Marketing i Biznes Biznes Impaktowy biznes, czyli jak wnosić wartość dla świata i jednocześnie generować zyski? Podpowiada Dobrosława Gogłoza z Pomagam.pl

Impaktowy biznes, czyli jak wnosić wartość dla świata i jednocześnie generować zyski? Podpowiada Dobrosława Gogłoza z Pomagam.pl

W dobie rosnącej świadomości ekologicznej i społecznej, coraz większy nacisk kładzie się na tworzenie firm oraz marek, które nie tylko generują zyski, ale także dbają o środowisko i społeczność. Rozmowa z Dobrosławą Gogłozą, dyrektorką zarządzającą serwisu Pomagam.pl oraz założycielką platformy Doing Good, rzuca nowe światło na kwestię etyki w biznesie. W jaki sposób wnosić wartość dla świata i jednocześnie generować zyski? Czy w Polsce jest w ogóle miejsce na impaktowy biznes? Na to oraz inne pytania znajdziecie odpowiedzi poniżej.

Impaktowy biznes, czyli jak wnosić wartość dla świata i jednocześnie generować zyski? Podpowiada Dobrosława Gogłoza z Pomagam.pl

Prowadzisz firmę? Weź udział w nieformalnym spotkaniu przy piwie dla przedsiębiorców

Sprawdź szczegóły wydarzenia

Zanim przyjrzymy się bliżej founderskiej drodze, chciałabym na samym początku zapytać, co według Pani znaczy etyczny biznes w dzisiejszych czasach?

Chciałabym zacząć od tego, że warto w ogóle zakładać firmy. Wydaje mi się, że dyskusja na temat biznesu impaktowego czasami zbyt mocno skręca w takim kierunku, że NGO są zawsze dobre, a biznes zawsze zły, chyba że jest impaktowy i wtedy możemy ewentualnie go zaakceptować. To, że sama zajmuję się raczej obszarem pozytywnego wpływu, nie oznacza, że nie mam świadomości, że mam stosunkowo komfortowe życie głównie dzięki temu, że pokolenie moich rodziców obaliło komunizm i zaczęło budować kapitalistyczną gospodarkę rynkową. Codziennie korzystam z produktów i usług, które są absolutnie standardowe i to również jest w porządku; w końcu cele zrównoważonego rozwoju to również: koniec z ubóstwem, wzrost gospodarczy i godna praca oraz innowacyjność, przemysł, infrastruktura.

Więc oczywiście najbardziej ciekawią mnie te modele biznesowe, które mają istotną wartość dodaną dla świata i pomagają rozwiązywać ważne współczesne wyzwania ekologiczne czy społeczne, ale na takim bardzo podstawowym poziomie autentycznie uważam, że duża część biznesu jest dla nas ważna. Oczywiście może poza firmami, które na przykład spuszczają do rzeki odpady. Mam w związku z tym nadzieję, że trend na branie odpowiedzialności za całe życie produktów i łańcuch dostaw będzie się nasilał, a tego rodzaju wspomniane sytuacje będą szybko wyłapywane i dotkliwie karane.

Spotkaj Dobrosławę Gogłozę 14 maja w Warszawie podczas VII edycji Founders Mind, najlepszej polskiej konferencji dla biznesu. Sprawdź szczegóły już teraz na www.foundersmind.pl.

Często można odnieść wrażenie, że współczesny świat nie oferuje przestrzeni na biznesy, dla których tworzenie dodatniej wartości dla życia człowieka jest najwyższym priorytetem. Co jest Pani receptą na zmianę rzeczywistości i jak realizuje to Pani w swojej codzienności?

Myślę, że taka przestrzeń istnieje, ale nie jest wystarczająco eksploatowana poprzez zbyt dychotomiczny sposób myślenia samym o biznesie i tworzeniu pozytywnego wpływu, który uważa się przede wszystkim za domenę organizacji pozarządowych. W efekcie czego nasila się wśród ludzi przekonanie, że na tworzeniu rozwiązań dobrych dla świata czy zwierząt nie da się zarabiać, więc osoby z lepszym zmysłem biznesowym raczej od tego obszaru stronią. Z drugiej zaś strony ludzie autentycznie zainteresowani generowaniem pozytywnych efektów naturalnie dążą ku pracy w NGO.

Staram się więc przy każdej okazji poddawać w wątpliwość tę dychotomię i zachęcać do integrowania tych dwóch środowisk. Uważam też, że zdecydowanie więcej osób, które chcą rozwiązywać ważne problemy świata, powinno zainteresować się ścieżką biznesową, ponieważ biznes ma dużo większy potencjał skalowalności. Żeby jednak autentycznie skorzystać z tego efektu, trzeba się też pozbyć wielu przekonań związanych z rośnięciem i zarabianiem pieniędzy, które niestety trzymają niektóre projekty mające pozytywny impakt na poziomie małych manufaktur. Prawdziwy impakt tworzy się tam, gdzie jest istotna skala działania.

Jakie były główne inspiracje, które skłoniły Panią do założenia platformy Doing Good? Czy może Pani przybliżyć naszym czytelnikom, jakie są główne cele oraz korzyści płynące z tej platformy?

Sama zajmowałam się rekrutacjami albo pomagałam w rekrutacjach firm i organizacji, które wchodziły do Polski oraz wielokrotnie doradzałam osobom, które po wielu latach spędzonych w korporacjach borykały się z utratą poczucia sensu, szukając dla siebie miejsca w firmach i organizacjach, które robią coś ważnego dla świata. To doświadczenie pokazało mi, że obu stronom rynku ciężko się nawzajem odnaleźć. Organizacje potrzebują stosunkowo dużej, ale również dobrej puli kandydatów, żeby zatrudniać naprawdę mocne osoby, które pomogą im się rozwijać — myślę, że w mniejszych firmach czy NGO jest to nawet bardziej istotne niż w większych organizacjach, bo każda osoba nadaje ton całemu zespołu. Poleganie tylko na osobach, które obserwują własne media społecznościowe organizacji, zazwyczaj nie jest w stanie stworzyć wystarczająco mocnego lejka kandydatów, a poleganie na pozyskiwaniu dużej ilości CV od przypadkowych osób, które nie mają pojęcia o misji firmy czy organizacji, również nie jest optymalne. Niedopasowanie osób pod kątem zaangażowania w misję prawie zawsze tworzy problemy, nawet przy stanowiskach stosunkowo specjalistycznych, takich jak dział IT.

Z drugiej strony kandydatki oraz kandydaci nie mają wystarczającej wiedzy o rynku impaktowym, żeby być w stanie aplikować do miejsc, w których ich kompetencje będą najlepiej wykorzystane — mają co najwyżej jakąś listę organizacji pozarządowych, które znają i nie wiedzą, gdzie jeszcze mogą pracować, a często miejsca, które rozważają, nie będą w stanie wykorzystać ich unikalnego doświadczenia. Pomyślałam więc, że warto będzie stworzyć platformę, która będzie brokerem zaufania, który pozwoli się spotkać dobrym osobom i dobrym firmom.

Jest Pani byłą założycielką oraz wieloletnią prezeską Stowarzyszenia Otwarte Klatki, organizacji zajmującej się ochroną zwierząt hodowlanych, która została uznana za jedną z najskuteczniejszych na świecie. Które umiejętności wyniesione z organizacji pozarządowej były najbardziej przydatne w późniejszym przejściu do biznesu?

Myślę, że moje przejście do biznesu po odejściu z Otwartych Klatek było dość łatwe, bo prowadziłam tę organizację właściwie tak, jak się prowadzi firmy. Sporo startupów nie powstydziłoby się naszego tempa wzrostu. Nawet sama skuteczność — w tym przypadku mierzona przez zewnętrzną organizację, która przeanalizowała sposób alokowania budżetu i efekty kampanijne, które były dzięki niemu uzyskane (trochę jak ROI, w którym darczyńca chce potencjalnie uzyskać jak najwięcej dla zwierząt z każdej wydanej na organizację złotówki) — wynikała z bardzo metodycznego podejścia do prowadzenia działalności pozarządowej.

Moje myślenie o kampaniach, takich jak Roślinniejemy, Frankenkurczak czy Jak One to Znoszą, polegało na zastanawianiu się, w jaki sposób można uzyskać jak największe efekty i na której części rynku należy skupić swoją uwagę, żeby osiągnąć efekt dźwigni. Nie wierzę w planowanie działań z bardzo mglistymi celami w stylu zwiększania świadomości problemu, bo wiemy z badań, że takie efekty praktycznie nie przekładają się na zachowania konsumentów.

Jeszcze w Otwartych Klatkach wprowadziłam planowanie przez OKRy i duże skupienie na samym budowaniu struktury organizacji jako elemencie, który może naprawdę zaważyć na skuteczności oraz szybkości działania. Zastanawiając się, jak dobrze poprowadzić zwinnie działającą organizację, czytałam głównie książki o tym, jak dobrze prowadzić firmę. I za każdym razem okazywało się, że to działa. Innym obszarem, który przydaje mi się do teraz, była sama komunikacja i to, jak budować strategię i narrację, która będzie mierzona nie tyle zasięgami, ile trafieniem z odpowiednim przekazem do odpowiednich interesariuszy — bo faktycznym celem było osiągnięcie zmiany społecznej, w którą zaangażowane jest nie tylko społeczeństwo, ale również politycy czy firmy.

Jest Pani również co-founderką All Hands, agencji marketingowej, która skupia się na komunikowaniu marek i projektów, które mają pozytywny impakt. W jaki sposób All Hands Agency promuje marki, mając na uwadze etykę w biznesie? Czy stosujecie jakieś konkretne kryteria, narzędzia, itp.?

Najbardziej kluczowe jest, żeby komunikować się raczej z mainstreamem, nie alienując jednocześnie swojej najbardziej zaangażowanej grupy docelowej. Przykładem mogą być produkty wegańskie. Wprowadzając tego rodzaju produkty na rynek, firmy bardzo często decydują się na zielone opakowanie i odmienianie na nich słowa “wegański” przez wszystkie przypadki. Tworzy to poczucie, że produkt jest tylko dla wegan, podczas gdy największą grupą odbiorców są zawsze flexitarianie, którzy świadomie ograniczają spożywanie produktów odzwierzęcych, albo po prostu chcą się zdrowiej odżywiać. Mnóstwo badań pokazuje, że sprzedaż takich produktów jest większa, kiedy napisy na opakowaniach mówią raczej o zawartości białka roślinnego – białko kojarzy nam się ze zdrowiem i siłą, a dieta wegańska raczej z odchudzaniem i to niekoniecznie w najprzyjemniejszy sposób.

Z drugiej strony nie warto też o weganach i wegetarianach zapominać, ponieważ można ich rozumieć jako grupę interesu, która potrafi być bardzo zaangażowana, co może bardzo pomóc w promowaniu produktów. Skuteczne lawirowanie pomiędzy obiema grupami uważam za najważniejsze w komunikacji marek impaktowych.

Jeżeli chodzi o narzędzia, to lubię wczytywać się w badania nad komunikacją i adopcją nowych produktów oraz tym jak przebiega proces decyzyjny konsumentów i w jaki sposób do nich mówić. Świetnym przykładem są badania nad promowaniem tofu, czyli bardzo odżywczego serka z soi, popularnego w kuchniach azjatyckich. Żadne komunikaty na temat prozdrowotnych wartości nie miały takiego wpływu na częstotliwość kupowania jak bardzo proste zdanie: “używaj jak kurczaka”. Większość osób wiedziała, że tofu jest zdrowe i niskokaloryczne, ale nie miała pomysłu na używanie go w kuchni, nie potrzebowała więcej perswazji, tylko praktycznych wskazówek.

Naszą mocną kompetencją jest posiadanie szerokiej wiedzy na temat różnych obszarów pozytywnego impaktu, oraz umiejętność przełożenia jej na konkretne przykłady produktów czy marek.

Spotkaj Dobrosławę Gogłozę 14 maja w Warszawie podczas VII edycji Founders Mind, najlepszej polskiej konferencji dla biznesu. Sprawdź szczegóły już teraz na www.foundersmind.pl.

Pełni Pani funkcję dyrektorki zarządzającej w Pomagam.pl, portalu crowdfundingowym, który daje możliwość darmowego zakładania zbiórek na ważne cele charytatywne, realizację celów oraz marzeń. Czy może Pani opowiedzieć, jak wygląda Pani typowy dzień pracy oraz zakres obowiązków?

Staram się dzielić mój czas na dni, w które odbywają się spotkania i takie, które mogę poświęcić na samodzielną głęboką pracę. Nie wiem, czy jest w tym dużo typowych dni, czasami więcej uwagi wymaga praca produktowa, a w innych momentach poświęcam czas na pracę z działem growth i marketingu.

Udało mi się zbudować zespół, który jest odpowiedzialny za każdy obszar działania firmy, więc duża część moich zadań polega raczej na nadzorowaniu tego, co dzieje się w każdym obszarze i w każdym z nich jestem raczej partnerem do rozmowy dla osób, które nim zarządzają. Wierzę w rekrutowanie dobrych i odpowiedzialnych osób, przekazywanie im wiedzy na temat celów firmy i najlepszych praktyk, a następnie dawanie dużej swobody w realizowaniu tych celów. Daje nam to mocną sprawność organizacyjną i myślę, że jest również całkiem motywujące dla osób, które z nami pracują. Wiem jednak, że nie będzie to przez to miejsce dla każdego i trzeba chcieć mieć taką swobodę i towarzyszącą jej odpowiedzialność. Myślę, że to nie jest zawsze łatwe dla osób, które zarządzają taką firmą, bo po jakimś czasie tworzy się poczucie, że firma właściwie działa całkiem sprawnie już również beze mnie, więc trzeba sobie aktywnie przypominać, że to właśnie dzięki takiemu systemowi działamy sprawnie i rośniemy. Większe ingerowanie w pracę tylko po to, żeby mieć złudzenie bycia bardziej potrzebną, raczej ten proces zakłóci, niż mu pomoże.

Moją rolą jest też wyznaczanie priorytetów i wnoszenie nowych pomysłów dotyczących rozwoju firmy, staram się więc być dość na bieżąco nie tylko z naszą branżą, ale też z tym, co dzieje się w świecie technologii. Później przenoszę to na pomysły do wdrożenia w firmie. Tu jest też największa wartość z posiadania szerokiego spojrzenia na całą organizację. Czasami wartością jest dodawanie odwagi, ponieważ ludzie z natury chcą się raczej wywiązywać, więc będą naturalnie bardziej obawiali się popełnienia błędów, niż niewykorzystania jakiejś sprzyjającej okazji i przy odważniejszych pomysłach potrzeba im dodatkowego wsparcia.

Jakie to uczucie brać udział w tylu satysfakcjonujących i etycznych projektach na przestrzeni tych wszystkich lat? Jak brzmiałoby 5 najważniejszych lekcji, które wyniosła Pani w pracy przy tych inicjatywach?

Myślę, że uczucie jest całkiem niezłe. Nie wiem, czy łatwo będzie wymienić aż 5 lekcji, ale spróbuję.

Po pierwsze, warto nie mieć złudzeń co do tego, że będziemy zawsze szalenie zmotywowani i pełni energii, nawet jeśli pracujemy w naprawdę fajnym miejscu i przy wartościowych projektach. Pracując w takich miejscach, łatwo mieć wręcz poczucie winy, że nam się czasami nie chce, ale to wynika z naszych nierealistycznych oczekiwań. Jesteśmy tylko ludźmi i przyzwyczajamy się do dobrego, później nas to przestaje satysfakcjonować i warto się zatrzymać od czasu do czasu i przypomnieć sobie co robimy i dlaczego ma to wartość. Tę motywację trzeba będzie aktywnie odnawiać.

Po drugie, nauczyłam się, że da się zdziałać całkiem sporo i w całkiem krótkim czasie, jeśli się do tego naprawdę przysiądzie i będzie ciężko pracować. To brzmi jak truizm, ale powiedziałabym z jakichś wieloletnich obserwacji, że ludziom często się wydaje, że sukces przychodzi łatwiej i wymaga mniej wysiłku.

Po trzecie, do wielu rzeczy można dojść szybciej, jeśli poświęcamy czas na zdobywanie wiedzy. W tym momencie wiedza jest autentycznie dostępna w większości za darmo, ale korzystanie z niej wcale nie jest powszechne i dużo osób na tym traci.

Czwartą lekcją jest chyba to, że dobrze jest włączać zespół w generowanie pomysłów i dawać mu odpowiednią ilość decyzyjności w organizacji. Dużo dobrze działających projektów wzięła się z małych eksperymentów przeprowadzonych oddolnie. Warto jednocześnie umiejętnie przeprowadzić później proces oceniania tych eksperymentów i porzucania ich bez poczucia straty, albo skalowania na całość organizacji.

No i piąte: warto naprawdę dbać o siebie i o danie sobie przyzwolenia na odpoczynek i zajęcia, które dają nam radość. Osoby, które zarządzają organizacjami i są mocno zorientowane na cel bardzo często zapominają o tym — i mówię też z własnego doświadczenia — ale ostatecznie to kończy się spadkiem produktywności i zwiększeniem frustracji i ta skłonność do bardzo ciężkiej pracy może być największym wrogiem naszego sukcesu.

Czy zgodzi się Pani ze stwierdzeniem, że nasze codzienne decyzje mają znaczący wpływ na to, w jakich warunkach żyją nie tylko zwierzęta, ale też człowiek, mając na uwadze m.in. niskie płace pracowników w przemyśle odzieżowym? W jaki sposób możemy zachęcać naszych bliskich do wspierania chowu bezklatkowego czy wybierania mody cyrkularnej na rzecz rezygnacji z popularnego fast fashion?

Pamiętajmy, że bliskich często jest najtrudniej nakłonić do zmiany, bo dochodzą tu różne emocje związane z samą relacją. Ludzie nie lubią być do niczego przekonywani, więc próbując to robić, możemy popsuć najbliższe relacje i nie będzie to dobre ani dla samej sprawy, ani dla nas samych. Jestem weganką od prawie 20 lat, więc nie jest też tak, że całkowicie deprecjonuję wybory osobiste, ale dużo bliższe jest mi myślenie o zmianach systemowych. Warto myśleć o sobie nie tylko jako konsumencie, ale również obywatelu, który decyduje, komu oddaje swój głos i który może również sam zaangażować się w politykę.

Dobrze jest też swoje oczekiwania kierować wprost do biznesu, taki głos ma większe znaczenie niż sama decyzja o kupowaniu lub niekupowaniu produktów. Jeśli jestem w restauracji ze znajomymi i zamówię tylko napój, to restauracja nie wie, że chętnie wydałabym więcej pieniędzy gdybym miała tu jakieś opcje wegańskie, równie dobrze może myśleć, że ja po prostu nie byłam głodna. Jeżeli więcej klientów wyartykułuje swoje potrzeby, to rynek będzie szybciej się zmieniał.

Jedną radą, którą mogę dać w obszarze promowania postaw jest to, aby nie mieć do nich podejścia fundamentalistycznego. Dobrze pokazywać, że można eksperymentować z tym, co jemy i co kupujemy, bez konieczności opowiadania się za jakimś wyborem na zawsze i bez zakładania, że musimy od razu zmienić całkowicie swoje życie i swoją tożsamość. Wracając tu do przykładu diety, bo to moim zdaniem najłatwiej ten sposób myślenia przedstawia, dużo skuteczniejsze jest zachęcanie do spróbowania wegańskich produktów czy dań, niż do zostania weganinem. To drugie wiąże się już z tożsamością i na tym polu niechętnie dokonujemy zmian, szczególnie pod naciskiem innych osób.

Gdzie znajduje Pani motywacje oraz inspiracje do codziennego działania na rzecz wyższej wartości w świecie? Czy istnieją konkretne persony, które stanowią dla Pani autorytet w tej dziedzinie?

Ja chyba nie wierzę w autorytety. Są oczywiście osoby, których chętnie słucham, czytam i z którymi się lubię spotykać, ale autorytet kojarzy mi się trochę z wpatrywaniem się w kogoś jako w osobę nieomylną, często na każdym polu. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje fiksacje i różnego rodzaju błędy poznawcze, które sprawiają, że nasz sukces w jednej dziedzinie nie przekłada się na wcale na bezbłędność przekonań i decyzji w innych obszarach. Poza tym mogę jednak dodać, że bardzo inspirujące jest dla mnie po prostu obcowanie z osobami, które mają autentyczne pasje i są autentycznymi ekspertami w swoich dziedzinach. Bardzo lubię ten typ osobowości, będący domeną tych osób, które sięgają po autentyczną wielkość, a nie tylko poprawny poziom tego, co robią.

Jakie trendy związane z etycznym podejściem do biznesu zauważa Pani dzisiaj oraz jakie są ich potencjalne konsekwencje dla przyszłości rynku?

Szczególnie w obszarze wyzwań klimatycznych oczekiwania zarówno regulatorów, jak i konsumentów będą rosły, dlatego już teraz warto zacząć poważnie zastanawiać się, jak to może wpłynąć na nasze firmy. Dobrze jest też przyglądać się rozwojowi ClimateTechu jako autentycznej szansie na budowanie firm, które rozwiązują istotny obecnie problem dla świata, a jednocześnie są w stanie generować istotne zyski. Byłam jakiś czas temu na Kongresie Polska Biznes Świat, gdzie Cornel Ban, wykładowca Copenhagen Business School opowiadał o obecnym światowym wyścigu w zakresie zielonej technologii i powiedział tam, że jego zdaniem największe gospodarki, takie jak Chiny, Unia Europejska czy Stany Zjednoczone mają obecnie świadomość, że dominacja w obszarze zielonej technologii będzie oznaczała po prostu dominację technologiczną, bo to stulecie będzie definiowane głównie przez rozwój w tym obszarze z uwagi na to, że jest to kolejny “Sputnik moment”. Ban wspomniał również, że jego zdaniem Polska ma kilka unikalnych czynników, które sprawiają, że może być całkiem dobrym miejscem do włączenia się w ten wyścig. Byłoby naprawdę świetnie zobaczyć więcej polskich firm włączających się w ten obszar innowacyjności.

Spotkaj Dobrosławę Gogłozę 14 maja w Warszawie podczas VII edycji Founders Mind, najlepszej polskiej konferencji dla biznesu. Sprawdź szczegóły już teraz na www.foundersmind.pl.

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl