Karierę zawodową zaczęła od czyszczenia butów i… fuckupu. Dziś Martyna Zastawna “robi” pierwszy w Polsce marketing społecznie odpowiedzialny

Martyna Zastawna w 2015 roku rzuciła wszystko i postawiła na własną firmę, której działalność rozpoczęła się od klęski urodzaju. Dziś rozwija markę WoshWosh, współtworzy Szeptszum – kolektyw marketingu odpowiedzialnego społecznie, jest wykładowczynią, gościem licznych konferencji i promotorką działań CSR. Rozmawiam z Martyną Zastawną między innymi o tym, dlaczego warto się buntować. 

Karierę zawodową zaczęła od czyszczenia butów i… fuckupu. Dziś Martyna Zastawna “robi” pierwszy w Polsce marketing społecznie odpowiedzialny

Fot. Materiały Prasowe

Chcesz poznać innych przedsiębiorczych ludzi? Dołącz do Founders.pl – zamkniętej platformy networkingowej z warsztatami online.

Chcesz opowiedzieć nam historię swojego biznesu? Napisz do nas na adres: [email protected]

W 2015 roku Martyna Zastawna kończyła z wyróżnieniem studia dziennikarskie, przecierała szlaki zawodowe w branży marketingowej i wszystko wskazywało na to, że jej przyszłość jest już zaplanowana i skazana na sukces. Aż tu nagle pojawiły się… brudne buty. Martyna chcąc odnowić swoje stare kozaki, znalazła niszę na rynku. Okazało się, że w Europie nie istnieją punkty czyszczenia i renowacji obuwia.

Tak powstał pomysł na firmę WoshWosh. Ku zaskoczeniu wszystkich Martyna rzuciła swoją dotychczasową ścieżkę i wzięła się za… czyszczenie butów. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, co wcale nie przełożyło się na zadowolenie młodej przedsiębiorczyni. Jej biznesplan zakładał, że w pierwszym miesiącu trafi do niej 10 par butów, tymczasem trafiło ich 500. Tak, to była prawdziwa klęska urodzaju. 

Dziś słynny “fuckupie” założycielki WoshWosh zna już cała branża startupowa w Polsce. Natomiast sama Martyna wspomina to z uśmiechem i żartuje, że jak się okazało i na fuckupach można zarobić. Obecnie Martyna nadal jest właścicielką WoshWosh, a wraz z Adą Gruszką i Anną Domin prowadzi agencję marketingową (woli nazywać ją kolektywem) Szeptszum. Jest też wykładowczynią, gościem wielu konferencji biznesowych, na których opowiada o społecznej odpowiedzialności biznesu i szykuje się do doktoratu. To, co jest dla niej ważne to odpowiedzialność społeczna, którą chce szerzyć.

W jakim procencie jesteś dziś zaangażowana w pracę nad WoshWosh?

Martyna Zastawna: Jest to bardzo ciężkie do określenia, bo czasami jest to nawet 120 proc., innym razem 20 proc. To zależy od okresu, od tego co się dzieje i co robimy w danym momencie. Natomiast nie ma dnia, w którym nie poświęcam czasu dla WoshWosh.

Czy nie męczą Cię już pytania o słynne 500 par butów?

Nie. Choć rzeczywiście te pytania, cały czas się pojawiają. Ostatnio dostałam zaproszenie na międzynarodową konferencję dotyczącą fuckupów, więc temat ten cały czas do mnie wraca. Często żartuję, że na fuckupach można zarobić. Cieszę się, że mogę dzielić się tą historią, ponieważ wydaje mi się, że ona może nieść za sobą coś dobrego i być inspiracją czy lekcją dla kogoś, kto dopiero zaczyna, więc chętnie o tym opowiadam.

Fot. Materiały Prasowe

Ostatnio wystąpiłaś na Tedexie z prelekcją pt. Dlaczego warto się buntować? Zbuntowałaś się w 2015 roku zostawiając zaplanowaną ścieżkę kariery i zaczęłaś czyścić buty. Od tamtego czasu trochę minęło. Czy dziś nadal się buntujesz?

Tak, cały czas się buntuję. Myślę, że mam to we krwi. Jeżeli coś jest w mojej ocenie nie takie, jakie powinno być i wymaga zmiany, to jak najbardziej się buntuję. Wydaje mi się, że jest jeszcze tak dużo obszarów do zmiany, że każdego dnia jakąś małą cegiełkę do tego buntu dokładam. 

Żeby się buntować trzeba mieć odwagę. Skąd ją bierzesz?

Wydaje mi się, że to moja cecha charakteru. Oczywiście, kiedy zakładałam WoshWosh, było mi łatwiej, bo byłam młodsza, pewnie bardziej frywolnie patrzyłam na świat i miałam mniej zobowiązań. Obecnie ta odwaga jest bardziej świadoma, a mniej spontaniczne, jednak myślę, że cały czas jest we mnie. Skąd ją biorę? Po prostu ją w sobie mam. Cała masa fajnych rzeczy, jaką udało mi się zrobić przez ostatnie lata, pokazuje, że warto podejmować kolejne decyzje, nawet jeśli wymagają one dużo pracy, siły i odwagi.

Podczas swojego wystąpienia mówiłaś o ekologii. Jak bardzo byłaś świadoma tego podejścia w momencie, kiedy zakładałaś WoshWosh? 

Bardzo często mówię o tym, że już wtedy na początku bardzo ważne było dla mnie to, żeby stworzyć biznes, który rzeczywiście wpływa na świadomość i jest odpowiedzialny. I choć o odpowiedzialności społecznej biznesu w 2015 roku wiedziałam jeszcze bardzo mało, to wiedziałam, że chcę, żeby moja firma była ekologiczna i tworzona w duchu zero waste. To był mój priorytet. Na pierwszej stronie WoshWosh mieliśmy zakładkę z wartościami i w niej wypisaliśmy wtedy: ekologia, zero waste, minimalizm, ratowanie rzemiosła i personalizacja. Pamiętam też, że wtedy bardzo zależało mi na tym, by opowiadając o swojej firmie w kontekście wartości jakie reprezentuje. Natomiast we wszystkich wywiadach pytano mnie o to, dlaczego rzuciłam pracę w korpo i postanowiłam czyścić buty, a to czy to jest ekologiczne, to nikogo nie obchodziło. To podejście bardzo mocno zmieniło się wraz z pojawieniem się trendu na zero waste i ekologię.

Mogą Cię zainteresować

Po jakimś czasie zaczęłaś wspierać rzemieślnicze lokale. Czy w tak korporacyjnym świecie, nastawionym na konsumpcjonizm, takie działania mają sens? Nie masz wrażenia, że walczysz z wiatrakami?

Czasami mam takie poczucie, bo jest to bardzo ciężkie zadanie. Jednocześnie uważam, że każda oddolna inicjatywa ma sens i nawet jeśli trafi tylko do dziesięciu, czy stu osób, ale pomoże chociaż jednej, to warto to robić. Staram się nie poddawać i na szczęście większość akcji, które przeprowadzam w ramach WoshWosh, Martyny Zastawnej, czy jakichkolwiek innych inicjatyw, w jakich biorę udział, przynoszą efekt. 

Czy śledzisz losy osób, którym pomagaliście? Pamiętam pewnego szewca z Warszawy, któremu groziła plajta…

Tak, staramy się utrzymywać kontakt ze wszystkimi osobami, którym pomagaliśmy. Poza tym obecnie współpracujemy już z kilkoma rzemieślnikami na stałe. Natomiast jeśli chodzi o szewca z Warszawy, z pewnością chodzi ci o Pana Adama. Z tego co wiem, Pan Adam przeszedł już na emeryturę, natomiast przez trzy lata po przeprowadzeniu naszej akcji wsparcia dla niego, cały czas pracował i nie narzekał na brak zleceń, które jeszcze w 2018 roku sami mu pozyskaliśmy. W zeszłym roku planowaliśmy też przeprowadzenie kolejnej akcji uświadamiającej fakt zagrożenia rzemiosła, niestety pandemia pokrzyżowała nasze plany. W tym roku mamy do czynienia z kolejną falą, więc nasze działania wciąż są ograniczone. Jednak mamy ogromną nadzieję, że uda nam się przeprowadzić jeszcze nie jedną tego typu akcję, jak tylko sytuacja epidemiologiczna się uspokoi.

Fot. Materiały Prasowe

Pomagasz też bezdomnym…

Tak, w zasadzie jest to już cykliczna akcja, do której dołączyła również marka CCC. Pierwsza akcja miała miejsce w 2018 roku, wtedy zebraliśmy 1000 par butów, w 2019 roku naszą akcję rozszerzyliśmy na całą Polskę i zebraliśmy wtedy 5500 par butów, a w 2020 roku, mimo pandemii, udało nam się zorganizować akcję wraz z CCC, które zbierało buty wśród swoich pracowników i zebrało ich 3000, a my w WoshWosh wewnętrznie 6000, czyli łącznie 9000 par butów w ciągu dwóch tygodni, co jest dla nas niezwykle imponującym wynikiem, zwłaszcza w tym trudnym okresie. Mobilizacja była bardzo duża, paczki z butami dostawaliśmy nawet z zagranicy. W ciągu tych trzech lat udało nam się pomóc prawie połowie polskich bezdomnych. Biorąc pod uwagę to, że ostatnia zima była dość mroźna, prawdopodobnie udało nam się uratować wiele takich osób. W najbliższym czasie będziemy organizować kolejną dużą akcję, która będzie skierowana do osób w potrzebie, w tym bezdomnych, jednak na ten moment nie mogę zdradzić więcej szczegółów.

Jak doszło do współpracy z CCC?

CCC robiło akcję pod tytułem “Daj butom drugie życie”. Stwierdziłam, że są to działania bardzo spójne z naszymi wartościami i szybko połączyłam to z planowaną akcją zbiórki butów dla osób bezdomnych, gdzie również dajemy butom drugie życie, w dodatku w bardzo szczytnym celu. Miałam z marką CCC kontakt od kilku lat. Dwa calle, kilkanaście maili i tak zrodziła się nasza współpraca.

Kiedy Twoje akcje społeczne przekuły się w pomysł na Szeptszum?

Rzeczywiście akcje społeczne sprawiły, że coraz mocniej zaczęłam wchodzić w tematy związane z obszarem zrównoważonego rozwoju i zajmować się tym również poza WoshWosh. Z pewnością był to bodziec do tego, żeby działać szerzej. Zanim zajęłam się WoshWosh, przez jakiś czas pracowałam w branży reklamowej. Marketing był mi niezwykle bliski, natomiast to, co było dla mnie problemem, to podejście tej branży, mam tu na myśli wszechobecny konsumpcjonizm, który reklama również generuje. Pamiętam, że jeszcze pracując w agencji marketingowej, starałam się znaleźć inną perspektywę. W zeszłe wakacje odbyłam szereg rozmów z Anią i Adą na temat odpowiedzialności społecznej biznesu. Okazało się, że jest to temat, który każdą z nas tak samo fascynuje. Doszłyśmy do tego, że mamy pomysł na to, jak wdrożyć działania CSR do branży marketingowej i tak to się zaczęło.

Jak się poznałyście z Adą i Anią?

Z Adą znamy się od 6 lat. Ada jest art directorem oraz fotografem. Zrobiła kilka sesji zdjęciowych dla WoshWosh oraz dla mnie prywatnie. Natomiast Ania to jej przyjaciółka, którą poznałam w zeszłe wakacje. Pamiętam, że nasze pierwsze spotkanie było bardzo intensywne i pełne długich rozmów. Miesiąc po tym we trójkę stwierdziłyśmy, że mamy tak wiele wspólnych tematów i zainteresowań, że warto stworzyć własną firmę.

Wyjaśnij proszę czym jest Szeptszum.

Wiele osób nazywa nas agencją, jednak my wolimy mówić o sobie kolektyw marketingu odpowiedzialnego społecznie. Wdrażamy w firmach działania skupiające się wokół odpowiedzialnego marketingu poprzez strategię, kampanie reklamowe, czy sesje zdjęciowe. Jest to marketing 360, natomiast jego punktem stałym jest to, żeby każde nasze działanie, które tworzymy dla klienta, było odpowiedzialne i transparentne. Chcemy uczyć odpowiedzialnego biznesu i dobrych praktyk.

To pierwszy taki projekt w Polsce. Jaki był odbiór?

Odbiór był fantastyczny. Tu, podobnie jak w przypadku WoshWosh, nie spodziewałam się, że tak to będzie wyglądało. Zaraz po puszczeniu informacji o tym, że ruszamy z naszym pomysłem, odzew był bardzo duży, zarówno ze strony mediów, jak i firm, które chciałby z nami współpracować. Pamiętam, że dostałyśmy wtedy bardzo dużo maili z zapytaniami ofertowymi i to cały czas się dzieje. To jest fantastyczne, bo pokazuje nam, że bardzo dużo firm chce wprowadzać u siebie rozwiązania społecznie odpowiedzialne i zmieniać swoje podejście do marketingu.

Fot. Materiały Prasowe

Jak oceniasz polski rynek pod względem odpowiedzialności społecznej biznesu?

Myślę, że jest coraz lepiej. Biorąc pod uwagę obserwację rynku i rozmowy, jakie przeprowadzam z ludźmi biznesu, mogę stwierdzić, że zainteresowanie obszarem społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR) jest bardzo duże i w większości przypadków przekłada się na działanie. Kiedy zaczęłam zajmować się tym tematem, świadomość była zupełnie inna. Oczywiście, nadal pojawiają się pytania o to, czym CSR tak właściwie jest, albo zdarza mi się słyszeć, że odpowiedzialność biznesu społeczna jest fajna, więc też chcemy ją robić, ale nie wiemy, czym ona jest. Z jednej strony trochę to niepokojące, a z drugiej fajne, że możemy się tym zajmować i poszerzać świadomość. Myślę też, że to, co dzieje się na świecie, mam na myśli zmiany klimatyczne i problemy środowiskowe, sprawia, że chcąc nie chcąc, musimy wprowadzać działania odpowiedzialne społecznie do strategii swoich firm. Jest to koniecznie.

W jakim stopniu to realna potrzeba bycia odpowiedzialnym społecznie, a w jakim podążanie za trendem?

To jest bardzo trudne do oszacowania, nie mam gotowej odpowiedzi na to pytanie. Z pewnością będę się przyglądać temu, bo planuje pracę doktorską w temacie etyki w obszarze CSR. Powoli zbieram wnioski, jednak jeszcze nie potrafię na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Należałoby jednak zadać pytanie: czy to jest złe, że część przedsiębiorstw realizuje takie działania, bo są one modne? 

Jest złe?

Jeżeli robi to w dobry sposób i rzeczywiście pomaga społeczeństwu, to w mojej ocenie nie ma w tym nic złego. Gorzej jest w przypadku, w którym firma wdraża działania odpowiedzialne społecznie tylko po to, żeby zakryć działania, które są totalnie nieodpowiedzialne, wtedy jest to złe. Jednak jest to bardzo ciężkie do rozróżnienia, zwłaszcza w przypadku dużych korporacji, które rozproszoną decyzyjność, co przekłada się na trudność w zmianie strategii w krótkim czasie. Rozumiem to i nieco inaczej patrzę na takie firmy, co nie oznacza, że akceptuje wszystkie ich działania, zwłaszcza te złe. Konkludując moją myśl, nie wiem, czy większość firm wprowadza działania takie, bo są one modne, momentami wydaje mi się, że rzeczywiście tak jest, jednak nie oznacza to, że jest to złe.

Kto na polskim rynku robi to dobrze? Jakie firmy są godne naśladowania pod względem odpowiedzialności społecznej?

Takich przykładów jest cała masa. Każdego dnia trafiam na informacje odnośnie fajnych akcji i ciekawych działalności. Jednak, jeśli mam podać przykład, to chciałabym wymienić firmę Elementy. Jest to firma, która działa odpowiedzialnie, jest transparentna i jest doskonałym przykładem do naśladowania dla branży mody. Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób funkcjonuje. Mało tego, widzę wielu jej naśladowców, co jest bardzo pozytywne.

Jesteś też wykładowczynią, inspirujesz swoich studentów do podejmowania działań CSR w swoich firmach, organizacjach. Czy Twoją misją jest bycie buntowniczką, która chce zmienić obraz polskiego biznesu pod względem odpowiedzialności społecznej?

Bycie buntowniczką docelowo nie jest moją misją. Uważam, że jeśli jest jakiś obszar, w którym należy się buntować, to jak najbardziej zawsze jestem na to gotowa. Natomiast to na czym najbardziej mi zależy, to po prostu poszerzanie świadomości, to żeby jak najwięcej osób zdawało sobie sprawę z tego, jak dobre są takie działania.

Jakie są Twoje dalsze plany?

W najbliższej przyszłości planuję kolejną zbiórkę butów, która mam nadzieję, uda się pomimo trzeciej fali pandemii. Liczę na to, że będzie to coś dużego i przyniesie wiele dobra. Od jakiegoś czasu skupiam się również na tym, że występuje jako ekspert. Robię coraz więcej rzeczy jako Martyna Zastawna, a nie jako organizacja, więc myślę, że w najbliższym czasie, mimo niesprzyjających warunków epidemiologicznych, będzie dużo szumu.

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl