181 pacjentów zdecydowało się zamrozić po śmierci swoje ciała lub mózgi. Na jakim etapie jest dziś transhumanizm?

Połączenie mózgu z komputerem, bioniczne oczy, zamrażanie mózgów czy podskórne chipy. Na jakim etapie jesteśmy w kwestii wizji transhumanistycznych? Czy to jedynie wizje szaleńców, a może rzeczywistość, która już zaczęła się spełniać? 

181 pacjentów zdecydowało się zamrozić po śmierci swoje ciała lub mózgi. Na jakim etapie jest dziś transhumanizm?

Fot. Pixabay

Kiedy połączymy ludzki mózg z komputerem? Transhumanizm nie jest już wizją przyszłości, on już trwa Kiedy powstał transhumanizm i kto go tak nazwał?  Gdzie dziś wykorzystywane są projekty transhumanisyuczne i kim są biohakerzy? Czy jesteśmy na to gotowi?

Nowoczesna klinika w mieście Scottsdale w Arizonie. Lokalizacja specjalnie wybrana tak, by było, jak najmniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia klęsk żywiołowych. To właśnie tam, w zaciszu nowoczesnych sal stoją zbiorniki, wypełnione ciekłym azotem, w których w temperaturze -196° C czekają ciała i mózgi pacjentów, którzy za życia mieli nadzieję, że w przyszłości technologia rozwinie się na tyle, by dać im szansę powrotu. To nie jest żart ani pomysł na film science fiction. Taka klinika istnieje naprawdę, a na dzień dzisiejszy (29.04.2021 rok) przebywa w niej 181 pacjentów

Alcor Life Extension Foundation to fundacja non-profit, która została założona w Stanach w 1972 roku przez Freda i Lindę Chamberlain. Organizacja ta, jako jedna z pierwszych na świecie wprowadza na szerszą skalę metodę krioniki. Polega ona na zamrażaniu ludzkich ciał lub samych mózgów po śmierci. Według naukowców, za jakiś czas technologia będzie tak dalece rozwinięta, że będzie pozwalała na obudzenie ich pacjentów i wyleczenie schorzeń, które doprowadziły do ich śmierci.

Według innych zwolenników transhumanizmu, którzy idą krok dalej w swoich wizjach, nasze jestestwo ograniczone jest do impulsów elektrycznych, które szaleją w naszych mózgach. Skoro to tylko impuls elektryczny, który porusza się po naszych synapsach, być może jest sposób na to, żeby przenieść ten proces do komputera. 

Koszt zamrożenia całego ciała to jednorazowo 200 tys. dolarów, a samego mózgu 80 tys., ale jak czytam na stronie Alcor, jest możliwość rozłożenia tej kwoty w ubezpieczeniu na życie. Gdyby ktoś z Was był przypadkiem w Scottsdale, możecie pojechać na Drive Suite 110, może akurat traficie na dni otwarte, które są tam organizowane dwa razy w tygodniu.

Ciekawostka: W 1994 roku Alcor był oskarżany, o to, że jeden z jego pacjentów nie zmarł śmiercią naturalną. Wzburzyło to szum medialny. Jednak ostatecznie nie zostały postawione żadne zarzuty.

Połączenie mózgu z komputerem

Znów brzmi jak szaleństwo? Otóż i w tym kierunku poczyniliśmy pierwsze kroki. Choć nie było jeszcze żadnych doświadczeń na ludziach i nie chodzi stricte o przeniesienie umysłu do komputera, mamy już próby podłączenia się do zwierzęcych mózgów. W sierpniu 2020 roku firma Neuralink, która należy do Elona Muska, zszokowała opinię publiczną, prezentując świnie, których mózgi były podłączone do komputerów. Za mało? Elon Musk zapowiedział niedługo po tym, że już niebawem jego zespół pójdzie krok dalej i zaprezentuje małpy z podobnymi chipami, tym razem szalony wizjoner chce jednak za pośrednictwem komputera, sterować żywymi małpami, które mają grać w grę komputerową.

– Mamy już małpę z bezprzewodowym implantem w czaszce, z którego wychodzą małe przewody. Za ich pośrednictwem możemy grać w gry wideo za pomocą umysłu małpy – powiedział Elon Musk w wywiadzie dla Good Time Show. 

Elon Musk tłumaczył, że chipy, które stworzył jego zespół, w przyszłości mogą być wykorzystywane do leczenia wielu schorzeń na przykład neurologicznych. Jednak to nie wszystko w planach jest również połączenie mózgu z komputerem i przenoszenie do niego wspomnień, czy łączenie się “myślami” z różnymi elementami elektronicznymi w naszym otoczeniu. Brzmi jak szaleństwo, jednak choć do realizacji tych planów jeszcze daleko, to możemy puścić wodze fantazji, zastanawiając się, co już dzieje się za murami Neuralink, której dokonania do tej pory były ściśle tajne, a Musk niezbyt chciał się chwalić, tym co robią.

– Nowoczesne technologie wkraczają w nasze życie z pełnym impetem. Na chwilę obecną oczywiście nie możemy mówić o tym, że stan badań nad połączeniami mózg-komputer jest zaawansowany, ale dotychczasowe tempo postępu, ilość środków, jakie są zaangażowane w rozwój tego obszaru, powoduje, że możemy spodziewać się szybkich postępów – dodaje Łukasz Remisiewicz asystent w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Gdańskiego, który  interesuje się zagadnieniami z pogranicza biologii i socjologii.

Transhumanizm już trwa

Jednak transhumanizm to nie tylko próby dotarcia, a w zasadzie wydobycia naszego mózgu z ciała i przeniesienia go na czytnik elektroniczny. To również myśl o tym, by w przyszłości móc zastępować nasze części ciała sztucznymi, które nie będą zawodzić. Czytając o szalonych naukowcach, którzy w Stanach zamrażają ludzkie mózgi, możemy się uśmiechnąć i przypomnieć sobie starego, dobrego Frankensteina. Jednak, czy te wizje przyszłości rzeczywiście są aż tak dalekie od nas?

W mojej ocenie nie. Rozejrzyjcie się dookoła. Przejrzyjcie codzienne wiadomości. Jak często przewija Wam się informacja o tym, że naukowcy wyhodowali w laboratorium jakiś organ, albo wypuścili niemalże identyczne z naturalnymi implanty dłoni, które można sterować myślami? Patrząc wstecz, czy sztuczny staw biodrowy, implant ucha, czy przeszczep serca dziwi? Nie, bo są to metody powszechnie stosowane – a jak się zastanowić, czyż one nie idą w parze z myślą transhumanistyczną?

Mogą Cię zainteresować

Wracając do bardziej zaskakujących przykładów, pod koniec zeszłego roku naukowcy z Monash University w Melbourne w Australii zapowiedzieli, że już niebawem zaczną testy kliniczne bionicznego oka na ludziach. Dzięki temu rozwiązaniu osoby niewidome będą miały szansę na przywrócenie wzroku. Natomiast francuski startup NextMind wprowadził na rynek urządzenie do noszenia wyposażone w interfejs mózg–komputer, które zapewnia kontrolę w czasie rzeczywistym nad urządzeniami elektronicznymi. 

Bardzo ciekawą opinią na ten temat podzielił się ze mną też językoznawca dr hab. Adam Głaz:

– Nie mam wątpliwości, że transhumanizm nadejdzie, a właściwie już nadszedł – oczywiście to zależy, jak się go zdefiniuje. Jeśli to kwestia technologii, to chyba jeszcze go nie ma, ale eksperymenty, o których mowa, jeszcze niedawno byłyby uznane za czystą fantazję, teraz są realnie planowane. Natomiast jeśli za transhumanizm uznamy pewien rodzaj interakcji człowieka z maszyną, technologią, sztuczną inteligencją, czy po prostu systemami komputerowymi, w których człowiek de facto jest zależny od tych systemów, choćby w sensie podejmowania decyzji dotyczących niego samego, to już żyjemy w takim świecie. Przykład najprostszy i banalny – nie ma właściwie możliwości otrzymania szczepionki przeciwko COVID-19, a tym bardziej odstąpienia jej komuś innemu, jeśli nie zostanie to zaakceptowane przez system (czy też kilka połączonych ze sobą systemów). Innymi słowy – nawet jeśli uznamy, że dana decyzja jest słuszna i wszyscy się na nią zgadzamy, to bez zgody systemu możemy to zrobić tylko “nielegalnie”. Czy to transhumanizm? W szerokim sensie tak, bo całość tego super-systemu to człowiek i systemy komputerowe. Decyzja jest teoretycznie nasza, dotyczy nas, ale wprowadzenie jej w życie w zgodzie ze wszystkimi wymogami nie zależy od nas. Stąd już tylko krok do tego, by nawet podjęcie takiej decyzji nie leżało w gestii człowieka, czyli elementem dominującym stanie się czynnik nie-ludzki. Czy to jest szansa, czy zagrożenie? Może być tym i tym, ale mam obawy, że bardziej zagrożenie, bo od nie-ludzki do nieludzki jest bardzo blisko (patrz komputer HAL 9000 z “Odysei kosmicznej” Clarke’a/Kubricka) – komentuje Adam Głaz.

Trochę o historii transhumanizmu

W pierwszym momencie może nam się wydawać, że mówiąc o transhumanizmie, mówimy o rzeczach absolutnie współczesnych i przede wszystkim przyszłych. Nic bardziej mylnego. Sama teoria powstała u schyłku XIX wieku, a za jej prekursora uważa się rosyjskiego filozofa Nikołaja Fiodorowa. To on jako pierwszy powiedział, że powinniśmy wykorzystywać technologię do tego, by dążyć do nieśmiertelności. Natomiast samą nazwę transhumanizm po raz pierwszy użył londyński biolog Julian Sorell Huxley w 1957 roku (przypomnę, Alcor został założony w 1972). 

I tu ciekawostka, mówi się, że Huxley był zwolennikiem eugeniki, która miała dawać nam szansę na naprawę społeczeństw poprzez odpowiedni dobór. Jednak po tym, gdy świat ujrzał program hitlerowski, eugenika zaczęła być odbierana pejoratywnie. I właśnie dlatego Huxley miał wymyślić nazwę transhumanizm, by ten nie był kojarzony z hitlerowską masakrą. Natomiast stwierdzenie oczyszczanie rasy zastąpiono szukaniem rozwiązań na zwiększenie ludzkiej wydajności.

Na transhumanizm można spojrzeć co najmniej dwojako. Z jednej strony jest to pewien trend myślowy, charakterystyczny dla kilku ostatnich dziesięcioleci, a więc czasu, w którym nastąpiło gwałtowne przyspieszenie zastosowań wiedzy naukowej w rozwoju i użytkowaniu wysokich technologii, w tym zwłaszcza technologii informacyjnych i komunikacyjnych. Ujmowany w ten sposób, transhumanizm kusi swoją interpretacyjną adekwatnością – sugeruje rychłe nadejście nieuchronnego uskoku, przeskoku, wyskoku człowieka i człowieczeństwa w przestrzeń jego własnego wytworu, wespół z wyobrażeniem, że będzie to stanowiło nie tylko radykalną zmianę miejsca ludzkiego bytowania, ale także konstytutywną zmianę samego bytującego podmiotu. Z drugiej strony, jeśli na transhumanizm spojrzymy szerzej, dostrzeżemy w nim zjawisko o charakterze procesu permanentnego – trwającego od zarania ludzkości, choć nazwanego jako takie dopiero w stosunkowo niedawnym czasie. Tak rozumiany transhumanizm jest procesem permanentnego przekraczania bieżącego status quo człowieka – ciągłym przechodzeniem do kolejnych stadiów jego rozwoju, kumulujących dotychczasowe jego zasoby i możliwości oddziaływania na otoczenie i środowisko, w którym żyje. Przykładowo, by odwołać się jedynie do względnie dawnej przeszłości, wynalezienie druku i skonstruowanie maszyny parowej można traktować jako te przełomowe „chwile” w dziejach, w których dawny człowiek przestał istnieć. Chwila, w której znajdujemy się obecnie – w trzeciej dekadzie XXI wieku – na razie trwa… – tłumaczy dr Wojciech Zieliński, socjolog i etyk, wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego.

Mniejsze projekty transhumanistyczne i biohakerzy

Wracając jednak do współczesności, poza miliardowymi badaniami i dokonaniami światowych naukowców mamy tu jeszcze jeden obszar. Na mniejszą skalę, ale jednak. Przykładem może być szwedzka korporacja, która kilka lat temu wprowadziła dla chętnych pracowników możliwość wszczepienia chipa w dłoń. Dzięki temu mogli oni za pośrednictwem dłoni otwierać drzwi i uruchamiać sprzęty biurowe. Jak podaje serwis komputerswiat.pl tego typu wczepy posiada już 4 tys. Szwedów, a pierwszy z nich został zaaplikowany w 2015 roku. Natomiast serwis money.pl przypomina, że pierwszy na świecie chip został wszczepiony przez dziekana wydziału cybernetyki Uniwersytetu w Reading, w Anglii w 1998 roku.

Mamy tu i polski wątek. Firma Walletmor, za którą stoi Wojciech Paprota, opracowała chipy, które zastępują karty płatnicze. Na ten moment z rozwiązania skorzystało kilkadziesiąt Polaków oraz Niemcy, Brytyjczycy i mieszkańcy Skandynawii. 

Jak w każdym obszarze i tu występują patologie. Bowiem równorzędnie z rozwojem rozwiązań przybliżających nas do transhumana, jakim mamy się w przyszłości stać, postały też ruchy tak zwanych biohakerów. Niektórzy z nich dokładają swoje cegiełki do rozwoju technologicznego i robią sensowne rzeczy. Niestety jest też grupa osób, które wykonują na sobie różnego rodzaju modyfikacje w niemedycznych warunkach. Aby się za wiele nie rozpisywać nad tym wątkiem, podam tylko jeden przykład. Tim Cannon z Niemiec wszczepił sobie pod skórę na przedramieniu urządzenie wielkości smartfona, które uwaga, uwaga… mierzy temperaturę ciała. Zostawię bez komentarza. 

Kolejny problem, jaki widzę, to fakt, że dostępność coraz bardziej zaawansowanych możliwości ingerencji w nasze ciała w połączeniu z popkulturową wizją idealnych ludzi z wybiegów, doprowadza do kolejnej patologii. Każdy z Was z pewnością słyszał o polskiej lalce barbie, czy człowieku kocie, który zresztą swoje modyfikacje przepłacił życiem. Jednak to temat na osobny wątek

Czy jesteśmy na to gotowi?

Myślę, że podsumowując ten materiał, pozostawię Was z dwoma pytaniami. Czy jesteśmy na to wszystko gotowi mentalnie? I czy transhumanizm będzie dla nas szansą, czy też zagrożeniem? 

– Rozwój tych technologii może przynieść dużo korzyści, ale też zagrożeń, dlatego tak wielkie znaczenie ma społeczna kontrola wdrażania różnych rozwiązań, wymuszająca transparentność zastosowań. Technologie “ulepszania” ludzkiego ciała, a w szczególności zdolności kognitywnych, mogą stać się kolejną płaszczyzną wzmacniającą nierówności społeczne – możemy wyobrazić sobie, że będą one przynajmniej na początku z powodu wysokiej ceny dostępne dla nielicznych. Wielu fanów dystopii społecznych obawia się także tego, jak nowe technologie mogą wpływać na ograniczanie wolności całych społeczeństw. Przykład współczesnych Chin, które wprowadziły tzw. “system zaufania społecznego”, oparty o zbieranie i analizę w czasie rzeczywistym ogromnej ilości danych behawioralnych pokazuje, że za sprawą tego typu systemów można łatwo kontrolować społeczeństwo. Już dziś osoby, które wyrażą się niepochlebnie o działaniach chińskiego rządu w Internecie, mają na przykład problem, by kupić bilet na pociąg. Chiński rząd ma do dyspozycji jednak tylko dane o zachowaniach. Co by się stało, gdyby miał także dostęp do danych prosto z mózgów swoich obywateli? – tłumaczy Łukasz Remisiewicz.

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl