Lubelszczyzna startupowym oknem na świat? Małecki: ok. 40 startupów weźmie udział w programie akceleracji w Nevadzie

20.10.2017 AUTOR: Marta Wujek

Wczoraj na profilu Facebookowym Tomasza Małeckiego pojawiła się informacja o kolacji, na którą osoby związane z lubelskimi startupami NLab, zostali zaproszeni przez Pana Paul W.Jonesa Ambasadora USA w Polsce oraz Pana Briana Sandovala Gubernatora Stanu Nevada. Spotkanie odbyło się z okazji podpisanej we wtorek 17.10 współpracy pomiędzy Władzami Newady, a woj. lubelskim. Już na początku przyszłego roku pierwsze polskie startupy wyjadą szkolić się w USA. Postanowiliśmy zapytać Urząd Marszałkowski o szczegóły współpracy. A przy okazji zapytać Tomasza Małeckiego, prezesa Lubelskiego Parku Naukowo-Technologicznego o kondycję polskiego rynku startupowego.


Wszystko zaczęło się w 2015 roku, kiedy to odbyła się przejazdowa misja gospodarcza z Nevady. Miała ona na celu nawiązanie kontaktów biznesowych pomiędzy przedsiębiorstwami stanu Nevada z przedstawicielami firm z Lubelszczyzny. Po zakończeniu seminariów biznesowych, rozmów B2B oraz wizyt studyjnych w siedzibie Ministerstwa Gospodarki w Warszawie podpisano list intencyjny o współpracy pomiędzy województwem lubelskim, a stanem Nevada.

Wtorkowa konferencja i wczorajsza kolacja była, można powiedzieć, podsumowaniem działań prowadzonych przez ostatnie 2,5 roku i rozpoczęciem konkretnych działań. Marszałek Sosnowski razem z Gubernatorem Nevady podpisali list intencyjny o akceleracji. Niebawem ruszy konkurs, a startupy, które się zakwalifikują, już na początku przyszłego roku polecą do USA, by rozwijać swój potencjał biznesowy.

Marta Wujek, Marketing i Biznes: Jak przebiegała wczorajsza kolacja?

Marta Smulkowska – Marek, koordynator ds. informacji i promocji gospodarczej: Gubernator bardzo chwalił Lublin za organizację wtorkowej konferencji. Mówił, że był w różnych miejscach w Polsce i w jego ocenie Lublin najbardziej przyłożył się do organizacji. Przyznał też, że akceleracja z Lublinem to najkonkretniejsza rzecz, jaka do tej pory się odbyła we współpracy z Polakami. Wczorajsza kolacja była bardziej na zasadzie podtrzymywania dobrych relacji. Wszystkie ważne ustalenia zostały podjęte podczas konferencji we wtorek 17.10, która odbyła się w Lublinie w Lubelskim Centrum Konferencyjnym. Tam panowie, czyli Marszałek Sosnowski razem z Gubernatorem, podpisali list intencyjny o akceleracji.

Czyli można powiedzieć, że Lublin stanie się dla USA oknem na Polskie startupy?

Mamy taka nadzieje. Chcemy stać się taką brama dla partnerów biznesowych z USA nie tylko na lubelskie ale na Polskę i na całą Europę.

fot. mat. pras

Przy okazji tej współpracy o jakich kwotach mowa?

Na razie nie możemy mówić o konkretnych kwotach. To nasza praca domowa, którą mamy do zrobienia do końca listopada. Umowa jest taka, że dajemy fifty-fifty. My musimy podać koszty, które przewidujemy, a amerykanie dają drugie tyle.

Na jakie wsparcie mogą liczyć startupy?

Będziemy pokrywali koszty przelotu, pobytu tam oraz koszty mieszkaniowe. Środki pokrywa Urząd Marszałkowski z projektu Marketing Gospodarczy. Natomiast ze strony naszych partnerów z Nevady mamy deklarację, że na miejscu zaopiekują się startupami i przydzielą im mentorów.

Dlaczego akurat Nevada jest taka atrakcyjna?

To obecnie raj podatkowy. Wiele dużych firm i startupów z Doliny Krzemowej przenosi się właśnie tam. Myślimy, że nasi też mogą się tam dużo nauczyć i wrócić tutaj z otwartymi głowami.

Wrócić, czy tam zostać?

Myślimy i o tym i o tym. Część startupów, które były na wtorkowej konferencji zadeklarowało, że będzie się starać o miejsce w programie. I jak sami przyznają są zainteresowani i tym, by się rozwinąć i nauczyć nowych rzeczy jak i tym, by zaistnieć na tamtejszym rynku. Podczas konferencji również padło niewygodne pytanie: czy amerykanie nie zabiorą naszych startupów? My się tego nie boimy, bo bardzo dużo firm, które deklarują udział w naborze do projektu, to firmy IT, firmy które robią gry, oprogramowania do dronów czy systemy nawigacyjne. I tak naprawdę oni większość swojej pracy mogą robić zdalnie z każdego miejsca na świecie. I z tego co mówią, jeśli się uda, będą mieszkać u nas, a pracować dla nich.

Jakie startupy mają szansę?

Będzie konkurs. Jednak najpierw musimy zrobić nabór na operatora. Wybierze on startupy z największym potencjałem. Nie będziemy wybierać według branży, postaramy się wytypować takie projekty, które w naszej opinii mają największy potencjał rozwoju i mogą tam najwięcej zyskać.

fot. mat. pras.

Na jakim etapie jest projekt?

Tomasz Małecki, prezes Lubelskiego Parku Naukowo-Technologicznego: Tak naprawdę przechodzimy już do kwestii operacyjnych związanych z tym przedsięwzięciem.

Co zostało ustalone?

Mniej więcej około od 30 do 40 startupów, w przeciągu roku do 2 lat weźmie udział w programie akceleracji w Nevadzie. My, tu na Lubelszczyźnie, będziemy selekcjonować najlepsze startupy i przygotowywać je do tego żeby współpracowały na miejscu w Nevadzie przez okres 4 tygodni z dużymi przedsiębiorstwami, które potencjalnie są odbiorcami usług naszych startupów.

Skąd pomysł na współpracę pomiędzy lubelskimi startapami, a Gubernatorem Nevady?

Z przedstawicielami USA rozmawiamy już prawie 3 lata. Nevada wybrała sobie nasze województwo jako projekt pilotażowy, żeby zobaczyć co można przy takiej współpracy osiągnąć. Lubelszczyzna jest dzisiaj miejscem gdzie przez ostatni rok powstało najwięcej startupów w ramach platform startowych. W  ciągu roku pojawiło się około 200 spółek, które mamy nadzieję, że przeskoczą niebawem etap rozwoju i będą miały odbiorców swoich usług i produktów również w USA.

Jest pan prezesem zarządu LPNT od 2013 roku. Pod Pana opieką park Naukowo-Technologiczny odżył. Dlaczego wcześniej tak nie było, zabrakło dobrej woli, czy może umiejętności?

Nie ma co się oszukiwać,  jest to kwestia obecnej górki związanej z modą na startupy. Teraz jest większa świadomość. Wcześniej to była amatorka. Dopiero teraz pojawiły się na to środki w ramach różnych funduszy. Wcześniej niestety parki i inkubatory nie miały takich możliwości. Dzisiaj większość środków, które są dostępne na innowacje, są skierowane właśnie na startupy. I my staramy się wykorzystywać te możliwości, aplikować i z sukcesem pozyskiwać te środki.

Przed jakimi trudnościami stoją startupy?

Największy problem wszystkich to brak pokory i ciągłe myślenie typu: „nasz produkt jest wspaniały i najlepszy na całym świecie”. To zabija wszystkie startupy. Drugi problem to zespoły, które po pierwszych porażkach poddają się i nie doprowadzają projektów do końca. Trzeci problem, który ja widzę to timing, czyli czas w którym produkt wychodzi. Rynek musi potrzebować danego rozwiązania i nie da się tego oszukać. Jeśli klienci nie widzą wartości w produkcie to go nie kupią. Jest to kluczowe w rozwoju wszystkich firm. Poza tym myślenie „go global”, czyli nie tylko rynek rodzimy i nie tylko w naszym języku. Wszystkie startupy, jeżeli tylko chcą się rozwijać, muszą iść „go global” i muszą szykować sobie ekspansję międzynarodową.

Czyli można powiedzieć, że mamy w Polsce dobry grunt pod startupy, ale one same nie są na to gotowe?

Inaczej. Mamy dzisiaj grunt pod to, żeby za kilka lat mieć parę tzw. jednorożców. Jednak dzisiaj problemem polega na tym, że brakuje nam jeszcze odpowiedniej liczby mentorów tzw. aniołów biznesu, którzy oprócz tego, że dają środki, również otwierają rynki, otwierają drzwi startupom. Dzisiaj to jest największy problem. Nie wystarczy w coś zainwestować. Inwestor powinien być jednocześnie aktywnym członkiem zespołu, który pozyskuje klientów, który pracuje razem ze startupem i identyfikuje się z nim. Poza tym zna rynek i potrafi tych młodych ludzi ukierunkować. Często ochrzanić, ale też pochwalić. Tego nam dzisiaj brakuje – dobrych mentorów. Ludzi sukcesu, którzy wyszli z branży po prostu.

A przed jakimi trudnościami Pan teraz stoi?

Powiem szczerze, że dzisiaj największym naszym problem jest fakt, że mamy dużo pieniędzy na fundusze, na akceleracje, ale za chwile będziemy mieli wszyscy ogromny problem z brakiem dobrych pomysłów. Niestety nie mamy przewidzianych środków na to, aby zejść poziom niżej, tak żeby projekty niszowe „wyinkubować” i „wyakcelerować”. Dzisiaj mamy problem z tym, że firmy się dublują, te same są w kilku funduszach, w kilu akceleratorach i tak naprawdę zaczynamy mieć okres kanibalizmu, w którym wzajemnie sobie podbieramy projekty.

To co można zrobić?

Powinniśmy zejść poziom niżej, już na uczelniach zaktywizować mocno akademickie inkubatory przedsiębiorczości. Potrzebujemy projektów inkubacyjnych, które uczyłyby poziom niżej i dawałyby łatwe pieniądze do 200 tys. na start. Po to żeby weryfikować same pomysły biznesowe. I dopiero potem ewentualnie przeznaczać na nie większą pulę środków. Niestety obecnie nie ma programu, który by w jasny sposób, np. po roku, mógł sprawdzić czy dany pomysł ma sens. Jeśli jest ok, inwestujemy dalej, jeśli nie, trudno – przepaliliśmy 200 tys..

Czyli mała inwestycja w sam pomysł?

Tak. Takie programy są w całej Euuropie i w USA. Niestety nasi inwestorzy nie mają łatwości wchodzenia w projekty do 200 tys. złotych. W USA człowiek z kartką, na której ma zapisany pomysł, może przyjść do inwestora, który jest w stanie dać mu 50 tys. dolarów na to żeby po 3-4 miesiącach coś powstało. A u nas wciąż jest to obarczone tak dużym ryzykiem i nieufnością ze strony funduszy i aniołów biznesu, że takie sytuacji w ogóle nie ma.

Miejmy nadzieję, że takie projekty jak współpraca z Nevadą otworzą oczy polskiemu rynkowi startupowemu. Ten program to ogromna szansa dla naszych młodych przedsiębiorców, by sięgnąć po biznes na światowym poziomie. Kto wie, może Lubelszczyzna stanie się za jakiś czas naszą polską Doliną Krzemową?

 

Do góry!

Polecane artykuły

22.09.2020

Comarch e-Sale, jako e-commerce na dobry ...