Edukacja w Polsce: szkolna kuleje, pozaszkolna rozkwita, a zdalna raczkuje

09.05.2017 AUTOR: Urszula Poszumska

Z edukacją szkolną w kraju nie jest najlepiej. Lista zarzutów jest długa – polskie szkoły nie nadążają za rzeczywistością, są anachroniczne, „zmęczone” ciągłymi reformami. Większość uczniów nie darzy szkoły szacunkiem ani sympatią i uważa, że trudno czegoś się w niej nauczyć. Nic więc dziwnego, że w kontraście, rynek edukacji pozaszkolnej kwitnie systematycznie od wielu lat. Rodzice posyłają swoje pociechy na wszelkiego rodzaju zajęcia dodatkowe, aby mogły one uzupełnić braki ze szkoły, dobrze zdać egzaminy i zwiększyć swoje szanse w starcie w dorosłość. Biznes usług edukacyjnych pozaszkolnych to jednak nie tylko nauka dzieci i młodzieży, ale też usługi kształcenia dla dorosłych. Coraz więcej osób wykorzystuje popołudnia po pracy na naukę języka czy dodatkowe kursy zawodowe i hobbystyczne.

Trudno oszacować wartość rynku edukacyjnego ze względu na jego różnorodność. Sam rynek korepetycji wart jest podobno 4 mld złotych, ale to tylko część branży edukacyjnej, do której zaliczają się także szkoły języków obcych, kursów zawodowych, przedmiotów ścisłych, kursów informatycznych itd. Zakładają je obecni lub byli zawodowi pedagodzy, filolodzy czy osoby niezwiązane z edukacją, ale chcące posiadać własny biznes. Część sieci działa na zasadzie franczyzy – np. MathRiders, szkoła matematyki, Moose, szkoła języków obcych czy Galileusz, szkoła korepetycji. Franczyzy oferują pełne know-how, a czasem nawet dostarczają od razu klientów – wystarczy własny lokal i początkowy kapitał.

e-learning

W ostatnich latach najróżniejszych szkółek narosło się jak grzybów po deszczu. Mimo nasycenia rynku, wydaje się, że na brak klientów nie narzekają. Sytuacja w szkołach raczej się pogarsza niż polepsza, poprawia się za to stopa życia wielu rodzin i dzięki temu mają środki, by posyłać dzieciaki na „korki”. Pomocny okazał się program 500+: ponad połowa jego beneficjentów deklaruje, że wydaje te pieniądze właśnie na dodatkowe zajęcia dla dzieci. Chętnych do nauki może być sporo, ale też nie oznacza to kolosalnych zysków, bo konkurencja jest ogromna, a branża sezonowa. Stawki godzinowe oscylują między 20 a 50 zł, zależnie od przedmiotu. Prowadzenie takiego biznesu samodzielnie i na cały etat jest trudne, bo nie da się nauczać non stop. Najlepiej więc założyć szkołę z kilkoma nauczycielami. Dojdą wtedy koszty lokalu, wyposażenia i pensji pracowników, ale przy odpowiedniej skali działalności jest szansa na zyski.

e-learning

Wraz z rozwojem nowych technologii i powszechnym dostępem do internetu, na rynku edukacyjnym zaczęły pojawiać się usługi e-learningu. W USA to już codzienność – e-learning obecny jest firmach, szkołach, uczelniach wyższych itd. Można nie tylko nauczyć się języka czy ukończyć kurs nie wychodząc w domu, ale nawet przejść w ten sposób cały program studiów. W 2016 rok wartość rynku e-learning na świecie wyniosła 51,5 miliarda dolarów. Jaką część do tej puli dorzuciła Polska? Raczej nie za dużą. E-learning dobrze sprawdza się u nas w firmach – zwłaszcza w międzynarodowych korporacjach. Wiem z własnego doświadczenia, że gro szkoleń odbywa się bądź zdalnie, bo trener jest np. w Bostonie, a uczestnicy w Gdańsku, lub też na zasadzie samodzielnej nauki z prezentacją, nagraniem audio/video. Taką tendencję potwierdzają też sondaże – w 2013 roku aż 65% polskich przedsiębiorstw deklarowało korzystanie z e-learningu. W kwestii edukacji szkolnej i pozaszkolnej rodzima oferta jest dość uboga. Istnieje Polski Uniwersytet Wirtualny, przy Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi, który kształci on-line na kierunkach takich jak dziennikarstwo, politologia, informatyka. Politechnika Warszawska oferuje kilka kierunków studiów inżynierskich zdalnie, głównie rodzaje informatyki. Można znaleźć czasem oferty kursów, np. z content marketingu czy innych dziedzin związanych z internetem, w wersji zdalnej. Zazwyczaj jednak są one droższe niż zwykłe kursy. Co jest dziwne biorąc pod uwagę fakt, że w e-learningu chodzi m.in. o to by ciąć koszty…Korepetycje dla dzieciaków czy nauczanie języków obcych to dalej w przeważającej części nauczanie stacjonarne.

E-learning pozwala zaoszczędzić pieniądze na lokalu, dojazdach, sprzęcie itd. Optymalizuje też czas. Można „zebrać” ludzi rozsianych po całym świecie. To na pewno duże zalety tej metody, które przyciągają do niej firmy. Są też jednak i minusy: brak żywej interakcji, możliwości przeprowadzania ćwiczeń oraz znużenie uczestników. Znowu wiem to po sobie – szkolenia on-line potrafią być zwyczajnie nudne. Zwłaszcza, jeśli mówimy o prezentacjach z power pointa, bez kontaktu z prelegentem. Nie ma miejsca na wtrącanie luźniejszych wątków podtrzymujących zainteresowanie uczestników czy reakcję na bieżąco na ich wątpliwości. Z pewnością jednak e-learning wart jest tego, by bardziej go wykorzystać na polskim rynku edukacyjnym. Branża jest zatem nasycona, ale ma dalej opcję rozwoju. I patrząc na tendencje społeczne i wpływ internetu na codzienne życie, wydaje się, że ta opcja może być jej jedyną przyszłością.

Czytaj również: 

Zaradny jak Polak na emigracji

Najdroższy dzień w życiu, czyli jak się zarabia na ślubach

Vege-internet. Czy wegetarianie w Polsce są siłą nabywczą? Ile może być warte vege-jedzenie?

Do góry!

Polecane artykuły

22.09.2020

Comarch e-Sale, jako e-commerce na dobry ...