Marketing i Biznes Biznes Milena Majchrzak: Wszystkie działania, które skupiają się na satysfakcji człowieka, są przyszłością SEO

Milena Majchrzak: Wszystkie działania, które skupiają się na satysfakcji człowieka, są przyszłością SEO

Milena Majchrzak, to dyrektor zarządzająca SEMSTORM - platformy usprawniającej pracę SEO. Z branżą interaktywną związana jest od kilkunastu lat i w tym czasie przeprowadziła liczne szkolenia dla marketerów i firm z całej Europy, a jej artykuły publikowane były na łamach największych portali i magazynów branży digitalowej. Z Mileną rozmawiamy o SEO, SXO oraz UX w e-commercach i dowiadujemy się, dlaczego jej zdaniem przyszłość w branży wytyczać będzie satysfakcja klienta.

Milena Majchrzak: Wszystkie działania, które skupiają się na satysfakcji człowieka, są przyszłością SEO

 

Jak oceniasz polskie agencje SEO? Senuto ostatnio opublikowało raport, z którego wynika, że marki w naszym kraju raczej nie mają zbyt dobrych opinii o nich.

Nie wzięłam udziału w tym badaniu. Nie wiem, jakie miało założenia. Zupełnie nie mam pojęcia, czy metodycznie było zrobione poprawnie, tj. jak zostały sformułowane pytania, czy grupa została dobrana w sposób reprezentatywny, a także jaki przedział ufności został przyjęty i czy wielkość próby mu odpowiada. Jeśli to był zwykły kwestionariusz rzucony na paru grupach tematycznych, pewnie nie wynika z niego, jak marki w Polsce postrzegają agencje SEO. Idealnie odpowiedział w takim przypadku na pytanie “jak respondenci biorący udział w ankiecie postrzegają te agencje”. Różnica jest ogromna! Ja mogę firmy ocenić wyłącznie subiektywnie. Wiem, że są lepsze agencje, świadczące bardziej dostosowane do klienta działania i agencje, które idą na masówkę. Są firmy, które dzielą się wiedzą i są transparentne, a także zespoły hermetyczne, gdzie uzyskanie choćby raportu pozycji jest już dość trudne. Z drugiej strony są także klienci chętni do współpracy i inni – nieco bardziej oporni. Są ludzie, dla których głównym kryterium jest jak najniższa cena i tacy, którzy obok kwoty cenią inne wartości. Są właściciele stron z odpowiednią wiedzą, ale brakiem czasu, a są i tacy, którzy są laikami.

Przekrój jest ogromny, ale moim zdaniem, żeby agencje i klienci współpracowali jak najlepiej – musi zajść między nimi transfer wiedzy. Wiesz, to trochę tak, że ja wiem, jak kłaść dywany i wykładziny czy malować ściany, bo kiedyś to robiłam z niezłym skutkiem. Mimo tego od lat, zamiast przeprowadzać remont samodzielnie – zlecam go odpowiedniej ekipie. Wiedza i zdradzenie części mitycznego know-how wcale nie spowoduje, że klient odwróci się od agencji, bo klient nie ma czasu, zasobów i zespołu do realizowania strategii SEO. Jeśli agencje to zrozumieją i zaczną faktycznie edukować potencjalnych klientów, to myślę, że i relacje z nimi powinny się poprawiać.

Jak w ogóle SEMSTORM radzi sobie w konkurencji z Senuto i Surferem?

Nie wiem. Od kilku lat wychodzimy z założenia, że musimy robić swoje, najlepiej jak potrafimy. Oglądanie się na konkurentów zostawiamy innym. (śmiech)

W SEMSTORM jesteś od początku – jak to się wszystko zaczęło? Przybliżysz nieco swoją rolę i powspominasz stare, dobre czasy?

Pracowałam kiedyś jako webanalityk. Wdrażałam m.in. rozwiązanie Omniture SiteCatalyst u klientów korporacyjnych. Prócz tego, jako ekspert, brałam udział także w spotkaniach sprzedażowych. Na nich pojawiało się zawsze jedno pytanie: “czy za pomocą tego systemu możemy zobaczyć, co robi konkurencja”.
Z drugiej strony Wojtek Karwowski, z którym pracowałam już wcześniej, zawsze chciał stworzyć narzędzie w modelu abonamentowym, które będzie powszechnie używane. Miał już na swoim koncie SEO-api, które udało się wdrożyć u pierwszych klientów. Niestety było to narzędzie dość trudne i ciężko było je skalować.

Pracowałam z Wojtkiem w tej samej grupie i budynku, chociaż w innych firmach. Zdecydowaliśmy wreszcie, że moja wiedza wyniesiona ze spotkań i jego doświadczenie z webaplikacjami można z powodzeniem połączyć. Jeszcze przed SEMSTORM-em stworzyliśmy darmowy serwis SERP24, który był prototypem aktualnego rozwiązania. Jego popularność przerosła nasze oczekiwania i całkowicie uzasadniła wejście w finalny projekt. Zdecydowaliśmy się na otworzenie nowej spółki, bo oboje pracowaliśmy w agencjach (z czego Wojtek jako prezes) i czuliśmy, że rodzi to konflikt interesów. Także od samego początku jestem obecna. Od tamtego czasu mam wpływ na kierunek rozwoju, strategię i działania operacyjne firmy.

Mogą Cię zainteresować

W internecie można znaleźć sporo treści Twojego autorstwa na przeróżnych portalach branżowych w tym na naszym – Marketing i Biznes, ale też i AdsTalk, Marketing przy Kawie albo Marketer+. Skąd w Tobie taka silna potrzeba tworzenia contentu? Nie każdy ekspert może pochwalić się taką ilością publikacji.

Zawsze lubiłam pisać. Zawsze też chciałam dzielić się wiedzą. Jestem na szczególnie dobrej pozycji, bo w pracy mogę pisać o tym, co mnie pociąga, czyli o… samym pisaniu. Sprawia mi ogromną frajdę, że trochę ze swojego doświadczenia mogę przekazać innym. Co prawda już jakiś czas temu odłożyłam w bliżej nieokreśloną przyszłość marzenia o napisaniu monografii. Na szczęście mogę się spełniać, tworząc artykuły eksperckie, a także, ostatnimi czasy, webinary.
Gdybym miała się zastanowić, skąd w ogóle potrzeba pisania, to trudno mi to jakoś ogarnąć. Miałam ją od zawsze, już jako 6-latka. Tworzyłam wtedy pierwsze, bardzo proste i króciutkie opowiadania – i strasznie naiwne. Myślę, że to dlatego, iż w moim domu był ogrom różnych książek, w ogóle szybko zaczęłam też czytać. Jednak samo bierne przyswajanie treści wydawało mi się zawsze mocno niekompletne.

W 2013 r. dla Startup Magazine napisałaś artykuł o pięciu grzechach głównych polskiego e-commerce. Zwracałaś tam uwagę m.in. na nieprzemyślany design czy nietworzenie stron w zgodzie z UX. Te rzeczy w sumie się nie zmieniły i nadal są piekielnie istotne w e-commerce. Zwracałaś tam też uwagę na to, że techniczne opisy nie zachęcają do zakupu, ale popularność zaczyna zyskiwać copywriting. Wspominałaś też o zdjęciach 360° – dziś wiemy już, że ta technologia się nie przyjęła i nie spowszechniała. Co jeszcze zmieniło się od tego 2013 r.? Co teraz jest grzechem głównym?

Przyznam szczerze, że nie pamiętam w szczegółach, co pisałam w 2013 roku, w dodatku jeszcze w poprzedniej pracy. Co prawda mam gdzieś na strychu egzemplarz magazynu, ale próba jego odnalezienia spełzła na niczym. Jeśli mam wymienić jeden grzech główny, byłoby to stawianie na jeden, maksymalnie dwa kanały sprzedaży. Nie chodzi tu ściśle o omnichannel, bo to temat znacznie bardziej szczegółowy. Raczej o to, żeby mieć różne metody pozyskiwania klienta, by zbudować stabilny biznes. Chodzi trochę o uniknięcie scenariusza zagłady. Np. załóżmy, że ktoś skupia się tylko na pozyskiwaniu klientów z naturalnych wyników wyszukiwania. I nagle, przez zupełny przypadek, ten kanał zawodzi. Developer w wyniku błędu publikuje ustawienia testowego sklepu i pojawia się meta tag noindex. I Google posłusznie usuwa stronę z wyników wyszukiwania! Gdy w swojej strategii mamy tylko ten jeden kanał, to cała sprzedaż leży! Zwłaszcza dzisiaj, w dobie lockdownów, konieczne jest wykorzystywanie wielu kanałów, a dodatkowo konieczny jest plan na wypadek awarii.

