Marketing i Biznes E-commerce Google zapowiada zmiany w algorytmach. Czy branża e-commerce w Polsce ma się o co martwić?

Google zapowiada zmiany w algorytmach. Czy branża e-commerce w Polsce ma się o co martwić?

Google zapowiedziało, że w sierpniu wprowadzi zmiany w swoich algorytmach. Strony internetowe będą od tego momentu oceniane pod względem user experience. Niestety z raportu Core Web Vitals w e-commerce, opracowanego przez K2 Precise, wynika, że większość sklepów internetowych w Polsce nie jest przygotowanych na wprowadzenie nowych wskaźników. Co to oznacza dla właścieli e-commersów?

Google zapowiada zmiany w algorytmach. Czy branża e-commerce w Polsce ma się o co martwić?
Z czym polscy właściciele serwisów mają największy problem? Google bierze się za user experience Czy powinniśmy obawiać się nadchodzących zmian?

Jak wynika ze wspomnianego raportu, 94% przebadanych witryn w Polsce spełnia warunek czasu potrzebnego na rozpoczęcie interakcji, jednak zaledwie 29% e-sklepów jest stabilna wizualnie. Co więcej, według twórców opracowania poprawy wymaga również czas ładowania plików graficznych i bloków tekstowych – pod tym kątem 53% stron e-commercowych spełnia wymogi Google.

– Google już od ładnych kilku lat kładzie mocny nacisk na optymalizację techniczną serwisów internetowych – regularnie podnosząc poprzeczkę webmasterom – do tego stopnia, że niekiedy sami na własnych stronach nie są w stanie spełnić własnych wymogów! W mojej ocenie optymalizacja serwisów internetowych pod kątem technicznego SEO w Polsce wciąż jest na bardzo niskim poziomie – tłumaczy Dominik Niedźwiecki, ekspert ds. SEO w firmie Sembot.

Mogą Cię zainteresować

Z czym sobie radzimy a z czym nie?

Twórcy raportu przeanalizowali 5 tys. sklepów online w Polsce. Ponad połowa z nich spełnia wytyczne Googla, jeśli chodzi o wskaźnik LCP (Largest Contentful Paint). Mierzy on czas ładowania największego pliku graficznego lub bloku tekstowego na danej stronie. Maksymalny czas, jaki jest przewidziany przez Google dla tej czynności to 2,5 sekundy. Według raportu w kwietniu tego roku 53% polskich e-commersów mieściło się w tym czasie.

Jak się okazuje bardzo dobrze radzimy sobie ze wskaźnikami FID (First Imput Delay), które mierzą czas do podjęcia interakcji ze stroną przez użytkownika. W tym zakresie Google daje nam na tę czynność 100 milisekund. Aż 94% polskich e-sklepów spełnia ten wymóg. 

Najgorzej wypadamy pod względem CLS (Cumulative Layout Shift). Jest to wskaźnik, który mierzy stabilność wizualną strony internetowej. Według wytycznych Google, strony nie powinny w tym zakresie przekraczać poziomu 0,1. Niestety jedynie 29% polskich e-sklepów spełnia to kryterium.

Tym razem Google stawia na UX

Zapowiadane zmiany, które mają wejść w życie w sierpniu tego roku, będą odnosić się do wskaźników Core Web Vitals, które wskazują poziom jakości strony. W ich skład wchodzą: CLS (Cumulative Layout Shift) odpowiadający za przesunięcie układu strony, LCP (Largest Contentful Paint) odpowiadający za czas potrzebny na załadowanie największego elementu strony, czy FID (First Input Delay) odpowiadający za szybkość interakcji użytkownika.

Co to oznacza w praktyce? Strony internetowe, które nie będą spełniały powyższych wytycznych na określonym poziomie, który wskaże Google, będą spadały na niższe pozycje w wynikach wyszukiwania. Informacje o nadchodzących zmianach spowodowały, że nad branżą e-commerce zawisł blady strach. Analizując wyniki wyżej wspomnianego raportu, ciężko się temu dziwić. 

– Przewiduję, że zmiany mogą najbardziej dotknąć serwisy e-commerce. To właśnie one w dużej mierze bazują na gotowych rozwiązaniach SaaS (abonamentowych), gdzie właściciele zdani są na łaskę deweloperów tychże platform i ich wdrożenia – a te bardzo często w mojej ocenie pozostawiają wiele do życzenia – mówi Dominik Niedźwiecki.

Czy właściciele stron powinni się bać?

Według Dominika Niedźwieckiego na etapie projektowania i budowy serwisu często brakuje obecności specjalisty SEO. W wyniku czego powstają ciężkie i powolne strony internetowe – niekiedy niespełniające nawet podstawowych wymagań. Jak tłumaczy Dominik specjalista SEO w znacznej większości przypadków przychodzi z pomocą zbyt późno – gdy zmiany optymalizacyjne są już na tyle wymagające i kosztowne, że aż pomijane – skupiając się jedynie na tym, co da się zrobić. 

– Dlatego też uważam, że wprowadzenie Core Web Vitals rzucił blady strach na właścicieli serwisów internetowych – dla części to oznacza zbudowanie serwisu od nowa, mimo że mógł on zostać odebrany kilka miesięcy temu od dewelopera – dodaje Dominik Niedźwiecki.

Nieco innego zdania jest Michał Suski, cofounder w Surfer. Według niego update algorytmu core web vitals nie będzie miał tak dużego wpływu na wyniki wyszukiwania, jak wszyscy się spodziewają. 

– Google nie może sobie pozwolić na drastyczne przetasowania ze względu na przyzwyczajenia użytkowników. Sporo osób używa wyszukiwarki zamiennie z paskiem adresu. Gwałtowne zmiany spowodują wywrócenie wyników i w efekcie brak satysfakcji tej części szukających. Zmiany będą następowały w sposób ciągły od momentu wdrożenia, jednak nie spodziewam się gigantycznych przetasowań. Waga tego czynnika może rosnąć z czasem – tłumaczy Michał Suski.

Najbardziej oberwie branża e-commerce?

Według twórców wspomnianego raportu, choć zmiany algorytmu Google dotyczą wszystkich stron internetowych, to kluczowe znaczenie będą miały przede wszystkim dla branży e-commerce. Dostosowanie sklepu do nowych wymogów Google nie tylko poprawi wyniki wyszukiwania, ale przede wszystkim wpłynie na wygodę użytkownika, co jest jednym z kluczowych aspektów wpływających na wybór danego sklepu przez konsumenta.

Zobaczymy, jak polski e-commerce poradzi sobie z wyzwaniem, jakie w sierpniu rzuci Google. Będziemy mieli okazję do śledzenia zmian, jakie będą wprowadzać właściciele serwisów, bo raport Core Web Vitals w e-commerce będzie miał charakter cykliczny – aktualizacja będzie przeprowadzana co miesiąc.

Najpopularniejsze

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl