E-marketing – z agencją czy na własną rękę?

26.05.2016 AUTOR: Szymon Pietkiewicz

Co ma wspólnego marketing i sport?

Powierzenie działań marketingowych zewnętrznemu partnerowi to nie zawsze łatwa decyzja. Z podejściem do marketingu w firmie jest trochę jak z uprawianiem sportu – wielu osobom wydaje się, że można to robić intuicyjnie. Jak zmieniło się to podejście przez lata oraz jak świadomie podjąć decyzję o współpracy, dowiecie się z poniższego tekstu.

Większość z Was uprawia, uprawiała lub próbowała uprawiać sport. Nieliczni z Was spędzili wczesne dzieciństwo na codziennych treningach, by sprostać marzeniom o mistrzostwie świata. Pozostali biegali po podwórku, uciekali z WueFu , a za sport wzięli się po 25 roku życia, gdy presja dbania o sylwetkę wzrosła, a nadmiar kilogramów przestał sam znikać. Cóż… z tej większość tylko mniejszość nadal systematycznie i rozsądnie trenuje. Pozostali ćwiczą w bardziej lub mniej regularnych zrywach. Podobnie jest z marketingiem w przedsiębiorstwach.  Niektóre firmy od lat prowadzą regularne i świadome działania budując swój wizerunek w głowach konsumentów. Jednak większość inwestuje budżet i energię w dłuższe lub krótsze zrywy w drodze po marketingową formę.

Każdy zna się na bieganiu i marketingu

Zawód trener personalny to hit ostatnich lat. By zapisać się do najlepszych należy czekać w długiej kolejce. Nie zawsze tak było. Jeszcze 15 lat temu rozpoczynając przygodę z siłownią, fitnessem czy bieganiem bazowaliśmy raczej na intuicji. Ciężar i liczbę powtórzeń dobieraliśmy na zasadzie – ile dam radę tyle podniosę. Biegi trwały do pierwszej kolki, a swobodne machanie nogą miało pomóc spalić tłuszcz z ud. Jakie były efekty? Frustracja, że nie wyglądamy jak z okładek magazynów, zniechęcenie i poczucie, że to wszystko bez sensu. Problem w tym, że wiele polskich przedsiębiorstw prowadzi w ten sposób swój marketing. Zakładają, że skoro mają Facebooka to wiedzą co to social media marketing, a skoro umieją pisać bez błędów ortograficznych (co w dzisiejszych czasach faktycznie jest wartością) to potrafią sprzedawać słowem lub tworzyć strategie content marketingowe. Finał takich działań często przypomina efekty ”treningu na tzw. czuja”, niby coś tam widać, ale do oczekiwanego rezultatu daleko.

Zrób to sam – wiedza z Internetu

Co się zmieniło przez ostatnie lata? Podejście, świadomość i oczekiwania. Strategie content marketingowe realizowane przez branżę fitness (blogi, vlogi, artykuły, poradniki) prawie dorównują swoją objętością branży e-marketingowej. Osoby rozpoczynające trening dysponują ogromną ilością materiałów edukacyjnych, podobnie jak firmy chcące samodzielnie wykonać pozycjonowanie, kampanie PPC lub mailingi. Rozmaite aplikacje i narzędzia online pomagają zarówno sportowcom jak i marketingowcom ustalać cele, przygotowywać plan działania oraz wykorzystywać środki wspierające. W efekcie do swoich celów podchodzimy lepiej przygotowani, pracujemy bardziej świadomie i osiągamy lepsze efekty. Początkujący, lecz wyedukowany przez Internet, amator siłowni wie już, że by rozpocząć trening z ciężarami, warto poświęcić 4 tygodnie na ogólnorozwojowe przygotowanie swojego ciała do wysiłku. Ma świadomość, że dieta i regeneracja organizmu są tak samo ważne, jak ilość podnoszonego na sztandze ciężaru. Wyedukowany marketingowiec nauczył się samodzielnie analizować słowa kluczowe w Google i wie jak używać ich w treściach publikowanych online. Wie również, że samo umieszczanie postów na Facebooku nie wystarczy, by zebrać na fanpage`u zaangażowaną publiczność, a terminy takie jak CPC czy CRO przestały kojarzyć mu się z nazwami pierwiastków.

Jednak zarówno sportowiec jak i marketingowiec musieli poświęcić na zdobycie tej wiedzy sporo czasu. Czytać, oglądać, zapisywać, porównywać, a potem i tak dostosowywać pozyskaną wiedzę do warunków w jakich zaczynają (ilość tkanki tłuszczowej, budowa ciała lub budżet na marketing, technologia strony WWW). W trakcie wprowadzania teorii w życie czekała na nich seria prób i błędów, lecz uczenie się na porażkach i wytrwałość pozwoliły im iść do przodu. Jedni zatrzymali się więc na pewnym satysfakcjonującym ich poziomie (nie muszę mieć brzucha jak Chodakowska, wystarczy że zmieszczę się moje stare jeansy), inni próbują iść sami dalej (dlaczego nie mam brzucha jak Brad Pitt, przecież robię jego trening ). Niektórym udaje się osiągnąć cel, inni trafiają na ścianę – co wtedy? W marketingu również samodzielnie możemy doprowadzić ROI i współczynnik konwersji do satysfakcjonującego poziomu, a jednak nurtuje nas pytanie – czy wskaźnik ten może być jeszcze wyższy?

Wuefista to nie zawsze trener

Jako przedsiębiorca możesz czasem zadawać sobie pytanie – dlaczego płowieniem korzystać z usług zewnętrznej firmy, skoro zatrudniam specjalistę do spraw marketingu. Odpowiedź na to pytania również posiada sportową analogię – nie każdy wuefista jest dobrym trenerem. W mniejszych firmach wykształceni specjaliści do spraw marketingu często pełnią rolę ludzi od promocji, reklamy, PR`u, eventów i komunikacji. Ich wiedza o funkcjonowaniu firmy na rynku jest rozległa, może się jednak okazać niewystarczająca, gdy promocję należy skoncentrować na jednym kanale komunikacji. W przypadku Internetu wymagana jest nie tylko wiedza ogólno-marketingowa, lecz także techniczna. Ponadto, nowe media to sektor niezwykle dynamiczny, w którym wiedzę i umiejętności należy permanentnie aktualizować. Agencja e-marketingowa posiada nie tylko pracowników skoncentrowanych na promocji w Internecie, lecz także osoby specjalizujące się w poszczególnych narzędziach w jego obrębie (SEM, social media, content marketing, itd.). Wracając do sportu, jeśli chcemy rozpocząć treningi siłowe lub biegać, dobry wuefista faktycznie może wprowadzić nas w świat treningów. Jeśli jednak naszym celem jest 100 kg na sztandze lub maraton, prawdopodobnie warto skonsultować swój trening ze specjalistą w konkretnej dyscyplinie.

Czy zatem zawsze należy korzystać z pomocy agencji? Niekoniecznie. Jeśli aspiracje marketingowe przedsiębiorstwa nie są wysokie (choć to dość ryzykowna postawa), zatrudniony specjalista do spraw marketingu i PR rozwija się oraz poszerza swoje kompetencje, a firma pozyskuje większość swoich klientów i buduje wizerunek offline – wtedy agencja nie jest jej potrzebna. Warto jednak chociaż spróbować ją przetestować, by przekonać się jakie korzyści i efekty niesie ze sobą współpraca z zewnętrznym partnerem. Gdy przedsiębiorstwo zamierza się rozwijać i dynamicznie zdobywać nowe rynki, a specjalista do sprawa promocji ma zbyt dużo na głowie, by w wolnych chwilach uczyć się obsługi aplikacji Google Analytics, wtedy pomoc zewnętrznej agencji okazuje się niezbędna. Pozostaje jednak pytanie – jak dobrze wybrać partnera do współpracy, który doda nam skrzydeł, a nie tylko przyssie się do portfela. To jednak temat na inny artykuł.

Czytaj również:

https://marketingibiznes.pl/social-media/fan-page-trenera-personalego-czego-tak-naprawde-oczekuja-lajkowicze

Sprzedaż bezpośrednia a e-hanel – co jest dopełnieniem czego?

Bardzo liczę na zmianę mentalności środowiska start-upów – czyli rozmowa z Adamem Wardachem (Raffine.eu)

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail