Angielski w IT. “Problemy z komunikacją z powodu różnic językowych generują ogromne straty dla firm”

Bariera komunikacyjna wciąż jest dużym problemem dla Polaków, szczególnie, jeśli chodzi o spotkania z zagranicznym klientem. Łukasz Fabian stworzył platformę dla branży IT, która pomaga programistom w komunikacji po angielsku.

Angielski w IT. “Problemy z komunikacją z powodu różnic językowych generują ogromne straty dla firm”
Najczęstsze problemy w porozumiewaniu się w języku angielskim, w środowisku IT Czym jest englishpro.it? Jak dogadać się po angielsku z nacjami z Bliskiego Wschodu? Jak przełamać strach przed mówieniem po angielsku?

Od redakcji: jeśli chcesz spotykać ciekawych przedsiębiorców, dołącz do Founders.pl, zamkniętej platformy dla ludzi biznesu. Łukasz już tam jest! 

Kiedy uruchomiłeś swój startup?

Sam pomysł, żeby wejść w branżę edukacyjną, zrodził się w mojej głowie jakieś 6 lat temu. To był czas, kiedy wróciłem z Niemiec i miałem fundusze, żeby zainwestować w coś swojego. Pierwszym pomysłem, który wpadł mi do głowy, było założenie ogólnego portalu do nauki języka angielskiego. Wówczas dużym zainteresowaniem cieszyła się grywalizacja i moja strona miała się właśnie na niej opierać – budując przy tym wokół siebie własną społeczność. Pomysł okazał się jednak całkowitą porażką. Powodem było to, że produkt był bardzo ogólny i nie sprecyzowaliśmy swojej grupy docelowej. 

Poddałeś się?

Oczywiście, że nie. Postanowiłem stworzyć coś na własną rękę od zera, bez angażowania wspólników i inwestorów, tak jak poprzednim razem, za to z bardzo sprecyzowaną grupą docelową, którą byli programiści i inne osoby pracujące w IT. Zanim stworzyłem portal skupiłem się wyłącznie na korepetycjach 1:1. Jak wiadomo proces tworzenia oprogramowania do najtańszych nie należy, więc korepetycje pomogły mi finansować rozwój portalu bez potrzeby szukania zewnętrznego inwestora. Po drugie, bezpośredni kontakt z klientem pozwala o wiele lepiej poznać jego potrzeby niż ankiety i suche liczby. Moimi pierwszymi uczniami byli moi znajomi. Pomimo, że nie miałem wykształcenia filologicznego, okazało się że bardzo dobrze odnajdywałem się w uczeniu tego języka – być może dlatego, że sam kiedyś przechodziłem te same problemy co moi uczniowie. Wypracowałem swoją własną metodykę, unikałem zaś przestarzałych i nieefektywnych sposobów nauczania, które wszyscy znamy ze szkoły, a które powodują, że przychodzi do mnie osoba po 10 latach nauki i ma problem z płynnym opowiedzeniem o sobie. Zamiast tego przyjąłem, że kluczowym warunkiem efektywnej nauki jest motywacja, całkowita immersja językowa i przede wszystkim rozmowa po angielsku z użyciem słownictwa, które jest nam potrzebne w danym kontekście.

W pierwszym miesiącu zarobiłem 600 zł – przy wydatkach rzędu 5 tys. – mimo to byłem bardzo szczęśliwy, bo otrzymałem od pierwszego ucznia bardzo pozytywną informację zwrotną i stwierdziłem, że droga którą obrałem ma sens.  Zainwestowałem w marketing i już po roku moja firma prosperowała bardzo dobrze. Zauważyłem, że najlepiej rozmawia mi się z programistami i że to im jestem w stanie najbardziej pomóc. Zaobserwowałem również spore zainteresowanie ze strony właścicieli software house’ów, CTO, Project Managerów, bo pomimo podniesienia cen, moich uczniów wcale nie ubywało. Wtedy postanowiłem zabrać się za stworzenie portalu do nauki angielskiego dla IT na poważnie, tym razem unikając błędów, które popełniłem podczas pierwszego projektu. Przede wszystkim swoją platformę skierowałem do konkretnej grupy docelowej. Zamiast modelu freemium stworzyłem płatną aplikację wyspecjalizowaną pod potrzeby IT, a korepetycje 1 na 1 stały się stałym źródłem nowych pomysłów i feedbacku od klientów.  Dzięki temu byłem w stanie stworzyć produkt, który odpowiadał potrzebom tego rynku i rozwiązywał problemy z jakimi borykają się ludzie na codziennych call-ach i meetingach. 

Mogą Cię zainteresować

Ile jest takich szkół językowych jak Twoja? 

Szkół językowych dla branży IT w Polsce jest kilka, istnieją też książki i kursy, natomiast portalu dla IT, stworzonego w oparciu o lata praktyki w komunikacji i rozumienie potrzeb tej wąskiej niszy jeszcze wtedy nie było. Zauważyłem duże zapotrzebowanie ze strony swoich uczniów, którzy od samego początku pytali mnie o podlinkowanie stron, na których znajdą materiały, które przydadzą im się podczas rozmów. Był to dla mnie kolejny bodziec do uruchomienia mojego kursu i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Pewnie zabrzmi to jak truizm, ale naprawdę warto słuchać swoich klientów, zamiast wymyślać koło na nowo.

Z jakimi problemami w komunikacji spotykają się programiści?

Z tego, co zauważyłem, większość moich uczniów przychodzi do mnie z tymi samymi problemami. Osoby z branży IT potrafią doskonale czytać dokumentację techniczną, w większości przypadków nie mają problemu ze zrozumieniem rozmówcy,  jednak problem pojawia się gdy trzeba po angielsku przedstawić coś w detalach, opowiedzieć klientowi o wprowadzonych zmianach czy przeprowadzić small talk bez stresu i zapominania najprostszych słów w trakcie. Stworzyłem więc narzędzie, które umożliwia im naukę angielskiego w oparciu, o te zwroty, które są im potrzebne w pracy, zarówno podczas formalnych jak i nieformalnych spotkań. Dodałem do produktu fiszki, obecnie pracuję nad budowaniem społeczności. Na tę chwilę z narzędzia korzystają w większości moi dotychczasowi klienci. Był to celowy zabieg, aby maksymalnie przetestować produkt i zebrać niezbędnych feedback przed wypłynięciem na głębsze wody. Najbliższe miesiące będą przełomowe, planuję ekspansję na szerokim rynku IT, zaczynam również poszukiwać kolejnych osób do współpracy przy rozwoju projektu.

Kto najczęściej potrzebuje pomocy w nauce języka angielskiego?

Są to osoby na różnych stanowiskach: od programistów, specjalistów z obszaru data science, big data, analityków IT, SCRUM masterów,  poprzez właścicieli firm, szefów działów IT, a na osobach, które chcą się przebranżowić kończąc. Jeśli chodzi o tych ostatnich to przekrój jest ogromny – dziś swoją przygodę z IT zaczynają osoby o przeróżnych życiorysach i zawsze są to bardzo ciekawe historie. Miałem przyjemność prowadzić zajęcia m.in. z emerytowanym górnikiem który postanowił się przebranżowić, właścicielem firmy poligraficznej, a nawet z panią onkolog, która postanowiła zmienić kierunek swojej kariery o 180 stopni. Geograficznie póki co jest to głównie Polska, ale coraz częściej otrzymuję zapytania z Niemiec, Szwajcarii i…  Wielkiej Brytanii. Okazuje się , że mieszkając poza Londynem wcale nie tak łatwo przyswoić tak zwany “Global English”, który jest preferowany przez świat międzynarodowego biznesu. Bardzo często, osoba mieszkająca w takim Leeds otacza się ludźmi posługującymi się lokalną gwarą, nie mówiąc już o odmianie szkockiej, z którą problem mają nawet Amerykanie.

Jak działa Twoja platforma? 

Englishpro.it to zamknięte oprogramowanie, które działa na zasadzie płatnej, miesięcznej subskrypcji. Każdy użytkownik dostaje dostęp do mojego kursu, który jest podzielony na lekcje. Do każdego tematu są przypisane gotowce, czyli zwroty których można użyć podczas calla z teamem, klientem, ale również w wielu innych sytuacjach, takich jak small talk. Dodatkowo cały czas rozwijamy kolejne funkcje, takie jak fiszki czy repozytorium słownictwa biznesowego używanego w IT.  Dzięki temu programista otrzymuje w pigułce dokładnie to, co jest mu potrzebne w określonej chwili i jest w stanie zrobić w 15 minut nauki z portalem tyle co przez godzinę na własną rękę. Projekt jest cały czas rozwijany, kilka miesięcy temu wdrożyliśmy drugą wersję oprogramowania, która oprócz odświeżenia wyglądu lepiej działa na urządzeniach mobilnych. Kolejną ideą portalu jest stworzenie społeczności, w ramach której członkowie będą mogli prowadzić ze sobą konwersacje. Częstym problemem wśród moich uczniów jest to, że tygodniowo rozmawiają po angielsku średnio 30 min. podczas calli biznesowych. Oprócz tego nie ćwiczą rozmowy z nikim innym. To zdecydowanie za mało. Dlatego wszystkie osoby, które korzystają z englishpro.it mają do dyspozycji komunikator, na którym mogą ze sobą rozmawiać i ćwiczyć swoje umiejętności. Z doświadczenia wiem, że nie ma lepszej metody na naukę języka, niż systematyczna praktyka poprzez prowadzenie rozmów. 

Z jakimi nacjami najciężej się porozumieć?

Ludzie z IT często mają problem w komunikacji z Hindusami, których specyficzny akcent czasami ciężko zrozumieć, a rozmowa online tego nie ułatwia. Pierwszą radą, którą daję swoim uczniom, jest to, aby zaczęli oglądać hinduskie tutoriale technicznie, których jest obecnie  mnóstwo na Youtubie. Język angielski w postkolonialnych Indiach diametralnie różni się od jego amerykańskiej i brytyjskiej wersji, więc takie zderzenie z żywym językiem daje bardzo wiele.

Kolejną trudną do zrozumienia grupą są native speakerzy, szczególnie z Wielkiej Brytanii. Paradoksalnie Polak prędzej dogada się z Szwedem niż z Brytyjczykiem wtrącającym do rozmowy lokalny slang czy kulturowo obce idiomy. W tym przypadku doskonale sprawdzi się oglądanie brytyjskich komedii takich jak “Monty Python” czy “Black Adder” lub jeśli ktoś gustuje w Sci-Fi – “Black Mirror”.  Kolejnym ważnym punktem w kontakcie z osobami o “trudnym” akcencie jest to, aby nie tłumaczyć sobie w głowie pojedynczych słów, a raczej skupić się na ogólnym przekazie i wydedukować resztę na podstawie kontekstu tej części którą rozumiemy. Możemy porównać to do językowych puzzli, gdzie mamy 50% elementów, a brakującą resztę nasz mózg potrafi wygenerować sam. Pomaga również przełamanie wstydu przed zapytaniem o powtórzenie tego, czego nie zrozumieliśmy. Wielokrotnie spotykałem się  z opisami historii, gdzie podczas calla jedna osoba mówi, druga słucha, call się kończy i “przytakujący” nie wie co tak naprawdę ma zrobić lub co gorsza – okazuje się, że nie do końca zrozumiał swoje zadanie. 

Mogą Cię zainteresować

Różne badania przeprowadzone w USA dowodzą, że z powodu niskiej jakości komunikacji firmy  tracą  15-26 tys. dolarów rocznie na pracownika. Oznacza to, że w firmie zatrudniającej 1000 osób będzie to już minimum 15 mln dolarów, a według raportu firmy Holmes, koszt dla gospodarki USA szacuje się na 37 miliardów dolarów rocznie. W Polsce jeszcze nie analizowano tego na masową skalę, ale każda osoba pracująca IT intuicyjnie zdaje sobie sprawę, ile czasu i pieniędzy kosztuje choćby np. nieprawidłowe zrozumienie wymagań klienta. 

Co sądzisz o grupowych lekcjach języka angielskiego?

Często dostaję zapytania od firm o zajęcia grupowe dla pracowników. Taka forma nauczania na pierwszy rzut oka wyglądają sensownie, jednak praktycznie nigdy nie zdaje egzaminu. Powód jest prosty: jeżeli w grupie mamy 6 osób (plus prowadzący), oznacza to, że na jednego ucznia przypada maksymalnie 10 minut konwersacji. To zdecydowanie za mało, by zrobić sensowny progres. Dodajmy do tego różny poziom zaawansowania poszczególnych uczestników oraz różnice indywidualne. Jest to widoczne w szczególności gdy wśród grupy introwertyków znajdzie się jeden ekstrawertyk, który “kradnie” całe show. Jeżeli firma ma ograniczony budżet edukacyjny, proponuję wybrać na początek kilka osób, których poziom angielskiego jest kluczowy dla naszego biznesu i zaproponować im zajęcia 1 na 1, a dopiero później zaangażować w naukę resztę. Moim zdaniem zwrot z takiej inwestycji będzie o wiele lepszy. Pozostałe osoby mogą w tym czasie korzystać z platform do nauki języka online w systemie self-paced learning. 

Jako nauczyciel języka angielskiego, jesteś w stanie zrozumieć problemy osób ze środowiska informatycznego?

Po latach praktyki mogę powiedzieć, że tak – w końcu sam tworzę projekt IT -,  chociaż nie ma tu górnej granicy poznania – codziennie uczę się o moich klientach nowych rzeczy i staram się zdobytą wiedzę wdrażać. Myślę, że gdybym przestał to robić, to byłby to początek końca mojej firmy. Często wspólnie z moim uczniami omawiamy ich ostatnie rozmowy z teamem czy klientem, dzięki czemu mogę szybko zdiagnozować np. jakiego słownictwa danej osobie brakuje w konkretnej sytuacji. Przychodzą do mnie też ludzie, których gramatyka jest bardzo poprawna, ale wypowiadają się powoli, ważąc każde słowo i zastanawiając się wcześniej 5 razy czy czas którego chcą użyć jest poprawny. Powodem jest bariera mentalna przed popełnianiem błędów i skłonność do perfekcjonizmu, która w Polsce jest szczególnie widoczna. Jako Polacy wolimy nie powiedzieć nic, aniżeli – w swoim pojęciu – zrobić z siebie głupka. Zawsze powtarzam uczniom ”jeżeli nie wiesz czy to co stworzyłeś w swojej głowie jest poprawne to i tak to powiedz”. Błędy i potknięcia są niezbędnym elementem postępu w nauce. Doszedłem do wniosku, że najlepszym momentem na udzielanie feedbacku moim uczniom jest 10 minut przed końcem zajęć, kiedy moja ocena nie dostarcza im zbędnego stresu podczas mówienia.

Mogą Cię zainteresować

Są jakieś metody przełamywania się?

Po pierwsze: mówić do siebie po angielsku w każdej wolnej chwili. Bardzo proste do zastosowania jest codzienne opisywanie na głos wydarzeń z pracy i życia prywatnego, streszczanie sobie artykułów i książek, które przeczytaliśmy, filmów które obejrzeliśmy, głośne wyrażanie myśli po angielsku. Po drugie pełne wykorzystanie zasobów, które posiadamy. Największe kłamstwo XXI wieku to “nie mam czasu”. A przecież wystarczy zacząć słuchać podcastów gdy wyprowadzamy psa na spacer czy sprzątamy dom. Te 20 minut dziennie przekłada się na ponad dwie dodatkowe godziny tygodniowo. W skali roku to już dziesiątki godzin, które będą miały ogromne przełożenie na nasze umiejętności. 

Jeśli chodzi o strach przed pustką w głowie podczas ważnego calla, to proponuję przed takim spotkaniem wypisać sobie tematy i pytania, które przewidujemy, że mogą się pojawić i poćwiczyć scenki z przysłowiowym “lustrem”. Drugim wyjściem z takich sytuacji jest używanie by-passów, czyli zastępowanie specjalistycznych zwrotów, które mamy “na końcu języka” tymi najprostszymi, tak aby druga osoba zrozumiała o co nam chodzi. Najważniejsze w tym wszystkim to się nie bać, a zamiast tego traktować naukę angielskiego jako pasjonujący proces, który w długim terminie nie tylko przynosi nam wymierne korzyści, ale i daje ogromną osobistą satysfakcję.

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl