Wywiad z Mariuszem Wesołowskim – lubię obserwować rzeczywistość!

08.08.2017 AUTORZY: Mariusz Wesołowski, Michał Bąk,

W pierwszej kolejności chciałem bardzo podziękować za możliwość przeprowadzenia z Tobą wywiadu, nie ukrywam, że byłeś na mojej liście osób, z którymi muszę przeprowadzić „interview”. Wiele osób kojarzy Cię, ale jak pytałem kim jest Mariusz, każda mówiła co innego. Jedni sprzedawca, inni mówca/prelegent, a jeszcze inni konsultant e-commerce. Kim zatem jest Mariusz Wesołowski i z czego żyje?

Bardzo mi miło, że w ogóle trafiam jeszcze na jakieś listy ludzi do przepytania na jakikolwiek temat, dlatego że w ciągu ostatnich dwóch lat praktycznie wygasiłem wszystkie swoje działania, które można by uznać za self-prowe. Miało to związek zarówno z częściowym wypaleniem zawodowym, jak również ze zmianą podejścia w bardzo, naprawdę bardzo wielu kwestiach. Prelegentem bywam i to głównie na mocno zaprzyjaźnionych, że tak to ujmę, konferencjach, lecz już coraz rzadziej, bo są inni, lepsi, a przede wszystkim ciekawsi mówcy.  A z czego żyję? Z silnej woli spłacania kredytu, jak każdy (śmiech). W tym także kredytu zaufania zaciągniętego u Klientów, dla których wykonywałem i wykonuję usługi konsultingowe.  Mariusz Wesołowski nie utrzymywał się nigdy z prelekcji. Nie ma takich planów. To byłoby nie w jego stylu. Poza tym są lepsi, którzy mogą sobie na to pozwolić, ja na przykład na pewno nie mógłbym i nie mogę.

Wiele lat byłeś związany z grupą Allegro, która wydała na przestrzeni lat wielu wspaniałych managerów, którzy teraz tworzą ten rynek. Powiedź proszę jaka była Twoja rola w grupie Allegro i jak wspominasz tamte czasy?

Bez przesady, pięć lat to nie tak dużo. Za moich czasów każdy zaczynał od odpowiadania na mejle Klienta, a że szło mi to dość  sprawnie, toteż szybko znalazłem się w dziale odpowiedzialnym za coś, co można by nazwać kontrolą jakości obsługi Klienta. Natomiast z racji swojej żywiołowości szybko zacząłem realizować się jako dość sprawny organizator wszelkiego rodzaju szkoleń i spotkań z Klientami. Dzięki ogromnej pracy i talentowi mojego Przyjaciela – Sławka Rajcha – udało nam się w szybkim czasie stworzyć od niemal zera markę Akademii Allegro, to pod jej auspicjami odbyło się wiele naprawdę wartościowych szkoleń, które nam samym też dały trampolinę do pojawiania się na coraz ciekawszych eventach branżowych. Jak można wspominać pracę w takiej firmie? Wyłącznie jako wspaniałą i absolutnie pasjonującą przygodę. I okazję do nauki. Dodam, że wykorzystaną maksymalnie, jak tylko się w owym czasie dało. 

Bardzo lubię obserwować Twoje posty na facebook-u. Często są odważne, kontrowersyjne, a innym razem krytykują patologię dnia codziennego. Swego czasu Twoje wpisy przypominały mi styl Karola Mrozińskiego, zgodzisz się z tym stwierdzeniem?

Są ludzie, którzy naśladują głosy. Ja umiem naśladować dowolny styl. Ale tutaj akurat więcej było przypadku niż zamierzonego działania. Karol Mroziński to bez wątpienia człowiek ogromnego talentu, ale z racji faktu, że nie ma go już na facebooku, wolałbym nie odnosić się akurat do tego spostrzeżenia. Lubię obserwować rzeczywistość i nie będę kokietował, że nie umiem pisać, bo umiem, natomiast ta odwaga, o której wspominasz, zapewne odnosi się do bardzo konkretnego postu, dotyczącego naszej branży marketingowej. Ja tymczasem uważam, że tu nie ma nic odważnego. Szydziłem, szydzę i szydził oraz ironizował będę z każdego zdiagnozowanego Dyzmy. Nie dlatego, że mi to jakoś szczególnie poprawia humor. Po prostu uważam, że tak wypada. Twierdzę, że ludzie powinni z dystansem patrzeć na historie startupowców, ale też na tych, co to rzucają korporacje i idą na swoje oraz wszelkiej maści inne gadające głowy. Odciąłem się od tego grona zresztą bardzo wyraźnie, kiedy po raz pierwszy zacząłem byś wśród niektórych wymieniany na, jak to się mawia, jednym wydechu. Nie moja bajka.

Kogo w polskiej branży e-commerce uważasz za absolutnych specjalistów?

Ależ tutaj sprawa jest prosta, bo peleton może i jest szeroki, ale topka od lat jest niezmienna: Maciej Lewiński, Krzysztof Murzyn, Sławomir Rajch, Michał Cortez, Paweł Fornalski, Wojtek Tomaszewski, Marcin Majzner, Ania Wilma, Paweł Paszkowski, Tomasz Karwatka, Maciej Dutko, Justyna Dziegieć, Izabela Wisłocka. Kolejność przypadkowa, w dodatku są to ludzie zarówno od zawsze na przysłowiowym swoim, jak i od zawsze pracujący dla konkretnych firm, instytucji, i ludzie prowadzący e-sklepy, i ludzie tylko im doradzający, i analitycy, i wizjonerzy, jak również twórcy oprogramowania, ale też wybitni wdrożeniowcy, natomiast każda z tych postaci to ekspert totalny, grający w swojej własnej lidze. Każda ma tak niewyobrażalnie głęboką wiedzę na temat zarówno rynku, jak i mechaniki jego działania, potężny skill biznesowy, oraz specjalizację w bardzo trudnych i nieogólnych zagadnieniach, i każdą z wymienionych coraz rzadziej można gdziekolwiek obejrzeć na żywo. Nie mają czasu. Pracują.

Wiem, że nie przepadasz za branżą marketingową. Co Cię w niej najbardziej denerwuje?

Skąd ten pomysł? Przecież ja, chcąc nie chcąc, jestem jej częścią. Ściema mnie denerwuje w każdym obszarze życiowym. Ja nie znam się na 99,9% zagadnień, z którymi mierzę się na co dzień, a w każdym razie taka jest moja samoocena, dlatego często pytam, proszę o pomoc, o wskazówki. I niestety miewam tak, że po wymianie dwóch mejli już wiem, że nie mam o czym pisać, a jest to osoba publicznie uznawana za eksperta. Mój wewnętrzny troll musi wtedy dostać dodatkową porcję relanium.

Co sprawia, że masz taką lekkość na scenie? Potrafisz występować w szlafroku, czy z piwem w ręku? Skąd taki skill?

Z piwem w ręku tylko na barcampach, ale zdradzę, że piwa już prawie nie pijam, bo brzuch od niego rośnie, a w listopadzie biegnę maraton (no i to jest dopiero żart z siebie samego, kto mnie dobrze zna, ten rozumie). Od dziecka chciałem być aktorem. I nigdy nie zszedłem ze sceny niezauważony. Już mój pierwszy występ publiczny sprawił, że mama musiała tłumaczyć  się dyrekcji w przedszkolu, jako że zarecytowałem w wieku lat trzech dość niewybredny wierszyk. Nie będziemy go upubliczniać.  Wszyscy, którzy mnie kiedykolwiek widzieli na żywo, wiedzą, jak uroczym chłopcem jestem z wyglądu, więc zdradzę Ci, że kiedy po raz pierwszy obejrzałem film „Chłopaki nie płaczą”, marzyłem o tym, że kiedyś zagram syna Gruchy. Może jeszcze będzie mi dane, jak będzie casting, uruchomię siłę Facebooka i liczę na wsparcie 😉

Które wydarzenie branżowe uważasz za obowiązkowy punkt na mapie?

Były zawsze dwa, a od jakiegoś czasu są trzy. Internet Beta, InfoShare, a dodatkowo na podium wskoczył bezapelacyjnie białostocki East-Biz. Co nie znaczy, że to jedyne wydarzenia, na których warto się pojawiać, bo trudno nie docenić ogromnej pracy ekipy odpowiedzialnej za I love marketing, czy stojącego na żelaznym wysokim poziomie Mail My Day. Tych pięć wydarzeń to punkty obowiązkowe. Last but not least – Targi e-Handlu, ale to tak oczywista oczywistość, że jakby dla każdego ekomersiaka sprawa naturalna jak wieczorne siusiu i paciorek.

Czego życzyć Ci zawodowo w tym roku?

Głównej sceny na InternetBeta, bo planuję jubileuszowy show (to w końcu dziesiąta edycja) – tak, Mateusz, tą drogą się zgłaszam (śmiech) – trafnych wniosków w czasie konsultacji, skutecznego egzekwowania założeń biznesowych, udanych kampanii marketingowych dla Klientów, czasu w Atenach poniżej 4:20 i jeszcze raz pieniędzy.

Do góry!

Polecane artykuły

22.09.2020

Comarch e-Sale, jako e-commerce na dobry ...