Marketing i Biznes Luźne Marzenie o zmianie drogi zawodowej to znak, że żyjemy w wewnętrznej dysharmonii [Pivot po 50.]

Marzenie o zmianie drogi zawodowej to znak, że żyjemy w wewnętrznej dysharmonii [Pivot po 50.]

Sylwia Arletta Przygoda ma dziś 63 lata. Kiedy miała 48 lat, była świadkiem nagłego ataku choroby bliskiej jej osoby. To trudne doświadczenie spowodowało, że postanowiła odmienić swoje zawodowe życie. I tak w 50. roku życia z ekonomistki przebranżowiła się, została refleksoterapeutką, a potem coachem, kończąc po drodze liczne kursy rozwoju osobistego i studia podyplomowe, a nawet opracowała autorski model w obszarze rozwoju osobistego. Sylwia Arletta Przygoda jest kolejną bohaterką naszego cyklu: Pivot po 50.

Marzenie o zmianie drogi zawodowej to znak, że żyjemy w wewnętrznej dysharmonii [Pivot po 50.]
Czym zajmowała się zawodowo Pani Sylwia przed 50. rokiem życia? Choroba bliskiej osoby zainspirowała Panią Sylwię do zmiany swojego życia Od ekonomistki do refleksoterapeuty i coacha Czym dziś zajmuje się Pani Sylwia? Dlaczego po 50. roku życia warto myśleć o zmianie pracy?

Ten materiał jest częścią cyklu wywiadów z osobami, które zdecydowały się na zmianę pracy po 50. W poprzednim odcinku: Ostatnich lat pracy nie można spędzić na czekaniu na emeryturę [Pivot po 50.]

Ile ma Pani obecnie lat?

We wrześniu tego roku ukończyłam 63 lata, a jesień to właśnie moja ulubiona pora roku. Kojarzy mi się z przemianą dojrzałych owoców w dżemy, konfitury i powidła, a także, co do tematu rozmowy dotyczącej aktywności zawodowej osób w jesieni ich życia – z przetwarzaniem zebranego dorobku zawodowego i uzyskiwaniem z niego nowych jakości przez pokolenie Silversów, do którego metrykalnie się zaliczam.

Jakie było Pani doświadczenie zawodowe przed 50 rokiem życia?

Po ukończeniu studiów magisterskich w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (obecnie: Szkole Głównej Handlowej) na wydziale Ekonomiki Produkcji pracowałam przy tworzeniu i organizacji sieci sprzedaży oraz organizacji różnych form sprzedaży w dużych polskich przedsiębiorstwach produkcyjnych osadzonych w przemyśle motoryzacyjnym, ciągnikowym i spirytusowym, a wyzwaniem było dla mnie współuczestniczenie w kreowaniu i realizacji w tychże firmach nowych przedsięwzięć gospodarczych. Płynnie awansowałam ze stanowisk specjalistów przez stanowiska głównych specjalistów do stanowisk dyrektorów. Odnoszę się tu do męskiej formy nazw zawodów, funkcji i stanowisk, jakie wynikały z moich umów o pracę, a które w tamtym czasie nie miały feminatywów.

Mogą Cię zainteresować

I tak w pierwszym moim miejscu pracy, w Fabryce Samochodów Osobowych w Warszawie, uczestniczyłam w organizacji pierwszej w kraju sieci dealerskiej producenta samochodów FSO opartej na sieci Polmozbytów oraz na prywatnych i spółdzielczych punktach sprzedaży, a to w związku z zaistnieniem w latach 80. w Polsce warunków wolnorynkowych. Współpracowałam z działem prawnym i służbą serwisu nad tworzeniem kryteriów kwalifikacji punktów do sprzedaży samochodów z odroczonym terminem płatności za towar i badałam efektywność działania tych punktów w sieci dealerskiej Fabryki, a ponadto uczestniczyłam w organizacji pierwszej w Polsce komórki leasingowej utworzonej w strukturach organizacyjnych Fabryki Samochodów Osobowych w roku 1990 zajmującej się świadczeniem leasingu bezpośredniego dla klientów firmowych.

Co było dalej?

Kolejnym istotnym doświadczeniem zawodowym przed 50 rokiem życia stało się współorganizowanie przez mnie, w ramach stanowiska głównego specjalisty ds. handlowych w Polskim Związku Motorowym Holding Sp. z o.o., biura obsługi ratalnej nowych samochodów polskich i zagranicznych marek takich jak: Polonez, Ford, Volvo i Renault w oparciu o kredyt udzielany przez bank klientowi w innowacyjny sposób.

Na czym to polegało?

Środki przekazywał bank na konto sprzedawcy samochodów, a samochód stawał się własnością klienta po ustanowieniu na pojeździe zastawu w dowodzie rejestracyjnym oraz cesji praw z tytułu autocasco. Dziś wydaje się to oczywiste, natomiast owe rozwiązanie finansowe na tamten czas zaliczyć można do absolutnie pionierskiego, gdyż udzielane wówczas przez banki kredyty bezpośrednio sprzedawcy lub oddzielnie nabywcy nie były celowe i nie wiązały się z towarem.

Z kolei w Zakładach Przemysłu Ciągnikowego Ursus uczestniczyłam w realizacji powstałego w tym czasie i realizowanego przy moim udziale programu restrukturyzacji – z mojego podwórka jako szefa sprzedaży ciągników i zastępcy dyrektora ZPC Ursus ds. finansów i marketingu polegającego na przebudowie istniejącej sieci sprzedaży oraz aktywizowaniu sprzedaży ciągników zalegających fabryczne magazyny. Pobudzanie i intensyfikacja sprzedaży odbywały się etapami związanymi z organizowaniem różnych form sprzedaży ciągników ze wsparciem finansowym dla klientów udzielanym im przez wyspecjalizowane podmioty w postaci kredytu, leasingu oraz sprzedaży ratalnej. Współpracowałam z działem prawnym oraz komórką rewizyjną i służbą serwisu, wspomagającymi monitorowanie sieci dealerskiej pod kątem zawierania umów dealerskich i prawidłowości wypełniania jej zapisów, w tym regulowania płatności oraz zapewniania odpowiedniej jakości obsługi klientów przez punkty sprzedaży i serwisu ciągników.

Łódzkich Zakładach Przemysłu Spirytusowego Polmos obejmując stanowisko dyrektora ds. marketingu i sprzedaży, trafiłam do zespołu dyrektorskiego wdrażającego powstały i szyty na miarę program naprawczy zaakceptowany przez Radę Pracowniczą. Program ten w swoich założeniach uwzględniał specyfikę produkowanego towaru akcyzowego oraz obejmował realia tych Zakładów. Działanie programu naprawczego w ciągu pierwszego półrocza 1995 roku przyniosło rzeczywisty dopływ środków finansowych do Zakładów, m.in. przez zwiększenie sprzedaży eksportowej oraz dokonywanie przez kontrahentów płatności w eksporcie na nowych warunkach, tj. przed odbiorem towaru.

Swoją drogę zawodową przed 50 rokiem życia dopełniłam współtworzeniem od podstaw spółki prawa handlowego o profilu marketingowo-doradczym w ramach pełnienia funkcji wiceprezesa zarządu oraz stanowiska dyrektora zarządzającego. Specjalizowałam się m.in. w prowadzeniu spraw kadrowych, tworzeniu obiegu dokumentów, projektów umów i porozumień na potrzeby zawiązywanych kontraktów, sporządzaniu pism do różnych instytucji, czynnym reprezentowaniu Spółki przed sądami i innymi urzędami, a także w monitorowaniu jakości pracy działu księgowości i badaniu efektywności pracy działu marketingu i sprzedaży.

Kiedy postanowiła Pani przebranżowić się i zmienić pracę i co wpłynęło na tę decyzję?

Zacznę od tego, że nie zakładałam przebranżowienia, a jedynie szlifowanie swoich dotychczasowych umiejętności i kompetencji oraz powiększanie doświadczenia z tego obszaru zawodowego, w którym dotychczas osiągałam satysfakcjonujące wyniki. Obkładałam się specjalistyczną prasą, literaturą i programami głównie z zakresu ekonomii oraz prawa, poza których studiowanie nie wychodziłam. Byłam pewna, że tak już będzie i tak pozostanie. Jako ekonomistka z hobbystycznym zacięciem prawniczym wykazywałam się praktycyzmem, realizmem, konsekwencją i drobiazgowością, co wielce mi odpowiadało i co znakomicie się sprawdzało. A entuzjazm i werwę do pracy tłumaczyłam ukutą przez siebie maksymą: „Jeśli coś człowiekowi na zewnątrz pasuje, to epatuje witalnością i pasją”. Byłam niezłomnie przekonana, że to właśnie otoczenie zewnętrze zapewnia bądź pozbawia ludzi zapału. W 2006 roku na skutek traumatycznego przeżycia dotarło do mnie ponad wszystko, że źródło zasilania każdego z nas, znajduje się wewnątrz, a nie na zewnątrz, że: „ Jeśli coś w środku człowieka nie pasuje, to jego witalność i pasja znikają, a jeśli pasuje, to się pojawiają”.

Co się wydarzyło?

Byłam wtedy w pracy świadkiem nagłego i wstrząsającego incydentu zdrowotnego bliskiej mojemu sercu osoby i w tej jednej chwili uświadomiłam sobie boleśnie, jak kruche jest zdrowie człowieka, jak bezcenną jest wartością i jak niewiele przy tym znaczy zawód ekonomistki, oparty na sile umysłu połączonej z kultem pracy. Moje dotychczasowe myślenie o zawodowych celach w kategoriach jedynie słusznej, czysto ekonomicznej drogi właśnie legło w gruzach i to ten moment był decydujący. Przeprowadziłam rewaloryzację w swoim wewnętrznym świecie i podjęłam decyzję o przebranżowieniu się, o przekierowaniu uwagi z materialnego świata, działania mechanizmów ekonomicznych i prawnych, najeżonego procedurami, normami i wskaźnikami na subtelny świat mechanizmów działania ludzkiego wnętrza. To był autentyczny przełom i punkt zwrotny w moim życiu. Zmieniłam optykę postrzegania swojej rzeczywistości i otworzyły się drzwi do podjęcia diametralnie innych aktywności zawodowych.  

W jaki sposób się Pani przebranżowiła?

W pierwszym kroku sprawdziłam ze sobą, że jestem pozytywnie nastawiona do wzbogacenia się o nowy zawód, czuję wewnętrzny zapał do tego przedsięwzięcia, mam poczucie misji i widzę, jak będzie wyglądać mój świat zewnętrzny po tej zmianie. W kolejnym kroku utworzyłam w swojej wyobraźni ścieżkę dotarcia do celu. Widziałam siebie w zwolnionym tempie, jak na przewijanej taśmie filmowej, a były to klatka po klatce najpierw obrazy poznawania i chłonięcia wybranej wiedzy teoretycznej, potem doświadczania jej użyteczności na sobie oraz w interakcji z innymi osobami pod okiem osób prowadzących zajęcia, a następnie dopełniania o własną kreację i praktykowania. Tym sposobem ukończyłam wybrane studia podyplomowe, konkretne certyfikowane szkolenia, kursy, programy i warsztaty rozwojowe, w których trakcie zbierałam przydatną wiedzę, a następnie ją utrwalałam przez tematyczne ćwiczenia indywidualne i grupowe, aby potem połączyć ją ze swoim dorobkiem i niezwłocznie przystąpić do realizowania się w ramach świeżo otrzymywanych zaświadczeń, dyplomów i certyfikatów.

Jaki więc zawód Pani obrała po 50. roku życia?

Zaczęło się od uzyskania przeze mnie w wieku 50 lat niestereotypowego, jak na charakter mojej dotychczasowej pracy, zawodu refleksoterapeuty, specjalisty terapii manualnej stóp metodą Inge Dougans na podstawie zakończonego egzaminem teoretycznym i praktycznym kursu refleksologii I i II stopnia w Międzynarodowej Akademii Refleksologii i Terapii Meridianowej (obecnie: Europejskiej Akademii Refleksologii). W rok później pogłębiłam specyfikę tego zawodu o wiedzę i praktykę z certyfikowanych kursów refleksologii twarzy i głowy oraz aurikuloterapii (refleksologii ucha).

Od roku 2008 funkcjonowałam zawodowo w ramach jednej firmy w trzech rolach: wiceprezesa zarządu, dyrektora zarządzającego oraz certyfikowanego refleksoterapeuty. Praktyka refleksoterapeutyczna przynosiła mi w darze lekcje odkrywania i utrwalania nowego rodzaju kontaktu zawodowego z ludźmi, nie tego hierarchicznego, do jakiego przywykłam, a symetrycznego, jakiego mi brakowało oraz wzbogaciła moją dotychczasową aktywność zawodową o nowe jakości – wykonywanie z pasją manualnych zabiegów terapeutycznych i współprowadzenie autorskich warsztatów rozwojowych z zarządzania emocjami.

Ideą tychże warsztatów było propagowanie holistycznej, wschodniej filozofii zdrowia, która traktuje ludzkie ciało jako dynamiczny układ energetyczny w stanie bezustannej zmiany, gdzie zdrowie i dobrostan są postrzegane jako płynny i harmonijny ruch energii życiowej na subtelnych poziomach i gdzie obserwuje się sprzężenie zwrotne pomiędzy aktualnymi stanami energetycznymi narządów wewnętrznych a konkretnie doświadczanymi stanami emocjonalno-uczuciowymi. Na przykład, co potwierdza moja obecnie 13-letnia praktyka refleksoterapeutyczna – osoby z dolegliwościami zdrowotnymi wątroby lub pęcherzyka żółciowego reagują w sytuacjach stresowych najczęściej emocjami frustracji, irytacji lub złości, mogą miewać także migreny, które okresowo wyłączają je z procesów decyzyjnych i odwrotnie emocje złości, irytacji lub frustracji wywołują stres energetyczny w wątrobie lub pęcherzyku żółciowym i wpływają dysfunkcyjnie na pracę tych narządów, pracę mózgu oraz określonych partii mięśni.

Działając w zawodzie refleksoterapeuty stosowałam podejście zindywidualizowane, autorską metodę badania środowiska wewnętrznego człowieka – jego osobistych energetycznych stanów zasobnych i stanów deficytów oraz predyspozycji do zakłóceń w emitowaniu konkretnych sygnałów emocji i uczuć. Dokonywane przeze mnie odczyty i interpretacje profili klientów umożliwiały także i innym refleksologom przeprowadzanie efektywnych, zindywidualizowanych zabiegów, ze szczególnym uwzględnieniem stref odruchowych i punktów na stopach najbardziej podatnych na stresory, a klientom ułatwiały pracę własną nad przywracaniem harmonii w organizmie i w swoim otoczeniu przez kontrolowanie sygnałów emocji i uczuć energetycznie zakłóconych.

W roku 2015 znalazłam zastosowanie tej autorskiej metody w coachingu. Połączyłam ją z wybranymi elementami analizy transakcyjnej, psychologii zorientowanej na proces, mapą poziomów świadomości Davida R. Hawkinsa oraz systemowymi zasadami złożoności. W 2017 roku model wykrystalizował się w akronim HOPERS. Dziś HOPERS® jest rozwojowym modelem systemowym stosowanym w sesjach coachingowych i mentorskich oraz w konsultacjach.

Dlaczego akurat ta dziedzina?

Jak już wspomniałam, w 48 roku życia na skutek traumatycznego wydarzenia, którego byłam świadkiem, potrzebowałam nagle zatrzymać się w swoim życiu i uświadomić sobie, co tak naprawdę jest dla mnie ważne, co mówią o mnie moje wybory, jaką jestem osobą i jaki jest sens mojego życia. Dzięki temu uzyskałam nieznanej dotąd jakości połączenia z własnym potencjałem i mocą sprawczą. Posłuchałam swojego wnętrza i uruchomiłam intensywne poszukiwania niekonwencjonalnych, holistycznych metod i technik, które wspierałyby powrót mojego życiowego i biznesowego partnera do zdrowia i aktywności zawodowej, a to wydało piękne owoce. Zetknęłam się z refleksologią, której skuteczność działania potwierdziła się – leki lepiej się wchłaniały, lekarze zmniejszali ich dawki, nastąpiła wyraźna poprawa stanu zdrowia, a w rezultacie oboje uzyskaliśmy dodatkowe zawody certyfikowanych refleksologów – specjalistów terapii manualnej stóp, głowy i aurikuloterapii (refleksologii ucha). W ten sposób rozpoczęła się moja nowa zawodowa przygoda, szlakiem odkrywania, rozpoznawania i doświadczania potęgi działania mechanizmów ludzkiego wnętrza. Po drodze zbierałam do koszyka kolejne profesje, rozwijając swoje kompetencje miękkie – certyfikowanego coacha i business coacha International Coaching Community, coacha w podejściu zen coachingu,  trenera i konsultanta wybranych rozwojowych narzędzi psychometrycznych.

Co dziś należy do Pani obowiązków zawodowych w nowym zawodzie?

Przede wszystkim szerzę wiedzę teoretyczną i praktyczną o rozwojowym modelu systemowym HOPERS®, którego jestem autorką. Model bazuje na holistycznym podejściu do człowieka, jako systemowej jedności obejmującej ciało, emocje, umysł, duchowość i boskość, połączonej wielopoziomowo z innymi systemami (jednostką, zespołem, organizacją). Dzięki HOPERS® można przedstawić każdego z nas w formie zindywidualizowanych wielopoziomowych matryc mocy i siły, wskazujących na nasze specyficzne zapotrzebowania na poszczególnych poziomach złożoności oraz tworzących i materializujących swoją rzeczywistość chcianą lub rzeczywistość niechcianą przez wysyłanie do otoczenia sygnałów emocji i uczuć. Ta metoda spersonalizowanego Logowania do Dobrostanu© polega na posługiwaniu się osobistym systemowym kluczem dostępu do swojego wielopoziomowego wnętrza i zarządzanie swoim wewnętrznym dobrostanem, ażeby żyć autonomicznie, a nie automatycznie (w stresie czy zamrożeniu).

Towarzyszę klientom w wewnętrznej przemianie na drodze ich rozwoju osobistego, stosując właśnie model HOPERS® w sesjach coachingowych, mentorskich i konsultacjach. Inspirację i wiedzę ekspercką czerpię ze swojego bogatego dorobku zawodowego – z ponad 30-letniego doświadczenia na stanowiskach menedżerskich i zarządzających w zakresie marketingu i sprzedaży, z 20-letniej praktyki w tworzeniu i organizacji sieci sprzedaży oraz organizacji przedsięwzięć biznesowych w dużych firmach, a także z 13-letniej praktyki refleksoterapeutycznej.

Prowadzę warsztaty dotyczące modelu HOPERS® w InnerMastering® INSTITUTE Katarzyny Pilipczuk i Piotra Pilipczuk będące integralną częścią zaawansowanego programu szkoleniowego dla coachów – InnerMastering® I’M Coach oraz w ramach modułu – InnerMastering® CORE.

W Instytucie skupiamy się na sposobie funkcjonowania człowieka, zespołu i organizacji na budowaniu stanów zasobnych i wspierających strategii stosowanych na co dzień dla osiągania i utrzymywania wewnętrznego dobrostanu. Uczestnicy stopniowo zapoznają się z zawartością swoich matryc i na bieżąco praktykują poznawane treści. Ćwiczą wewnętrzne zasilanie i utrzymywanie kontaktu ze swoją matrycą mocy. Dbają o wysyłanie sygnałów emocji i uczuć wzmacniających otoczenie, przez co wywierają pozytywny wpływ na tworzenie i materializowanie swojej rzeczywistości chcianej oraz budują sprzyjający zdrowiu i życiu, bezpieczny, przyjazny klimat dla innych.

W jaki sposób przygotowywała się Pani do podjęcia tej decyzji?

Miałam w swoim życiu do podjęcia kilka decyzji zawodowych. Ta, zmieniająca kierunek o 180 stopni, dotyczyła przejścia z dotychczas wykonywanego zawodu ekonomisty na nieznany mi do tej pory zawód refleksoterapeuty. Rozpoczęłam od zebrania specjalistycznej wiedzy medycznej, żeby mieć obiektywny obraz tego, czego byłam świadkiem, i żeby odnaleźć się w nowej rzeczywistości po tamtym dramatycznym wydarzeniu. Wertowałam strony internetowe pod kątem informacji medycznych na temat objawów, możliwych przyczyn i skutków, leczenia, jak i zaniedbania leczenia pewnych zespołów chorobowych – ale na tym polu działali już lekarze. Im moja głowa wiedziała więcej, tym moje serce czuło mocniej, że w zawodzie ekonomistki nie sprostam wyzwaniu, przed którym stanęłam. Gdy pytałam głowę, co konkretnie, jako ekonomistka mogę uczynić, serce odpowiadało przeczuciem, że niewiele albo nic i że nadszedł czas na zgłębienie innej profesji, takiej, która przystaje do obecnej sytuacji, użytecznej i przydatnej dla mnie i mojego najbliższego otoczenia.  

Znalazłam w internecie masę artykułów na temat holistycznego, całościowego podejścia do życia i zdrowia człowieka. Książki oraz prasę z ekonomii i prawa odłożyłam czasowo na bok, a gromadziłam i pochłaniałam literaturę z nieznanych mi do tej pory obszarów. „Kiedy uczeń gotowy to mistrz się pojawia” – prawidło działało, bo znalazłam właściwe kursy, ukończyłam rozmaite szkolenia i rozpoczęłam w wieku 50 lat praktykę w nowym zawodzie – refleksoterapeuty, a potem sięgałam po kolejne zawodowe jakości. W wieku 58 lat  ukończyłam studia podyplomowe w Akademii Leona Koźmińskiego w zakresie Coachingu Profesjonalnego i rozpoczęłam nową karierę tym razem w zawodzie coacha, wzbogacając się specjalistycznymi szkoleniami certyfikacyjnymi International Coaching Community, treningiem certyfikacyjnym Zen Coachingu, cyklem warsztatów dla zaawansowanych Coachów i Mentorów z Coachingu Integratywno-Transpersonalnego, kursem Analizy Transakcyjnej wraz ze szkoleniem 101 EATA (European Association for Transactional Analysis), a w tym roku warsztatami PCM 1 i PCM 2 (Process Communication Model).

Zmiana pracy po 50. roku życia to trudna decyzja. Z pewnością analizowała Pani wszystkie za i przeciw zanim podjęła Pani taką decyzję. Co było po stronie minusów?

Po stronie „minusów” umieszczałam brak mojej sprawczości i utratę poczucia wpływu na to, w czym na dany moment tkwiłam, a po stronie „plusów” stawały różne warianty rozwiązań. Porównywałam między sobą warianty, zliczając ilość plusów w każdym z nich.

Czy miała Pani wsparcie ze strony swoich bliskich w tej decyzji?

Na etapie podejmowania decyzji o pozyskaniu zawodu refleksoterapeuty wsparcia udzielałam sobie sama. A przy realizacji tej decyzji wsparcie miałam od swojego partnera oraz od uczestników warsztatów i klientów indywidualnych udzielających informacji zwrotnej co do zauważonych sygnałów harmonizowania się pracy ich organizmów.

W przypadku kolejnego zawodu – coacha moja siostra wsparła mnie fundamentalnie. W efekcie długiej z nią rozmowy uprzytomniłam sobie, że przede mną jest jeszcze dalsza droga, że zatrzymałam się w rozwoju osobistym i poprzestałam na byciu ekonomistą i refleksoterapeutą. Z tej autorefleksji zrodził się pomysł studiów coachingowych i taka możliwość ukończenia coachingu profesjonalnego zaistniała dla mnie i mojego partnera w Akademii Leona Koźmińskiego, gdzie poznałam mnóstwo fantastycznych osób, z którymi do dziś pozostaję w kontakcie.

Czy zdarzyło się Pani usłyszeć, że w tym wieku, to już nie czas na takie zmiany, że rynek nie chce starszych pracowników?

Tak, od niektórych swoich znajomych z okolic mojego rocznika. Że jestem za stara na zawodowy przewrót, że to nie dla mnie i nie dam rady. Na warsztatach, kursach, szkoleniach oraz na studiach podyplomowych byliśmy z moim partnerem jednymi z najstarszych osób w grupie. Częstokroć różnica wieku pomiędzy nami a innymi dochodziła nawet do 25 lat. A mnie było miło doświadczać i potwierdzać sobie z radością, że nadążam intelektualnie za młodszym pokoleniem i dorównuję im swoją witalnością. Natomiast z pokoleniem swoich równolatków, powoli wyczerpywałam tematy do rozmów, a i oni czuli się niezręcznie w mojej obecności. Tym właśnie sposobem sporo osób wymieniło się w moim otoczeniu.   

Jak podjęta decyzja o zmianie drogi zawodowej wpłynęła na Pani życie?

Jak dobrze było pójść drogą zawodową refleksoterapeuty przekonałam się w roku 2011 dosłownie na własne oczy – straciłam nagle wzrok wskutek zalania oczu farbą u fryzjera, a diagnoza lekarska brzmiała: erozja rogówek wskutek poparzenia chemicznego. Groził mi przeszczep rogówek, ale one w cudowny sposób i ku zdziwieniu lekarzy, warstwa po warstwie odbudowywały się, bez zbliznowaceń i w ciągu miesiąca wzrok powoli wracał bez żadnych komplikacji. W tym czasie mój parter, który jak i ja uzyskał zawód refleksoterapeuty wspomagał mnie intensywnymi zabiegami refleksologicznymi stóp i uszu, a ja w ich trakcie skupiałam się na wychwytywaniu różnic w stopniu odczuwania natężenia bólu, który stopniowo zmniejszał się i dawał sygnały, z początku mało uchwytne, a potem już wyraźne, że oczy zdrowieją, zanim badaniami specjalistycznymi potwierdzali to lekarze. Doświadczyłam w sobie tego, czego uczyłam się w teorii, że zmiana w człowieku następuje najpierw na poziomie subtelnym, zanim pojawi się w świecie materialnym.

Kiedy postanowiłam, że zajmę się zawodem coacha i podjęłam konkretne aktywności, moja autorska metoda badania środowiska wewnętrznego człowieka używana w refleksologii przeszła w systemowy model HOPERS® stosowany w procesach rozwojowych.

Reasumując, otrzymałam mnóstwo niespodziewanych darów od swojego życia. Poznałam nowych ludzi, zawiązałam nowe przyjaźnie, poszerzyłam horyzonty o nową wiedzę, a przede wszystkim rozwinęłam i zadbałam o samoświadomość, poznałam swoje prawdziwe „ja” i autentycznie pokochałam siebie taką, jaką jestem. 

Co powiedziałby Pani osobom w podobnym wieku, które marzą o zmianie drogi zawodowej, ale boją się podjąć taką decyzję?

Każdy z nas dorasta, rozwija się i dojrzewa do zmiany drogi zawodowej w swoim tempie i na tyle na ile sobie pozwoli, wdraża ją życie, stopniowo lub skokowo. Marzenie o zmianie drogi zawodowej i brak odwagi do podjęcia takiej decyzji (odczuwanie strachu przed jej podjęciem) to indykator przebywania w wewnętrznej dysharmonii. Jakaś część w nas rwie się do zmiany, a inna wobec zmiany oporuje. Tracimy zatem bezcenną energię życiową na utrzymywanie konfliktu ze sobą samymi. A to przecież wezwanie do wewnętrznego pojednania i przywrócenia stanów homeostatycznych. Nadarza się więc okazja do odkrywania i poznawania swojego wewnętrznego świata i działających w nim mechanizmów. To piękne zaproszenie do wyruszenia w jakościową podróż w głąb siebie po swojego Świętego Graala, po własną moc. Bez kontaktu z własną mocą żyjemy w niespełnieniu i ciągłych rozterkach. Zatem jakby to było Mili Państwo najpierw odkrywać, poznawać i odmieniać swój wewnętrzny świat, a następnie dopiero realizować się z mocą w świecie zewnętrznym?

Polecamy również

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl