Internet kocha seks i koty – wywiad z Antonim Ruszkowskim (Kinky Winky)

21.07.2015 AUTOR: Marta Bąk

Czy wiecie, jakimi cechami powinna odznaczać się osoba, która prowadzi sex shop w Internecie? Czy preferencje zakupowe w takim sklepie różnią się ze względu na płeć? Jeśli tak, to jak sobie z nimi radzić? Ja już wiem! Na wszystkie pytania odpowiedzi udzielił mi Antoni Ruszkowski z sex shopu KinkyWinky.pl.

 

biznesem w sieci

Nie mogę Cię o to nie zapytać. Powiedz, jak powstała akcja „zrób dobrze kotkowi”. Na czym polegała, jakie były jej etapy, skąd pomysł?

Założenie akcji było proste: przy zakupie dowolnego wibratora z oferty Kinky Winky sklep przekazywał 10 zł na zakup specjalistycznej karmy leczniczej dla chorych kotów ze schroniska dla zwierząt z Gdyni. Przygotowując się do akcji promocyjnej (kolejnej już zresztą), wiedziałem, że chcę zrobić coś nietypowego, a jednocześnie pozytywnie wpływającego na otoczenie. W końcu Kinky Winky to sex shop „inny niż wszystkie”. Tak nieszablonowe podejście do tematu okazało się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.

Jak wiadomo, Internet kocha dwie rzeczy: seks i koty. Ja połączyłem je w jedno i pomysł chwycił. W ciągu kilku dni podstrona sklepu, informująca o akcji, zdobyła ponad 2,5 tys. polubień, komentarzy oraz udostępnień, co było absolutnym rekordem w historii Kinky Winky. Spotkałem się z zaskakująco pozytywnym przyjęciem ze strony użytkowników Facebooka oraz klientów, którzy w komentarzach do zamówień często odwoływali się do pomysłu pomocy chorym zwierzętom.

Szczęśliwie się złożyło, że tuż po starcie przedsięwzięcia przypadał Światowy Dzień Kota, co pozytywnie wpłynęło na odbiór wydarzenia. Akcja trwała okrągły miesiąc i po jej zakończeniu miałem przyjemność zawieźć do schroniska ponad 25 kg drogocennej karmy.

Dlaczego sklep powstał w Internecie?biznesem w sieci

Powodów było kilka. Wymieniając je, Ameryki jednak nie odkryję. Po pierwsze, niski próg finansowego wejścia. Koszt wystartowania z biznesem w sieci jest znacznie mniejszy niż w przypadku sklepu stacjonarnego. Przystosowanie części mieszkania na potrzeby działalności związanej z magazynowaniem i wysyłkami jest nieporównywalnie mniej kosztowne od wynajmu lokalu, jego remontu, zakupu wyposażenia etc.

Po drugie, możliwość łączenia działalności młodego start-upu z innymi pracami zarobkowymi. W pierwszym okresie funkcjonowania (którego długość różni się w zależności od branży i środków, jakimi dysponujemy na starcie) cały zysk warto reinwestować. Z tego względu dobrze jest mieć inne źródło utrzymania. Mam wrażenie, że o tej przykrej prawdzie początkujący przedsiębiorcy niestety często zapominają.

Po trzecie, większy zasięg. Prowadzę sklep, który z założenia ma charakter niszowy. Ograniczenie bazy klientów wyłącznie do Trójmiasta byłoby posunięciem nierozsądnym. Prowadząc sklep w Internecie, mogę z moją ofertą docierać do ludzi zamieszkujących najrozmaitsze części kraju.

Sklep uruchamiałem „po partyzancku”. Spoglądając wstecz, mógłbym stwierdzić, że od strony biznesowo-podręcznikowej była to decyzja niemądra. Na starcie miałem w kieszeni zaledwie kilka tysięcy złotych pożyczonych od mamy. Gdybym jednak kalkulował wszystko chłodno, to pewne nigdy bym nie ruszył. A tak w 2 lata po uruchomieniu Kinky Winky otrzymał z rąk klientów tytuł „najlepszego sklepu erotycznego” w Polsce, pokonując przy tym 23 konkurencyjne biznesy.

Swój sklep kierujesz do kobiet – jest „inny niż wszystkie”. Powiedz, czy nie mają oporu, gdy w słuchawce telefonu słyszą mężczyznę? 

Oferta sklepu jest skierowana zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn. Nie robię żadnych rozróżnień w tej kwestii. Kinky Winky to tzw. queer sex shop, co w dużej mierze przekłada się na to, że jest otwarty na wszelkie płcie, tożsamości seksualne, czy preferencje erotyczne. Osobiście bardzo nie lubię, gdy jakaś rzecz jest „tylko dla”. No i z ekonomicznego punktu widzenia uważam, że nie warto zbytnio zawężać swojej grupy odbiorców/odbiorczyń.

Jeśli chodzi o zapytania telefoniczne, to jeśli ktoś już rozpocznie rozmowę (a czasem się zdarza, że dzwoniący z miejsca przerywają połączenie), to ma ona charakter nieskrępowany. Kontaktują się ze mną różni ludzie, zarówno osoby bardziej doświadczone, jak i początkujące. Obie grupy nie mają większych problemów z artykułowaniem swoich potrzeb i określaniem tego, co chciałby kupić w moim sklepie.

biznesem w sieciSklep erotyczny ma to do siebie, że ze względu na treści ciężko go reklamować. W jaki sposób sobie radzisz?

Wszystkich sekretów „kuchni” nie chciałbym zdradzać, ale zasadniczo staram się stawiać na rozwiązania miękkie. Przykładowo, gdy mam określony budżet, to zamiast przepalać pokaźne środki w AdWords, wolę nawiązać współpracę z blogiem o seksualności lub zasponsorować nagrodę w konkursie. Takie podejście procentuje rozwijaniem sieci kontaktów i tworzy lepszą atmosferę wokół sklepu.

Czy potrafimy otwarcie rozmawiać o seksie? Uda się w Polsce zorganizować event związany z tematyką erotyczną czy jednak jesteśmy krajem o „ciasnych” poglądach?

Merytorycznego rozmawiania o seksie i seksualności na szczęście jest coraz więcej: od telewizji śniadaniowych, do których coraz częściej zaprasza się osoby mające wiedzę i coś mądrego do powiedzenia, przez gazety i magazyny, aż po sieć internetową, w której przybywa seks-pozytywnych blogów, portali i fanpage’y.

Z drugiej strony ciągle brakuje powszechnej edukacji seksualnej. Poruszanie tej tematyki często wywołuje reakcje wręcz histeryczne. W takim otoczeniu trudno organizować wydarzenia związane z erotyzmem. Choć na szczęście coś się jednak u nas dzieje. Obok mniejszych imprez tematycznych Warszawa w ubiegłym roku była świadkiem drugiej edycji festiwalu EroTrendy, dużej imprezy łączącej targi branżowe, pokazy artystyczne oraz panele dyskusyjne o zdrowiu seksualnym.

W jaki sposób poradnik, który prowadzisz, przekłada się na sprzedaż?

To sprawa trudna do zmierzenia. Wiem jednak, że decyzje zakupowe w moim sklepie często są podejmowane po lekturze któregoś z poradników tłumaczących, jak dobierać akcesoria. A zakup gadżetu odpowiadającego naszym potrzebom i preferencjom wcale nie musi być łatwy. Dlatego warto stać po stronie klientów i pomagać im na każdym etapie dokonywania wyboru.

Pamiętam, jak niegdyś dostałem zadanie zakupu elektronicznego papierosa. Nie miałem bladego pojęcia, z czym to się „je”. Zdecydowana większość sklepów kierowała ofertę do osób już zaznajomionych z tematem, mnie zaś dezorientowała sama terminologia i mnogość rozwiązań istniejących na rynku. Ostatecznie zakupu dokonałem w sklepie, który podjął trud napisania poradnika zakupowego dla początkujących.

Podobną strategię stosuję w Kinky Winky. Publikowane na blogu poradniki również stanowią ułatwienie dla mnie jako sprzedawcy. Gdy osoby poszukujące pierwszego wibratora, zadają mi te same pytania, to zamiast każdorazowo pisać im te same odpowiedzi, dobrze jest odesłać je do lektury przewodnika, gdzie wszystko jest dokładnie i merytorycznie wyjaśnione.

Czy każdy może prowadzić sex shop? Jakimi cechami powinna się odznaczać osoba, która chcę wejść w biznes erotyczny?

Prowadzenie sex shopu w sposób merytoryczny z pewnością nie jest zadaniem dla każdego. Chociażby tworzenie opisów gadżetów erotycznych wymaga niemałej wiedzy, kreatywności i wyobraźni.

Trzeba lubić to, co się robi, być osobą otwartą, seks-pozytywną i empatyczną. Liczy się nastawienie do otoczenia, chęć pomocy innym i stawianie potrzeb klientów na pierwszym miejscu. Nie wolno mieć uprzedzeń, nie należy też wartościować cudzej seksualności, preferencji i gustów erotycznych. Branża erotyczna to nie miejsce dla ludzi nietolerancyjnych, zamkniętych w sobie, czy wstydliwych.

Prowadzisz sklep od ponad 3 lat. W jaki sposób zmieniło się Twoje postrzeganie e-commerce? I jak zmienił się sam kinkywinky.pl?

Otwierając sklep, nie byłem osadzony w branży. Brak kontaktów zawodowych od samego początku starałem się konsekwentnie nadrabiać poprzez budowanie relacji z blogerkami, redaktorkami portali o seksualności, dziennikarzami, seksuologami, organizacjami pozarządowymi itp. Nauczyłem się, że aspekt ludzki w biznesie online jest niezwykle istotny, wszak inne strony mogące informować o działalności sklepu prowadzą właśnie ludzie.

Przez cały ten czas przyglądałem się preferencjom zakupowym moich klientów. Po pierwszym roku działalności z pewnym zdziwieniem przyjąłem do wiadomości fakt, że sprzedaż akcesoriów erotycznych jest biznesem… sezonowym. Zauważyłem istotny związek między temperaturą a ilością zakupów. Im zimniej, tym chętniej ludzie składają zamówienia. Dobry sezon trwa od października do marca, gorszy natomiast od kwietnia do września. I w sumie jest to logiczne. W końcu latem chętniej wydajemy pieniądze na rowery lub wycieczki zagraniczne. Dopiero jesienią zaczynamy poszukiwać gadżetów do sypialni.

Przyglądałem się również zmianom w sposobach pozycjonowania, co przyłożyło się do położenia jeszcze większego nacisku na rozwój treści, choć od samego początku wszystko pisałem samodzielnie, unikając kopiowania z innych stron. Testowałem wiele metod promocji i rozwiązań stricte informatycznych wspierających dotarcie do potencjalnych klientów.

W ciągu minionych 3 lat zdążyłem również bardzo poszerzyć ofertę produktową, rozwinąć szatę graficzną i usprawnić funkcjonalność autorskiego skryptu sklepowego, a także przeprowadzić audyt SEO. Ostatnie z wymienionych spraw to jednak tzw. oczywista oczywistość, nad którą powinny pracować wszystkie osoby prowadzące sklep internetowy.

Coraz więcej zamawia u Ciebie mężczyzn. Czy seksualność męska różni się od kobiecej i jak to przekłada się na obsługę klienta?

Czynników warunkujących nasze podejście do seksu jest tak wiele – m.in. wychowanie, wykształcenie, poglądy religijne, wiek, status społeczny – że sprowadzanie seksualnej perspektywy do zagadnień płci jest zbytnim uproszczeniem. A tworzenie daleko idących uogólnień, to coś, czego staram się unikać. Wolałbym również nie wchodzić w skórę seksuologa, bo nim nie jestem.

To, do czego mam dostęp, to preferencje zakupowe. Widzę, po jakie produkty sięgają kobiety, a po jakie mężczyźni. Te statystyki bywają jednak zaburzone, bo często się zdarza, że kupujemy coś dla innych, np. dla swojej „drugiej połówki” (której płeć dla sprzedawcy jest często zagadką).

Dlatego w sprawach związanych z seksualnością kładę nacisk na indywidualizm i nie przykładam wielkiej wagi do tego, co kobiece a co męskie. Zwróć uwagę, że w Kinky Winky wibratory czy dilda nie są charakteryzowane na „dla niej” lub „dla niego”. To klienci, a nie sprzedawca najlepiej wiedzą, w jakim celu kupują konkretny produkt. Asortyment staram się dobierać tak, aby produkty były neutralne genderowo.

Jakie zmiany planujesz przeprowadzić w najbliższym czasie? Czym nas zaskoczysz?

Gdybym wszystko powiedział, to nie mógłbym zaskoczyć, prawda? Z pewnością sięgnę po nowe formy promocji, będę dalej rozwijał bloga, przymierzam się również do poprawy funkcjonalności działania samego sklepu. Niebawem zakończę proces wydawania polskiej edycji ebooka Eriki Lust pt. „Jak nakręcić porno: praktyczny poradnik filmowania seksu”.

Środki na jego publikację pozyskałem za pomocą portalu PolakPotrafi.pl, na którym w ubiegłym roku zorganizowałem pierwszą zbiórkę społecznościową na projekt związany z pornografią. Zakończył się sukcesem, dzięki czemu już niedługo wszyscy będą mogli zapoznać się z tą publikacją zupełnie za darmo. O wszystkim będę informował na bieżąco.

biznesem w sieci

Dziękuję za rozmowę.

Antoni Ruszkowski – założyciel Kinky Winky – pierwszego w Polsce queer sex shopu. Absolwent filmoznawstwa (UJ) oraz historii (UG). W 2007 r. obronił pracę magisterską o pornografii filmowej (pt. „Seks, hard core i kasety wideo. Narodziny i rozwój filmu pornograficznego”).

Czytaj również:

Ludzie, którzy obecnie wynajdują polski e-commerce od nowa

#15 Prasówka e-commerce – już 13% Polaków robi zakupy spożywcze w sieci, jest coraz więcej skarg na zagranicznych sprzedawców!

Do góry!

Polecane artykuły

13.09.2019

AMA: Aplikacje Google bez tajemnic, czyli wszystko co musisz wiedzieć o pracy ...

Głodny wiedzy? Zapraszamy do sklepu z kursami i ebookami

Sprawdzam