Marketing i Biznes IT Kariera w IT – od praktykanta do CEO w firmie Future Processing, która zatrudnia ponad 900 osób

Kariera w IT – od praktykanta do CEO w firmie Future Processing, która zatrudnia ponad 900 osób

Ścieżka kariery Michała Sztangi to dowód na to, że dzięki wytrwałemu dążeniu do celu i budowaniu transparentnej komunikacji z zespołem można spełnić w Polsce amerykański sen. W jaki sposób CEO Future Processing dotarł na sam szczyt i dlaczego w wytyczaniu nowych ścieżek rozwoju bardziej od cyfr ceni szczere opinie swoich pracowników?

Kariera w IT – od praktykanta do CEO w firmie Future Processing, która zatrudnia ponad 900 osób
Jak rozpoczęła się przygoda Michała Sztangi z Future Processing? Jakie zalety z punktu widzenia CEO wynikają z płaskiej struktury zarządczej? Wyniki finansowe czy work-life balance - na co stawia CEO Future Processing?

Kiedy zacząłeś wiązać swoją przyszłość z rozwojem nowych technologii?

Michał Sztanga: Branżą IT zainteresowałem się w liceum. Miałem wtedy dwa pomysły na siebie – chciałem zostać adwokatem lub informatykiem. Ciągnęło mnie w stronę prawa, ponieważ miałem młodzieńcze poczucie, że jako prawnik będę mógł bronić ludzi, którzy mają problemy lub mówiąc szerzej: walczyć o sprawiedliwość. Z drugiej jednak strony zawsze byłem bardzo dobry z matematyki. Gdy więc zdałem sobie sprawę z tego, że wejście do prawniczego świata może być trudne, postawiłem na informatykę. Pomyślałem, że to ciekawszy i pewniejszy wybór, którego podjęcie może sprawić, że będę miał po prostu godne życie.

Zobacz też

Czy od razu zainteresowało Cię programowanie, czy też rozważałeś pójście w stronę hardware’u?

MS: Właściwie od początku był to software. Wydawało mi się, że jest on dużo bardziej elastyczny  i twórczy niż hardware, do którego nigdy mnie nie ciągnęło.

Jak rozpoczęła się Twoja kariera w IT? Czy od razu trafiłeś do Future Processing?

MS: Tak, to była moja pierwsza poważna praca. Na pierwszym roku studiów dołączyłem do Future Processing jako tester aplikacji. Zostałem w tej firmie, ponieważ zobaczyłem w niej perspektywy rozwoju, a to właśnie rozwój jest tym, co bardzo mnie w życiu motywuje. W przełomowych momentach mojej kariery, zawsze wtedy, gdy potrzebowałem jakiegoś wyzwania lub zmiany, otrzymywałem to wszystko od Future Processing. Nie bez znaczenia były też dla mnie bardzo dobra atmosfera w miejscu pracy i wzajemne zrozumienie wśród pracowników. W Future Processing dużo rozmawialiśmy o nowych perspektywach rozwoju, więc nie miałem powodu, żeby rozglądać się za inną pracą. Poza tym zawsze było coś nowego i ciekawego do zrobienia.

Twoja ścieżka kariery w IT – od studenta do prezesa dużej firmy, jest imponująca, lecz z pewnością towarzyszyły jej liczne wyzwania i porażki. Czy mógłbyś wymienić kilka z nich?

MS: Burzliwych zmian nie było tak wiele. Pierwsza z nich to przejście z roli inżyniersko-technicznej do roli biznesowej. Zacząłem zajmować się marketingiem, sprzedażą i obsługą klientów, choć wcześniej miałem do czynienia niemal wyłącznie z technologią. To było dla mnie duże wyzwanie – nie tylko rozwojowe, ale  bardzo osobiste. Musiałem zdobyć nowe umiejętności interpersonalne oraz komunikacyjne, a także związane z handlem i negocjacjami. Firma zaoferowała mi jednak wsparcie w postaci szkoleń, coachingu i mentoringu, więc nie byłem zdany tylko na siebie.  Bardzo potrzebowałem tej zmiany, bo czułem, że w obszarze technologicznym doszedłem już do ściany. Chciałem nauczyć się czegoś innego – rozmawiać z ludźmi jak handlowiec, sprzedawać, oraz nawiązywać relacje z klientami. Minęły 3-4 lata wytężonej pracy, zanim poczułem się wystarczająco kompetentny w nowej roli. To był dla mnie ciekawy, ale i trudny okres. Stresowałem się i popełniałem błędy, ale mimo to nie traciłem determinacji do działania.

Drugą burzliwą zmianą było przejście z roli biznesowej, której podstawą był kontakt z klientem, do roli osoby zaczynającej zarządzać biznesem, a docelowo prezesa firmy. Na stanowiskach zarządczych łatwo stracić z oczu bezpośredni związek pomiędzy wykonywaną pracą, a efektem swoich działań. Gdybym przez miesiąc nie przychodził do pracy, to prawdopodobnie niewiele by to zmieniło w działaniach firmy – ona i tak by funkcjonowała. Na początku trudno mi było oswoić się z tą myślą. Dzisiaj definiuję jednak swoją rolę w jasny sposób – muszę mieć pomysł na firmę i znać odpowiedzi na pytania, które jeszcze nie zostały zadane. Stoję trochę z boku i podglądam konkurencję, ale jednocześnie jestem częścią organizacji. To pozwala mi widzieć więcej i podejmować decyzje wypływające z moich obserwacji i namacalnych dowodów, a nie czysto teoretycznych rozważań. Przyznam szczerze, że czasami trochę smuci mnie ta rola, ponieważ Future Processing jest tak fajną firmą, że aż chciałoby się być w jej centrum. Wiedziałem jednak, na co się piszę, więc akceptuję nie tylko jasne strony, ale i cenę, którą płacę za objęcie stanowiska zarządczego.

Future Processing już teraz zatrudnia ponad 900 osób. Czy nie obawiasz się, że jedyną drogą jest teraz pójście w stronę tworzenia organizacji i kultury korporacyjnej?

MS: Nie mam takich obaw, bo to my decydujemy, jak firma będzie wyglądała i funkcjonowała. Chcemy pozostać firmą, w której ważni są ludzie i tymi wartościami będziemy się kierować w rozwoju przedsiębiorstwa. Istnieje jednak kilka znaków zapytania. Nie wiem na przykład, na ile uda się wdrożyć przyświecające nam idee w organizacji o międzynarodowym zasięgu, której biura są rozsiane po różnych krajach. Musimy to dopiero sprawdzić. Czeka nas ekscytująca podróż w nieznane, która na pewno będzie wymagała poszerzania wiedzy. Nie możemy skorzystać z gotowego modelu opisanego w jakiejś książce i przełożyć go na nasz grunt w skali 1:1, bo właśnie takie działania sprawiają, że firmy zatracają swoją tożsamość.

Praca w Future Processing

Future Processing zatrudnia obecnie ponad 900 osób.

Na czym w praktyce będą polegały zmiany, z którymi Twoja firma zmierzy się w najbliższym czasie?

MS: Bardzo dużym wyzwaniem na najbliższe lata, którego podjęcie nasi ludzie z pewnością odczują, będzie zmiana Future Processing w przedsiębiorstwo działające na rynku międzynarodowym. Już teraz obsługujemy klientów z całego świata, ale pracujemy głównie z Polski. Zmiana będzie polegała na tym, że przekształcimy nasz zespół w międzynarodowy, który będzie pracował w różnych zakątkach świata. To będzie ogromne wyzwanie, zarówno pod względem zarządczym oraz organizacyjnym, jak i kulturowym czy mentalnym. Musimy je jednak podjąć, żeby nie dać się wyprzedzić konkurencji. A przede wszystkim dlatego, by móc sprostać rosnącym oczekiwaniom klientów, którzy także się rozwijają, więc musimy dotrzymywać im kroku.

W Future Processing jest płaska struktura zarządcza. Nie panują tu sztywne zasady charakterystyczne dla korporacji, a każdy pracownik może porozmawiać bezpośrednio z Tobą. Jakie są zalety i wady takiego modelu zarządzania opartego na swobodnej komunikacji?

MS: Plusem jest na pewno dostępność i chęć prowadzenia szczerej, transparentnej rozmowy. Mimo to podczas spotkań z ludźmi czuję pewien dystans – czasami mam wrażenie, że jest on zbyt duży. To sprawia, że zaczynam się obawiać, czy słyszę prawdę, czy tylko to, co warto byłoby powiedzieć w obecności prezesa. Myślę, że w firmach, które stawiają na komunikację w mniejszym stopniu niż my, to zjawisko zatacza jeszcze szersze kręgi. A jego istnienie niesie za sobą zagrożenia dla zarządu, który może nie wiedzieć, co pracownicy naprawdę myślą i w rezultacie podejmować fatalne decyzje. Dla mnie komunikacja jest bardzo ważna i widzę, że ludzie to doceniają. Staram się pytać pracowników, co się u nich dzieje oraz jak przebiega realizacja projektów i współpraca z klientami. Dzięki temu mam jasny obraz sytuacji i zdobywam wysokiej jakości informacje o stanie firmy. Bo w zarządzaniu nie są istotne tylko cyfry czy oficjalne raporty, ale także to, co czują ludzie. Myślę, że ważne jest to, żeby podczas rozwijania biznesu nigdy nie tracić kontaktu z rzeczywistością.

Twoja firma mieści się w imponującym biurowcu wyposażonym w siłownię, restaurację i przedszkole. Czy Twoim zdaniem wprowadzanie takich udogodnień jest obecnie swoistym must have dla przedsiębiorstw z obszaru IT?

MS: Motywacją do stworzenia tego miejsca było dla nas zbudowanie firmy, która będzie fajna z punktu widzenia zatrudnionych w niej ludzi. Infrastruktura, w której codziennie spędzamy czas wpływa na to, co myślą pracownicy – czy chcą tutaj pracować i czy dobrze się u nas czują. Siłownia, restauracja Progress Bar i przedszkole są dodatkami, które ułatwiają ludziom zorganizowanie sobie dnia. Liczymy, że dzięki nim trafimy do osób, które docenią nasz styl życia oraz pracy i chętnie dołączą do Future Processing. Z naszych kalkulacji wynika, że tego typu działania powinny dać nam przewagę konkurencyjną i ułatwić zatrudnianie specjalistów, dla których ta oferta będzie atrakcyjna.

Chcemy jednak pójść o krok dalej i nie skupiać się tylko na otoczeniu, ale także pomóc wszystkim, którzy potrzebują rozmowy z drugą osobą albo nie radzą sobie ze stresem. To właśnie z myślą o nich wprowadziliśmy ofertę wsparcia psychologicznego pracowników. Myślę, że firmy powinny w większym stopniu przejmować odpowiedzialność za dobrostan emocjonalno-psychologiczny swoich zespołów, oczywiście szanując przy tym granice prywatności ludzi.

Wasz biurowiec przypomina trochę mikromiasteczko, z którego niemal nie trzeba wychodzić, aby załatwić codzienne sprawy. Czy tak wiele udogodnień nie sprawia, że work-life balance schodzi na drugi plan?

MS: Myślę, że dobre życie pozazawodowe ma pozytywny wpływ na funkcjonowanie firmy. Widzę to zresztą po sobie – im bardziej moja rola odbiegała od zarządzania, tym ważniejsza była moja kondycja mentalna, zdrowotna i psychiczna. Podejmowanie trudnych decyzji często wyklucza oczywiste wybory. Dlatego tak ważne jest trzeźwe spojrzenie na sprawę, które może zostać łatwo zachwiane, jeśli nasza kondycja emocjonalna jest akurat kiepska. Teraz już wiem, że częścią mojego zadania jest dbanie o dobrostan i o to, by być w dobrej formie, która pozwoli mi sprostać trudnym wyzwaniom. Bardzo pomagają w tym: sport, aktywność pozazawodowa, kontakt z naturą i pozytywny odbiór świata. Warto mieć jakieś hobby lub prowadzić dodatkową aktywność, której można się oddać, gdy w pracy nie wszystko układa się po naszej myśli. Kiedyś praca była moim całym życiem. Brakowało mi równowagi i dużo gorzej reagowałem na stres czy kryzys. W końcu musiałem poszukać dla siebie jakiejś odskoczni, żeby nie zwariować. Teraz, gdy mam już większy dystans do pracy, mogę łatwiej obronić się przed złymi emocjami, które pojawiają się w trudnych lub decydujących momentach. Obecnie wiele firm stawia przede wszystkim na wyniki i wzrost zysków. Ale ja myślę, że to błąd – trzeba iść do przodu, lecz nie za wszelką cenę. Jeśli można trochę zwolnić, to czasami warto to zrobić.

Zobacz też

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl