Marketing i Biznes Biznes Pracowała z największymi markami w Polsce i na świecie. „Nic mnie tak nie rozwinęło jak własna firma”

Pracowała z największymi markami w Polsce i na świecie. „Nic mnie tak nie rozwinęło jak własna firma”

Jolanata Piela to CEO agencji Good Division związana z marketingiem od 11 lat. W trakcie swojej kariery pracowała z największymi markami w Polsce i na świecie. Nie zawsze było jednak kolorowo. Jolanta szybko przekonała się, jak brutalny i trudny jest świat marketingu i biznesu. Kiedy zakładała swoją firmę o przedsiębiorczości nie wiedziała zupełnie nic. Musiała wejść w rolę jednoosobowej armii i dążyć do sukcesu. Dzisiaj jest wykładowczynią i wspomaga młodych przedsiębiorców, zwiększając świadomość biznesową.

Pracowała z największymi markami w Polsce i na świecie. „Nic mnie tak nie rozwinęło jak własna firma”

Fot. Archiwum Jolanty Pieli

Jak powstało Good Division? Dlaczego prowadzenie własnej firmy na początku przytłoczyło Jolantę i jak dotarła do miejsca, w którym obecnie się znajduje? Dlaczego agencje marketingowe to biznes, który fatalnie się skaluje? Jakie są największe wady polskich agencji marketingowych? Co bohaterka wywiadu uważa za patologie?

Jak zaczęła się Twoja przygoda z marketingiem? Studiowałaś w końcu dziennikarstwo i przez pewien czas pracowałaś w mediach i dla mediów.

Cześć! Dziękuję za zaproszenie do rozmowy, widzę, że się naprawdę dobrze przygotowałeś. Faktycznie jest tak, że zaczęłam swoją pracę jako dziennikarka, w kilku gazetach, aż w końcu trafiłam do wymarzonej telewizji. Do reklamy przyciągnęła mnie bliskość biznesu, wtedy wydał mi się to bardziej pragmatyczny kierunek. Dzisiaj nie tylko uważam, że powinniśmy iść przede wszystkim za głosem serca, ale też widzę, że to dziennikarstwo zaczyna do mnie naturalnie wracać. Ja instynktownie dużo lepiej czuję się w tych obszarach biznesu, w których mogę wyżyć się twórczo, w których mogę kreować, wykorzystać naturalną chęć ekspresji. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak ważne jest słuchanie siebie. Jestem z rodziny, w której połowa to lekarze, druga to inżynierowie nauk ścisłych. Jestem pierwszą osobą w moim domu, która od zawsze chciała po prostu tworzyć. Cieszę się, że dopuściłam w końcu do siebie tę myśl.

Dlaczego zrezygnowałaś z pracy w topowych agencjach na rzecz mniejszej firmy? Sama mówiłaś, że miałaś dobrą pensję, pracowałaś dla największych marek – nie był to w pewnym sensie krok wstecz?

Myślę, że w życiu nie ma czegoś takiego jak krok wstecz, jeśli żyjemy świadomie i wyciągamy lekcje z tego, co się zdarza. Chyba że mówimy o jakimś trwałym uszczerbku na reputacji, czy zrobieniu czegoś, co przekreśla naszą karierę. Nie używałabym też takich stwierdzeń, ponieważ mogą być niebezpieczne dla kogoś, kto nie jest szczęśliwy w miejscu, w którym się znajduje, bo mogą sprawić, że nie zdobędzie się na odwagę, by coś zmienić. Jeśli mniejsza pensja, konieczność rozpoczęcia wszystkiego od początku są krokiem na drodze do życia, o jakim marzymy, to należałoby go wykonać. Mamy tylko jedno życie, nie warto go spędzać w miejscu, które nam nie odpowiada. A wracając do Twojego pytania – uważam, że nic w życiu nie rozwinęło mnie tak bardzo, jak posiadanie własnej firmy. Praca w kolejnej agencji nie nauczyłaby mnie więcej. Pracowałam już praktycznie dla wszystkich największych marek funkcjonujących na światowym i polskim rynku. Nie uważam już zresztą pracy w agencji za zbytnio rozwojowe zajęcie w ogóle.

Twoja firma narodziła się w momencie, w którym odeszłaś H2O Creative. Możesz przybliżyć kulisy powstania Good Division?

Jasne. H2O to dużo mniejsza organizacja, którą wybrałam po to, żeby mieć większą styczność z biznesem, zająć się zarządzaniem, a nie produkowaniem slajdów. Okazało się, że moja wizja i wizja szefów agencji co do mojej roli jest nieco inna. Rozstaliśmy się zatem niedługo potem. Good Division powstało na początku z czystej konieczności, przez kilka miesięcy nie mogłam znaleźć pracy, zaczęłam więc stopniowo budować portfolio klientów, niedługo potem naturalnie pojawiła się potrzeba budowania zespołu.

Zobacz również

Kiedy odeszłaś od H2O Creative, straciłaś dostęp do wszystkich narzędzi, z których korzystała agencja. Powiedziałaś kiedyś, że kompletnie rozkleiłaś się, mając świadomość, że straciłaś dostępy m.in. do baz zdjęć i nie stać Cię było na jakiś abonament. Nie miałaś w tamtym momencie żadnej poduszki finansowej, która pozwoliłaby Ci na wykupienie narzędzi, opłacenie abonamentów? Zakładając firmę – nie myślałaś o skorzystaniu z grantów czy dofinansowań?

Miałam poduszkę finansową na to, żeby utrzymać się przez kilka kolejnych miesięcy. Rozkleiłam się przede wszystkim z powodu poczucia bezradności, uświadomiłam sobie, że niewiele wiem o prowadzeniu własnej firmy – o samym biznesie, zarówno własnym, jak i moich klientów. Myślę, że mnie to po prostu przytłoczyło. Miało to też na mnie mocny, pozytywny wpływ, ponieważ dzisiaj bardzo cenię pracę dla małych firm i właścicieli startujących przedsiębiorstw. Staram się angażować jako wykładowca i twórca kierunków studiów dla przedsiębiorców, pracuję w programach akceleracyjnych i tworzę treści, które pomagają biznesmenom na początku ich drogi. Uważam, że nasz system edukacji oraz branża dają bardzo niewiele młodym firmom. Świeży przedsiębiorcy są skazani głównie na samotne poszukiwanie rozwiązań, a tak nie musi być. Dzięki moim pierwszym doświadczeniom, które były bardzo trudne, uświadomiłam sobie tę potrzebę na rynku i chciałabym, żeby kolejne pokolenie ludzi biznesu miało po prostu łatwiej.

Jaki był pierwszy projekt, który przeprowadziłaś już pod szyldem Good Division?

Opracowanie strategii marki dla producenta profesjonalnych monitorów dousznych dla muzyków i profesjonalistów dźwięku – Custom Art należąca do Piotra Granickiego.

Firma z czasem rosła. Gdzie znajdowałaś pracowników? Trudno było wyłuskać właściwych kandydatów?

Bardzo trudno, ale też dlatego, że – jak już wcześniej wspomniałam – bliscy są mi przedsiębiorcy i firmy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Natomiast to są marki, dla których praca wymaga dużej świadomości biznesowej, nie można chować się za okrągłymi zdaniami i tym, co nazywam „bullshit bingo”. Jeśli chcesz pracować z przedsiębiorczością, to musisz ją rozumieć lub naprawdę chcieć się tego nauczyć. Agencje reklamowe ani działy marketingu tego nie uczą, więc jest mi bardzo trudno znaleźć osoby o takim przedsiębiorczym nastawieniu. To też powód, dla którego udzielam się w tylu obszarach, ja naprawdę uważam, że my musimy zadbać o edukację tego rynku i podnieść standardy pracy marketerów w Polsce.

Przez pierwszy rok swojej działalności pracowałaś kompletnie sama – jak wspominasz bycie człowiekiem-orkiestrą? Da się w ogóle obsługiwać złożone projekty w pojedynkę?

Wszystko się da, ale koszt jest ogromny. Z jednej strony mnie to oczywiście bardzo przeciążyło, a drugiej – to była bezcenna lekcja. Przyspieszone MBA. Popełniłam chyba wszystkie możliwe błędy, wpakowałam się w mnóstwo kłopotów, ale dało mi to cholernie dużo. Dzisiaj, kiedy ktoś próbuje mi wmówić, że coś jest niemożliwe, nie daje się zbyt łatwo przekonać. Obsługiwałam pięciu klientów w ramach pełnej obsługi, prowadziłam trzy procesy strategiczne i dwa badawcze. Oprócz tego zajmowałam się administracją firmy. Robiłam to z ogromnym zaangażowaniem i nie straciłam ani jednego klienta w tym czasie.

Zobacz również

Mówiłaś kiedyś, że agencja to biznes, który fatalnie się skaluje. Dlaczego?

Z kilku powodów. Agencje mają wśród świadomych przedsiębiorców fatalną prasę – uważam, że w wielu przypadkach słusznie – jako oderwane od biznesu i finansów. Już to powoduje, że trudniej wymaga się wyższego fee – podstawy do skalowania biznesu. Brak partnerskiej relacji na styku klient – agencja, a zamiast tego raczej rola podwykonawcy. To obniża marżę usług. Styl pracy agencji to najczęściej gonienie w piętkę, robienie rzeczy na ostatnią chwilę, fatalna kultura pracy z klientem, działanie na „wrzutach”, trudność planowania długoterminowego z tym związana. Usługi tego typu trudno się zamienia na produkty, stąd możliwe skalowanie to głównie poprzez zwiększenie personelu i podnoszenie fee.

Co jest Twoim zdaniem największą wadą polskich agencji marketingowych/digitalowych?

Wszystkie powyższe – niska kultura biznesowa, kiepskie standardy pracy z klientem, niewymaganie od pracowników świadomości biznesowej i rozwijania jej, funkcjonowanie w bańce informacyjnej, która koncentruje się w ogromnym stopniu na nagrodach za kreatywność, nie efektach biznesowych. Napędzana przez dyrektorów kreatywnych z wielkim ego, którzy robią pseudoodpowiedzialne społecznie kampanie, które nie wychodzą poza branżę marketingową i nikt tak naprawdę nie śledzi ich realnych efektów.

Nadal uważasz, że arogancja i zuchwałość to jedna z rzeczy, które decydują o sukcesie biznesu? Co rozumiesz przez te słowa? Czy arogancja i zuchwałość nigdy nie przeszkodziły Ci w prowadzeniu firmy?

Oczywiście. Uważam, że to bardzo ważne cechy w ogóle dla człowieka. Dodałabym do nich jeszcze odwagę, umiejętność podejmowania ryzyka, nieprzejmowanie się opinią innych. Oczywiście, że potrzebujemy zdrowego rozsądku, umiejętności szacowania ryzyka, logicznego myślenia, inteligencji i systematyczności. Jednorazowe pokazanie arogancji przy braku pokory i umiejętności uczenia się i wyciągania wniosków nam nie pomoże. Jeśli jednak idzie w parze z nieugiętą systematycznością, pracowitością, odpornością i odwagą, jest bardzo cenną cechą.

Zobacz również

I już na koniec – co wyróżnia Good Division na tle innych agencji? Dlaczego – gdybym prowadził biznes – miałbym skorzystać z Twojej firmy, a nie tysięcy innych?

Ogromny szacunek do przedsiębiorców, ich pracy, zasobów i kapitału. Zawsze staramy się zrozumieć, jak działa firma i właściciel jej obrębie, zanim przystąpimy do pracy. Chcemy, żeby nasza praca zawsze przekładała się na efekty biznesowe, chcemy zrozumieć, jak możemy naprawdę pomóc firmie rozwijać się i przynosić większe przychody w bardziej efektywny sposób.

Miejsce na Twoją Reklamę – posłuchaj najnowszego podcastu Damiana Jemioło – dziennikarza MiB

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl