Finanse Bardzo Osobiste: 99% propozycji komercyjnych odrzucam [WYWIAD]

06.12.2017 AUTOR: Marta Wujek

Marcin Iwuć to finansista z wieloletnim doświadczeniem. Według niego mądre zarządzanie własnym budżetem jest kluczem do spełnienia, a przy tym nie jest to rzecz trudna! Zdaje sobie sprawę, że finanse to trudny temat, a ludzie często boją się go poruszać, ponieważ nie mają na ten temat wiedzy. Właśnie dlatego Marcin 4 lata temu postanowił stworzyć blog, na którym będzie odczarowywał to negatywne nastawienie.

Finanse Bardzo Osobiste przynoszą mu dziś 20 proc. zarobków mimo, że odrzuca 99 proc. propozycji współprac, a liczba czytelników z każdym miesiącem rośnie. Marcin Iwuć to przykład blogera, który ma prawdziwą misję do spełnienia w tym co robi, a o jej skuteczności świadczą liczne listy do autora z podziękowaniami od czytelników.  


Marta Wujek, Marketing i Biznes: Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogiem?

Marcin Iwuć, Finanse Bardzo Osobiste: Przepracowałem prawie 12 lat w branży finansowej i widziałem to, jak bardzo nieracjonalne decyzje finansowe podejmują ludzie, ponosząc później ich ciężkie i brutalne konsekwencje. Ponieważ cały czas miałem z tyłu głowy chęć połączenia swojej pracy z jakąś formą pomagania innym, to wpadłem na pomysł, że stworzę sieć szkółek, w których będziemy uczyć finansów osobistych. To miały być normalne, stacjonarne szkoły. Aby wdrożyć w życie mój pomysł biznesowy, napisałem książkę pt. „Jak zadbać o własne finanse”, by osoby które rozważają dołączenie do mojej szkoły, wiedziały czego mogą się spodziewać. Książka ta zaczęła się bardzo dobrze sprzedawać i jednocześnie okazało się, że ludzie chcieli dodatkowych informacji. Tak wpadłem na pomysł, że zacznę pisać blog, który będzie moją wizytówką i szansą na doprecyzowanie pewnych rzeczy. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że blog zadziałał bardzo mocno.

Jak mocno?

60 tysięcy osób miesięcznie, więc myślę, że jak na tę dość specyficzną tematykę, to jest to dość spore grono czytelników. Więc skupiłem się właśnie na nim. W tym momencie sam blog oraz podcast o tym samym tytule czyli Finanse Bardzo Osobiste, to główny przejaw mojej działalności. Chociaż cały czas pracuję na wiele różnych innych sposobów, niezwiązanych stricte z blogiem. Choć rzeczywiście to on jest moją wizytówką i najbardziej widoczną częścią mojej działalności.

Skąd wiedziałeś jak prowadzić bloga?

Nie wiedziałem. Natomiast jest mnóstwo informacji na ten temat w Internecie. Są nawet blogi poświęcone tematowi tego, jak robić to w sposób mądry i skuteczny. Poświeciłem więc trochę czasu na to, by się tego dowiedzieć. To co najważniejsze to fakt, że wiedziałem o czym chcę pisać i o czym powinienem pisać, by realnie pomóc ludziom w naprawie ich finansów. To jest dla mnie najważniejsza misja. Kiedy ktoś pyta mnie czym się zajmuję, to nie odpowiadam, że prowadzę bloga tylko, że pomagam ludziom  dbać o ich finanse, a blog to jedynie jedno z narzędzi.

Natomiast sposobów na prowadzenie bloga i jego promowanie jest bardzo dużo i one są świetnie opisane w Internecie. Zresztą umówmy się – nie ma w tym jakiejś wielkiej filozofii. Jeżeli treści, które tworzymy są wartościowe to odrobina sensownego marketingu i docieranie do osób, które potrzebują ode mnie pomocy w zupełności wystarczy, by blog krok po kroku zyskiwał na popularności. Natomiast jest to praca długoterminowa. Pierwszy rok pisze się trochę do szuflady. Dopiero jak tekstów zbierze się więcej, materiały na blogu staną się ustrukturowaną całością, to rzeczywiście wtedy ma to szanse przyciągnąć rzesze odbiorców.

Miałeś teksty w zanadrzu? Czy pierwszy tekst od razu opublikowałeś?

Blog uruchomiłem w momencie kiedy miałem napisane 3 artykuły, plus naturalne sekcje typu: o czym jest ten blog i kim ja jestem. Oczywiście miałem taki plan, że zakolejkuję sobie kilka artykułów, które będę później stopniowo wypuszczał, ale nigdy nie udało mi się tego osiągnąć. Zawsze artykuły powstają na bieżąco. Ma to oczywiście swoje wady i zalety. Wadą jest to, że gdy zbliża się termin kiedy powinienem coś opublikować, muszę się zmobilizować, by coś napisać. Natomiast zaletą jest to, że cały czas mam element aktualności. Tak czy siak staram się tworzyć treści, które nawet po latach są aktualne. Wielu moich nowych czytelników pisze do mnie, że przedziera się przez wszystkie moje artykuły od początku.

W prowadzeniu bloga chyba najtrudniejsza jest konsekwencja.

W zasadzie jest to już mój nawyk i rytuał. Bloga piszę już od 4 lat i codziennie mam zaplanowany określony czas, kiedy skupiam się tylko na blogu. To jest już moja praca. Nie mam problemu z tym, że muszę się zmuszać do tego, by coś napisać. Myślę, że kluczem jest fakt, że jest to moja pasja i ja naprawdę uwielbiam o tym pisać i kontaktować się z moimi czytelnikami. Jest to więc takie samonapędzające się, pozytywne sprzężenie zwrotne.

finanse
fot. mat. pras.

Wyobrażasz sobie, żeby pisać dobrze o czymś, co nie jest twoją codziennością?

Nie wyobrażam sobie! Wydaje mi się, że jeżeli ktoś nie zna się na tym, o czym pisze lub nie kocha tego, to szybko zmęczy się i wypali.

Myślałeś o, nomen omen, finansach, zakładając bloga? Na pewno słyszałeś o blogerach, którzy żyją z pisania.

Ja w ogóle nie wiedziałem, że na blogu można zarobić jakiekolwiek pieniądze! Zacząłem go tworzyć, tak jak wspomniałem, jako moją wizytówkę, jako sposób na dotarcie z wiedzą do moich przyszłych, potencjalnych kursantów. W tamtym okresie prowadziłem bardzo dużo różnych szkoleń i kursów.

Czyli forma marketingu?

Zdecydowanie tak, miejsce w którym mogłem doprecyzować pewne tematy. Natomiast w momencie gdy projekt blog zaczął osiągać większą skalę, zaczęły zgłaszać się do mnie firmy z propozycjami współprac. Ja zacząłem się bardziej interesować tematem monetyzowania bloga i okazało się, że tych sposobów jest dużo. Jednak mimo wszystko uważam, że do tej pory robię to na mocno ograniczoną skalę, a główne źródła moich dochodów nie są związane z blogiem, który wciąż jest bardziej nastawiony na edukację niż marketing i promocję.

Jak zarobiłeś pierwsze pieniądze na blogu? Jaki to był klient?

Z tego co pamiętam, pierwszym moim klientem była marka Plus. Wtedy ruszała kampania dotycząca tego, czy warto zmienić dostawcę energii. Ja przygotowałem rzetelny artykuł na ten temat i zaznaczyłem w artykule, że partnerem materiału jest marka Plus. To były moje pierwsze zarobione pieniądze z blogowania.

Jakiego rodzaju współprace przyjmujesz?

Przy okazji takich współprac mam kilka zasad. Nigdy nie publikuję artykułów sponsorowanych, nie wrzucam tekstów przygotowanych przez kogoś, zawsze tworzę je samodzielnie i staram się rozwiązać jakiś problem albo przedstawić jakieś zjawisko. Marka występuje bardziej jako partner niż sponsor. I jest to transparentnie pokazane, czytelnik nie ma wątpliwości, nawet na blogu jest cennik wszystkich moich działań i każdy może sprawdzić, jakie formy współpracy są dostępne i ile kosztują. Zasada podstawowa: musi być wartość dodana dla czytelników. Jeżeli jakaś propozycja nie jest spójna z tym co robię, albo wiem że mój czytelnik straci czas i nic z tego nie będzie miał, to odrzucam takie propozycje. Natomiast jak najbardziej jestem otwarty na edukacyjne akcje. Przykładowo razem z Domem Maklerskim BOŚ zrobiliśmy cały cykl, w którym tłumaczyłem krok po kroku jak inwestować w fundusze inwestycyjne.

Często odrzucasz propozycje?

Odrzucam 99 proc. propozycji.

Dlaczego?

Wiele z nich jest niedostosowanych do mojego bloga. Ja jestem zadeklarowanym wrogiem wszelkiego zadłużania się z wyjątkiem kredytów hipotecznych, które moim zdaniem mają sens. Natomiast wszelkie pożyczki konsumenckie to według mnie bzdura. Dlatego takie formy współpracy od razu odrzucam.

Po drugie, różnego rodzaju inwestycje na których wiem, że zarobi broker i firma inwestycyjna, a klient najpewniej straci lub zarobi tylko jeśli będzie miał szczęście. Polecam tylko takie produkty i usługi, z których korzystam sam albo w ciemno polecę moim najbliższym. Każdą formę współpracy, która nie przejdzie przez to kryterium, odrzucam.

Po trzecie, mam obecnie wiele bardzo ciekawych form współpracy, z niektórymi klientami podpisane na wiele miesięcy do przodu umowy i zwyczajnie nie mam czasu na nowe oferty.

Jaki procent twoich zarobków to dochody z bloga?

Myślę, że z samego bloga jest to około 20 proc.. Natomiast dzięki blogowi mam dużo dodatkowych zleceń, które realizuję poza nim. Od niedawna tworzę również swoje produkty. Pierwszym z nich była książka, z której dochody nie są zbyt duże, bo nawet przy 10 000 tys. sprzedanych egzemplarzy do mnie trafia tylko kilka proc. ceny. Natomiast ostatni kurs, w którym tłumaczę, jak z głową zaciągnąć kredyt hipoteczny – Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, w ciągu trzech dni przychody z niego osiągnęły poziom 85 tys. złotych – to daje jasny sygnał, w którym kierunku iść. Natomiast są to skutki uboczne prowadzenia bloga.

blogowanie

A z samego bloga można żyć?

Można i wiele osób to robi. Dla mnie blog to tylko jedno z narzędzi. Pewnie gdybym skupił się tylko na blogu mógłbym z powodzeniem zajmować się tylko tym. Jednak dla mnie to trochę za mało, bo cenię sobie bezpośredni kontakt z moimi czytelnikami.

Myślisz, że w polskiej blogosferze jest jeszcze miejsce na kolejne blogi o tematyce finansowej?

Kiedy zaczynałem tworzyć mój blog, to istniały już bardzo znane blogi finansowe, np. blog Maćka Samcika, który był pierwszym takim blogiem, Michał Szafrański był już rozpędzony i miał wielu czytelników. Więc gdybym ja sobie wtedy myślał, że nie ma już miejsca na kolejny blog, to nie powstałyby Finanse Bardzo Osobiste. Uważam, że to zależy od tego co mamy do przekazania i jak bardzo rożni się to od tego, co jest już na rynku.

Jeśli ktoś chce pisać o tym samym, czyli czytać artykuły które już są i przerabiać je na kolejne, to pewnie będzie mu trudno. Natomiast jeśli ktoś ma pomysł na to o czym chce pisać i przede wszystkim zna się na tym – to jak najbardziej. Moim zdaniem im więcej takich blogów tym lepiej, bo to pomaga w realizowaniu mojej misji. Mi jest wszystko jedno czy ktoś się dowie o tym jak dbać o swoje finanse z mojego bloga, czy innego. Jeżeli to poprawi jego standard życia no to jest super i wszyscy będziemy żyć w lepszym kraju. Ludzie bez długów są szczęśliwsi i mniej podatni na manipulacje oraz tanie, populistyczne chwyty.

finanse
fot. mat. pras.

Co doradziłbyś osobom, które planują założenie bloga?

Przede wszystkim trzeba przygotować się na to, że jest to konkretna praca, wymagająca systematyczności. Trzeba zarezerwować sobie konkretną ilość czasu, jaką poświecimy blogowi. Model, w którym ja funkcjonuję to codzienne 1,5 – 2 godziny tylko dla bloga. To pierwszy warunek. Druga sprawa to pisać o czymś na czym się znamy, co jest naszą pasją ale również co da wartość dodaną czytelnikom. Jeśli chcemy pisać o tym jacy jesteśmy mądrzy, bez myślenia o tym jak to pomaga innym, to chyba trochę szkoda prądu.

Jakie błędy popełniają początkujący blogerzy?

Mam wrażenie, że wielu z nich zbyt mocno skupia się na aspektach technicznych prowadzenia bloga, a nie mają podstawy, czyli pomysłu na siebie i na to jak swoimi treściami pomagać innym. Ja poświeciłbym 80 proc. czasu na myślenie o tym co chce pisać, co będzie na moim blogu za rok, dlaczego ludzie mają do mnie przyjść i w jaki sposób to im pomoże. Bo jeżeli tu mamy jasność, to cała reszta to już tylko dodatki.

Masz na swoim blogu tekst na temat różnych narzędzi dla blogerów. Możesz powiedzieć o tym coś więcej?

Blog na pewno warto postawić na WordPressie. To najbardziej popularna platforma do której jest mnóstwo różnego rodzaju skórek i można za bardzo niewielkie pieniądze zdobyć świetny szablon. Poza tym jest wielu programistów, którzy znają WordPressa. No i jest mnóstwo darmowych lub płatnych wtyczek i gotowych rozwiązań, które pomogą nam w blogowaniu.

Drugie narzędzie związane jest z tym, że bardzo wiele osób, które wejdą na naszego bloga i nawet przeczytają coś co je zainteresuje, już do nas nie wróci. I nie dlatego, że nasze treści im się nie podobają, ale dlatego że trafiły na naszego bloga przypadkowo. Dlatego od samego początku warto budować listę mailingową.

Kolejnym ważnym narzędziem jest Facebook, czyli FP swojego bloga, gdzie możemy informować o tym, że pojawił się nowy artykuł. Ostatnio czytałem gdzieś artykuł, że przy pracy nad blogiem 80 proc. to powinien być czas i energia przeznaczona na pracę nad marketingiem, a 20 proc. na pisanie go. U mnie te proporcje są odwrócone, wiec może powinienem coś przemyśleć (śmiech).

Ale z tego co mówisz, sprawdza się…

Sprawdza, choć pewnie mogłoby być lepiej. Muszę przyznać, że w ostatnim czasie coraz częściej zastanawiam się nad tym, czy nie skorzystać z zewnętrznej pomocy. Czyli mówiąc krótko zatrudnić kogoś, kto będzie zajmował się marketingiem, a ja będę robił to co lubię, czyli tworzył treści i dbał o relacje z moimi czytelnikami.

Łatwo jest zainteresować czytelników finansami – tematem który wydaje się dość “nudny”?

Też wydawało mi się, że jest to temat trudny i nudny ale można podawać go również w ciekawy sposób. Tu użyję cytatu z Arnolda Szwarcenegera: „to nie prawda, że pieniądze dają ludziom szczęście, ja mam teraz 44 miliony dolarów na koncie i jestem tak samo szczęśliwy, jak wtedy kiedy miałem 40 milionów.” Miałem kiedyś mentora, który po jednym z moich wystąpień na radzie nadzorczej, kiedy usiadłem dumny ze swojego występu powiedział: „Mówić trudno o rzeczach trudnych to każdy głupi potrafi”.

Wtedy zacząłem zastanawiać się nad tym, jak dzielić się wiedzą o finansach w możliwie najprostszy sposób. I okazuje się, że można robić to w prosty sposób i że ludzi naprawdę to interesuje, bo tak naprawdę ten temat dotyka obszaru naszego życia.

Dlaczego finanse są tak ważne?