Podobno specjalizujesz się w Adobe Analytics. Opowiesz nieco o nim – jak działa i jak może pomóc w biznesie?

Od dobrych kilku lat nie mam z tym systemem do czynienia. Obawiam się, że wszystkie moje informacje są już dawno przeterminowane. Omniture SiteCatalyst, bo tak nazywał się ten system przed przejęciem przez Adobe, był na tamte czasy bardzo nowatorski. Miał specjalne możliwości pomiaru ścieżek wielokanałowych czy materiałów video. Można go było skroić idealnie do swoich potrzeb i mógł pomóc we wszystkim. Piszę to zupełnie serio! Istniejący kiedyś system Insight był w stanie zaczytywać nawet aktywność w POS i informacje zewnętrzne (np. o pogodzie), a potem je spiąć ze sprzedażą online i offline. Ograniczała nas tylko wyobraźnia i oczywiście budżet.

Z drugiej strony był też bardzo drogi i wymagał ścisłej współpracy kilku działów. Dopiero wtedy zazwyczaj zaczynał poprawnie mierzyć wszystkie zdarzenia wpływające na procesy biznesowe. No i potrzebny był etatowy analityk, aby wyciągnąć z niego to, co ważne. Nie mam natomiast zupełnie pojęcia, jak ten system wygląda teraz, a to jest moim zdaniem bardzo istotne, zwłaszcza w kwestii porównania z Analytics v4.

Czym zajmowałaś się przed SEMSTORM?

Wdrażałam u klientów systemy analityczne i pomagałam im z interpretacją danych. To było stanowisko, na którym nauczyłam się naprawdę dużo. Mogłam jednocześnie rozwijać się w spotkaniach sprzedażowych i obsługowych. Zaufano mi, abym występowała publicznie. Poznawałam problemy klientów korporacyjnych. Dużo przejęłam także od samych klientów, bo dzielili się oni ze mną swoimi celami marketingowymi, w końcu to je mierzyliśmy następnie przez wdrażany system. Wydaje mi się, że w tej pracy nauczyłam się patrzeć na problemy dogłębnie i z biznesowego punktu widzenia. A jeszcze wcześniej pracowałam w agencji SEO, na stanowisku technicznym. Zyskałam solidne podstawy wiedzy o SEO, ale też o tworzeniu webaplikacji. To zaprocentowało później przy tworzeniu SEMSTORM.

Zaczynałam natomiast jak pewnie większość – udzielając korepetycji z języka angielskiego i matematyki. Czasem za żywą gotówkę, niekiedy uczyłam grupę, bywało, że rozliczałam się w barterze. To pozwoliło mi nabyć umiejętności przekazywania wiedzy. Następnie miałam wakacyjny epizod w call center, który sporo mnie nauczył jak rozmawiać z człowiekiem po drugiej stronie słuchawki.

Mogą Cię zainteresować

Co według Ciebie jest teraz najważniejsze w SEO? Czy SXO będzie królować?

Człowiek. Internauta. Odwiedzający. Wszystkie działania, które skupiają się na satysfakcji człowieka, są moim zdaniem przyszłością i to nie tylko w SEO. Raczej widzę tu miejsce na ekspertów SXO niż klepanie zsynonimizowanych tekstów i inwestowanie w farmy linków, ale to truizm. Oczywiście my, jako społeczeństwo, nadal będziemy szukać dróg na skróty. To normalne i naturalne, w ten sposób także odbywa się rozwój. Już pojawiły się techniki, które pokazują jak oszukać Core Web Vitals, które są także metrykami ważnymi dla SXO. Ogólnie natomiast jestem od jakiegoś czasu zwolennikiem oparcia promocji o lejek sprzedażowy, czy też marketingowy. Jeśli zastanowimy się jakie potrzeby mają konsumenci na różnym etapie lejka, to będziemy w stanie wykorzystać SEO do dostarczenia im treści, produktów i usług, które faktycznie spełniają ich wymagania. A gdy rzetelnie zadbamy o satysfakcję człowieka, to będzie to miało odwzorowanie w naszym biznesie.

Jak Twoim zdaniem pandemia wpłynęła na rynek digitalowy? Jak w SEMSTORM poradziliście sobie z home office i czy odczuliście oddech koronawirusa na Waszych przychodach?

Nie da się tak ogólnie ocenić, bo to zależy od branży. Hotelarstwo stoi, czy z punktu widzenia rezerwacji online, czy offline. Restauracje masowo musiały przejść w dowóz jedzenia i otworzyć się na nowe kanały sprzedaży, co spowodowało w moim odczuciu spory wzrost konkurencyjności. Nawet na mojej podwarszawskiej wsi pojawiło się dużo nowych dowożących “knajp”, z których jedzenie można zamówić przez internet. Myślę też, że znacznie wzrosło znaczenie handlu online. Jeśli chodzi o home office, to mam do niego pewne wątpliwości. Sama pracuję tak od dawna, ale jestem mocnym introwertykiem i regularny kontakt z ludźmi jest dość nisko na mojej liście priorytetów. Ogólnie natomiast praca z domu postawiła przed nami sporo wyzwań. O ile firma była gotowa technicznie i narzędziowo do działania na odległość – nawet od czasu do czasu ktoś z nas pracował zdalnie – o tyle znacznie większym kosztem był koszt ludzki.

Pracujemy z Wojtkiem teraz koncepcyjnie nad tym, aby chętnych do pracy stacjonarnie ściągnąć z powrotem do biura. Nie każdy z naszych pracowników ma prawo jazdy, a ich bezpieczeństwo jest dla nas priorytetem, także niekiedy nasze pomysły są z pewnością “nietypowe”. Jednak chcemy umożliwić każdemu pracę w takich warunkach, jakie uważa za najbardziej komfortowe. Ostatnie pytanie jest trudne, bo odpowiedź na nie brzmi: tak i nie. Gdy jest twardy lockdown, to widzimy spadki zainteresowania, bo ludzie po prostu nie pracują. Odwołujemy wtedy umówione prezentacje i przedłużamy niewykorzystane dostępy testowe. Odkładamy rozmowy sprzedażowe, bo nie ma na nie miejsca. Natomiast po zakończeniu lockdownu widać zryw. Ludzie uświadamiają sobie, że ich obecność w on-line jest szalenie ważna i interesują ich narzędzia, które w tym pomagają. Suma summarum, realizujemy konsekwentnie przyjętą strategię zrównoważonego wzrostu. Podsumowaliśmy już rok 2020 i pandemia nie wpłynęła w szczególny sposób na nasze projekcje. Natomiast zupełnie nie wiemy czego spodziewać się teraz, staramy się po prostu reagować dynamicznie na to, co się dzieje.

Prowadzisz szkolenia zarówno dla polskich, jak i zagranicznych klientów. Dostrzegasz jakieś różnice pomiędzy polskimi a zagranicznymi kursantami? Komu łatwiej przekazywać wiedzę, kto jest bardziej aktywny?

Jako zupełny leszcz, stawiający pierwsze kroki w webdevelopingu, lubiłam myśleć, że klient zagraniczny jest klientem bardziej świadomym. W trakcie zdobywania doświadczenia miałam okazję nie tylko przeprowadzać szkolenia, ale też rozmawiać ze szkoleniowcami zza granicy, którzy uczyli nas, Polaków.
Z perspektywy tych kilku lat stwierdzam, że nie ma szczególnej różnicy. Natomiast chciałabym podkreślić, że moje doświadczenie jest ograniczone, miałam okazję i możliwość szkolenia Francuzów, Niemców i Skandynawów. Każdą z tych nacji wspominam super, ale to samo mogę powiedzieć o zajęciach z Polakami.
Raz zdarzyło mi się, że nie zadano mi zupełnie żadnego pytania – to straszne uczucie, ale wiadomo wtedy od razu, że coś jest mocno nie tak. W tym konkretnym przypadku na szkolenie techniczne Szwecja przysłała dział marketingu, mimo że wcześniej kraje przysyłały devów. Po pierwszej sekcji zapadła cisza i każdy patrzył wszędzie, tylko nie na mnie. Zarządziłam pierwszą przerwę, wyjaśniliśmy problem, zamiast wystąpienia zrobiliśmy sobie miks teorii i warsztatów, finalnie wszyscy byli zadowoleni. Z dumą przyznaję, że prezes firmy zamawiającej szkolenie wysłał nawet notę pochwalną do mojego ówczesnego szefa.

Powiem szczerze, że odetchnęłam wtedy z ulgą, bo to był przecież także mój błąd. Nie podkreśliłam widocznie dostatecznie, że szkolenie jest techniczne i, mimo że organizator otrzymał szczegółową agendę, źle wytypował dział biorący udział. Nauczyło, mnie to, że jeśli potrzeby grupy są dobrze poznane, grupa odpowiednio dobrana, a prelegent w razie potrzeby umie być elastyczny – nie ma takiego znaczenia, jakiej narodowości jest słuchacz.
Minus jest taki, że od czasu do czasu przed wystąpieniami dopada mnie zły sen, że znowu nikt nie będzie miał żadnych pytań.

Porozmawiajmy na koniec troszkę o Twoim prywatnym życiu. Podobno interesujesz się mitologią i astronomią. Te zainteresowania jakoś się ze sobą łączą? Czyżbyś była zafascynowana w szczególności mitologiami sumeryjską, babilońską i perską? Czy są jakieś wzorce z mitów, które można by było zastosować w biznesie?

Staram się bardzo rozróżnić i oddzielić od siebie rzeczy, które robię dla relaksu i te firmowe. Choć uważam, że przy prowadzeniu firmy bardzo trudno jest zachować równowagę między pracą a innymi aktywnościami, to jednak gdy sięgam po moje hobby, wyciszam maksymalnie umysł. Bardzo obiektywnie patrząc – oczywiście, astronomia i mitologia się ze sobą mocno zazębiają. Nawet dzisiejsze nazwy planet pochodzą przecież z mitologii rzymskiej. Ja jednak traktowałam to zawsze jako dwie odrębne dziedziny. Od lat mam teleskop, a także montaż paralaktyczny z napędem, który zabieramy z mężem wszędzie, gdzie się da. Nawet w naszej podróży poślubnej rozstawiliśmy się u podnóży Teide, aby zrobić najlepsze w życiu zdjęcia drogi mlecznej. Oczywiście złośliwość przedmiotów martwych nieco nam przeszkodziła i nie udało się montażu poprawnie ustawić, bo chmury przykryły północną część nieba z Gwiazdą Polarną.

Mitologia natomiast to moje własne, prywatne zainteresowanie, którego mój partner ze mną nie dzieli. Szczególnie interesuje mnie mitologia germańska, a przede wszystkim nordycka, choć także anglosaska. Jednak także mitologia chrześcijańska, co warte podkreślenia, bo często o niej zapominamy. To ważny element naszej kultury i sięga znacznie głębiej niż tylko legenda o świętym Jerzym polującym na smoka. Taka moja terra incognita to mitologia słowiańska. Nie trafiłam jeszcze na dobre opracowanie, które udałoby mi się nabyć, a fascynuje mnie w niej np. dualistyczne podejście do stworzenia świata. Myślę o odpowiedzi na Twoje ostatnie pytanie. Wzorców z mitów jest multum, ale do większości mam sporo zastrzeżeń. Klasyczne opowieści np. stawiają na równi z cnotą wszelkiego rodzaju szachrajstwa i oszustwa, żeby wspomnieć tutaj tylko o Odysie, Lokim czy Bamapamie. W mitach jest także dużo poświęcania się, ja wolę zdrowe relacje. Być może warto jednak spojrzeć na archetypy bogiń, które czasem były stawiane na równi z bogami, zwłaszcza w kontekście nierówności i dyskryminacji kobiet, która jeszcze pojawia się w wielu firmach.

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl