Marketing i Biznes Biznes Jak agencjom współpracuje się z korporacjami i dużymi markami? Zapytaliśmy m.in. Mitsubishi i mBank

Jak agencjom współpracuje się z korporacjami i dużymi markami? Zapytaliśmy m.in. Mitsubishi i mBank

Długie procesy decyzyjne, kontakt z menedżerami średniego szczebla, zawiłe umowy czy opóźnienia w zapłatach - to jedne z wad, które agencje najczęściej dostrzegają w pracy z korporacyjnym klientem. Co zaś jest po drugiej stronie barykady? Giganci narzekają na wyegzekwowanie tego, czego pożądają od agencji i niekiedy przez całe miesiące bądź lata muszą się z nimi docierać. Czy jednak w przestrzeni zleceń korporacyjnych są tylko i wyłącznie wady? Czy może istnieje synergiczny pomost pomiędzy światem agencji i korporacji? O wspólne doświadczenia zapytaliśmy CEO agencji digitalowych oraz mBank i Mitsubishi.

Jak agencjom współpracuje się z korporacjami i dużymi markami? Zapytaliśmy m.in. Mitsubishi i mBank
Nie zawsze agencje są gotowe na współprace ze znanymi markami i korporacjami. Czasem duże zlecenie może pogrzebać biznes. Współpraca z Coca-Colą czy McDonald's - czy agencjom chodzi o zysk, czy o portfolio? Jakie są zalety współpracy z największymi markami? Czego korporacje nie lubią w agencjach? Jak duże marki mierzą efektywność pracy z agencjami?

Agencje dostrzegają problemy we współpracy z korporacjami

Dla wielu agencji marketingowych czy PR-owych obsługa znanych marek i wielkich korporacyjnych klientów to marzenie. Kojarzą się oni przede wszystkim z wielkimi budżetami i wysokim profesjonalizmem. Jak się jednak okazuje – ci którzy mieli już doświadczenia w pracy z korporacjami, wiedzą doskonale, że nic nie jest czarno-białe. Świat gigantów to ograniczony kontakt z menedżerami wysokiego szczebla, nie wspominając już o zarządzie czy CEO. Spotkania z tymi ostatnimi, przy których można ustalić szczegóły współpracy, to coś, co nie zdarza się praktycznie nigdy. Z CEO korporacji jest trochę jak z jaszczurkami zielonymi w Polsce. Niby każdy w szkole słyszał, że takowe występują, ale praktycznie nikt ich nigdy nie widział. Współprace ze znanymi, dużymi markami to również długie i skomplikowane procesy decyzyjne, czy obszerne umowy, które niejednokrotnie przed podpisaniem – wymagają konsultacji prawnej. To właśnie te aspekty najczęściej powtarzane są przez agencje jako wady współpracy z korporacjami. Jest ich jednak więcej.


– W mojej pracy agencyjnej zatoczyłam koło. Zaczęłam od obsługi dużych marek jak Carrefour czy Wawel S.A. w międzynarodowej agencji. Potem kiedy przeszłam na swoje, poznałam sektor MŚP. Teraz w Smyrska PR obsługujemy zróżnicowane portfolio klientów, w których są i korporacje i kilkudziesięcioosobowe software house’y.Mam za sobą długi i czasem bolesny proces definiowania persony klienta mojej agencji, w tym opracowanie listy plusów i minusów pracy z korporacjami. Pracujemy dla dużych marek, ale mamy założone filtry i systemy wczesnego ostrzegania, wiedząc doskonale, co może pójść nie tak we współpracy – mówi Marta Smyrska, CEO Smyrska PR i cofounderka Contelia.

Wady współpracy z korporacjami to przede wszystkim:

  • Długie procesy decyzyjne,
  • Wydłużone terminy płatności, częste opóźnienia w ich dokonaniu (choć równocześnie jest to gwarancja wypłaty),
  • Ograniczony dostęp do CEO, komunikacja na poziomie middle managmentu,
  • Zatory w przepływie informacji, brak kultury udzielania feedbacku przez wzgląd na kilkanaście osób kontaktowych czy sprzeczne interesy wewnątrz firmy,
  • Rozproszenie odpowiedzialności i decyzyjności – prawo Parkinsona,
  • Brak dostępu do danych finansowych czy analityki strony WWW, a przez co niemożność powiązania pracy agencji z efektami,
  • Mniejsze zaangażowanie osób po stronie klienta, dla których często projekt danej agencji jest tylko jednym z wielu.

– Duże marki to dla agencji często trampolina do sukcesu, możliwość szybkiej nauki i zbudowania imponującego portfolio. Jest to jednak również ryzyko zatoru płatniczego, frustracji wynikającej ze słabego przepływu informacji oraz nagłej wymiany na inną agencję. Jak pracować z korporacjami? Zapytałam o to kiedyś jednego z moich klientów, który od lat z sukcesami obsługuje duże marki. Odpowiedź brzmiała: nie angażować się za bardzo – twierdzi Smyrska i dodaje – My się akurat angażujemy w naszą pracę i uczciwie o tym informujemy w ofercie, pisząc: “legendarne zaangażowanie (nie wszyscy klienci tego oczekują)”. Liczymy, że od naszych klientów doświadczymy partnerskiego podejścia, otwartości na krytyczny feedback i co najmniej 15% wolności twórczej. Bez tych trzech rzeczy produkcja wysokiej jakości contentu po prostu się nie uda!

Agencje mają fetysz dużych marek, choć niekiedy nie są na nie gotowi

Choć wygranie przez agencję dużego przetargu u znanej marki, może być wyjątkową szansą na uzyskanie rozpoznawalności, ciekawe case study i otrzymanie sporego zastrzyku gotówki, to takie zlecenia mogą niekiedy całkowicie pogrzebać firmę. Współpraca z olbrzymami pokroju, np. Coca-Coli, wymaga niejednokrotnie od marketerów, PR-owców czy software house’ów całkowitego piwotu mentalności, czy kultury pracy. To m.in. z powodu pochłaniania sporej części zaangażowania i czasu danej agencji. Wysokobudżetowe zlecenia, to również spore wymagania wobec zaangażowania czy nieraz przytłaczająca ilość pracy, która może wyhamować i sparaliżować pozostałe zlecenia. Problem ten może unaoczniać się przede wszystkim wśród małych i średnich agencji czy software house’ów, które niekiedy nie są gotowe na podjęcie współpracy z korporacyjnym gigantem.


– Duże marki to nie tylko większe budżety i fajniejsze projekty, ale często również znacznie więcej pracy – zwykle tej niewidocznej, obsługowej i papierkowej. Częstsze i bardziej szczegółowe raportowanie, spotkania i calle z wymagającym klientem – głównie Project Managerami, którzy  po stronie zlecającego właśnie tym się zajmują i mają na to czas. Tymczasem po stronie wykonawcy jest mała firma, bez procesów na takie okoliczności, wiec obsługą takiego dużego zlecenia zajmuje się sam CEO, który… szybko przestaje mieć czas na cokolwiek innego. To również dłuższe terminy płatności, więcej roboty papierkowej i prawniczej. Do tego fałszywe poczucie bezpieczeństwa – kiedy wydaje się nam, że taka duża marka to najlepsze co mogło się trafić naszej firmie, angażujemy się na 200%. Dajemy wszystkie ręce na pokład tego konkretnego zlecenia, zaniedbując pozyskiwanie innych klientów. W efekcie zakłócamy bezpieczną proporcję przychodów od jednego klienta względem innych źródeł, uzależniamy się od dużego klienta, a kiedy odchodzi – zostajemy z niczym i budujemy od nowa. Duże marki to świetna sprawa, o ile jesteśmy na nie gotowi jako organizacja i jako zespół – mamy dobrze działające procesy i jesteśmy w stanie udźwignąć wszystko, co się z tym wiąże –podsumowuje Anna Karcz-Czajkowska, CEO JCD.pl.

Znane marki są również wyzwaniem w kwestiach dot. pracy kreatywnej. Co dla nikogo nie powinno być niczym dziwnym – za gigantami stoją dekady, a nawet wieki budowania określonego wizerunku czy strategii komunikacji, co może czasem utrudniać poruszanie się w ich obrębie dla kogoś z zewnątrz. O ile małe, dopiero raczkujące brandy czasem dokonują piwotów i niekiedy agencje pracują z nimi od początków tworzenia przez nich identyfikacji wizualnej, biorąc udział w procesach np. wymyślania nazw dla produktów, o tyle w kwestii korporacji jest to prawie niemożliwe. – To dotyczy każdej marki, która ma za sobą historię, filozofię, DNA i wartości budowane przez wiele lat. To nie tyle ograniczenia, ile raczej założenia czy wytyczne. Trzeba pamiętać, że Mitsubishi jest marką globalną i oprócz tego, że dostajemy czasami materiały wyjściowe z centrali, to my w Polsce sami kreujemy wizerunek naszej marki. Przykładowo przy pomocy badań typu brand tracker, sprawdzamy, które elementy naszego wizerunku w Polsce należy poprawić. Pod te wyzwania czy zapytania tworzymy własną strategię marketingową, a później komunikację – podkreśla Łukasz Wójcik, dyrektor marketingu i PR-u w Mitsubishi Motors Polska.

– Czy łatwo przekonać duże brandy do zmiany w komunikacji bądź wizerunku? Bardzo wiele zależy od globalnej strategii i kultury organizacyjnej. Są organizacje, które charakteryzuje rozproszona decyzyjność i każdy region podejmuje decyzje niezależnie, a jedynie w kluczowych kwestiach podlega kierunkowi strategicznemu. Są firmy, które oddają bardzo dużą decyzyjność lokalnym podmiotom marketingowym i podchodzą do takich współprac bardzo dojrzale, skrupulatnie dobierając partnerów. Tych wybranych obdarzają bardzo dużym zaufaniem. I wreszcie są też organizacje, które sztywno trzymają się globalnych wytycznych, a rola partnera to wykonawcza adaptacja i funkcja wyłącznie egzekucyjna – twierdzi Jolanta Piela, CEO Good Division.

Mogą Cię zainteresować

Charakterystyczną cechą korporacji, której nie da się pominąć, jest również fakt ich rozległości i posiadania w ofercie produktów, z których korzysta praktycznie każdy. To jedna z nielicznych sytuacji, w której na pytanie – kto jest Waszym klientem, można odpowiedzieć – “osoby kupujące nasze produkty” i niekoniecznie będzie to nieprawidłowość czy nadużycie. Kto pije Coca-Colę? Wszyscy. Kto ma system operacyjny Windows? Wszyscy. Kto ogląda Netflixa? Wszyscy. Kto kupuje w Lidlu? Wszyscy. Wyzwanie, jakie tutaj się objawia, to zorientowanie się w tym gąszczu odbiorców i konsumentów i odpowiednie ich stargetowanie. Jolanta Piela, jako najważniejsze aspekty, które pomagają ustalić buyer personę oraz odbiorcę dużej marki wymienia przede wszystkim:

  • Zidentyfikować potrzeby, na które odpowiada dany produkt lub usługa,
  • Zidentyfikować segmenty rynkowe o największej mocy nabywczej,
  • Ustalić trendy wzrostowe lub spadkowe powyższych,
  • Stworzyć bardzo praktyczny, głęboki portret persony, na podstawie badań ilościowych lub jakościowych, a także wywiadów pogłębionych. Dobrym pomysłem może być strategia polegająca na wychodzeniu z założenia, że dużo bardziej wiarygodną deklaracją niż słowa jest to, gdzie lokujemy swoje pieniądze. Dlatego wszelkie testy przy przedsprzedaży, produkty przykładowe czy testy A/B pozwalają rozeznać grupy odbiorcze,
  • Wobec powyższych ustalić strategie portfolio. Można do tego użyć macierzy BCG.

Współpraca ze znanymi markami – portfolio czy korzyść finansowa?

Choć temat dużych budżetów i zleceń od korporacji podnosi się de facto od początku artykułu, to jak się okazuje – na tym etapie rzeczywistość również nie jest zero-jedynkowa. Agencje poprzez współprace ze znanymi markami chcą nie tylko zapewnić sobie cashflow oraz zysk, ale również, aby podnieść swój prestiż. Trzeba się jednak liczyć z tym, że wchodząc we współprace ze znanymi brandami, jednym ze wskaźników, który może znacząco wzrosnąć – są koszty. Wielkie zlecenie, to bardziej profesjonalne narzędzia do wdrożenia, więcej wakatów, koszty sprzętu, czasem i crunch po stronie pracowników, który przecież trzeba im wynagrodzić, a zatem i wzrost honorariów. 

– Praca dla dużej marki oznacza duży projekt, a duży projekt – duży zysk, ale też i duży koszt. Współpraca z dużym klientem jest również dobrą reklamą dla nas samych i jest to układ win-win. Kwestie finansowe, muszą być również ustalone strategicznie przy budowaniu swojej firmy. Tak jak mówiłem duży zysk, to również dużo więcej pracy i kosztów związanych z tworzeniem projektów. Myślę, że w głowie każdego fundatora powinno paść pytanie, czy woli duży procent od większej odpowiedzialności, czy więcej klientów z mniejszym procent i zdecydowanie niższą odpowiedzialność. Często obie opcje mogą być na równi korzystne – zaznacza Daniel Piątek, CEO i cofounder VYRAL.

Podnosi się tutaj również wcześniej wymieniony aspekt prestiżu i portfolio. Niekiedy agencje pojawiają się na przetargach znanych marek, aby zbudować interesujące case study. Tym z kolei można pochwalić się przed przyszłymi klientami i w konsekwencji uzyskać ich więcej. Trzeba mieć tę świadomość, że nie tylko agencje mają fetysz dużych marek – klienci B2B również się nim charakteryzują. Skoro firma digitalowa poradziła sobie np. z Mitsubishi, to z moimi potrzebami również podoła. Pytanie, które tutaj się jednak nasuwa, to czy w pewnym momencie taka strategia nie stanie się bronią obusieczną, która może odstraszać przyszłych, mniejszych klientów, którzy bać będą się kosztów wykonania zleceń po stronie agencji. To mogłoby oznaczać przywiązanie do dużych brandów na stałe – choć niekoniecznie musi być to złe. 

– To, co istotne we współpracy z dużymi markami to wysoka stabilność i wiarygodność firmy jako płatnika. Pułapką takiego układu jest to, że – dotyczy to w szczególności agencji reklamowych – nie dywersyfikują one swojego portfela klientów. Gdy pozyskują duży kontrakt i zbudują wokół niego zespół oraz strukturę – często podnosząc koszty stałe takie jak biuro, czy wydatki”prestiżowe” jak flota – podejmują duże ryzyko. W wypadku utraty takiego klienta muszą zrobić solidny downsizing. Są oczywiście też przypadki, w których firma wykorzystuje swoją markę do tego, żeby “zajeżdżać” swoich – używam tego słowa świadomie – dostawców. Jednak moje doświadczenie wskazuje, że jest to raczej wynik charakteru konkretnej osoby decyzyjnej po stronie korporacji. Jest to niekiedy podyktowane koniecznością łatwego pozyskania pomysłów na własne potrzeby, a czasami, cóż… duży brand działa na ego, a władza nie powinna trafiać w nieodpowiednie ręce, szczególnie że nie tymi rękami siła ta została zbudowana – dodaje Piela.

Czy współpraca z korporacjami to samo zło? Duże marki też mają zalety

Artykuł ten zaczyna się dość pesymistycznie, skupiając się na problemach, wadach czy trudnościach we współpracy z największymi brandami. Jest to jednak swoista przestroga mająca na celu uświadomienie zwłaszcza raczkujących agencji, z jak dużym wyzwaniem może wiązać się wygranie przetargu u korporacji. Nie można jednak mówić o tym, aby współpraca z gigantami wiązała się jedynie z problemami i trudnościami. CEO agencji digitalowych w swoich doświadczeniach mają również pozytywne historie i wymieniają zalety zakontraktowania przez duże brandy.   

Najczęstszymi zaletami współpracy z dużymi markami są:

  • Prestiż i zwiększenie mocy firmy wobec rynku, mediów i potencjalnych pracowników,
  • Większy potencjał nagrodowy i budżety projektowe,
  • Możliwość testowania najnowszych technologii i narzędzi,
  • Współpraca z innymi wykonawcami, od których można się dużo nauczyć,
  • Uprocesowienie współpracy,
  • Szansa na uczestniczenie w projektach o globalnym znaczeniu,
  • Potencjał negocjacyjny i nabywczy wobec partnerów takich jak sieci detaliczne, domy mediowe,
  • Świadomość marketingowa i informatyczna po stronie marki,
  • Dostęp do danych rynkowych i ekspertów z wielu dziedzin,
  • Wcześniejsze doświadczenia z agencjami, tzn. nie rozpoczynanie od zera.

– Tworząc SkillFactor – Trenuj z gwiazdami – projekt programu telewizyjnego opartego o formułę Talent Show, mieliśmy przyjemność pracować z dużymi brandami t.j. Action SA, HP, AMD, ASUS oraz Actina. Dla każdego brandu stworzyliśmy oddzielną formułę komunikacji przy projekcie, tak by firmy docierały swoją strategią do naszych widzów. Takie rozwiązanie wpływa oczywiście na ilość pracy, ale dzięki temu każda strona jest zadowolona z wyniku. W ramach współpracy z wszystkimi partnerami projekt osiągnął świetne wyniki marketingowe oraz sprzedażowe – twierdzi Daniel Piątek. 

Mogą Cię zainteresować

Jak dużym markom współpracuje się z agencjami?

Aby być obiektywnym – nie można skupić się tylko i wyłącznie na perspektywie agencji. Korporacje to choć nieco bardziej zaawansowani i więksi klienci, to jednak nadal klienci. Po ich stronie również są KPI, wskaźniki, mierniki, chęć uzyskania satysfakcjonującego przychodu czy efektywności. Korporacje niejednokrotnie również doświadczają pewnych tarć we współpracy z agencjami. Giganci najczęściej wskazują na konieczność dotarcia się z wykonawcami, którzy muszą zrozumieć jakie cele, wartości i potrzeby są po stronie dużego brandu. Zwracają oni również uwagę na wyegzekwowanie od agencji tego, czego potrzebują.

– Ważniejsze niż oczekiwania, są realne potrzeby i cele. Mamy pewne założenia, które są precyzyjnie przygotowane pod np. strategię, wsparcie sprzedaży, budowę świadomości. Na starcie nie oczekujemy, że w spocie będzie trzech bohaterów i kot. Jednak wiemy, jaką mamy potrzebę względem tej reklamy i jaki chcemy osiągnąć nią efekt. To wszystko jest w briefie. Zdarza się oczywiście, że oglądamy pierwsze koncepty, scenariusze eventów, media plany i podskórnie czujemy, że to nie jest to, że trzeba to jeszcze przemielić, może przebadać, przemyśleć i wrócić z innym spojrzeniem na sprawę. I tak długo wzajemnie przerzucamy się mailami i callami, aż w końcu “mamy to”. Każda współpraca to proces, a nie szybka odpowiedź na zadany temat – twierdzi Dominika Zientalak, marketing project manager w mBanku i dodaje:

– Gdy zaczynałam pracę w banku, koleżanka z innego działu powiedziała mi: będziesz mieć spokój w marketingu, bo wszystko za Ciebie zrobią agencje. Przez 8 lat siedzi to we mnie i irytuje na każde wspomnienie. Agencje z nami współpracują, działają z nami ramię w ramię. Jednak nie robią za nas wszystkiego! Agencje wybieramy w przetargach, zwracając uwagę na szereg aspektów ważnych z perspektywy jakości i efektów pracy. Jak zawsze na początku współpracy musimy się dotrzeć, wyjaśnić specyfikę produktów bankowych, porozmawiać o tym, co dla nas ważne, z czego wynikają pewne decyzje. Po prostu musimy się poznać. Bankowość bywa merytorycznie zawiła i specyficzna, dlatego musimy na wstępie poświęcić trochę czasu na poznanie nas “od kuchni”. Później jest już z górki. Niektórzy partnerzy są z nami od lat.To duży komfort, bo często rozumiemy się już po prostu bez słów.

To, co jednak charakterystyczne dla korporacji, to zaufanie, jakim obdarzają swoich wykonawców, kiedy ci sprostają ich oczekiwaniom. Choć próg wejścia w przypadku dużych marek jest bardzo wysoki, to “po przejściu na drugą stronę” czeka najzwyczajniej w świecie uznanie i szacunek.

– Kiedy sześć lat temu dołączyłem do Mitsubishi Motors, podjąłem decyzję o zmianie strategii marketingowej Polsce. Moim celem było stać się najlepszą marką motoryzacyjną w obszarze digital marketingu. Z dość skromną gamą modelową nie było innego wyjścia jak zbudować przewagę konkurencyjną w innym obszarze. Jak to jednak zrobić mając dość ograniczone zasoby ludzkie i narzędziowe? Zacząłem od zbudowania struktury działu marketingu i PR, zatrudniłem specjalistę ds. e-marketingu, a pozostałym członkom rozpisałem nowe zakresy odpowiedzialności. W drugim kroku przeanalizowałem listę obecnych dostawców i nawiązałem współpracę z nowymi. Tylko dzięki kooperacji z najlepszymi partnerami na rynku jesteśmy w stanie osiągnąć wyznaczony cel i przeprowadzić więcej projektów, czy przetestować więcej rozwiązań. Do dziś działamy od wielu lat z wybranymi agencjami, które są według nas najlepsze np.: dom mediowy Starcom, z którym współpracujemy od blisko 12 lat czy agencja Bluerank z Łodzi, która od 10 lat obsługuje nas w zakresie działań SEM – zaznacza Łukasz Wójcik.

Czy praca agencji jest dla korporacji efektywna?

Poza egzekwowaniem zleceń czy dotarciu się na płaszczyźnie zrozumienia, duże marki sporą uwagę przykładają do deadline’ów. Kiedy zapytałem dyrektora marketingu i komunikacji w Mitsubishi Motors o to, co jest według niego najważniejsze we współpracy z agencjami, odpowiedział – “zdejmowanie problemów z głowy klienta”. Kluczową rolę grają tutaj zwłaszcza deadline’y. Opóźnienia dla marek takich jak japoński gigant motoryzacyjny, to wbrew pozorom olbrzymi cios. – Trzeba pamiętać, że marketing jest tak naprawdę elementem większej układanki. Głównym celem działalności Mitsubishi Motors na świecie i w Polsce jest sprzedaży samochodów, części oraz akcesoriów przy najwyższej satysfakcji klientów. Jednym z elementów tej sprzedaży jest promocja, do której wykorzystujemy usługi zewnętrznych firm. Spóźnienie się agencji z dostarczeniem materiałów, wpływa automatycznie na efekty sprzedażowe – twierdzi Wójcik i dodaje:

– Drugim ważnym elementem jest też merytoryczny feedback i zrozumienie potrzeb klienta. Nie ma nic gorszego od przygotowywania briefu przez wiele godzin i otrzymanie od agencji propozycji, które zupełnie nie mieszczą się we wskazanym zakresie. Jako że jestem technologicznym “świrem” – miałem kiedyś firmę informatyczną – elementy związane z innowacyjnością są dla mnie równie ważne. Wyznaję zasadę “test&error” dlatego często testuję nowe rozwiązania. Dzięki temu, że jako pierwsi wykorzystamy poszczególne narzędzia, które nie są jeszcze szeroko dostępne na rynku – możemy liczyć na to, aby się wyróżnić i zbudować, choćby tylko w małym obszarze, przewagę konkurencyjną. Przy niedużych budżetach marketingowych efekt wyróżnienia się jest bardzo ważny, dlatego około 5% [budżetu – przypis red.] przeznaczam na testy. Jeśli np. Facebook wprowadza nowe narzędzia, funkcję, to chcemy być pierwszym klientem z branży motoryzacyjnej, który je przetestuje. Jeśli okazuje się, że wdrożone metody działają na określonej próbie, to rozciągamy je na całość działań. 

Mimo to korporacje chętnie korzystają z outsourcingu swoich działań marketingowych i współpracują z agencjami. Łukasz Wójcik podkreśla, że dobiera firmy tak, by otaczać się najlepszymi specjalistami, od których może się wiele nauczyć. Dyrektor marketingu i komunikacji w Mitsubishi Motors twierdzi również, że rekomendacje od zaufanych agencji są dla niego kluczowe, bo zakłada, że w tym danym obszarze, specjaliści znają się od niego lepiej. To właśnie jest to obdarzenie zaufaniem, które wcześniej było poruszane.

Mogą Cię zainteresować

Co więcej – z korporacjami można też budować dobrze prosperujące relacje, na co uwagę zwraca Dominika Zientalak.

– Ja poza standardowym związkiem “klient-agencja” wychodzę trochę dalej i z wieloma ludźmi po prostu utrzymuję bliskie koleżeńskie relacje. Poza mailami kumplujemy się też w social mediach i na żywo! Nie raz spotykaliśmy się na nieoficjalny obiad czy zdzwanialiśmy porozmawiać, ot tak, po prostu. Łączą nas te same duże projekty, gramy do jednej bramki, więc naturalnie wspieramy się i sobie pomagamy. Przynajmniej dążę do tego, żeby tak właśnie było. Jestem fanką pracowania razem, a nie po prostu zlecenia i czekania z założonymi rękoma na mail czy call z odpowiedzią na brief. Zachęcam często agencje do wspólnego przegadywania tematów, lekkich potyczek, wymian poglądów. Nie uznaję swojego autorytetu za najwyższy i najważniejszy, bo wiem, że po drugiej stronie mam często specjalistów, którzy mają ode mnie o wiele bardziej pogłębioną wiedzę w konkretnych obszarach. Jednocześnie jednak są tematy, w których to ja mogę się wykazać specyficznymi umiejętnościami. Z połączenia tego w całość zawsze wychodzi coś ciekawego. Oczywiście, ostateczna decyzja o podejmowanych działaniach należy do nas – czyli do klienta – ale zawsze chcę móc powiedzieć, że zrobiliśmy coś razem. Każdy wnosi do projektu swoją perspektywę, wiedzę i wyciskamy z tego to, co najlepsze. 

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl