Ponad jedna trzecia badanych organizacji doświadczyła ataku phishingowego w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a tylko 57% pracowników deklaruje, że wie, czym jest phishing. Jednocześnie rozwój generatywnej sztucznej inteligencji sprawia, że fałszywe wiadomości, nagrania głosowe czy materiały wideo stają się coraz trudniejsze do odróżnienia od prawdziwych. Dla firm problemem nie jest już wyłącznie samo kliknięcie w podejrzany link. Znacznie poważniejsze mogą być konsekwencje przejęcia cyfrowej tożsamości pracownika.
Z raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2026”, przygotowanego przez ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT, wynika, że 36% badanych organizacji zetknęło się w ciągu ostatniego roku z phishingiem. Jednocześnie jedynie 57% pracowników wie, czym jest tego rodzaju atak.
To część znacznie szerszego problemu. Według autorów raportu aż 85% polskich firm i instytucji doświadczyło w ciągu ostatnich 12 miesięcy przynajmniej jednego incydentu związanego z cyberbezpieczeństwem.
Badanie zostało przeprowadzone w marcu 2026 roku metodą CAWI na próbie 1026 osób pracujących przy komputerze co najmniej trzy dni w tygodniu, w tym ekspertów zajmujących się cyberbezpieczeństwem.
AI sprawia, że phishing trudniej rozpoznać
Klasyczny phishing przez lata kojarzył się przede wszystkim z podejrzanie wyglądającą wiadomością e-mail, błędami językowymi, dziwnym adresem nadawcy i linkiem prowadzącym do fałszywej strony logowania.
Generatywna sztuczna inteligencja zmienia jednak możliwości przestępców.
Narzędzia AI pozwalają szybko przygotować poprawne językowo i dobrze spersonalizowane wiadomości, które mogą naśladować styl komunikacji konkretnej firmy czy osoby. Mogą być również wykorzystywane do tworzenia fałszywych nagrań głosowych oraz materiałów wideo.
Według „Cyberportretu polskiego biznesu 2026” jedynie 43% pracowników wie, co oznacza pojęcie deepfake. Z innych danych tego samego badania wynika, że 23% ankietowanych pracowników zetknęło się już z sytuacją, w której zostali oszukani przez sfałszowany materiał.
W praktyce oznacza to, że pracownik może otrzymać nie tylko wiadomość wyglądającą jak e-mail od przełożonego. Cyberprzestępca może próbować podszyć się pod współpracownika lub kontrahenta również za pomocą jego głosu albo wizerunku.
Dlatego prosta zasada „nie klikaj w podejrzane wiadomości” przestaje być wystarczającą strategią ochrony firmy.
Przejęcie skrzynki to nie zawsze cel atakującego
Skuteczny phishing może prowadzić do kradzieży loginu i hasła do firmowego konta, ale dostęp do skrzynki pocztowej często nie musi być końcem ataku.
Przejęte konto może pozwolić przestępcy na dalsze rozpoznanie organizacji.
Z firmowej poczty można zdobyć informacje o:
-
strukturze przedsiębiorstwa,
-
pracownikach i osobach decyzyjnych,
-
klientach i kontrahentach,
-
fakturach i realizowanych płatnościach,
-
wykorzystywanych systemach,
-
prowadzonych projektach,
-
sposobie komunikacji wewnątrz organizacji.
Jeżeli te same dane logowania lub ta sama cyfrowa tożsamość pozwalają korzystać również z innych firmowych usług, konsekwencje mogą być jeszcze poważniejsze.
– Phishing coraz częściej należy postrzegać jako próbę przejęcia cyfrowej tożsamości użytkownika. Jeśli zdobyte dane logowania umożliwiają dostęp do kolejnych systemów, jeden błąd może uruchomić cały łańcuch zdarzeń – zwraca uwagę Jakub Kozak, Area Sales Director ECE w Genetec.
Dlatego znaczenie ma nie tylko ochrona samej skrzynki pocztowej, lecz również sposób nadawania i kontrolowania uprawnień użytkowników.
Jedno konto nie powinno dawać dostępu do wszystkiego
Jedną z podstawowych zasad ograniczania skutków cyberataku jest tzw. zasada najmniejszych uprawnień.
Pracownik powinien posiadać dostęp jedynie do tych systemów i danych, których rzeczywiście potrzebuje do wykonywania swojej pracy.
Jeżeli przejęcie jednego konta pozwala napastnikowi dostać się do znacznej części infrastruktury przedsiębiorstwa, problemem nie jest już wyłącznie phishing. Jest nim również sposób zaprojektowania firmowego systemu bezpieczeństwa.
Dlatego firmy coraz częściej wykorzystują uwierzytelnianie wieloskładnikowe (MFA), w którym do zalogowania się nie wystarczy samo hasło.
Drugim elementem jest zarządzanie tożsamością i dostępem. Organizacja powinna wiedzieć nie tylko, kto ma dostęp do określonego systemu, ale również czy nadal go potrzebuje.
Szczególnie istotne jest szybkie odbieranie uprawnień osobom, które zmieniły stanowisko albo zakończyły pracę w firmie.
Cyberatak może wyjść poza komputery pracowników
Granica pomiędzy klasyczną infrastrukturą IT a innymi systemami wykorzystywanymi przez przedsiębiorstwa staje się coraz mniej wyraźna.
Do firmowej sieci mogą być podłączone m.in.:
-
kamery IP,
-
systemy kontroli dostępu,
-
urządzenia IoT,
-
systemy zarządzania budynkiem,
-
rejestratory,
-
urządzenia przemysłowe.
Oznacza to, że bezpieczeństwo cyfrowe nie ogranicza się już do komputerów, serwerów i skrzynek pocztowych.
Kamery IP czy elektroniczne systemy kontroli wejść również są urządzeniami sieciowymi. Mogą posiadać własne konta użytkowników, oprogramowanie i połączenia z innymi elementami infrastruktury.
Dlatego wymagają podobnej uwagi jak pozostałe systemy IT: aktualnego oprogramowania, prawidłowej konfiguracji, kontroli dostępu oraz zarządzania kontami.
Człowiek będzie popełniał błędy
Szkolenia z cyberbezpieczeństwa pozostają ważne, jednak nie można budować ochrony firmy wyłącznie na założeniu, że każdy pracownik zawsze prawidłowo rozpozna próbę oszustwa.
Im bardziej przekonujące stają się wiadomości tworzone przy pomocy AI, tym trudniejsze jest to zadanie.
– Błąd ludzki jest czynnikiem, z którym zawsze trzeba liczyć się w cyberbezpieczeństwie. Ochrona nie może więc opierać się wyłącznie na pracownikach – wskazuje Mariusz Sprawnik, Territory Sales Manager w Axis Communications.
Dlatego bezpieczeństwo powinno być projektowane w taki sposób, aby pojedyncza pomyłka nie prowadziła automatycznie do poważnego incydentu.
Znaczenie mają m.in.:
-
MFA i inne mechanizmy silnego uwierzytelniania,
-
ograniczanie uprawnień użytkowników,
-
segmentacja sieci,
-
aktualizowanie systemów i urządzeń,
-
monitoring nietypowej aktywności,
-
zarządzanie urządzeniami końcowymi,
-
procedury reagowania na incydenty,
-
regularne kopie zapasowe.
Najdroższe może być to, co wydarzy się po phishingu
W przypadku phishingu dużo uwagi poświęca się pierwszemu etapowi ataku: wiadomości, linkowi oraz zachowaniu pracownika.
Z punktu widzenia przedsiębiorstwa równie ważne powinno być jednak pytanie: co stanie się, jeśli atak mimo wszystko będzie skuteczny?
Jeżeli jedno przejęte konto umożliwia dostęp do poczty, dokumentów, systemów wewnętrznych i innych elementów firmowej infrastruktury, nawet najlepsze szkolenia nie rozwiązują całego problemu.
Dane „Cyberportretu polskiego biznesu 2026” pokazują zresztą, że ryzyka nie można traktować jako czysto hipotetycznego. Aż 85% badanych firm doświadczyło w ostatnim roku jakiejś formy incydentu cyberbezpieczeństwa.
Dlatego coraz ważniejszym elementem strategii bezpieczeństwa jest nie tylko zapobieganie atakom, lecz również ograniczanie ich potencjalnych skutków.
Firma powinna działać przy założeniu, że wcześniej czy później któryś pracownik może kliknąć niebezpieczny link, podać dane logowania na fałszywej stronie lub zaufać wyjątkowo dobrze przygotowanej wiadomości.
Odporność organizacji zależy wtedy od tego, czy jeden taki błąd pozostanie lokalnym incydentem, czy stanie się początkiem znacznie większego cyberataku.
Zostaw komentarz