Tata w Budowie przełamuje schematy i zakłada bloga parentingowego!

12.02.2018 AUTOR: Marta Wujek

Oto kolejny przykład nietypowego pomysłu na bloga. Pisanie o macierzyństwie – cóż w tym niebanalnego? Przecież w Internecie znajdziemy tysiące materiałów parentingowych. Odmienność w tym wypadku związana jest z autorem, bo tym razem o wyzwaniu, jakim jest macierzyństwo pisze… tata! Tomasz Bułhak, autor bloga oraz książki o tym samym tytule – Tata w Budowie, opowiada nam o tym dlaczego zaczął blogować oraz o swoim podejściu do macierzyństwa.


Marta Wujek, Marketing i Biznes: Blog rodzicielski prowadzony przez mężczyznę – to dość nietypowe. Dlaczego zdecydował się pan na taką tematykę?

Tomasz Bułhak, autor bloga Tatawbudowie.pl: Gdy urodziła się pierwsza córka, świat wokół mocno się zmienił. Było to na tyle ciekawe, pełne nowych doświadczeń i refleksji, że zdecydowałem się zacząć pisać. Studiowałem dziennikarstwo, więc w pewnym sensie wróciłem do korzeni, choć nigdy nie pracowałem piórem czy klawiaturą. Gdy zakładałem bloga, stosunkowo niewielu ojców pisało (teraz jest inaczej), dlatego koncepcja zrównoważenia matczynych treści w zdominowanym przez kobiety świecie treści parentingowych wydała mi się ciekawa. Myślałem, że będę pisał dla mężczyzn, tymczasem 90% odbiorców moich treści to kobiety… Może jednak zdarzył się taki młody ojciec, któremu moje wpisy dodały otuchy w niełatwym procesie stawania się tatą. Mam nadzieję, że tak.

Czy uważa pan, że mężczyźni jako ojcowie są w pewien sposób dyskryminowani?

Nie sądzę. Mam wrażenie, że procent ojców aktywnie uczestniczących w opiece nad dziećmi lawinowo rośnie z każdym rokiem. Oczywiście, nie zawsze jest to łatwe – czasem wygrywa proza życia, na przykład praca na pełen etat, która siłą rzeczy ogranicza możliwość zaangażowania się w dziecięcą codzienność. To, jaką rolę pełni ojciec, bardzo zależy od relacji z partnerką i tego, na co obie strony się umówią. Nie chcę nikogo usprawiedliwiać, ale czasem powodem niskiej aktywności mężczyzny – ojca jest postawa mamy dziecka, która boi się mu w pełni zaufać. Bo wiadomo – facet gorzej przewinie, mniej umiejętnie nakarmi butelką czy ubierze trochę bez sensu. Po pierwsze – to często zupełnie bezpodstawne obawy. Po drugie – nawet jeżeli tak jest, to dziecko raczej życia nie straci w wyniku nieco gorszej jakości obsługi, za to zyska pewnego siebie ojca, który nie będzie się bał zostać ze swoim dzieckiem sam na sam. A społecznie? Kiedyś widok ojca z niemowlakiem sam na sam na spacerze był nietypowy, teraz w moim odczuciu to całkiem naturalna sprawa, która nikogo nie dziwi.

blog parentingowy
fot. mat. pras.

Jak pana otoczenie reagowało na to, że zamierza Pan stworzyć takiego typu blog?

Na przyjaciół zawsze można liczyć, więc otrzymałem sporo wsparcia. Pewnie jeden czy drugi znajomy, zwłaszcza z tych „twardszych”, pomyślał sobie że to pisanie o rodzicielstwie, to mało męska domena. Może. Nie wiem. Najbardziej wspierała mnie moja żona, która czytała każdy post przed publikacją, często toczyliśmy dyskusje na ich temat.

„Twardziele” nie rozmawiają o dzieciach?

O dzieciach jeszcze potrafią, o emocjach z nimi związanych już mniej. Tu jest sporo barier, w tej kwestii w moim odczuciu dużo będzie się jeszcze działo. Byłem swego czasu na warsztacie dla ojców, organizowanym przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę. To była świetna rzecz – prowadzący stworzyli klimat swobodnej, dotykającej emocji rozmowy facetów o ich rodzicielstwie. Bardzo polecam, takie doświadczenie uwalnia i uczy rozmawiać. Z pewnością uczy też być lepszym ojcem.

Czym zajmuje się pan zawodowo?

Wyszedłem ze świata korporacji, potem zrezygnowałem i otworzyłem knajpę z przyjaciółmi. W międzyczasie powstał blog, potem zrobiła się z niego książka, dzięki której uwierzyłem, że można pisać w wymiarze większym niż czysto hobbystyczny. Od pewnego czasu, zwłaszcza po sprzedaży restauracji, utrzymuję się wyłącznie z pisania, współpracuję z firmami jako copywriter i tłumacz. Pracuję dla różnych branż – motoryzacji, HR czy nieruchomości, więc jest to dość ciekawe. Freelance ma swoje wady, ale pozwala utrzymać poczucie wolności zawodowej, które jest dla mnie bardzo cenne.

Książka jest kontynuacją projektu blogowego, czy może blog powstał po to, by ją promować?

Książka wyszła z bloga przy okazji. Ola, właścicielka zaprzyjaźnionego wydawnictwa Albatros, zaproponowała mi wydanie moich felietonów w formie książki. W ten sposób w księgarniach pojawił się „Tata w Budowie”. Spełniłem swoje marzenie – byliśmy na targach książki, odbyła się promocja w Empiku, trochę spotkań autorskich. Świetna przygoda.

blog parentingowy
fot. mat. pras.

Jak się sprzedała ta książka?

Sprzedało się kilka tysięcy egzemplarzy, nie mam dokładnej wiedzy, ile. Cieszę się z każdego, to dla mnie duża satysfakcja, że leży na półkach w kilku tysiącach domów.

Będzie kolejna część?

Nie wiem. Zobaczę. Może powinienem, w innym wypadku moje kolejne dwie córki mogą się obrazić, że zostały pominięte. (śmiech)

Obecnie nie zarabia pan bezpośrednio na blogu. Ma pan w planach zmienić to?

Blog od początku był projektem niekomercyjnym, nie miałem nigdy żadnego planu biznesowego z nim związanego. Miałbym na pewno duży opór przed publikacją treści, co do których nie byłbym przekonany więc pewnie mocno bym marudził ewentualnym klientom. A oni chyba nie lubią marudzących blogerów… Ale kto wie, nie zamykam się na żadną ewentualność. Zobaczymy, co czas przyniesie.

blog paretingowy

Czy zdarza się, że inni zaangażowani ojcowie piszą do pana, doceniając bloga?

Czasem tak, to zawsze miłe, gdy ktoś reaguje na to, co piszę. Mam wrażenie, że młodzi ojcowie coraz częściej sięgają po doświadczenia innych ojców, są ciekawi innych punktów widzenia.

Blog, książki, praca, dzieci – kiedy i jak znajduje pan na to czas?

Nie jest łatwo to wszystko pogodzić, zwłaszcza, że urodziła się nam trzecia córka… Dlatego czasem zaniedbuję bloga, nie ma co ukrywać. Ale w wolniejszych chwilach chętnie wracam, lubię to ojcowskie pisanie.

Pokaże pan swojego bloga dzieciom, gdy będą starsze?

Jasne! Zu, bohaterka Taty w Budowie, wie że napisałem o niej książkę. Chyba była nawet trochę dumna, gdy została wydana. Z zapałem zajęła się kolorowaniem ilustracji Marii Apoleiki. Myślę, że to może być dla niej ciekawa perspektywa, jak dorośnie – przeczytać o naszych emocjach z nią związanych, dowiedzieć się, jak wiele zmieniła w naszym życiu. Jak bardzo była i jest dla nas ważna. I tak po prostu, jakim była w naszych oczach człowiekiem, gdy miała rok czy dwa lata.

Myśli pan, że blogów rodzicielskich, prowadzonych przez mężczyzn będzie coraz więcej? Czy nasze podejście do macierzyństwa i ojcostwa się wyrównuje?

Już jest ich sporo, wciąż przybywa nowych. Ojcowie są coraz wyraźniej reprezentowani w Internecie. To daje szansę większego zrozumienia. Oczywiście pod warunkiem, że ten, kto pisze jest szczery, a nie buduje laurkowy świat, w którym wszystko jest piękne i poukładane, wygląda jak zdjęcie na Instagramie. Pisanie o frustracjach czy popełnionych błędach jest niełatwe, ale ciekawe, a przede wszystkim – prawdziwe. Trzeba też oddzielić blogi merytoryczne, odnoszące się do konkretnych problemów i przemyśleń, od projektów czysto biznesowych, których celem jest zarabianie na postach sponsorowanych. Oczywiście, nie odbieram im prawa do istnienia, choć w takim przypadku trzeba uważniej czytać.   


Ten wywiad powstał dzięki BuyBox w ramach cyklu Zarabianie na blogu. Tutaj znajdziesz wywiad z Maszynistą.

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail