Przemysław Przybylski: Popełniałem mnóstwo błędów w biznesie. Chcę w mojej książce pokazać jak ich uniknąć

Przemysław Przybylski to CEO agencji marketingowej, który zajmuje się SEO od 10 lat. Właściciel IT Heroes przeszedł długą drogę od wycofanego introwertyka hobbystycznie zajmującego się tworzeniem stron internetowych, do właściciela kilku biznesów, a wkrótce - autora książki. Przybylski chce podzielić się w niej wiedzą zarówno techniczną, jak i biznesową z młodymi przedsiębiorstwami, którzy chcą stworzyć własny e-commerce.

Przemysław Przybylski: Popełniałem mnóstwo błędów w biznesie. Chcę w mojej książce pokazać jak ich uniknąć

Jak zaczęła się Twoja kariera w SEO? Skąd pomysł, żeby zajmować się pozycjonowaniem?

Zawsze miałem zamiłowanie do komputerów, technologii i internetu. Patrząc na same początki mojej kariery online, to rozpocząłem przygodę od praktyk zdalnych dla Electronic Sports League jako grafik. Połączyłem zajawkę na grafikę z moją pasją, jaką są gry komputerowe. Później zaczęły się projekty stron internetowych dla różnych prywatnych serwerów gier jak Mu Online czy też Counter Strike. Witryny te łączyłem z bazami danych serwerów, aby np.: pokazywały statystyki graczy w czasie rzeczywistym. Tworzyłem również strony internetowe dla swoich znajomych. I to właśnie był mój wstęp do pozycjonowania. Musiałem znaleźć odpowiedzi na to, jak poprawić widoczność stron w sieci. Wtedy jednak nie do końca czułem tego “seowego bakcyla”, a to w związku z grafiką czy też projektowaniem stron, które są zajęciami bardziej kreatywnymi. Aczkolwiek pozwoliło mi to poznać dużo aspektów technicznych, które okazały się niezbędne w mojej przyszłej pracy. Los chciał, że na pewnym etapie swojego życia przeprowadziłem się do Poznania i trafiłem do firmy iCEA. Te lata wydają mi się już bardzo odległe… W firmie nie miałem jakiejś spektakularnej kariery, jednak dzięki pracy tam bardzo zainteresowałem się tematyką SEO i zacząłem się tego uczyć na własną rękę. Najpierw z nastawieniem, że im więcej wiem, tym więcej leadów pozyskam. W toku nauki złapałem jednak “bakcyla” i tak już to trwa przeszło 10 lat.

Zanim powstało IT Heroes, współtworzyłeś firmę SEMCORE. Podobno z Marcinem Stypułą rozstałeś się przez wzgląd na różnice charakterów. Co to konkretnie znaczy? Rozwiniesz myśl?

Ze współpracą – zwłaszcza wieloletnią – bywa jak ze związkiem. Najpierw się poznajecie, dogrywacie, a czas weryfikuje założenia, wizje czy oczekiwania względem siebie. Uważam, że na tym etapie, na którym się rozstaliśmy – udało się nam osiągnąć maksimum, co mogliśmy razem zrobić. Dzięki naszej “rozłące” obaj nabraliśmy zupełnie nowych wiatrów w skrzydła, co finalnie wyszło nam na dobre.

Jeżeli chodzi o ten etap, to bardzo dobrze go wspominam, a z Marcinem ciągle utrzymujemy kontakt – zarówno prywatny, jak i biznesowy. A w końcu przy tego typu rozstaniach jest o to bardzo trudno. Mogliśmy w tym czasie dużo się od siebie nauczyć  – mam nadzieje, że obaj tak uważamy – i było to bardzo owocne 8 lat. 

Zobacz również

Czego konkretnie mogliście się od siebie nauczyć? 

Marcin specjalizował się w sprzedaży, wiedział, jak usługę opakować i ją sprzedać. Ja natomiast wiedziałem, jak ją wykonać i dowieźć efekt. Podczas burzy mózgów nasze dwie skrajne wizje musiały znaleźć złoty środek, dotrzeć się. Bardzo często nam się to udawało i była to najmocniejsza strona naszej współpracy. Pracując z kimś codziennie biurko w biurko przez 8 lat… to po prostu na Ciebie wpływa. Kiedyś byłem introwertykiem, który zamiast się odzywać, to wolał napisać na Slacku do kolegi obok z pytaniem, czy zamawiamy pizzę. Pracując z Marcinem, który jest charyzmatyczną osobą, zmieniłem się. Co ostatecznie uważam za plus.

Ile osób łącznie pracuje w IT Heroes?

Współpracuję z wieloma specjalistami w większości na zasadach B2B. Obecnie jest to przedział między 15 a 20 osobami – w zależności od projektu.

Trzeba przyznać, że Twoja firma wyróżnia się pod względem identyfikacji wizualnej i komunikacji. Twoi pracownicy na stronie określani są mianem “bohaterów” czy “herosów”, a same ich stanowiska też są dosyć niecodzienne. “Spiderlink”, “star phone”, “silver developer” – skąd pomysł na to wszystko? Czy takie własne nazewnictwo nigdy nie sprawiało Wam w firmie problemów? Skąd klient ma np. wiedzieć, co rozumiesz poprzez np. “silver developer”?

Bardzo dziękuję za miłe słowa. Pomysł zrodził się na etapie planowania całej marki. Oparliśmy cały brand o persony, które go tworzą, bądź o te, jakie chcieliśmy mieć w naszym zespole. Indywidualne cechy i charaktery każdego z nas – przekuliśmy w mocną stronę naszej firmy. Głównym archetypem IT Heroes jest “bohater”. Stąd postanowiliśmy przedstawić członków zespołu jako superbohaterów. Każda osoba, która jest, była lub będzie z nami współpracować – ma swoje unikalne cechy, które czynią ją wyjątkową. To właśnie pragniemy komunikować w postaci “awatarów”, którzy odzwierciedlają umiejętności i kompetencje naszego zespołu.

W tej branży bardzo trudno się wyróżnić – naokoło mamy same rakiety, kosmos, góry… Szukałem czegoś, co wyrazi nas, naszą wizję. Coś, co będzie spójne z naszymi przekonaniami i tym, co robimy. Chciałem uzyskać efekt trochę luźniejszej komunikacji niż tej charakterystycznej dla dużych firm, a zarazem zachować profesjonalizm. Jeżeli chodzi o nazewnictwo to dla fanów Marvela odszyfrowanie nazw nie będzie stanowiło wyzwania. Natomiast w kontakcie z klientami nie używamy tego typu określeń. Tutaj upewniamy się na każdym etapie, że klienci wiedzą, o czym rozmawiamy. Edukujemy ich i przedstawiamy wszystko w klarowny i transparentny sposób. Jednak wewnętrznie nasze specyficzne nazewnictwo daje nam sporą frajdę podczas rozmów na Slacku.

W jednym z wywiadów powiedziałeś kiedyś, że SEO to branża, która wymaga kreatywności. Co przez to rozumiesz? Jak oceniasz kreatywność u potencjalnych współpracowników? Czy w ogóle jest czymś mierzalnym, sprawdzalnym?

SEO jako takie to czysta wiedza techniczna i praktyka. Nie ma tu szerokiego pola do popisu, jeśli chodzi o kreatywność. Ta ma jednak kluczowe znaczenie w pracy nad projektem czy przy kampanii. Tutaj trzeba zacząć myśleć w stylu “out of the box”. W IT Heroes zależało nam, aby podejść do klienta z otwartym umysłem. Podzielić się wiedzą, doradzić, w co warto inwestować, a czego nie robić. Zawsze patrzę na strony czy firmy klientów, tak jakby były moje. Zadaje sobie wtedy pytanie, co ja bym zrobił, aby to wyciągnąć na wyższy poziom. Niewątpliwie uruchomienie kolejnych biznesów poza IT mi w tym pomogło. Na własnej skórze doświadczam rzeczy, o których słyszę od klientów i sam przez nie przechodziłem. To dobrze wpłynęło na moją obecną pracę przy promocji stron w sieci, poszerzyło moje horyzonty.

Tak, to z pewnością bardzo pomocne przy świadczeniu usług… Jakie konkretne trudności masz jednak na myśli?

Tych problemów było wiele, trudno byłoby mi przedstawić każdy. Przekonałem się jednak, że SEO nie zawsze jest lekiem na wszystko. Specyfika branży, grupa docelowa, dobrze skonstruowana oferta i jej prezentacja – to wszystko wpływa na finalną konwersję. Bardzo dużo nauczyłem się o innych mediach promocyjnych, np. o dedykowanych portalach dla branż jak, chociażby Booksy. Posiadłem także sporo wiedzy o konwersji wspomaganej. Lata temu byłem przekonany, że widoczność w Google każdej branży czy firmie przyniesie zysk – teraz doskonale wiem na swoim własnym przykładzie, że nie do końca tak jest. Nadal jest to ważny element strategii, jednak nie jest on głównym medium służącym do pozyskania klienta dla np. salonu kosmetycznego, który prowadzę wraz z moją żoną. Przy moim sklepie online natomiast – też w branży kosmetycznej – to już zupełnie inna historia. Tutaj SEO przynosi największe korzyści. Przez to, że prowadzę też działalności poza IT Heroes, to sam dostaje setki telefonów od różnych agencji SEO i jestem przerażony tym, co mówią niektórzy handlowcy. Często są to kwestie, które stoją w zupełnej sprzeczności z moją wiedzą, pozwalającą mi na weryfikację tych propozycji. Zaczynam coraz lepiej rozumieć, czemu “agencje SEO” w biznesie traktuje się jak zło koniecznie – to jest naprawdę smutne.

W branży SEO chodzą słuchy, że bardzo trudno jest znaleźć pracowników. Wiele agencji czy firm poddaje się w kwestii rekrutacji juniorów i od razu szuka midów, czy seniorów. Z Tobą jest jednak inaczej. W wywiadzie dla Blogu Majestic powiedziałeś, że poszukujesz osób, które dopiero zaczynają z SEO i uczysz ich. Skąd takie podejście?

Zgadza się, rekrutowałem wiele osób do działu technicznego i zdecydowanie trudno jest pozyskać dobrego pracownika. Zatrudniałem już doświadczonych specjalistów, jak i osoby, które wcześniej nie miały styczności z pozycjonowaniem, ale wykazywały chęci rozwoju. SEO to nie fizyka kwantowa i wszystkiego można się nauczyć, a osoby, które są głodne tej wiedzy, chłoną ją jak gąbka. Szybko same zaczynają szukać nowych rozwiązań. W przypadku osób z doświadczeniem często spotykałem się za to z trzymaniem się utartych schematów, nieposzerzaniem wiedzy.

Zobacz również

To z czego Twoim zdaniem wynika ta trudność w pozyskaniu pracowników do branży SEO?

Nie jestem w stanie wskazać jednego, głównego czynnika. Wydaje mi się, że nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Nie chciałbym również wrzucać wszystkich do jednego worka…

Podczas mojej pracy z młodszym pokoleniem, zauważyłem jednak, że często wychodzą z założenia w stylu – “bo mi się należy”. Nierzadko brakuje im pokory i wytrwałości, a największym problemem, z jakim się spotykałem, okazywało się ego. W dobie YouTube, Instagrama i trochę złudnego obrazka, jak przy małym wysiłku można zarabiać miliony – buduje się w młodzieży przeświadczenie, że niewiele trzeba, aby być “kimś”.

To niestety sprawia, że taki młody człowiek po trzech miesiącach pracy w agencji i robienia tego, czego ktoś go nauczył, uznaje, że rozpocznie karierę samodzielnego specjalisty. Mało z nich wtedy rozumie, że prowadzenie działalności – nawet jako freelancer – to nie tylko praca techniczna, ale cała machina biznesowa. Mam tu na myśli księgowość, sprzedaż, własny marketing, obsługę klienta, a w tym wszystkim wypada jeszcze znaleźć czas na odpoczynek. Nawet jeśli część z tych obowiązków można zlecić komuś innemu, na przykład biuru rachunkowemu czy księgowemu, to trzeba mieć na to pieniądze.

Z drugiej strony część agencji nie potrafi odpowiednio sprofilować, czy to kandydata, czy samego stanowiska. Nieraz na tablicy na Facebooku pojawiają mi się ogłoszenia o rekrutacji specjalistów SEO, którzy niejednokrotnie mają być również marketingowcami, copywriterami, SEM-owcami, deweloperami… A to wszystko za wynagrodzenie mniejsze niż na przysłowiowej kasie w Biedronce… Dlatego łatwiej agencjom pozyskać midów i seniorów. Takie osoby mają więcej argumentów, przemawia za nimi doświadczenie, asertywność. Łatwiej im wyartykułować też swoje własne oczekiwania.

Jednak jednocześnie mówiłeś o utartych schematach w przypadku pracowników z dużym doświadczeniem. Co zatem jest obecnie najbardziej pożądane? Elastyczność?

Powiedziałbym dość prosto, że to chęć bycia “kozakiem”, najlepszym w tym, co się robi i głód wiedzy. Takie osoby cały czas szukają nowych rozwiązań, czy narzędzi i je testują. Nie trzymają się tylko jednego sprawdzonego sposobu. W dobie częstych zmian w algorytmach Google – a czasem nawet rewolucjach – to jest bardzo pomocne.

Zobacz również

W Twojej firmie zdalny model pracy był możliwy praktycznie tylko w przypadku copywriterów. Sam jednak pracowałeś z domu przez osiem lat. Skoro masz w tym doświadczenie, to dlaczego tak niechętnie pozwalasz pracownikom na wykonywanie obowiązków w home office? Czy pandemia wpłynęła jakoś na zmianę Twojej decyzji?

Z racji wizji, jaka mi przyświeca, praca zdalna nie pozwalała w pełni wykorzystać potencjału każdego mojego pracownika. Dlatego zdecydowanie jestem fanem pracy stacjonarnej. Czasem nawet luźne rozmowy, pomysły potrafią przynieść korzystne rozwiązania dla klientów. Sytuacja epidemiologiczna nie zmieniła mojego podejścia do współpracy zdalnej, lecz zmusiła mnie do jej wprowadzenia. Bezpieczeństwo moich współpracowników stawiam wyżej niż swoje poglądy. Pracownik, który czuje się komfortowo, pracuje znacznie wydajniej i to widać.

Poza własną firmą pracujesz również ze swoją żoną przy jej salonie kosmetycznym oraz sklepie stacjonarnym i e-commerce z przedmiotami do manicure. Czy w ogóle w Twoim życiu występuje coś takiego jak “czas wolny”? Ile godzin miesięcznie pochłaniają Ci obowiązki zawodowe?

Zostając przedsiębiorcą, wiedziałem, że w pewnym momencie granica między czasem prywatnym a służbowym się zatrze. Będąc szczerym, to nawet dokładam sobie coraz więcej zadań. Wyszedłem z prostego założenia już w czasach młodzieńczych – znaleźć coś, co się lubi robić i zacząć to robić. Teraz dodatkowo otworzyłem nowy sklep z rzeczami do gier online, bo jak wspominałem na początku – jestem fanem gier komputerowych. Wejście w nowe biznesy, branże pozwala mi na zdobywanie kolejnej wiedzy czy umiejętności, co bardzo mnie motywuje do dalszego działania. W planach mam jeszcze zrobienie kursów na psiego trenera i behawiorystę – więc zapewne dojdzie jeszcze kilka kwestii z tym związanych. Poza tym cała moc tkwi w delegowaniu i egzekwowaniu zadań. Nie dziele swojego czasu na obowiązki zawodowe, nie wstaję o 8:00 rano i nie pracuję do 16:00 – to po prostu by się nie sprawdziło. Znam doskonale siebie, swoje mocne i słabe strony, i starałem się to przekuć w skuteczny system, który cały czas udoskonalam. Swój dzień dzielę na czas na pracę kreatywną i techniczną. W trakcie tego pierwszego nie wykonuję powtarzalnych zadań, tylko skupiam się nad rozwiązaniami i szukaniem nowych pomysłów, czy to dla siebie, czy dla klientów. Taki czas kreatywny jest jednak ograniczony, bo nie jestem w stanie pracować tak non stop. Dlatego potem koncentruję się na czynnościach czysto technicznych. Na szczęście los podarował mi cudowną żonę, która nadaje na tych samych falach. Dlatego jako dwoje pracoholików, którzy lubią to, co robią – doskonale się rozumiemy i wspieramy, tego życzę naprawdę każdemu.

Mówisz, że uczysz się coraz więcej rzeczy, ale nie boisz się, że w końcu staniesz się takim “master of none”? Specjalistą od wszystkiego i niczego?

Jeżeli coś kochasz, to po prostu to robisz i szlifujesz umiejętności. Każda dodatkowa rzecz, jaką wykonuję – niejako wiąże się z moją główną działalnością. De facto to praktycznie zawsze te same zadania. Prowadzę agencję reklamową online, w czym czuje się bardzo dobrze. Salonem kosmetycznym zaś głównie zajmuje się moja żona, ponieważ ja nie miałem doświadczenia w tej branży i nigdy bym się za nią nie zabrał. Udzielam jej jednak wsparcia w segmentach prowadzenia firmy, księgowości, rozliczania podatków, czy promocji w sieci, a przy okazji sam uczę się nowych rzeczy. Przy e-commerce odpowiadałem za jego stworzenie, zadbanie o opisy produktów, linkowanie czy też optymalizację. Jednak ja nie kompletuję i nie wysyłam paczek, nie zajmuję się promocjami, zaopatrzeniem czy tłumaczeniem jak działa dany produkt. Więc, jak możesz zauważyć – cały czas krążę wokół tego samego, a przy okazji poznaję nowe branże od środka. Co do np. tresury psów, to bardziej rozpatruję to w charakterze takiej weekendowej szkoły, będącej odskocznią od bycia online. Mam już dwa psiaki z adopcji i chciałbym, aby była między nami odpowiednia harmonia i chemia. Takie szkolenia – co może wydawać się śmieszne – uczą cierpliwości, zrozumienia, przykładania uwagi do tego, że obie strony muszą znaleźć wspólny język. To przekłada się również na życie codzienne i biznes.

Zobacz również

Jesteś w trakcie pisania książki dla młodych przedsiębiorców, którzy chcą rozwinąć swój biznes e-commerce. Możesz uchylić rąbka tajemnicy i przybliżyć trochę bardziej szczegółowo treść? Będzie to książka bardziej o prowadzeniu biznesu i zarządzaniu czy kwestiach technicznych i marketingowych?

Sam kiedyś byłem młodym przedsiębiorcą, który wchodził w świat biznesu bez żadnego przygotowania. Popełniałem masę błędów, które kosztowały mnie i czas i pieniądze. Prowadzę również z większymi czy mniejszymi sukcesami różne rodzaje działalności w wielu branżach. Jako przedsiębiorca, pozycjoner, właściciel e-commerce i salonu kosmetycznego, przeszedłem bardzo długą i wyboistą drogę. Mając tę wiedzę i doświadczenie postanowiłem podzielić się nią z innymi osobami, które jak ja kiedyś dochodzą do tego etapu w życiu, że decydują się założyć własną działalność. Postaram się w pewnej formie opowiedzieć swoją historię, dzieląc się moimi spostrzeżeniami oraz wiedzą techniczną. Wszystko po to, aby osoby, które chcą uruchomić swój pierwszy sklep, nie musiały popełniać błędów, jakie ja popełniałem. Do tego zamierzam wprowadzić ich w świat digitalu i pomóc stawiać pierwsze kroki w online. Chcę przedstawić całą gamę tego, czym jest e-commerce. Pokazać jak przygotować sklep internetowy, jak go wypozycjonować, stworzyć kampanie reklamowe i finalnie analizować wyniki. Nie będzie to książka tylko o biznesie, ale też nie będzie jedynie o kwestiach technicznych. Planuję połączyć wszystkie znane mi aspekty, które mogą młodym przedsiębiorcom po prostu pomóc i wyjaśnić dane pojęcia, czy też wskazać im jak je wdrażać. Chcę dać swoim czytelnikom jak najwięcej wiedzy merytorycznej – dlatego zaprosiłem do współtworzenia mojej książki najlepszych specjalistów, z jakimi miałem do czynienia. Zarówno podczas współpracy, szkoleń, jak i spotkań online. Na pewno mogę zagwarantować, że będzie dużo dobrego e-commercowego “mięsa”.

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl