5 prawd, o których musisz wiedzieć, zanim zostaniesz social media menadżerem.

16.05.2017 AUTOR: Paulina Wawrzyczek

Może jesteś maturzystą i właśnie się zastanawiasz, jaką drogę wybrać dla siebie. Może masz dość swojej pracy, a ktoś Ci powiedział, że hej, właściwie w tym całym Internecie można zarobić szybko, pracując w piżamie. Albo po prostu przymierzasz się do bycia social media menadżerem, bo to przecież praca prosta i przyjemna… Cześć, miło mi Cię poznać. Zajmuję się socialami już kilka dobrych lat i nie, nie zamieniłabym tej pracy na inną, ale po tym czasie już wiem, że nic nie jest takie słodkie, na jakie wygląda.

Mało która przedszkolanka powie Ci wprost, że dziś pół dnia walczyła z gilami i biegunką, bo dzieciaki się pochorowały. Mało która pielęgniarka wspomni o tym, że zszywała kilku idiotów, którzy postanowili lać się sztachetami podczas „derbów” w 4 lidze piłkarskiej. Mało który handlowiec przyzna się, że swoje dzieci widzi tylko w weekendy, bo musi wyrobić targety. Mało który „socialowiec” przyzna się do tego, że czasem chce zaorać świat, bo każdego dnia gasi mniejsze lub większe pożary…

Miała być Barcelona, a jest…

Wizja tego zawodu jest piękna: pracujesz sobie gdzie chcesz i kiedy chcesz. Potrzebujesz tylko komputera, Internetu i garści pomysłów. Wszyscy będą jedli Ci z ręki, a każda kampania, którą obmyślisz i wrzucisz do sieci, okaże się rewelacyjna. Hajs kapie z nieba, a Ty czujesz się jak bóg, bo robisz coś wspaniałego dla świata.

Cóż.

social media menadżer

Miała być Barcelona na wiosnę, bo przecież wtedy jeszcze nie ma aż tak wielu turystów. Może dziś popracuję z industrialnej kawiarni Skye Coffee co.? Idealnie spienione mleko roślinne „tańczy” w kubku z kawą, która pochodzi z wybornych ziarenek. Kapelusz, Ray-Bany na oczach, na przedramieniu tatuaż zrobiony przez Juniora. Nowy macbook pro, tak, ten z touchbarem – idealny do wrzucania emoji. I Ty.

Zimą oczywiście lepszy jest Wiedeń. Klimatyczny, pachnący grzańcami i gorącym aperolem. Taki mały kubek idealny jest na rozgrzanie i podkręcenie weny. Jeszcze tylko zdjęcie. Oczywiście lajkogenne i bardzo instafriendly. #anotherdayatwork #getorganized #itsgoodtobeme.

A potem się budzisz. Siedzisz w boksie, masz wiecznie wieszającego się asusa, za oknem leje, ale nie zaglądasz na nie, bo widok na śmietnik średnio podkręca kreatywność. Albo siedzisz w domu, być może w jakieś małej mieścinie. Sąsiad albo pali oponami, albo akurat wywozi obornik. Wściekasz się, bo dostarczyciel Internetu znowu zapomniał o Twoim przydziale i akurat dziś jest awaria. Lecisz z telefonu. „99% kraju w zasięgu naszej sieci” – ach, super. Ja zawsze jestem w tym jednym, jedynym procencie.

social media menadżer

Zresztą, po czasie to naprawdę nieważne. Argument „Możesz pracować skąd chcesz” jak dla mnie kończy się zawsze takim samym prychnięciem.

Bardziej chyba tylko prycham z powodu… hajsu.

Ktoś kiedyś „obliczył”, jaki jest ekwiwalent reklamowy blogerów. Liczby, które tam się pojawiły, dla przeciętnego Nowaka były GARGANTUICZNE. I założę się, że w głowie niejednej osoby zakiełkowała myśl – „Hej, ja też tak mogę! Se założę bloga, fejsa, będzie super.” Tak samo jest w branży SM.

Zawsze przyjdzie ktoś, kto zrobi coś taniej. Ten słynny „student”, który pisze, robi zdjęcia, ma świetny styl, wzorcową znajomość języka, dobre pomysły i bierze za to 1 zł.

Szukam kogoś do prowadzenia fanpage.
Proszę, to moja oferta.
Pani, mi to student na 1 zł wyliczył!
W tym momencie kończę rozmowę. Moje szkolenia u Tkaczyka z opowiadania historii mogą spadać na drzewo. Moje godziny poświęcone na analizę kryzysów u Czaplickiej są nic nie warte. Setki stron w książkach, godziny z wzrokiem wlepionym w komputer, szukając inspiracji „z Zachodu”. Moja baza własnych zdjęć, które robię własnym sprzętem, to wszystko nie mieści się w cenniku. Moje analizowanie słów kluczowych, sprawdzanie, skąd przychodzą klienci, te rozmowy z nimi – to wszystko ma cenę.

Bo wie Pani, przecież to tylko post na fejsie.

(2 miesiące później)
Pani Paulino, ratunku!

Klienci i cała reszta.

Dostajesz albo znajdujesz pierwszego klienta. Zaczynasz badać grunt. Wysilasz się jak szalony! Canvę opanowałeś do perfekcji! Wysyłasz propozycje postów, a klient mówi „Meh”. Te zdjęcia jakieś takie… Plus inne kolory by się przydały. Niedługo Dzień Matki, więc może jakaś promocja? W sklepie z wędlinami czy coś. 3% rabat. Wdech, wydech.

Robisz poprawki.

Nie, jednak wracamy do pierwotnego planu.

Zaciskasz mocniej dłoń na myszce. Zęby też. Wdech, wydech.

Mam wrażenie, że cała ta branża to jedno wielkie ćwiczenie cierpliwości.

Nie odpowiesz przecież osobie, która wystawiła Ci negatywny komentarz, „J** się pie***lony lamusie”, gdy ten przychodzi z jakimiś pretensjami.

social media menadżer

Nie działa mi to!
Z taką twarzą to się nie dziwię!

Było mi niedobrze po pasztecie!
Mnie to nie interesuje, z kim sypiasz.

Pani w sklepie była niemiła i się krzywiła na mnie!
A umyłeś zęby?

Ćwiczysz się w sztuce wychodzenia z opresji każdego dnia. Do mistrzostwa opanujesz – prędzej czy później – sztukę komunikowania się ze sfoszonym klientem. Dziesiątki pretensji każdego dnia!

“Dlaczego nie ma przewijaka w łazience? Wystawiam jedną gwiazdkę, bo nie dbacie o klientów!”

“Dlaczego pani na kasie nie powiedziała o promocji?”

“Dlaczego nie robicie zwrotów otwartych produktów?!”

“Dlaczego nie mogę kupić w sklepie internetowym obroży na pchły?!”

To jedna strona.

Z drugiej strony jest ogrom pytań. I teraz pomyśl: po którym razie SZLAG CIĘ TRAFI, gdy musisz odpisać na to samo pytanie? Przy czym odpowiedź znajduje się np. w poście?

Wrzucasz post: Dzień Matki, kod rabatowy MAMA40, nie łączy się z innymi promocjami, płatne z góry. Kod ważny do jutra. Emoji z serduszkiem, prezentem i różowym kwiatkiem.

“Jaki jest ten kod rabatowy?”

“Dlaczego nie można za pobraniem?”

“2 dni temu był kod, a dziś nie ma – co to za oszustwo?!”

I znowu – wdech i wydech. I znowu zaciskasz dłoń na myszce bardziej.

Cholera, było trzeba zostać hodowcą tych pieprzonych pomidorów!

social media menadżer

Zawsze on-line, zawsze na czasie, zawsze Coca-cola.

Jeśli praca w socialach to Twoja robota „na etat”, czyli w określonych godzinach, przed i po których nic Cię nie obchodzi – to zazdroszczę. Możesz pominąć ten punkt.

Gorzej, jeśli jesteś na swoim, jesteś freelancerem i tylko Ty opiekujesz się danym profilem.

Przysięgam, kryzysy w SM wybuchają nie tylko w weekendy, ale także o abstrakcyjnych godzinach.

Czy wpadłbyś na pomysł, żeby napisać do weterynarza na fejsie, gdy o 2 w nocy coś niepokojącego dzieje się z Twoim kotem?

Czy w wigilijny wieczór wpadasz na pomysł, by zapytać na fejsie, czy restauracja jest czynna?

Dodam, że jeśli masz tendencje do pracoholizmu, które łączysz z nadmierną ambicją, to przysięgam – wybierz pomidory. Bo zwariujesz. Bo nie wyjdziesz z domu bez kabla, ładowarki i powerbanka. Bo non stop będziesz zerkał na telefon, w obawie – tak, w obawie – przed powiadomieniami.

Ludzie nie potrafią często zrozumieć, że po drugiej stronie tego fanpejdża też jest człowiek. Odpowiedź na najbardziej durne pytania MUSI BYĆ W CIĄGU 5 MINUT, bo inaczej nastąpi obraza majestatu.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że my sami zepsuliśmy ten rynek. On się psuje jak każdy inny – od środka.

Leżąc kiedyś u kosmetyczki, zaczęłam się żalić, że takie mam ciśnienie z powodu pracy, że głowa mała. A ona mi odpowiedziała, że w jej branży też tak jest. Że ona się szkoli, dba o higienę, kupuje drogie sprzęty, płaci podatki, zusy, vaty i sraty i zakłada te pazury za 150 złotych, a 100 metrów dalej maturzystka dorabia sobie i bierze za hybrydy 30 zł.

Jak napisałam wcześniej, ja bardzo lubię moją pracę i tak, czekam na ten moment, kiedy będzie Barcelona, kiedy klienci przestaną się przypieprzać, kiedy moja wiedza i umiejętności będą wyceniane z szacunkiem i kiedy z drugiej strony fejsa nie będzie idiotów i buraków. Tymczasem wylałam swoje frustracje i pędzę projektować kampanie na następne dni.

Jest sobota, 18:24.

Moją następną pracą będzie hodowla pomidorów.

 

Czytaj również:

ABC Crowdfundingu, czyli jak sfinansować swój projekt z pomocą innych

Wywiad z Markiem Prudelem (project manager w Militaria.pl) – rynek e-commerce ciągle jest miejscem zawarcia lub wsparcia transakcji

5 prawd, o których musisz wiedzieć, zanim zostaniesz social media menadżerem.

Do góry!

Polecane artykuły

15.05.2019

Chcesz robić fajne reklamy? A może wolisz takie, które ...

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail
 

Głodny wiedzy? Zapraszamy do sklepu z kursami i ebookami

Sprawdzam