Kiedyś opublikowałam na grupie “Programuj, dziewczyno!” zapytanie o najlepsze blogi związane z IT. Jedna z dziewczyn poleciła mi blog Żanety Jażdżyk. Jestem pod wrażeniem nie tylko wiedzy, ale (może i przede wszystkim) organizacji czasu – w końcu to mama, blogerka i programistka…


Marta Bąk, Marketing i Biznes: Jesteś programistką, matką, żoną, do tego prowadzisz dwa blogi, a także jesteś administratorem niemałej grupy na temat nauki programowania. Zastanawiam się gdzie tu czas na sen i jak radzisz sobie z tak wieloma obowiązkami?

Żaneta Jażdżyk, NetteCode: Też się nad tym zastanawiam 😀

Ale tak na poważnie: są rzeczy ważne i ważniejsze. Owszem, można zarwać noc czy dwie. Ale robienie tego regularnie… nie, nie tędy droga. Zwłaszcza jeśli człowiek w ciągu dnia musi pracować, po godzinach pracy zajmować się dzieckiem i coś jeszcze zrobić 😉

Prawda jest też taka, że podobne tempo utrzymuję od lat. Tylko zadania uległy zmianie. Wcześniej studia dzienne, praca na pełen etat + multum innych zajęć dodatkowych. Teraz praca, 1,5-roczne dziecko, blogi, grupa wsparcia, własne projekty.

Przyznam, że teraz dużo ciężej powiedzieć „Pas! Teraz odpoczywam!”. Za to dużo pomaga zmiana kontekstów. Jestem zmęczona pracą przed komputerem, pisaniem, myśleniem? Bawię się z córeczką, idziemy na spacer czy plac zabaw. A po całym dniu zajętym domowymi i rodzinnymi obowiązkami, aż miło usiąść przed komputerem i przejrzeć listę „innych” zadań, np. blogowych.

Dawno już też pogodziłam się z tym, że nie jestem w stanie zrobić wszystkiego. I nauczyłam pracować sprytniej. W sumie od lat interesował mnie temat produktywności i organizacji, co mocno pomaga mi i teraz. Bez dobrego systemu – zginęłabym w tym natłoku zadań. Bo tak, jest tego sporo.

Sprytniej, tzn. jak? Czy masz sprawdzone narzędzia do organizacji pracy?

Tak. Narzędzia, techniki, aplikacje.

Organizuję się głównie elektronicznie. Swój system w dużej mierze oparłam na metodzie Getting Things Done (w skrócie GTD, David’a Allena). Ale czerpię z różnych metodyk, pomysłów, zależnie od potrzeb. Kaizen (metoda małych kroków), Pomodoro, planowanie na 12 tygodni zamiast roku – to tylko wybrane. Mogłabym o tym pisać godzinami… I w zasadzie to robię. Temat produktywności i aplikacji rozwijam na jednym ze swoich blogów.

Podstawą u mnie jest wyrzucanie z głowy otwartych pętli (zadań, spraw do załatwienia). Mocno ułatwia to pełne skupienie nad tym, co robimy w danej chwili. Praca w skupieniu jest dużo efektywniejsza od ciągłego przełączania się pomiędzy zadaniami.

Przykład? Kiedy piszę ten artykuł skupiam się tylko nad nim. Tutaj akurat nie będę linkować, ale jeśli miałabym to zrobić, zaznaczyłabym fragment i dopisała, że mam coś zalinkować. Nie szukałabym tego od razu. Czasem odrywamy się tylko na minutę, tylko po to, by coś sprawdzić… i okazuje się, że minęła godzina.

Listę zadań do zrobienia przechowuje w Nozbe. Zadanie, polegające na skończeniu tego artykułu wylądowało właśnie na czele listy. Kiedy z nim skończę zajmę się kolejnym, kolejnym. Później przejrzę listę i przesunę kolejne zadania na jej szczyt.

Wiem, co mam robić. Nie przepisuje tego z listy na listę, bo wszystko mam wprowadzone do aplikacji elektronicznej. Coś mnie oderwie teraz od pracy? Pomyślałam o czymś co ma być zrobione? Zapisuje to na kartce (lub w innej „skrzynce spraw wpływających”) i dalej pracuje nad zadaniem. Trzymając się takiego systemu rzadko zdarza się zadanie, które nie może poczekać aż skończę coś, nad czym aktualnie pracuję. Nic się nie pali, nic mi nie ucieka. Co nie jest równoznaczne, że z wszystkim zawsze zdążę. Czasem muszę wybrać co jest najważniejsze, a co MUSI poczekać. Gdybym pozwoliła sobie zarywać każdą noc w myśl, że coś MUSZĘ, niewiele by ze mnie było pożytku za dnia.

Terminy, o których mam pamiętać? Spotkania? Tego pilnuje Google Calendar. Wysyłając mi powiadomienia, np. 2 godziny czy 10 minut przed wydarzeniem.

Faktury? Rachunki? Płatności? Mam zautomatyzowany system finansowy.

Zautomatyzowałam nawet częściowo zakupy, tworząc sobie listy zakupowe zatytułowane odpowiednio: co 3 miesiące, co miesiąc, co tydzień. Zakupy zamawiam raz na 1-2 tygodnie online. Wtedy wystarczy klik i mam cotygodniowe sprawunki na liście. Oczywiście muszę też dodać pozycje wymagane do menu zaplanowanego na dany tydzień. Tutaj z kolei pracuję nad aplikacją, która pomagałaby mi planować takie menu i generowała listę zakupów – będę miała kolejne ułatwienie 😉

W zasadzie jeśli coś mogę zautomatyzować – robię to. Jeśli coś jest powtarzalne – tworzę sobie listy kontrolne (checklisty, najczęściej w formie szablonów Nozbe). Wymyślam raz, zapisuję, ułatwiam sobie życie każdym następnym razem.

Nawiązując do skupienia i jednego zadania – oczywiście multitasking też ma sens. Ale tylko w wybranych sytuacjach jest wskazany. Np. pisanie artykułu i oglądanie video na Youtube, nie miałoby sensu. Ale już porządki w mieszkaniu z podcastem w słuchawkach lub na głośniku? Gotowanie + podcast, czytanie książki w tramwaju w drodze z pracy, ebooka, itd. Staram się po prostu wykorzystywać czas na maksa.

Wciąż brakuje specjalistów IT i wciąż mało się słyszy o kobietach działających w branży. Dlatego jestem szczególnie ciekawa kogo podziwiasz i kogo uznajesz za swój autorytet, jeśli chodzi o piękną płeć?

Muszę przyznać, że mam problem z odpowiedzią na to pytanie. Autorytet to dla mnie mocne słowo. Owszem, mam swoje autorytety w różnych dziedzinach, na których się skupiam. Bynajmniej jednak nie patrzę na płeć, a oceniam bardziej wiedzę, umiejętności, to na ile rady kogoś do mnie trafiają czy pomagają.

Jeśli chodzi o piękną płeć i autorytet, mogę wymienić jedną kobietę. Działa w branży, ale nie jest programistką. Za to sądzę, że wiele programistek, a także kobiet może wiedzieć kim jest. Sheryl Sandberg, COO Facebooka, wcześniej VP w Google.

Autorytetem stała się dla mnie po przeczytaniu jej książki „Włącz się do gry”, kierowanej głównie do kobiet. Przyznam, że czytając ją miałam odczucie: „ale nie, przecież tak wcale nie jest!”. Dopiero po głębszych obserwacjach ze smutkiem musiałam przyznać jej rację. I jednocześnie docenić, że w branży IT mimo wszystkiemu, co się o niej mówi pod kątem dyskryminacji kobiet – wcale nie jest źle!

Sama zaczęłam się interesować tematyką Lean in. Na pewno miało to wpływ na moje wychodzenie z cienia. Wcześniej totalnie mi na tym nie zależało, robiłam po prostu swoje.

Ile czasu Ci zajęło, żebyś była bardziej zauważalna w branży IT? Czy poza aktywnością blogową robisz coś jeszcze?

Ciężko powiedzieć, musiałabyś zdefiniować słowo „zauważalna”. Bo w zasadzie dla części byłam zauważalna już jako jedyna dziewczyna w grupie na studiach 😉 Jedna z nielicznych na roku. Przeszło 8 lat temu (jak ten czas leci!).

Nigdy też nie chodziło mi o bycie zauważalną. Ja po prostu robiłam swoje. Wręcz przeciwnie, rezygnowałam z opcji, które stawiałyby mnie w świetle reflektorów. Ja chciałam programować, tworzyć aplikacje, zdobywać wiedzę i przekuwać ją w działanie. Choć zdarzyło mi się nią dzielić. Przykładowo: z ramienia Samsunga współprowadziłam laboratoria na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie. Jako specjalistka od Tizen’a. Tak, tam stanęłam w świetle reflektorów, a dokładniej aparatów i kamer.

Zauważalność to efekt uboczny tego, co zadziało się, kiedy zaczęłam blogować. Wiele osób, dziękując mi za to, co robię, motywowało mnie do stawiania kolejnych kroków.

Jeszcze rok temu nie brałam pod uwagę opcji poprowadzenia webinaru na żywo. Teraz mam już na swoim koncie siedem wystąpień w formie Facebook Live. Kolejne najpóźniej w styczniu. Biorę się również za tworzenie tutoriali video i wchodzę na Youtube (choć jeszcze nie wiem w jakim okresie czasu, zakładam max. 3 miesiące). Czytelnicy namawiają mnie do stworzenia własnego podcastu – gościnnie  występowałam już w Devtalk (odcinek poświęcony laureatom tegorocznej edycji konkursu Daj się poznać). Podcastu na razie w planach nie mam, myślę za to o vlogu.

Nadal dziwnie się czuję, kiedy ktoś mi mówi, że o mnie głośno. Albo kiedy przedstawiam się i ktoś wie kim jestem, co robię. Czasem nawet nie muszę się przedstawiać.

Tak, dostaję zaproszenia na prelekcje, propozycje mentoringu dla innych. Propozycję poprowadzenia warsztatów, gdzie organizatorzy zajęliby się wszystkim, ja miałabym tylko przyjść i je poprowadzić. Oczywiście propozycje pracy od szkół programowania.

Aktualnie skupiam się jednak na działalności online. Ale tak, rozważam opcję uruchomienia konsultacji/mentoringu i jest to w moich planach na 2018 rok. Przy czym wiem, że ilość miejsc będzie ograniczona, bo nie potrafiłabym jednak robić to na pełen etat. Nie potrafiłabym porzucić programowania dla nauczania. Staram się balansować 😉

Wracając jeszcze do kobiet – jestem ciekawa Twojej opinii. Jak myślisz dlaczego mało ich działa w branży i/lub są niewidoczne w porównaniu do kolegów po fachu?

Dlaczego mało ich działa w branży? Ponieważ po prostu jest nas dużo mniej niż mężczyzn. To nadal męska branża, choć proporcje różnią się w zależności od obszaru.

Dlaczego tak mało ich jest w branży? Moim zdaniem to po prostu efekt braku zainteresowania tym kierunkiem. Taka prawda, jeśli kogoś nie interesuje taka branża, taka praca – to po co?

Zaraz za brakiem zainteresowania idzie brak wiedzy nt. tego, jak wygląda ta branża, od środka. Choć to aktualnie mocno się zmienia. Sama nie wiedziałam w co się pakuje, kiedy podejmowałam decyzję o wyborze takiego a nie innego kierunku studiów. Tyle, że ja już wtedy programowałam. Wiedziałam, że chcę to robić.

Skoro jest nas mało, to i dużo mniejszy procent działa w jakkolwiek widoczny sposób. Zresztą przecież nie o to nam chodziło kiedy wybierałyśmy taki kierunek. To, że w ostatnich latach zrobił się tak popularny, nie oznacza, że teraz wszystkie mamy porzucić to, co robimy, by o tym pisać czy mówić.

Młodzi, widząc zapotrzebowanie na specjalistów w IT coraz chętniej uczą się programować. Problem w tym, że sami nie wiedzą czego konkretnie powinni się uczyć.  Często wybierają technologie, które są najbardziej opłacalne – ale tutaj może się wszystko zmienić.  Gdyby przyszedł taki młodzieniec do Ciebie z prośbą o ukierunkowanie go to co byś mu podpowiedziała?

No właśnie często przychodzą 🙂  Dokładnie dlatego powstał mój blog. Duża część materiału to odpowiedzi na pytania innych. Kilka razy tyle mam jeszcze w notatkach. Tygodniowo dostaję kilka do kilkunastu pytań odnośnie branży IT. I nie mam na myśli pytań zadawanych na grupach, a prywatnych wiadomości.

Co odpowiadam? Że to zależy. Od wielu czynników.

Inną odpowiedź dam osobie, która uczy się aktualnie w gimnazjum (mam pytania od takich osób). Inną, która właśnie wybiera się na studia. Inną osobie, która myśli o przekwalifikowaniu.

Inną osobie, która myśli o programowaniu pod kątem zarabiania pieniędzy, a inną osobie, która pasjonuje się X i chcę rozwijać w tym kierunku.

Inną grafikowi, który chce zacząć programować. Inną osobie, która chce tylko poprawić „coś” na swojej stronie internetowej.

Inną osobie, która myśli o tworzeniu gier komputerowych. Inną osobie, która myśli o tworzeniu aplikacji webowych. Inną, jeśli ktoś idzie w mobile.

Nie ma uniwersalnej odpowiedzi na to pytanie. Jest za to seria pytań, która powinna być zadana po takim pytaniu. Różne powody, różny punkt startu, różne drogi.

Po odpowiedzi na pytanie: od czego zacząć? pojawia się pytanie: jak?

Programowanie wchodzi do szkół. Czy uważasz, że jesteśmy w ten sposób jesteśmy w stanie nasycić ten konkretny rynek pracy za powiedzmy 50 lat? Czy programowanie będzie kiedyś niezbędną umiejętnością tak jak dzisiaj jest język angielski, czy prawo jazdy?

Niezbędną umiejętnością? Ciężko powiedzieć. Ale na pewno powszechną. I wydaje mi się, że nastąpi to szybciej niż myślimy. Już teraz dużo osób interesuje się programowaniem pod kątem własnych potrzeb. Wydaje mi się, że za maksymalnie 10-20 lat znajomość przynajmniej podstaw programowania i umiejętność pisania prostych programów na własne potrzeby będzie równie powszechna jak znajomość angielskiego dzisiaj.

W moim przypadku poszłam bardzo praktyczną ścieżką – potrzebowałam czegoś, więc się tego uczyłam. Nikt mi nie powiedział, że programowanie jest trudne. To usłyszałam później, znając już HTML, CSS, PHP, VBA.

Teraz jest na odwrót. Programowanie dla wielu osób przestało być czarną magią. Myślę, że coraz więcej osób zacznie po nie sięgać w codziennej pracy i życiu.

Czy programowanie w szkołach nasyci rynek pracy? Nie sądzę… Rynek pracy do tego czasu też bardzo się zmieni. Urośnie i, moim zdaniem, wyspecjalizuje się. Można mieć tylko nadzieję, że zainspiruje większą liczbę osób, do zainteresowania się tym kierunkiem. Ale obawiam się, że będą musieli rozwijać się na własną rękę. Tak jak w przypadku innych kierunków czy przedmiotów…

Jest coraz więcej darmowych spotkań branżowych. Powiedz, które Tobie przypadły do gustu i dlaczego?

Na to pytanie niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć. Rzeczywiście jest coraz więcej darmowych spotkań. Jednak zaczęło być ich więcej, jak też zaczęły być popularne dopiero kilka lat temu. Pojawiłam się być może na kilkunastu. Nie mam swojego faworyta.

Aktualnie rozglądam się właśnie za jakimiś spotkaniami, ale pod kątem wiedzy średniozaawansowanej, temat JavaScript i Angular, tworzenie aplikacji webowych. A często takie spotkania są jednak albo dla osób początkujących albo poruszane są tak niepowiązane, losowe tematy… No i jak zaznaczyłaś, nie grzeszę czasem.

To co w nich lubię to możliwość porozmawiania z ludźmi, którzy interesują się podobnymi tematami jak ja. Możliwość wymiany doświadczeń, dyskusji. Tylko, że to akurat element spotkań wielu różnych grup 🙂

Czego mogę życzyć?

Czasu, czasu i jeszcze więcej czasu 😉 To wszystko czego w tej chwili najbardziej potrzebuje. Czasu na realizację wielu pomysłów, które czekają. Zarówno tych blogowych, jak i zainspirowanych przez działalność blogową – choćby aplikacji webowej, nad którą teraz pracuję.

Wywiad powstał dzięki:

Coders Lab

Oferuje bardzo intensywne kursy typu bootcamp, umożliwiające przekwalifikowanie I (i) rozpoczęcie pracy w branży IT. Coders Lab to ponad 850 absolwentów, z których 82% pracuje w nowym zawodzie w branży IT. Kursy opracowywane są przez praktyków programowania w zgodzie z bieżącymi potrzebami rynku, a tryb kursu wzorowany jest na najlepszych praktykach szkół języków obcych. Coders Lab pomaga absolwentom w procesie zmiany zatrudnienia za pomocą programu Nowa Praca w ramach, którego współpracuje z blisko dwustoma firmami partnerskimi z całej Polski

  • Akurat ostatnio sam przygotowywałem artykuł o kobietach w IT. Co ciekawe, podczas swoich poszukiwań dowiedziałem się, że w czasach PRL było więcej Pan zajmujących się praca czysto techniczna.
    Niestety, kobiety mają już od wieku szkolnego wpajane, że pewne stanowiska i funkcje nie są dla nich. Np praca w informatyce. Na szczęście to się powoli zmienia. Szczególnie w programowaniu gdzie płeć piękna stanowi coraz większy procent. Osobiście, mocno kibicuje temu trendowi 🙂 Przy okazji, w dalszym ciągu zamierzam rozwijać cykl poświęcony kobietom w IT. Gdyby któraś z czytelniczek chciała podzielić się swoimi spostrzeżeniami to zachęcam gorąco do kontaktu. Wystarczy kliknąć w moje zdjęcie przy komentarzu 🙂
    Pozdrawiam
    Arek

    • Racja, też o tym słyszałam 🙂 Zresztą nawet nie trzeba daleko szukać, bo kilka dni temu i tutaj widziałam artykuł na ten temat: https://marketingibiznes.pl/it/programowanie-bylo-kiedys-zajeciem-glownie-dla-kobiet-czyli-panie-zywych-kalkulatorow-staly-sie-pierwszymi-programistkami/ 😀

      Co do wpajania, miałam to szczęście, że ciężko mi było coś wpoić 😛 A “nie możesz”, “nie potrafisz”, “nie zrobisz” często działało na mnie idealnie na odwrót. Zresztą zanim ktoś mi powiedział, że komputer to nie dla dziewczynek, ja już miałam na koncie podłączanie napędu CD, rozkręcanie komputera. A byłam wtedy w szkole podstawowej? Gimnazjum? Dziękuję rodzicom, że ufali moim umiejętnościom 😀
      Potem zaczęłam programować. To było gimnazjum/liceum. Więc w zasadzie na teksty, że kobiety nie programują mogłam już reagować prychnięciem 😛 Minęło 13 lat i nigdy nie żałowałam, że obrałam taką ścieżkę 😉

      • Pięknie! Właśnie o coś takiego mi chodziło. Konkretny przykład z życia wzięty 🙂

  • Bardzo lubię Żanetę i śledzę jej działalność od dawna. Kibicuję wszystkim dziewczynom “w branży”, ale jej szczególnie, bo z przyjemnością czytam jej blogi i podziwiam to, jak wielką ma wiedzę. Fajnie, że są osoby, które wyłamują się ze schematu “tylko facetom wolno programować” 🙂

    • Dziękuję <3
      Na szczęście nie zdążyłam wpaść w ten schemat 😀 Albo było mnie ciężko tam upchnąć 😛 Zresztą nie tylko w ten schemat 😀

Polecane Artykuły