Realizowanie celów. Czyli co jest z tymi postanowieniami noworocznymi przedsiębiorców?

14.01.2020 AUTOR: Michał Bąk

Niedawno celebrowaliśmy zakończenie starego roku i powitaliśmy nowy. Tradycyjnie jak co roku zobaczyliśmy masę podsumowań i postanowień. Z racji tego, że jestem blisko środowiska przedsiębiorców to właśnie na tym aspekcie chciałbym się skupić w niniejszym wpisie. Przeanalizowałem sobie dlaczego ja (oraz wielu moich znajomych) w minionych latach, nie realizowało swoich postanowień noworocznych.

Zbyt agresywne cele

Cele muszą być realne, a najlepiej z podziałem na 3 poziomy (to się przynajmniej u mnie sprawdza): minimalny zadowalający, bardzo zadawalający i agresywny, ale realny w osiągnięciu. Problem jest w tym, że w minionych latach zakładałem zbyt agresywne rzeczy i źle to powiązywałem z innymi rzeczami w firmie np. wzrost liczby zatrudnienia o 5 nowych osób, co nie było skorelowane ze wzrostem osiąganych przychodów firmy. Taki scenariusz jak się domyślasz miał prawo niewypalić. Co więcej nie osiąganie „postanowień” jest bardzo dołujące a momentami wręcz stresujące. Cele muszą być w każdej mierze realne i jeżeli jest więcej niż jeden cel, to zobaczyć czy się wzajemnie nie wykluczają oraz czy niedowiezienie jednego celu do końca, a jedynie na jakiś % lub etap powoduje, że nie musimy dokonać korekty. Czasami planowanie celów wygląda jak algorytm „jeżeli nie zrealizuje celu X to cel Y musi być zamieniony na cel Z a to powoduje, że inne cele muszą doczekać się korekty”
Cierpliwość, ludzie chcą być z dnia na dzień 100% lepsi, zamiast codziennie dokładać 1%” (procent składany rulez!)
Cytując wywiad z Bartek Pucek: “Większość osób, myśląc o swoim życiu prywatnym, o swojej pracy i pasjach, chciałaby szybkiego efektu. I zniechęca się, jeśli gratyfikacja nie jest natychmiastowa. Ludzie wychodzą z mylnego założenia, chcąc oraz razu widzieć końcowy, wymarzony efekt, ale ich nie osiągają, więc szybko się zniechęcają lub rezygnują z wyzwania.
Jeden procent dziennie skutkuje tzw. financial compounding Warrena Buffeta. Procent do procenta, do procenta, do procenta… i nagle okazuje się, że wzrost jest wykładniczy. Dwa najlepsze źrodła, żeby zapoznać się z terminem “compound learning” jest książka The Art of Learning: An Inner Journey to Optimal Performance Josh Waitzkin oraz świetny kurs online Learning How to Learn na Coursera.”

Nieustanna korekta

Mało jest takich podmiotów co potrafią się określić 1:1 jak będą wyglądały za rok (chyba, że planujesz abyś utrzymywał jedynie tempo bez zatrudniania, bez budowania nowych produktów, bez wzrostu sprzedaży, bez rozwoju foundera etc). Pozostałe organizacje i founderzy nimi zarządzający muszą dokonywać korekt. Jak często? Ja zauważyłem po minionych niedowiezionych celach, że korekta raz w miesiącu to u mnie standard. Finalnie zdarza się, że cel zostaje dowieziony tak jak był pierwotnie założony ale po wielu manipulacjach w stylu -5% celu, +5% celu. Bywa czasami tak, że po kwartale, gdy „dorastam” do tego, że cel był „z dupy” killuje go albo totalnie przemodelowuje. Wówczas ciężko nawet nazwać to korektą, bardziej można nazwać to zaoraniem początkowych założeń. Szybko rozwijające się organizacje np. startupy mają za dużo zmiennych aby nie dokonywać korekty.

A dlaczego aby postanawiać muszę czekać do grudnia?

Największy błąd mentalny jaki w sobie zaobserwowałem to fakt, że sztucznie nałożony kierat postanowień noworocznych działa najbardziej raz w roku. Tymczasem wiele mikropostanowień czeka miesiące aby je wdrożyć bo „nadpisaliśmy” sobie mózg „od nowego roku zacznę” a dlaczego nie od jutra, od poniedziałku, od połowy miesiąca czy od następnego miesiąca?
„Ludzie mają tendecję do rozpoczynania wielkich zmian od nowego roku, od nowego miesiąca, od nowego tygodnia… a to zawsze pierwszy gwóźdź do trumny. Chcesz coś zrobić zrób to teraz.” Piotr Szymczak w jednym z komentarzy pod postem Jacka Gadzinowskiego na Linkedin

Przeciwnicy w realizacji postanowień

Tak jest kilka rzeczy, kilka czynników, które powodują, że „nie dowozimy” i jakkolwiek coachingowo by to nie zabrzmiało, ich eliminacja da nam sporo dobrego (tak wiem, że łatwo się mówi):

  • Stres. Podczas planowania zazwyczaj siedzimy sobie z herbatą, kawą w ciepłym pomieszczeniu, wyciszamy się i planujemy. Stwarzamy sobie takie warunki na sucho, podczas gdy realizować te cele przyjdzie nam w nieco innym otoczeniu. „Każdy ma plan dopóki nie dostanie po mordzie” (Mike Tyson) i właśnie tak wygląda planowanie na „sucho” gdzie nie ma czynników przeszkadzających, zwłaszcza stresu, który jest często przeciwnikiem, którego nie da się tak łatwo pokonać.
  • Presja otoczenia (publiczne chwalenie się postanowieniami ma swoje plusy, ale też minusy)
  • Zdrowie (truizm nieprawdaż? W 2018 roku miałem nienajlepszą kondycję zdrowia, nie dowiozłem nie tylko postanowień ale też kilku ważnych tematów prywatnie i zawodowo i wiem, że to nie taki „truizm” skoro wszyscy to wiedzą ale jak przyjdzie co do czego to różnie to bywa)
  • Focus na konkretnych tematach Bezproduktywność czy tracenie celów z oczu powodują ich oddalenie się)
  • Nierealne określenie celów . Oszukiwanie samego siebie lub uwierzenie w papkę pseudo kołczy
  • Realizowanie nie swoich celów. pod wpływem otoczenia określamy cele, które nie są zgodne z nami, naszą organizacją bo wydaje się to mądre. Sam w swoim otoczeniu mam wspaniałych i mądrych ludzi ale jakiś czas temu postanowiłem, że nie będę realizował nie swoich założeń bo nie znając kontekstu, można zrobić sobie sporo problemów.
    Złe przygotowanie. Tutaj też posłużę się cytatem z komentarza, który zamieścił Piotr Szymczak pod wpisem Jacka Gadzinowskiego „Ogromny problem widzę też w tym, że ludzie przychodzą na siłownię totalnie bez elementarnego przygotowania. Nie wiedzą jak ćwiczyć, w jakim tempie i jak wykonywać ćwiczenia poprawnie technicznie. Później się żalą że się katują a efektów brak. Szczególnie że większość z nich dodatkowa nie trzyma odpowiedniego stosunku makroskładników w diecie a cheat day jest u nich co drugi dzień.” Dokładnie to samo występuje w biznesie. Złe przygotowanie. Co z tego, że zaplanujemy, że będziemy rosnąć +10% z zatrudnieniem miesiąc do miesiąca, jeżeli realnie nie jesteśmy przygotowani na tak szybki zatrudnianie (ani mentalnie, ani nie mamy wiedzy jak takim zespołem zarządzać, jak problemy pojawiające się w tak dynamicznie rosnącej organizacji rozwiązywać.)

źródło grafiki: (źródło: http://www.joemartinfitness.com/tag/the-compound-effect/)

Zacząłem proces zmian wiele miesięcy temu, bo coś mnie uwierało w mojej organizacji

2019 był dla mnie przełomowy. Dokonaliśmy silnego, choć dosyć stresującego pivotu w swojej firmie. Zabiliśmy masę rozpraszających inicjatyw i podziękowaliśmy kilku osobom za współpracę (jednym z trierów było przeczytanie książek „Po pierwsze zysk” oraz „Firma czyli Ty”. Zmian dokonywałem na bieżąco, gdybym z niektórymi czekał do końca roku, miałbym duże straty finansowe (to jeden z powodów, żeby z postanowieniami nie czekać do końca roku). Opieszałość i zwalanie na „nowy rok, nowy ja” jest mega kosztowne. Firma wali Ci się w połowie roku, spoko poczekaj na nowy rok z postanowieniami jej restrukturyzacji, zobaczymy jaki będzie efekt #titanic. Pivotu dokonuje bo to proces ciągły od m/w czerwca (jego planowanie trwało ponad 2 lata, chociaż głównie z braku wiedzy jak tego dokonać), zmiany w strukturze firmy następywały w miesiącach wrzesień-listopad.

Co jest w trakcie zmian naszej organizacji?

Marketing (lepsze mierzenie, więcej contentu inhouse). Produkcja treści na zewnątrz kosztowała bardzo dużo w minionych latach, produkowanie większej liczby treści wewnętrznie jest najwyższym priorytetem. Czy dałoby się dojść do tego bez zlecania zewnętrznie treści? Nie, bo nie dowiedziałbym się jaka jakość nas interesuje, „przechwycamy” proces tworzenia od najlepszych, będziemy go systematycznie wdrażać, aby móc powiedzieć „jesteśmy content driven”. Do tego mierzenie, leży i kwiczy a jeżeli produkuje się różne treści, na różne kanały, trzeba wiedzieć zdało egzamin, a co nam się zdawało.

Cash. Praca nad lepszą poduszką finansową, która umożliwi budowanie produktów. Budowanie produktów boostrapowo jak w naszym przypadku jest stresujące, jeżeli chcemy coś stworzyć musimy palić własne ciężko zarobione pieniądze, więc stres jest duży gdy nie ma wpływu, a wydajemy kasę na utrzymanie organizacji.

Pivot. Jest powiązany z powyższym, pracujemy nad własnymi produktami, aby móc tego dokonać potrzebujemy nagromadzić gotówki i sporo uczyć się o budowaniu produktów, które dają pozytywne doświadczenia naszym klientom.

Nauka. To jest rozpisane już dawno. Uczę się pisać (bo dużo konstruujemy treści pisanych, a być może jakaś książka się również pojawi) dlatego przeczytałem kilka książek o copywritingu m.in. Artur Jabłoński i o pisaniu m.in. Stephena Kinga, chce się nauczyć lepiej przeprowadzać wywiady do podcastów (jeżeli masz jakiś fajny materiał o tym, publikacje czy coś w tę deseń to pisz do mnie śmiało) no i budowanie produktów, miałem pojechać na bootcamp produktowy w Trójmieście w 2019 ale mi się wyczerpał budżet szkoleniowy a takie warsztaty trochę kosztują więc się nie udało.

Family-Work balance. Wyostrzenie tego priorytetu jako najwyższy cel. Gdy realizowałem na maksa projekt „firma” zaniedbywałem swoje życie prywatne, gdy zaniedbywałem życie prywatne nie miałem czystej głowy, bo zawsze coś mi „wisiało”. Aby dobrze realizować cele i postanowienia biznesowe, niemal zawsze trzeba mieć czyste konto w temacie „rodzina/najbliższe otoczenie”

Ostatnie postanowienie

Chciałbym abyśmy się wspólnie spotkali 24.03 w Warszawie na Founders Mind, to projekt, któremu poświęciłem się w ostatnich miesiącach na maksa. Więc jeżeli interesuje Cię tematyka przedsiębiorczości to zapraszam na konfę: https://marketingibiznes.pl/konferencja/founders-mind/

P.S podobał Ci się wpis?
Robię podcast, to mój sposób zintegrowania polskich przedsiębiorców z różnych branż. Jeżeli podobał Ci się ten wpis to nie bądź jak Piotr, żyła i dej proszę suba: https://bit.ly/2NSVQKz

Do góry!

Polecane artykuły

29.07.2020

Smartfon z dobrym aparatem – przegląd modeli ...