Marketing i Biznes Luźne Smart city po polsku, czyli jak wygląda ta branża nad Wisłą?

Smart city po polsku, czyli jak wygląda ta branża nad Wisłą?

Smart city to określenie tak zwanych inteligentnych miast. Autonomiczne taksówki, drony dostarczające przesyłki, czy ogrzewane ulice i przystanki zasilane energią z fotowoltaiki. Tak widzimy nowoczesne miasta. Jak to wygląda w Polsce? Czy Polskie miasta mają na to szanę? Czy mamy się czym pochwalić na tym polu i jak daleko nam do Akon City w Senegalu, czy miasta Masdar w Zjednoczonych Emiratach Arabskich?

Smart city po polsku, czyli jak wygląda ta branża nad Wisłą?

Fot. Pixabay

Przykłady rozwiązań smart city w Polsce Idea smart city nie jest pustym hasłem, choć jest typowo rozdmuchana do rozmiarów science fiction Akon City i Masdar – prawdziwe miasta przyszłości W pełni zautomatyzowanego miasta nie będzie lub będzie ono nieoptymalne i ostatecznie mało przyjazne dla zdrowia psychicznego

Choć do wizji miast rodem z filmów science fiction jeszcze nam daleko, Polska może się pochwalić licznymi projektami z zakresu smart city, które z powodzeniem działają w miastach nad Wisłą. Natomiast polscy inżynierowie nie osiadają na laurach i co jakiś czas wprowadzają nowe rozwiązania na naszym rynku.

Smart city w Polsce

Mówiąc o smart city w Polsce, nie sposób wymienić Rzeszowa, w którym to stanęły nowoczesne przystanki autobusowe. Koszt takiego obiektu to blisko 75 tys. złotych. Na czym polega ich wyjątkowość? Rzeszowskie przystanki ogrzewają oczekujących pasażerów w zimowe dni, a latem chłodzą. Zostały wyposażone w panele fotowoltaiczne oraz oświetlenie LED.

Mogą Cię zainteresować

Warszawa natomiast wprowadziła rozwiązanie od Smart Factor. Firma dostarczyła do stolicy samochody, które są wyposażone w specjalne urządzenia do skanowania tablic rejestracyjnych zaparkowanych aut. Dzięki temu kierowcy nie muszą już umieszczać za szybą wydruku o opłaconym parkometrze. Po dokonaniu opłaty wprowadzają swoją rejestrację do systemu, a auta od Smart Factor przejeżdżając ulicami Warszawy, sprawdzają, kto za parking zapłacił, a kto nie.

Dostajesz białej gorączki na myśl o szukaniu wolnego miejsca do parkowania w centrum miasta? Takiego problemu nie mają już mieszkańcy Poznania. Aplikacja FindPark wskazuje tamtejszym kierowcom, w którym miejscu aktualnie znajdują się wolne miejsca do zaparkowania. Zamiast krążyć po okolicy, wystarczy odpalić aplikację, która poprowadzi nas w docelowe miejsce. 

Piotr Zaborowski, ekspert geoinformatyki, obserwacji ziemi i standaryzacji, zwraca uwagę na Obszarowy System Sterowania Ruchem Krakowa. Projekt ten pokazuje, jak można było już kilka lat temu rozwiązać chyba najbardziej typowy problem smart (digital) city, czyli zarządzanie ruchem. Jak tłumaczy ekspert sterowanie światłami nie wymaga wertykalnej integracji wielu jednostek, a przynosi wymierne korzyści. Kolejnym krokiem jest Gdański autonomiczny autobus. Otwiera on możliwości do prawdziwie inteligentnej modułowej komunikacji publicznej bez przesiadek, która jest bezpieczna. Do innej kategorii należą działania kilku już miast związane z udostępnianiem danych z usług publicznych.

– Osobiście bardzo podoba mi się kierunek, jaki przyjęły miasta na północy – Gdańsk, Gdynia czy Szczecin. Tam, mam wrażenie, inicjatywy smart city są budowane oddolnie, interdyscyplinarnie i w sporej autonomii od układów politycznych. Dzięki temu zaczyna się tam klarować coś poważniejszego niż sieć niezależnych, spontanicznych działań, można mówić o pewnym kierunku strategicznym, do którego dopasowuje się rozwiązania, a nie odwrotnie – dodaje Jan Czerniawski, marketer, strateg i copywriter z ponad 15-letnim doświadczeniem.

Smart city w Polsce to puste slogany?

Wiele osób komentujących zagadnienia smart city zarzuca Polsce, że owszem są podejmowane różnego rodzaju inicjatywy z tego obszaru, jednak jest to kropla w morzu. Nie ma spójnej strategii i wizji na to, jak rozwijać miasta nad Wisłą. A doniesienia medialne o kolejnych projektach to jednorazowe akcje, które tak szybko się pojawiają, jak szybko o nich zapominamy i później nie sprawdzamy tego, czy faktycznie spełniają swoje zadanie. Czy rzeczywiście smart city w Polsce to tylko pusty slogan?

– Idea smart city nie jest pustym hasłem, choć jest typowo rozdmuchana do rozmiarów science fiction. Oczywiście jest to spowodowane kolizją wielkiego potencjału, praktycznych możliwości i małych kroków, jakie są niezbędne na wielu poziomach. Cyfryzacja, systemy monitoringu i obserwacji odblokowują tylko możliwości smart cities. Wdrożenie ich wymaga zmian na poziomie organizacyjnym administracji i elastyczności we współpracy z biznesem, a niekiedy prawnym – tłumaczy Piotr Zaborowski.

Jan Czerniawski zapytany przeze mnie, dlaczego w Polsce tak wolno są wprowadzane rozwiązania z zakresu smart city, odpowiada, że przyczyn jest mnóstwo, ale osobiście widzi dwie główne. Przede wszystkim, tak zwane „polityczne rozdanie”. Smart city to stosunkowo nowa tematyka, tymczasem władze miejskie są wybierane przez mieszkańców na podstawie programu politycznego partii, które stoją za kandydatami. Ci z reguły, choćby z racji wieku, nie mają w tej dziedzinie żadnego rozeznania. W żadnym z większych miast, gdzie odbywały się wybory prezydenta, tematyka smart city nie była nawet tematem zastępczym. Polityka według specjalisty generuje tu szereg kolejnych problemów, jak np. zmiany strategii rozwoju miasta po każdych wyborach, problemy z finansowaniem, etc. Druga przyczyna to prawo zamówień publicznych, uniemożliwiające zakup nowoczesnych, prawdziwie innowacyjnych rozwiązań.

– Czy mamy się czego wstydzić? Patrząc na index CIMI z 2019 roku, mamy 2 miasta z Polski w pierwszej setce. Nie jest bardzo źle, ale też jest na kim się wzorować. Jesteśmy wyżej niż niektóre kraje zachodu, ale też naturalnie widoczna jest dominacja krajów wysokorozwiniętych, a więc know-how, centra badań, dobra współpraca biznesu z przemysłem i oczywiście pieniądze. Przede wszystkim jednak widać, że ważne są wspólne inicjatywy i uczenie się na wzajemnych doświadczeniach, co tworzy efekt kuli śnieżnej. Tylko w ten sposób rozwiązania mają szansę rozpowszechnić się, a wielkie metropolie podciągają okoliczne średnie i małe miasta – dodaje Piotr Zaborowski.

Akon City i Masdar. Tak robi się smart city

Akon City i Masdar to przykłady miast, które pokazują, że rzeczywistość znana nam z filmów, może być realna. Oczywiście za tymi projektami stoją ogromne pieniądze i możliwości, których nad Wisłą nie mamy, jednak pokazują one, że niemożliwe staje się możliwe. 

Masdar to nowe inteligentne miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jego budowa trwa od 2006 roku, a wyjątkowość polega na tym, że będzie ono pierwszym na świecie w 100 proc. ekologicznym miastem, które nie będzie emitować CO2. Energia niezbędna do jego zasilania będzie pochodziła z fotowoltaiki, wiatraków, biopaliw i energii pozyskiwanej z wody. Cały projekt ma kosztować 22 mld dolarów, miasto będzie miało 6 km², a zamieszka je 50 tys. mieszkańców. 

Akon City to chyba jednej z najgłośniejszych projektów smart city na świecie. A to wszystko za sprawą jego autora, czyli popularnego rapera z Senegalu – Akona, który zasłynął w światowej branży muzycznej takimi przebojami jak „Lonely”, „Locked Up” czy „Smack That”. Inteligentne miasto Akon City ma być gotowe w 2030 roku, a inspiracją do jego powstania miał być film Marvela „Czarna Pantera”. Co ciekawe, poza licznymi innowacyjnymi rozwiązaniami walutą, a w zasadzie kryptowalutą obowiązującą w tym mieście mają być Akoiny.

Czy w przyszłości w Polsce będziemy mieli prawdziwe inteligentne miasta jak Akon City?

Czytając o smart city, które powstają na świecie za miliardy dolarów, można dostać wypieków. Teoretycznie mamy technologię, która nie powstrzymuje nas przed tego typu projektami, przeszkodą natomiast są finanse. Jednak nieco fantazjując, a trochę wybiegając w przyszłość, zastanawiam się, czy w Polsce kiedyś dojdzie do tego, że będą u nas powstawały tego typu inteligentne miasta. I właśnie o to zapytałam ekspertów.

– Wątpię, bo realizacja tego typu projektów, na tak dużą skalę, nie mogłaby powstać niezależnie od sił politycznych. Z drugiej strony, nie mam poczucia, że coś przez to tracimy. W obrębie większych miast mamy z reguły do czynienia z wieloma grupami, próbującymi rozwijać infrastrukturę na swój własny sposób. Skutkiem tej decentralizacji jest brak wspólnych celów i poczucia jednego kierunku. To jest najważniejszy cel na dziś: stworzenie jednej płaszczyzny, na której wielu ludzi o różnych talentach, doświadczeniu i wiedzy mogłoby z powodzeniem realizować spójną, kompletną strategię rozwoju miasta – tłumaczy Jan Czerniawski.

Natomiast Piotr Zaborowski uważa, że w pełni zautomatyzowanego miasta nie będzie lub będzie ono nieoptymalne i ostatecznie mało przyjazne dla zdrowia psychicznego mieszkańców. Według specjalisty bardziej odpowiedzialnym kierunkiem jest inteligentny i zrównoważony rozwój, który poprawia jednocześnie ekonomię, zdrowie mieszkańców i dostęp do usług.

Inteligentne miasta to obiecująca wizja przyszłości. Mogą one nie tylko poprawić bezpieczeństwo mieszkańców, bezpieczeństwo publiczne, ale przede wszystkim poprawić jakość życia mieszkańców. Postęp techniczny już dawno daje nam takie możliwości, a włodarze miast rozumieją wyzwanie. Problem jak zawsze pozostaje jeden: finanse. Czas pokaże, czy inteligentne miasta zagoszczą w naszej rzeczywistości na dobre.

Polecamy również

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl