Masz pomysł na startup w branży spożywczej? Foodtech.ac wie, jak na nim zarobić

Roślinny kurczak, jedzenie w proszku, czy jogurt z fasoli. Oto projekty, które rozwinęły się pod skrzydłami Foodtech.ac. Rozmawiamy dziś z założycielami akceleratora Piotrem Grabowskim i Michałem Piosikiem o samym projekcie, ale również o rozwoju branży foodtech w Polsce.

Masz pomysł na startup w branży spożywczej? Foodtech.ac wie, jak na nim zarobić
Początki akceleratora foodtech.ac Jaką ofertę dla startupów przygotował foodtech.ac? W jakiego typu projekty angażuje się foodtech.ac? Roślinny Qurczak, Listny Cud, Frens - zobacz, jakie startupy przeszły akcelerację foodtech.ac Z jakimi problemami zmaga się barnża foodtech w Polsce?

• Chcesz opowiedzieć nam historię swojego biznesu? Napisz do nas na adres: [email protected]

Foodtech.ac to akcelerator, który powstał na przełomie 2018 i 2019 roku. Program, jaki oferuje, skierowany jest do branży spożywczo-rolniczej. Startupy, jakie znajdują się w obszarze jego zainteresowań, to szeroko zakrojone innowacje na rynku spożywczym z mocnym twistem ekologicznym. 

Jak i kiedy powstał foodtech.ac?

Foodtech.ac powstał na przełomie 2018 i 2019 roku. Oficjalne ogłoszenie ruszyło w marcu 2019 roku. Założycielami jesteśmy ja i mój wspólnik Michał, z którym znam się jeszcze ze studiów na SGH. Po szkole nasze drogi rozeszły się na jakiś czas. Michał pracował w bankowości, następnie założył kulinarną agencję eventową, która zajmuje się organizacją warsztatów teambuildingowych dla firm, a także dla osób prywatnych, które chcą poszerzyć swoje kulinarne horyzonty. Natomiast ja poszedłem w przedsięwzięcia związane ze startupami, coworkingiem i branżą travel. W 2017 roku – po różnych przygodach biznesowych – nasze drogi ponownie się zeszły. Spotkaliśmy się i uznaliśmy, że jesteśmy w takim momencie życia, w którym posiadamy własne firmy, które zapewniają nam byt na sensownym poziomie, jednak chcielibyśmy czegoś więcej. Mało tego, chcielibyśmy robić coś, co ma realny wpływ na to, w jakim świecie żyjemy. 

Co było dalej?

Zastanawialiśmy się nad tym, za jaki obszar się zabrać. Z miłości Michała do jedzenia narodził się pomysł, że powinniśmy iść w branżę foodtechową. Poza tym Michał pracując w swoim biznesie, spotykał się z tym, że jego klienci potrzebowali i poszukiwali produktów wegańskich i wegetariańskich, które zresztą sam dla nich komponował. Innymi słowy: Michał widział, że jest to realna potrzeba rynku. Byliśmy przekonani, że jeśli chodzi o branżę spożywczą, to cały rynek będzie szedł w kierunku zdrowych posiłków i redukcji spożywania mięsa

To był 2017 rok, Wasz akcelerator ruszył rok później. Co robiliście przez ten czas?

Obydwoje byliśmy w 2017 roku mocno zaangażowani w ramach swoich biznesów. Postanowiliśmy więc, że na nasz pomysł damy sobie rok, półtora. Czas ten poświęciliśmy na to, żeby dowiedzieć się więcej o branży i zweryfikować czy rzeczywiście chcemy to robić. 

Jakie były wnioski po tym okresie?

Doszliśmy do wniosku, że absolutnie jest to strzał w dziesiątkę. Kwestie środowiskowe będą coraz ważniejsze i jako społeczeństwo musimy zacząć podchodzić do branży żywieniowej w bardziej racjonalny sposób. Razem z Michałem uznaliśmy, że właśnie to jest temat, którym chcielibyśmy się zająć. 

Dlaczego akurat akcelerator?

Akcelerator jest tworem, który łączy cztery strony. Jedną z nich są młodzi zdolni ludzie, startupowcy i nie tylko, którzy chcą rozwijać tę branżę i widzą w niej perspektywę. Druga strona to duże firmy, które szukają innowacji i chcą się rozwijać. Trzecia strona to inwestorzy, którzy jak się okazało, są zainteresowani tym sektorem i chcą na tym rynku inwestować. Natomiast czwarta strona to ludzie podobni do nas, którzy zbudowali już biznes, mają wiedzę na ten temat i chcieliby się swoją wiedzą podzielić na przykład na poziomie mentorskim. Akcelerator w tym wypadku jest pewnego rodzaju parasolem, który zbiera te wszystkie aspekty razem i dzięki temu ma możliwość realnej zmiany w tej branży. 

Mogą Cię zainteresować

Na co mogą liczyć startupy, które się do Was zgłoszą?

Celem naszego programu akceleracyjnego jest to, by firmy tworzące produkty na rynku foodtech i agritech, mogły je jak najszybciej wypuszczać na rynek. Najczęściej przychodzą do nas osoby, które mają już gotowy produkt, jednak zrobiony w “skali kuchennej”, który potrzebuje wyskalowania z tego pomysłu biznesu. Nasz program trwa dwa miesiące i podczas tego okresu we wtorki i środy odbywają się całodniowe zajęcia. Natomiast pozostałe pięć dni jest przeznaczonych na pracę własną nad projektem. Podczas dni zajęciowych uczymy rzeczy, które są potrzebne w kontekście budowania biznesu w branży spożywczej. 

Jakie to obszary?

Uczymy tego jak zrobić dobry market research, jak przeprowadzić pierwsze rozmowy z klientami, jak do nihch dotrzeć, zebrać feedback, jak zbudować swój pierwszy model biznesowy. Następnie pomagamy zbudować swoją widoczność brandową, uczymy jak zadbać o opakowania, o swoją obecność w internecie czy widoczność w mediac. Opowiadamy też o tym, jak wygląda marketing w sieciach handlowych. Następnym krokiem jest warsztat na temat tego, jak rozmawiać z dystrybutorami i sieciami handlowymi, a także jak wyglądają aspekty prawa w branży spożywczej. Mówimy też o tym, jak zbudować swój pierwszy zakład produkcyjny, mamy w akceleratorze specjalistów, którzy przykładowo potrafią pomóc w doborze odpowiednich maszyn. Pokazujemy gdzie na rynku można szukać finansowania oraz uczymy jak negocjować z inwestorami. Cała ta wiedza jest zamknięta w dziewięciotygodniowy program, który kończy się Demo Dayem. Zapraszamy na niegop przede wszystkim osoby aktywnie działające w branży spożywczej – przedstawicieli sieci handlowych, dystrybutorów, inwestorów, dziennikarzy i producentów żywności. To właśnie wśród nich startupy znajdują przyszłych kontrahentów i partnerów biznesowych. Dodam jeszcze, że większość naszego programu realizowana jest po angielsku, bo chcemy od samego początku rozwijać w founderach globalne myślenie. 

Co potem?

Zawsze powtarzamy, że Demo Day, który jest zakończeniem programu, tak naprawdę jest początkiem wszystkiego, az naszymi startupami wiążemy się na całe życie. Z tymi, którzy brali udział w naszym programie półtora roku temu, cały czas mamy kontakt i piszemy do siebie przynajmniej raz w tygodniu. Mało tego, bezpośrednia współpraca rozwija się także pomiędzy samymi startupami. Wspierają się i dzielą wiedzą. Mamy też przypadek, w którym jeden startup przejął zakład produkcyjny po innym, który na tyle się rozrósł, że szukał czegoś większego. 

Mam pomysł na produkt. Zgłaszam się do Was. Po jakim czasie mam szansę pojawić się ze swoją ofertą na rynku?

Z naszego doświadczenia wynika, że projekty, które mamy pod naszymi skrzydłami, wychodzą ze swoimi produktami na rynek w ciągu sześciu miesięcy od trafienia do nas. Mamy też przykłady startupów, które swoje testowe produkty zaczęły sprzedawać jeszcze podczas trwania programu. Myślę, że uczciwie mogę powiedzieć, że w ciągu dwóch miesięcy jesteśmy w stanie wypuścić na rynek produkt testowy, a w sześć zakończyć akcelerację, wypuścić produkt na rynek i pozyskać inwestora. Duzi gracze nie śpią, więc tempo na rynku jest ogromne, a naszą rolą jest to, by przyspieszyć ten proces najmocniej, jak tylko się da. Dziś, o ile nie mówimy o głębokim R&D, to nie ma czasu na to, by rozwijać produkt latami.

Działacie w ramach cyklicznych programów czy startupy mogą zgłosić się do Was w każdej chwili?

Staramy się realizować dwie edycje w ciągu roku na przełomie wiosny i lata oraz jesieni i zimy. W zeszłym roku pandemia koronawirusa pokrzyżowała nam plany i zrobiliśmy tylko jedną edycję. Między edycjami można też zgłaszać się do otwartej rekrutacji, wtedy z takimi projektami pracujemy indywidualnie, aczkolwiek z naszego doświadczenia wynika, że lepiej jest przejść cały program, bo jest on bardziej kompleksowy. 

Ile projektów przyjmujecie w takim naborze?

Po każdym naborze zazwyczaj dostajemy kilkadziesiąt aplikacji, w ostatniej edycji dostaliśmy ponad 70 zgłoszeń. Wybieramy z tego 15 – 20 projektów, które zapraszamy na weekend preakceleracyjny. Najbliższy taki weekend odbędzie się w dniach 16-18 kwietnia. Są to dwa dni intensywnej pracy, podczas których obserwujemy i oceniamy zaangażowanie i zgranie zespołów. Mówiąc inaczej, sprawdzamy, czy startup polubi nas i czy my polubimy startup. Po takim weekendzie wybieramy pięć projektów, które kwalifikujemy do dwumiesięcznego programu. 

W jakie projekty inwestujecie?

Jesteśmy w stanie pomóc projektom na każdym etapie, jednak program kierujemy głównie do projektów na wczesnym etapie. Natomiast jeśli chodzi o obszary, w jakich szukamy, to branża rolno-spożywcza. Tematy, które najbardziej nas interesują to roślinne zamienniki mięsa i nabiału, mięso hodowane komórkowo, produkty ekologiczne, substytuty cukru, opakowania żywności, które nie są oparte na plastiku, napoje bezalkoholowe i bezcukrowe, superfoods, jedzenie funkcjonalne, zdrowe przekąski, żywność fermentowana, białko z insektów (np. karmy dla zwierząt), rolnictwo precyzyjne, farmy wertykalne itd.

Czyli jesteście mocno nastawieni w kierunku ekologicznym?

Tak, zdecydowanie. Wszystkie tematy, których się podejmujemy, idą w kierunku zrównoważonej konsumpcji zasobów. 

Wiemy już, co dajecie startupom. Co Wy z tego macie?

W zamian za udział w naszym programie obejmujemy od 3 do 8 proc. udziałów w spółkach. Odsetek tych udziałów jest zależny od tego, jakie duże finansowanie uda nam się pozyskać dla danego startupu. Zdarza się też, że sami z Michałem inwestujemy w niektóre spółki jako angel inwestorzy. 

Każdy startup może liczyć na dofinansowanie?

Dążymy do tego, żeby w przyszłości każdy startup już w ramach akceleracji dostawał pieniądze na start. Według naszych założeń zrealizujemy ten plan w ciągu niecałych dwóch lat. Obecnie nie dajemy finansowania, natomiast szukamy i pozyskujemy dla nich finansowanie od znanych nam inwestorów.

Trzy najciekawsze projekty, które wzięły udział w Waszej akceleracji?

Roślinny Qurczak z pierwszej edycji naszego akceleratora. Startup ten właśnie finalizuje pierwszą rundę finansowania z prywatnymi inwestorami. Otworzył też niedawno swój drugi zakład produkcyjny i jeszcze w tym roku pojawi się w dużych sieciach handlowych na znacznie szerszą skalę. Firma wystartowała w październiku 2019 roku, pięć miesięcy po akceleracji.

Drugim bardzo fajnym startupem, z którego jesteśmy dumni, jest Listny Cud. Jest to projekt miejskich farm wertykalnych. To również projekt z pierwszej edycji foodtech.ac, a na rynku wystartował w październiku 2020 roku. W tym czasie zdążył wybudować pierwszą farmę wertykalną w warszawskim Mordorze oraz wszedł z farmami do sklepów. W tym roku finalizujemy drugą rundę finansowania dla tego projektu i będziemy uruchamiać go w drugim polskim mieście.

Trzeci startup, który mogę wymienić to Frens, czyli karma dla psów, na bazie białka z owadów. Produkt jest już dostępny na rynku i tu również pozyskujemy rundę finansowania. 

Łącznie przeakcelerowaliśmy do tej pory 15 projektów, z czego 12 cały czas funkcjonuje i rozwija się na rynku, ze wszystkich jesteśmy bardzo dumni. Już dziś dzieje się bardzo dużo, ale wiemy, że największe wyzwania oraz sukcesy jeszcze przed nami.

Jak oceniacie rozwój branży foodtech w Polsce i to jak wypadamy na tle Zachodu?

Polska zawsze foodem stała. Mamy zdolności produkcyjne, mamy wybitnych technologów żywności, jakość żywności jest u nas dobra. Niestety za sterami dużych polskich firm na tym rynku bardzo często stoi jeszcze poprzednie pokolenie, które niekoniecznie śledzi to, co się dzieje na bardziej rozwiniętych od nas rynkach. Kiedy zakładaliśmy nasz akcelerator, rozmawialiśmy z przedstawicielami tej branży i widzieliśmy, że nieco z przymrużeniem oka patrzyli na innowacje w tym sektorze. Przykładowo rynek zamienników mięsa postrzegali bardziej jako ciekawostkę, a nie coś co może z nimi konkurować. Dziś to się zmieniło. Widzimy, że duzi producenci zdali sobie sprawę z tego, że trend ten będzie rósł w siłę i najwyższy czas zacząć przyglądać się temu obszarowi. Myślę, że ostatnie dwa lata sprawiły, że decydenci z tego rynku obudzili się, dzięki czemu najbliższe lata mogą być bardzo ekscytujące. Drugi aspekt to kwestia tego, że foodtech wiąże się z dużą ilością technologii i nacisku na R&D. Niestety w Polsce jesteśmy dopiero na etapie rozwoju obszaru skłonności do inwestowania w projekty o wysokim ryzyku. Przykładowo, mówiąc o mięsie hodowanym komórkowo, są to projekty, które wymagają kilku lat spędzonych w laboratorium. Poza finansowaniem dochodzi do tego brak płynnej współpracy pomiędzy uczelniami a biznesem. Nad Wisłą nie mamy dopracowanego procesu komercjalizacji projektów naukowych. Dziś mówimy o inwestycjach dla startupów rzędu kilku milionów złotych, natomiast jeśli chcemy mieć prawdziwe R&D, to jest to już kwestia kilkudziesięciu albo setek milionów złotych, które pójdą na badania, o których wcale nie jest powiedziane, że zakończą się sukcesem. Na ten moment w Polsce nie ma jeszcze inwestorów, którzy mogliby pozwolić sobie na takie ryzyko. 

Na ile to jest problem finansowania i braku współpracy z uczelniami, a na ile to kwestia tego, że za największymi polskimi firmami rolno-spożywczymi stoi poprzednie pokolenie?

To jest bardzo ciekawy aspekt rolnictwa i całej branży spożywczej. To, co przeszliśmy w Polsce po latach 90. to ogromna mechanizacja rolnictwa. Po wejściu do Unii pojawiło się bardzo dużo programów, które to umożliwiały. Natomiast dzisiaj nie jesteśmy jeszcze na tym poziomie, by otwieranie laptopa i monitorowanie upraw, było dla rolników nad Wisłą standardem. Są już drony analizujące pola, autonomiczne kombajny, systemy do monitoringu upraw, jednak rzeczywiście cyfryzacja, która jest domeną młodego pokolenia, nie weszła jeszcze w krew temu poprzedniemu. Myślę, że młode pokolenia, które będą przejmować gospodarstwa, będą to zmieniać. Faktycznie jest potrzeba oswojenia z nową technologią. 

Innowacja w branży foodtech, która Cię w ostatnim czasie zaskoczyła? 

Mięso hodowane komórkowo to bardzo gorący temat, o którym mówi się od dłuższego czasu. Natomiast w ostatnim czasie pojawił się w mojej ocenie równie ciekawy temat, którym jest, komórkowo hodowany nabiał. Mleko bez krów – jest to możliwe.

Wspomniałeś o mięsie hodowanym komórkowo. Z pewnością słyszałeś o tym, że Singapur, jako pierwszy na świecie, wydał pozytywną opinię odnośnie takiej żywności i dopuścił ją do obrotu. Jak myślisz, na ile ten ruch przyspieszy komercjalizację i wyjście na rynek podobnych projektów na świecie?

Temat mięsa hodowanego komórkowo jest bardzo złożony. Producenci takiego mięsa są bardzo blisko zakończenia swoich projektów, niektórzy nawet już prezentowali swoje produkty i dawali je do spróbowania. Niestety jest tu duży problem zejścia z kosztami takiej produkcji. W Europie nie jesteśmy jeszcze na etapie rozmów, jeśli chodzi o kwestie prawne, bo żaden z obecnych tu producentów nie jest jeszcze na etapie, by to wymuszać. Singapur zaakceptował. Jak będą robiły to inne kraje? Nie wiemy. Czy rządzący będą się opierać? Nie wiemy. Może być tak, że to społeczeństwa będą krytycznie nastawione do takich projektów. My jesteśmy pozytywnie nastawieni, widzimy w tym obszarze potencjał, jednak uważam, że to bardzo trudny temat i jeszcze trochę będziemy musieli na to poczekać. 

Jakie są Wasze dalsze plany?

Obecnie bardzo mocno pracujemy nad własnym funduszem inwestycyjnym. W naszej ocenie na polskim rynku jest bardzo mało funduszy, które są zainteresowane obszarem agrifood, więc widzimy tu pole do zagospodarowania. Taki fundusz zdecydowanie skróci nam proces inwestycyjny, zwłaszcza że w naszej branży bardzo ważne jest tempo wypuszczania produktów na rynek, bo duzi gracze nie śpią. Chcielibyśmy więc mieć łatwiejszy dostęp do kapitału. To się już dzieje, postawiliśmy już pierwsze kroki w kierunku budowy własnego funduszu. Drugą naszą ambicją jest zbudowanie tzw. foodtech labu, który stanowiłby połączenie dobrze wyposażonej kuchni i małego zakładu produkcyjnego, w którym nasze startupy mógłby wyprodukować pierwsze partie swoich produktów. O tym rozwiązaniu rozmawiamy już z miastem Warszawa. 

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl