Jaką radę dałby pan osobie, która myśli o car sharingu i chce wejść w ten biznes?

Miejsca na rynku jest jeszcze bardzo dużo. Natomiast radziłbym najpierw przetestować jako klient jak największej ilości takich usług, żeby mieć świadomość jak to działa. Bardzo dobrym miejscem na takie testy jest Moskwa. Jest to miasto, które w mojej ocenie jest na pierwszym miejscu w czołówce światowego car sharingu. Działa tam wiele tysięcy  samochodów sharingowych. Władze miast doskonale  dogadują się z firmami, które prowadzą tego typu usługi i zostały stworzone specjalne przepisy. U nas na razie tego nie ma. Jednak przykład Moskwy pokazuje, że miasto dając prawne podstawy do funkcjonowania sharingu, powoduje rozkwit tego typu usług. Naszym przedsiębiorcom jest to wciąż utrudnione. Jednak myślę, że to kwestia czasu.

Do góry!

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail