E. Kruczkowska: Prywatny kapitał boi się ryzyka. Państwo powinno stymulować rynek VC

06.06.2018 AUTOR: Daniel Kotliński

Eliza Kruczkowska – Doktorantka Kolegium Ekonomiczno-Społecznego SGH. Obecnie dyrektor ds. rozwoju innowacji w Polskim Funduszu Rozwoju, gdzie koordynuje rządowy program wsparcia start-upów – Start In Poland. W latach 2015-2016 była prezesem Fundacji Startup Poland, której celem jest m.in. pomoc w tworzeniu lepszych warunków rozwoju przedsiębiorców technologicznych.

Wywiad przeprowadzony w trakcie Infoshare 2018.


 

Daniel Kotliński, Marketing i Biznes: Po odejściu z Fundacji Startup Poland przeszłaś do sektora publicznego. Możesz zdradzić, czym konkretnie się zajmujesz?

Eliza Kruczkowska: Od 2016 roku jestem dyrektorem zespołu ds. rozwoju innowacji w Polskim Funduszu Rozwoju. To grupa 9 instytucji, które zajmują się realizacją planu Morawieckiego, zaś moja rola polega na koordynowaniu programu rozwoju innowacji.

Czyli?

Koordynuje program rozwoju innowacji w Grupie i sprawdzam, co we wszystkich instytucjach jest dostępne dla nowo powstających firm technologicznych, a następnie dbam, by z tą ofertą dotrzeć do innowatorów – między innymi poprzez prostą komunikację.  

Co masz na myśli mówiąc “prostą komunikację”?

Najważniejszym projektem do tej pory było stworzenie “jednego okienka” dla innowacyjnego przedsiębiorcy. Zauważyliśmy, że startupom szukającym finansowania czy programu akceleracyjnego sprawiało pewną trudność połapanie się, która instytucja najlepiej zaspokoi ich potrzeby. Ludzi interesowało załatwienie sprawy, a nie marnowanie czasu na ustalenie, gdzie dokładnie mogą szukać pomocy. Dlatego powstał portal startup.pfr.pl.

To pierwszy krok. Moim marzeniem – i zadaniem – jest zbudowanie na instytucjach rozwojowych czegoś w rodzaju e-commerce’u. Takiego “e-sklepu”, w którym oferowane przez państwo dotacje, inwestycje i programy będą łatwymi w użyciu “produktami”. Chciałabym, aby też w ten sposób postrzegana była cała administracja – w której obywatela traktuje się trochę jak klienta, o którego trzeba zabiegać, dbać, by wracał i oferować coś, co jest rynkowo konkurencyjne.

PFR ma, przynajmniej na pierwszy rzut oka, dosyć skomplikowaną strukturę.

Bo Grupa PFR to 9 instytucji, które posiadało w sumie 130 stron internetowych dla innowatorów i ponad 2000 pracowników.  Pierwszym krokiem, by w ogóle zacząć wykorzystywać te wszystkie oferowane przez nas programy, było opracowanie na nowo koncepcji dotarcia do przedsiębiorcy. Stąd właśnie pomysł na portal startup.pfr.pl. Oprócz tego, ruszamy niedługo z dwoma nowymi projektami; jednym z nich jest budowa bazy ekspertów-przedsiębiorców, skupionych wokół PFR, którzy będą chcieli poświęcić swój czas na mentoring dla początkujących. Drugim przedsięwzięciem będzie program edukacyjny Szkoła Pionierów, którą organizujemy z uniwersytetem w Cambridge. Właśnie rozpoczęliśmy nabór!

Siedzicie na grubej gotówce – 2,8 miliarda złotych na program wsparcia startupów. Jednocześnie części środowiska nie podoba się to, że ponad 80% inwestycji VC w ostatniej dekadzie dokonanych zostało przy wsparciu pieniędzy publicznych.

To, że 81% inwestycji w startupy odbywało się z pomocą instytucji publicznych pokazuje jedynie, jak mała skłonność do inwestycji jest po stronie prywatnego kapitału. Wciąż jest niewiele przykładów przedsiębiorców, którzy zbudowali duże firmy, następnie zrobili zyskowne exity i mogą inwestować sensowne kwoty w biznesy z branży, którą bardzo dobrze rozumieją.

W porównaniu do zachodnich rynków, mało osób jest zainteresowanych inwestowaniem w tą branżę. Podmiotów nazywających się funduszami VC działa u nas niewiele, bo tylko 85. W ciągu ostatnich 10 lat zainwestowały one w 750 spółek, więc przeciętnie na jeden portfel przypada 9 firm. Bardzo mało! Pewnie dla inwestorów bardziej opłacalne jest choćby obracanie nieruchomościami. To łatwiejsze i mniej ryzykowne. W związku z tym, by pobudzić inwestycje funduszy w startupy, państwo częściowo zdejmuje z VC ryzyko i zachęca prywatny kapitał.

W PFR Ventures mamy 5 programów skierowanych do inwestycji w startupy na różnym etapie – można zainwestować od 1 do 60 milionów. Mamy programy, gdzie inwestujemy do 80% wartości funduszu, a kolejne 20% pochodzi z rynku. Nie widzę nic złego w tym, że państwo lewaruje inwestycje i obniża ryzyko – dzięki temu więcej pieniędzy jest na rynku, a te inwestowane są w innowacyjne przedsiębiorstwa.

Przeczytaj także: Subiektywny wybór 11 najciekawszych startupów z #Infoshare2018

PFR Ventures to agencja rządowa?

Nie, spółka akcyjna, co oznacza, że działa jak fundusz funduszy – “wkłada” pieniądze i oczekuje konkretnego zwrotu. Na timeline’nie kwestia rozdysponowania tych 2,8 miliardów złotych wygląda następująco: 3 lata na rozdysponowanie środków pomiędzy fundusze inwestycyjne, kolejne 3-4 lata dla VC na dokonanie inwestycji, a potem 3-4 lata na wyjście.

Może być tak jak na Ukrainie – gdzie państwo nie wspiera przedsiębiorczości innowacyjnej i startupy szukają finansowania za granicą. W interesie naszego kraju jest to, by zachęcać przedsiębiorców, by sięgali po środki do funduszy działających w Polsce. I to w ogóle nie jest kwestia polityczna – jako osoba, która bywa na Komisji Cyfryzacji i Nowych Technologii, wiem, że posłowie wszystkich partii zgodnie twierdzą, że ta ingerencja państwa – na tym poziomie, o którym rozmawiamy – jest potrzebna.

Możemy oczywiście zastanawiać się nad alternatywami, ale wiem jedno – w każdym innym scenariuszu tych 81% inwestycji po prostu by nie było na rynku. Myślę, że to zdrowa stymulacja, której owoce będziemy mogli ocenić po zakończeniu tego 10-letniego cyklu.

Można powiedzieć, że teraz mniej więcej kończy się pierwsza “10-latka” – boomu na startupy w Polsce.

Zgadza się. Pojawiły się dzięki temu pierwsze “gwiazdy”, osoby, którym udało się zarobić na swoich projektach i one teraz inwestują. Jeśli ten państwowy zapalnik rzeczywiście odpali kolejny cykl, to w kolejnych latach ingerencja pieniędzy publicznych będzie coraz mniejsza.

Trzeba pamiętać, że specyfika tych pierwszych funduszy – z okresu 2007-2013, była zupełnie inna i opierała się głównie na grantach. Wszyscy pamiętamy te kolejki po 8.1 – kto pierwszy w nocy wystał, ten dostawał. To był czas nauki zarówno dla przedsiębiorców, jak i urzędników – teraz zupełnie inaczej postawione są akcenty, głównie na finansowanie zwrotne. PFR zachowuje się w tej relacji jak fundusz, z tymże też nie inwestujemy bezpośrednio w firmy – w naszym interesie jest to, by powstawały wysokiej jakości zespoły inwestycyjne. To one podejmują decyzje w kogo chcę inwestować.

Rynek zweryfikuje.

Zgadza się. Z 50 czy 60 funduszy część przetrwa i odniesie sukces.

Jest zainteresowanie tematem?

Tak, zdecydowanie. Do pierwszego naboru STARTERa przyszło 69 funduszy, ale przez “sitko” przeszły tylko 3. Wykonaliśmy bardzo dużą pracę w zeszłym roku, zjeżdżając największe wydarzenia w branży technologicznej, gdzie spotykaliśmy się z zagranicznymi funduszami, zachęcając, by koinwestowały z polskimi. Dzięki temu poziom wiedzy i możliwości ekspansji międzynarodowej rosną. Do naboru zgłaszają się VC z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Węgier, a nawet z Australii.

To dobrze?

Tak, polska scena startupowa musi się umiędzynarodowić. Nie możemy myśleć tylko o 38-milionowym rynku; szukamy przedsięwzięć w rodzaju Znanego Lekarza, który wręcz wykupuje zagraniczną konkurencję i dokonuje ekspansji na kolejne rynki.

Jak w ten pomysł wpisuje się w koncepcję ściągania przedsiębiorców ze Wschodu?

Mamy do zainwestowania 2,8 miliarda złotych na przestrzeni 6 lat. W związku z tym potrzebujemy ok. 1500 projektów. Z zeszłorocznego raportu Startup Poland wynika, że mamy w Polsce 2700 startupów – więc wyzwaniem jest nie tylko znalezienie zespołów inwestycyjnych, ale dobrej jakości przedsięwzięć.

Jeżeli jesteś międzynarodowym funduszem inwestycyjnym, to interesuje cię taka alokacja środków, która może się najlepiej zwrócić. Dlatego tak ważne jest wzmacnianie w Polsce dealflow. Świetnym projektem był pilotaż ScaleUP – projekt PARPu – w ramach którego powstało 10 akceleratorów, zaś przez nie z kolei przeszło ok. 300 startupów. Dzięki temu na obecną chwilę mamy ok.100 wdrożeń – wyobraź sobie, gdybyśmy co roku to powtarzali.

Polska musi stanąć do wyścigu po najlepsze talenty – stąd pomysł na stworzenie szybkiej ścieżki wizowej – i wziąć tych ludzi pod skrzydła projektów akceleracyjnych. Ci ludzie nie muszą być ze Wschodu, aczkolwiek to właśnie z tego kierunku mamy największe zainteresowanie. Nam zależy, by nie chcieli oni zakładać firm tylko w Berlinie czy Londynie, ale też w Krakowie, Warszawie czy gdziekolwiek indziej w Polsce.

Praca w administracji publicznej bywa różnie kojarzona. Jakie jest twoje największe wyzwanie, z którym się mierzysz, kształtując polską scenę startupową?

Czuję, że ta nasza praca to tłuczenie takim małym młoteczkiem w potężną skałę (śmiech). Jest to bardzo energochłonne i wymaga sporo samozaparcia. Ale gdy przynosi efekty, daje ogromną satysfakcję.

Czym jest ta “skała”?

Brak zaufania społecznego – do urzędników, przedsiębiorców. Przez to, że wszędzie trafiają się “kreatywni przedsiębiorcy”, cierpią ci uczciwi i urzędnicy z misją. To się przekłada z kolei na spowolnienie procesu innowacji – jest ewidentny problem z przepływem wiedzy, bo ludzie po prostu sobie nie ufają. Środowisko startupowe oczywiście się wyróżnia na tle innych branż. Liczę, że kolejne pokolenia milenialsów wymuszą zmianę w myśleniu o biznesie.

 

Przeczytaj także: StethoMe pozyskuje kolejne miliony, choć rok temu 12,5 tys. euro z InfoShare uratowało firmę!

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail