Wirtualne potyczki polityka i polityczki

28.05.2016 AUTOR: Alina Stasiak

Czas wyborów to okres wzmożonej i szczególnie intensywnej działalności polityków, związanej z promocją ich osoby, a co za tym idzie także wizerunku. Bez względu na reprezentowaną opcję i poglądy potrzeba zaprezentowania siebie i swoich osiągnięć oraz pokazania się z jak najlepszej strony staje się prawie obsesją kandydatów. Trudno się właściwie temu dziwić, bo kolejne wybory to często ich być albo nie być w politycznym świecie. Czy jednak na pewno dobrze wykorzystują narzędzia służące do promocji wizerunku?

Tradycyjne media, takie jak prasa, radio i telewizja, pozostają od lat doskonałymi kanałami do promowania siebie i swojego programu wyborczego. Z kretesem przegra jednak dzisiaj ten, kto zlekceważy moc Internetu i nie potraktuje go poważnie w swoich kampanijnych planach.

Większość polityków zdaje sobie sprawę z tego, że strona www jest niezbędnym elementem ich społecznej działalności. Jednak design, czytelność, a także responsywność nie są już na pewno ich mocną stroną.

Własną stronę www posiada 387 obecnych posłów, ale jedynie 77 z nich zadbało o to, by ich strona była responsywna.[1] Responsywność, czyli możliwość wyświetlania strony na urządzeniach mobilnych, smartfonach, czy tabletach, wydaje się w obecnych czasach normą. Jak jednak widać, świadomość dostosowania się do potrzeb potencjalnego elektoratu nie jest w przypadku polityków już tak oczywista. Wielu polityków przykłada bowiem wagę do swojego wizerunku w Internecie jedynie w okresie kampanii wyborczej. Po jej zakończeniu całkowicie zaś zapomina o tym, że istniejącą stronę www należy aktualizować, a profile w mediach społecznościowych zasilać ciekawym contentem.

Strony internetowe naszych polityków często nie spełniają też innych, ważnych i, wydawałoby się, oczywistych w tych czasach wymogów. Brak dobrych, profesjonalnych zdjęć samego polityka to grzech główny. W wielu przypadkach także szata graficzna pozostawia wiele do życzenia, bo strona wykonana jest bez konkretnego pomysłu, na powszechnie dostępnych wzorach i w kolorystyce niekoniecznie pasującej do kandydata i reprezentowanej przez niego opcji politycznej.

Najbliższe politykom media społecznościowe to Facebook i Twitter. Dają one możliwość bezpośredniej komunikacji, tworzenia więzi i prowadzenia dyskusji, a stąd już tylko krok do budowania solidnego elektoratu. Czy jednak wszyscy politycy zdają sobie sprawę z ich możliwości i skuteczności?

Większość niestety skupia się wyłącznie na zebraniu jak największej ilości „lajków” na swoim Facebookowym fanpage’u, chociaż nie są one wcale wyznacznikiem popularności i skali sympatii, jaką cieszy się dany polityk. W wielu przypadkach na fanpage’ach brakuje osób rzeczywiście ich wspierających, komentujących i udostępniających publikowane tam treści. Prawdziwą zaś ich zmorą są narzekający i krytykujący działalność danego polityka i jego ugrupowania. Osoby administrujące takimi stronami albo też sami politycy – jeśli interesuje ich to, co mówi się o nich w mediach społecznościowych – mają nie lada orzech do zgryzienia. Można takich krytykantów albo ignorować, albo z nimi polemizować, albo po prostu usunąć niewygodne komentarze i zablokować podpisujących się pod nimi użytkowników. W tym przypadku trudno jednak powiedzieć, jakie wyjście jest najlepsze, bo zalecanie dyskusji i używania argumentacji w przypadku osób, które nastawione są wyłącznie na „hejt”, prowadzi często donikąd.

Tuż za Facebookiem plasuje się Twitter, na którym obecność w przypadku polityków jest prawie obowiązkowa. Żaden bowiem z serwisów społecznościowych nie służy tak doskonale do bieżącego komentowania wydarzeń zarówno osobom publicznym, politykom, jak i dziennikarzom. Samo posiadanie konta w tym serwisie nie załatwia jednak sprawy komunikacji. Bez sprawnego i częstego „twittowania” nie zbuduje się przecież wokół siebie grona zwolenników, a także nie przekona dziennikarzy i opinii publicznej do słuszności swojej kandydatury.

Internet i media społecznościowe pokazały po raz pierwszy swoją moc podczas kampanii wyborczej Baracka Obamy w 2008 r. Dotychczas nie mieliśmy jednak potwierdzenia tego faktu na polskiej scenie politycznej. Dopiero wygrana Andrzeja Dudy w rywalizacji o urząd Prezydenta RP rozbudziła dyskusję na temat faktycznej roli Internetu w marketingu politycznym.[2] Z badań domu mediowego MEC wynika, że wyborcy Bronisława Komorowskiego czerpali wiedzę na temat swojego kandydata przede wszystkim z telewizji. Głosujący na Andrzeja Dudę o jego poczynaniach w kampanii dowiadywali się natomiast najczęściej z mediów społecznościowych. Jak widać po efektach obu zwycięskich kampanii, politycy nie powinni lekceważyć możliwości, jakie dają im media społecznościowe.

Obserwując poczynania naszych polityków w społeczności internetowej, czasem mamy wrażenie, że te wbrew pozorom proste narzędzia trochę ich przerastają. A może jest wręcz odwrotnie? Może to polityczne ego kandydata przerasta pokorę, którą należy mieć przy korzystaniu z narzędzi wymagających systematyczności i umiejętności budowania szczerych relacji?

[1] „Wizerunek polityków w Internecie przed wyborami parlamentarnymi w 2015 roku”, oprac. 8B TEAM.

[2] Martin Stysiak, „Duda wygrał przez Facebooka”, „Biznes, Ludzie, Pieniądze – Wyborcza.biz”, 28.05.2015, dostępny w Internecie na stronie: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18001921,Duda_wygral_przez_Facebooka.html, [dostęp 22.09.2015].

Czytaj również:

https://marketingibiznes.pl/pr/wizerunkowe-abc-czyli-kreujemy-gwiazde

ABC Prawa e-commerce

Wywiad z Barbarą Stawarz

Do góry!

Polecane artykuły

16.07.2019

Wyróżnij się na tle konkurencji! 6 typów wiadomości w e-mail ...

Głodny wiedzy? Zapraszamy do sklepu z kursami i ebookami

Sprawdzam