Finanse bardzo mocno pomagają nam w realizacji marzeń. Ludzie, którzy nie dbają o finanse z biegiem czasu rezygnują z marzeń. Bo nie mają na nie pieniędzy. Tymczasem podejmując mądre, rozsądne i proste decyzje – i tu nie ma żadnej magii ani sztuczek, to jest po prostu zdrowy rozsądek – nie trzeba ze swoich marzeń rezygnować. Mówię o tym z tak dużym przekonaniem, bo jestem na to najlepszym przykładem. Ja też dawno temu podjąłem dużo głupich decyzji finansowych, byłem mocno zadłużony, miałem około 30 tys. zł kredytów i pożyczek kredytowych i grubo ponad 2 miliony zł kredytów hipotecznych na głowie i generalnie było ciężko. Teraz nie mam żadnych długów, mam dobrze funkcjonujący biznes. A udało mi się to osiągnąć w ciągu niecałych 10 lat, po tym jak stwierdziłem, że czas zaznajomić się z zasadami zarządzania finansami.

Jakie to zasady?

Tak naprawdę finanse nie są trudne i można je sprowadzić do jednego, bardzo prostego równania: zarobki minus wydatki = oszczędności lub długi. Pierwszy krok to przyjrzenie się naszym wydatkom, bo bardzo często pieniądze przeciekają nam przez palce na różnego rodzaju bzdury. Wydajemy za dużo na rzeczy, których nie potrzebujemy. Kiedy przyjrzymy się tym wydatkom, to poczujemy się tak, jakbyśmy sami sobie dali podwyżkę, bo każda osoba która zaczyna prowadzić domowy budżet zauważa, że mnóstwo pieniędzy wyrzuca w błoto.

Kiedy potrafimy już zarządzać swoimi wydatkami, nieuchronnie w naszym życiu pojawiają się nadwyżki i te nadwyżki trzeba mądrze odkładać i pomnażać. Tu sposobów jest bardzo dużo i o nich wszystkich piszę na blogu. Jest to podstawa, higiena. Czyli trzymamy wydatki w ryzach, a nadwyżki odkładamy i mądrze inwestujemy. Poza tym najważniejszym elementem w dbaniu o finanse jest zwiększanie zarobków. Ważne jest też to żeby w danym momencie myśleć tylko i wyłącznie o aktualnym celu. Czyli gdy walczymy z długami nie myślimy o emeryturze.

finanse
fot. mat. pras.

Chcę zacząć oszczędzać i dbać o moje finanse. Czyli pierwszym krokiem jest założenie zeszytu, w którym wpisuję wszystkie moje wydatki i sprawdzam co to za wydatki?

Jest 10 kolejnych kroków w drodze do dbania o finanse osobiste.

Możesz o nich opowiedzieć?

Pierwszy krok: musimy zobaczyć nasz punkt startu, czyli ustalić gdzie obecnie jesteśmy. A więc liczymy naszą wartość netto. Polega to na tym, że z jednej strony spisujemy wszystko to co posiadamy po rynkowych wartościach. Czyli jeśli mamy mieszkanie, to piszemy za ile moglibyśmy je dzisiaj sprzedać. Bierzemy pod uwagę wszystko: samochód, oszczędności, lokaty itd. Więc po jednej stronie mamy tabelkę z naszymi aktywami z ich wartością rynkową. Gdybyśmy jutro zechcieli pojechać w podróż dookoła świata to to wszystko moglibyśmy sprzedać.

Z drugiej strony spisujemy wszystkie nasze zobowiązania. Czyli saldo kredytu hipotecznego, pożyczki, długi itd. Następnie odejmujemy te zobowiązania od aktywów i wtedy widzimy ile tak naprawdę mamy pieniędzy. To jest nasza prawdziwa wartość netto i prawdziwy wskaźnik naszego bogactwa. Ta wartość powinna z miesiąca na miesiąc rosnąć, bo jeśli maleje lub stoi w miejscu – to my też stoimy w miejscu lub cofamy się. Jest to ciężkie doświadczenie dla większości osób, bo po wielu latach pracy myślą, że świetnie sobie radzą, natomiast gdy obliczą swoją prawdziwą wartość netto, okazuje się że mają bardzo mało pieniędzy w rzeczywistości.

Drugi krok to uszczelnienie naszych wydatków. Tu bardzo pomocny jest domowy budżet. Na moim blogu dużo piszę o tym jak się do niego przygotować z arkuszami do pobrania, z których można skorzystać. Tu nie chodzi o głupie spisywanie wydatków, czy zbieranie paragonów. Budżet to co innego.

Czyli co?

Zanim zacznie się miesiąc, powinniśmy wydawać nasze pieniądze na papierze. Budżet to powiedzenie swoim pieniądzom na początku miesiąca gdzie mają iść, zamiast zastanawiać się pod koniec miesiąca gdzie one się rozeszły. Bardzo ważną zasadą jest to, że pierwszą cześć pieniędzy przeznaczamy dla siebie, czyli oszczędzamy.

Jeżeli dostajemy pieniądze i natychmiast je wydajemy, to jesteśmy tylko przekaźnikiem pieniędzy. Jesteśmy jak chomik, który biegnie na karuzeli, która stoi w miejscu. Rozdajemy nasze pieniądze właścicielom sklepów, restauracji, salonów samochodowych itd. A sobie nie zostawiamy nic. Więc pierwsze pieniądze to są oszczędności dla nas, na naszą przyszłość. Od tego powinniśmy zaczynać robienie budżetu.

Czyli jak przyjdzie wypłata od razu powinnam odłożyć jakąś kwotę?

Najlepiej zrobić to tak, że jak tylko wpłynie nam pensja na konto to pierwszy przelew automatycznie, stałym zleceniem wysyła pieniądze na konto oszczędnościowe, a za resztę żyjemy. Czyli odwracamy kolejność. Najpierw oszczędzamy, potem wydajemy – nigdy na odwrót!

Krok trzeci to odłożenie kwoty 2 tys. złotych, jeżeli ktoś nie ma oszczędności. Jest to fundusz awaryjny, na czarną godzinę. Czyli jak zepsuje się nam lodówka to nie lecimy po pożyczkę, tylko pokrywamy ten nieprzewidziany wydatek z własnej kieszeni. Tylko pamiętajmy, to jest fundusz awaryjny! Urodziny bliskiej osoby, święta, komunia dziecka to nie jest awaria, bo wiemy o tym wcześniej.

Kiedy uda się nam stworzyć fundusz awaryjny bierzemy się za długi – czwarty krok. Jeżeli mamy pożyczki konsumenckie, to trzeba się tego problemu ze swojego życia jak najszybciej pozbyć, bo on strasznie drenuje nasze kieszenie. Mam tu na myśli kwestie kredytów samochodowych, karty kredytowe, pożyczki konsumenckie, pożyczki na wakacje, pożyczki na święta itp.. To jest najgorsze bagno. Żadna inwestycja nie da nam lepszej stopy zwrotu niż pozbycie się drenujących kieszenie pożyczek i kredytów. To nic innego jak kula u nogi.

Co dalej?

Kiedy pozbędziemy się kredytów należy wykonać piąty krok. Nie mamy już długów, więc mamy więcej pieniędzy. Należy wykorzystać je, by zbudować większy fundusz bezpieczeństwa. Celem powinno być zbudowanie funduszu, który będzie równowartością naszych sześciomiesięcznych wydatków. Jeśli przykładowo stracimy pracę, to mamy czas żeby na spokojnie poszukać nowej. Jeśli zachorujemy, to mamy spore oszczędności z których możemy skorzystać. Taki bufor bezpieczeństwa. Ludzie, którzy go mają są wyluzowani, niczym się nie przejmują, bo mają komfort dzięki tej poduszce. Uważam, że każdy człowiek powinien ją mieć.

Szósty krok to nagroda za całą tę drogę. Teraz możemy wykorzystać wypracowany nawyk oszczędzania do tego, żeby spełnić swoje marzenie. Pojechać na fajną wycieczkę, zrobić bliskiej osobie jakiś prezent. Dzięki temu poczujemy po co tak naprawdę oszczędzamy. To bardzo ważny moment również z psychologicznego punktu widzenia, bo przecież nie żyjemy tylko po to, by oszczędzać i odkładać.

Czyli jednak są przyjemne elementy…

Tak, wszystkie kolejne kroki są przyjemne, czyli: ciesz się życiem, mądrze inwestuj i pomagaj innym.

Mądrze inwestuj – po pierwsze jak najszybciej otwórz konto emerytalne. Mało jest tak pewnych rzeczy w finansach jak to, że przejdziemy na emeryturę. Jednocześnie mało jest tak pewnych rzeczy w finansach jak to, że te emerytury będą głodowe. Zamiast się tym martwić, otwieramy indywidualne konto emerytalne i każdego miesiąca, stałym zleceniem przelewamy na nie określoną kwotę. Koniec – temat zamknięty.

Pomagaj innym. Mimo, że ten punkt może się matematycznie nie spinać, to jednak fakt, że dzielimy się naszym sukcesem i pieniędzmi z innymi sprawia, że gdzieś tylnymi drzwiami to dobro do nas na różne sposoby powraca. Warto o tym pamiętać.

A krok dziesiąty?

To krok dla osób, które mają kredyt hipoteczny. Warto rozważyć jego nadpłatę, jest to bardzo korzystne z punktu widzenia zarówno finansowego jak i psychologicznego. Przynajmniej jedną ratę w roku nadpłacić, a jak się da to nawet więcej. Jako człowiek, który spłacił do zera potężne kredyty hipoteczne, mogę powiedzieć jedno: nie ma fajniejszego uczucia, kiedy nie ma się na głowie już żadnych rat, a mieszkanie jest w pełni moje. To samo piszą do mnie moi czytelnicy, którym się to udało. Piszą, że właśnie robią imprezę, na której rytualnie spalą weksle, które stanowiły zabezpieczenie kredytu, którego się właśnie pozbyli.

Piszesz o tych krokach w swojej książce „Jak zadbać o własne finanse” oraz na blogu. Czy poza tymi 10 krokami powinniśmy pamiętać jeszcze o czymś?

Jeżeli dostaniemy podwyżkę, połowę tej kwoty powinniśmy przeznaczyć na podniesienie standardu naszego życia, a połowę na zwiększenie oszczędności. Większość ludzi kiedy dostaje podwyżkę to całą tę kwotę przeznacza na podniesienie standardu życia. Albo co gorsza bardziej się zadłuża – bo ma większą zdolność kredytową. Warto to przemyśleć.

Oszczędzania nie można opierać na swojej silnej woli, bo to nigdy nie zadziała, trzeba iść do banku i złożyć stałe zlecenie. Nie wiesz ile? Odłóż 1 proc.. Udało Ci się przeżyć, to w następnym miesiącu odłóż 2 proc. i tak dalej. Po 10 miesiącach będziemy odkładać 10 proc. zarobków i okaże się, że spokojnie możemy żyć. Natomiast gdybyśmy zaczęli od 10 proc. to mielibyśmy zapewne obawy. Trzeba na to popatrzeć od tej strony: gdyby państwo podniosło nam dzisiaj podatki o 1 proc., to pewnie bylibyśmy niezadowoleni, ale zagryźlibyśmy zęby i dalibyśmy radę. Tak więc trzeba w pewien sposób opodatkować samych siebie.

No i co najważniejsze: trzeba zmienić mentalność! W oszczędzaniu nie chodzi o to, by wyrzekać się wszelkich przyjemności. Wprost przeciwnie, tu chodzi o to, by nasze ciężko zarobione pieniądze nie wydawać na bzdury, które pocieszą nas chwilę i z których nic nie ma. Pieniądze trzeba przeznaczać na rzeczy dla nas ważne. Na realizację naszych planów i marzeń, które podnoszą jakość naszego życia i radość z niego.

Krótka rada dla osób, które chcą wyjść z długów?

Trzeba się porządnie wkurzyć, powiedzieć sobie: mam tego dość! Pierwsza sprawa – przestajemy się zadłużać. Trzeba fizycznie zniszczyć karty kredytowe. Wycinamy wydatki do kości. Jeżeli ciągle nam pieniędzy brakuje robimy wyprzedaż, patrzymy co jest nam w domu niepotrzebne i to sprzedajemy. Zawsze mówię, że trzeba to zrobić tak drastycznie, żeby nasz pies i dziecko bało się, że będzie następne (śmiech). Jeżeli i to nie wystarczy trzeba szukać dodatkowej pracy, brać nadgodziny. Następnie robimy listę wszystkich zadłużeń od najmniejszych do największych. Zaczynamy od spłacenia najniższego zadłużenia. Kiedy się nam to uda, uwalniamy się od raty. Teraz te pieniądze dodajemy do naszej śnieżnej kuli i atakujemy kolejny dług, nasza kula rośnie, wiec coraz szybciej spłacamy kolejne długi i tak dalej. Ważne jest, by podejść do tematu jak do wojny, to ma być prawdziwa wojna, na której wrogiem jest dług.

Myślę, że odrobina czasu poświęcona na zdobycie tej wiedzy wystarczy, by zmienić naszą świadomość o 180 stopni. Jakbym miał udzielić komuś rady jak zacząć dbać o swoje finanse, to bym powiedział: 20 minut każdego dnia, najlepiej o stałej porze, poświęć na to, by zdobyć wiedzę. To daje 123 godziny rocznie – to kilka dobrych semestrów.

Uważasz, że można szukać wiedzy w Internecie?

Na blogach takich jak mój, Maćka Samcika czy Michała Szafrańskiego z całą pewnością tak. Dlatego, że są to blogi niezależne, my tam wyrażamy nasze opinie i piszemy o tym co naprawdę działa, a nie o tym co jakiś reklamodawca chciałby napisać. Natomiast jest też sporo ciekawych książek, podcastów i innych źródeł.

A dlaczego nie lubimy mówić o tym ile zarabiamy?

Nie wiem. (śmiech) Myślę, że boimy się zawiści. Ten temat budzi zazdrość, bo jest wiele osób które zarabiają mniej, albo nie rozumieją w jaki sposób my zarabiamy i może im się wydawać, że nic nie robimy, a zarabiamy nie wiadomo ile. Polacy zarabiają jednak wciąż mało. Wprawdzie średnie wynagrodzenie rośnie, przekracza już 4 tys. złotych, ale przeciętne wynagrodzenie oznacza tylko tyle, że 70 proc. społeczeństwa zarabia mniej. Więc pokazywanie wyższych zarobków wiąże się z tym, że ktoś czuje się pokrzywdzony. To chyba jest główny powód. Ja uważam, że nie ma sensu porównywać się z innymi, bo zawsze znajdzie się ktoś lepszy i gorszy. Porównujmy się tylko z samym sobą.

A Ty ile zarabiasz na blogu?

Wiedząc, że będziesz pytać o zarobki, przed naszym spotkaniem sprawdziłem, że w tym roku, do końca listopada, wpływy z mojej jednoosobowej działalności przekroczyły 425 000 zł, a przede mną jeszcze pracowity grudzień. Myślę, że z takiego „czystego blogowania” to około 10-20 proc. Jednocześnie mam ostatnio coraz więcej pomysłów na to jak zwiększać te zarobki. Natomiast to co jest dla mnie najważniejsze, to fakt, że coraz większa część tych dochodów jest uniezależniona od mojej pracy i mojej bezpośredniej obecności.

Jakie są Twoje najbliższe plany?

Zidentyfikowałem kredyt hipoteczny jako jedną z najważniejszych decyzji w naszym życiu. Wiele osób w takim momencie zaczyna rezygnować z drobnych rzeczy, jak kawa czy lunch na mieście. Oczywiście to bardzo dobrze, jednak to nie wszystko. Kredyt na 300 tys. złotych, zaciągnięty na 30 lat – różnica pomiędzy przyzwoitą ofertą, a drogą ofertą bankową to jest 86250 złotych. To są dane z października, które osobiście sprawdzałem. Więc ile kaw i lunchów można zjeść za 86 tys. złotych? Decyzje o takim kredycie trzeba podjąć bardzo, bardzo świadomie. Dlatego przygotowałem specjalny kurs, który pomaga te pieniądze realnie zaoszczędzić. Pracuje właśnie nad serwisem, w którym moi kursanci będą mogli sprawdzić i porównać wszystkie oferty kredytowe, wszystkich banków. Poza tym kompletuję listę sprawdzonych doradców kredytowych, którzy podzielają moją filozofię. Są to osoby, dla których lepiej jest zdobyć 100 klientów i mieć od nich małe prowizje, niż naciągając zdobyć 3 duże. Tak więc szykuję kompleksowe narzędzie, które pomoże moim czytelnikom w dokonaniu jednej z trudniejszych decyzji w ich życiu, czyli zaciągnięciu kredytu hipotecznego.

Do góry!

Polecane artykuły

13.09.2019

AMA: Aplikacje Google bez tajemnic, czyli wszystko co musisz wiedzieć o pracy ...

Głodny wiedzy? Zapraszamy do sklepu z kursami i ebookami

Sprawdzam