Tworzą unikatowe rowery elektryczne. Pierwsze egzemplarze dostarczą klientom w całej Europie osobiście

Manufaktura Kosynier tworzy rowery elektryczne wykonywane w dużej mierze ręcznie w stylizacji retro.  Już niebawem dostarczą pierwsze sztuki do swoich klientów. Za projektem stoi Marcin Bielawski, jego brat, znajomi i grupa rzemieślników zapaleńców. W planach budowa motoroweru dlatego Kosynier wystartował z Akcją Homologacją, w ramach której chcą zebrać 200 tys. na homologację.

Tworzą unikatowe rowery elektryczne. Pierwsze egzemplarze dostarczą klientom w całej Europie osobiście
Manufaktura Kosynier zajmuje się produkcją autorskich pojazdów, które sami projektują i wykonują, wzorując się na zabytkowych środkach lokomocji. "Kiedy poświęciliśmy na projekt dużo czasu, okazało się, że wdrożono przepisy, które uniemożliwiają nam produkcję takiego pojazdu, który sobie wymarzyliś" Dlaczego bracia deklarują, że nigdy nie będą dążyć do tego, żeby produkcja ich rowerów odbywała się na masową skalę? Skąd nietypowa nazwa projektu i czy może mieć ona wpływ na jego powodzenie za granicą?

Marcinowi poza tym, że jest zapaleńcem motoryzacyjnym i chce, by jego projekty były unikatowe, zależy również na tym, żeby zbudować wokół swojej marki silną społeczność. I jak się okazuje, potrafi robić to doskonale. Mimo że projekt przeciąga się w czasie, na co między innymi wpłynęła pandemia, osoby, które śledzą Kosynier’a, cały czas im kibicują. Mało tego, pierwsze rowery, które już za moment wyjadą z manufaktury pod Poznaniem, dostarczą osobiście do klientów z całej Europy. Między innymi po to, by zacieśniać relacje. 

Skąd zainteresowanie akurat pojazdami retro?

Towarzyszyły nam przez całe życie. Wychowaliśmy się z bratem w… kuźni. Nasi rówieśnicy bawili się na ulicach, podwórkach i przy trzepakach, a my w dużej mierze czas spędzaliśmy w kuźni, która wcześniej należała do naszego pradziadka, dziadka, wujka, a teraz my ją przejęliśmy. Jeśli chodzi o pojazdy zabytkowe, to początkowo sami ich nie mieliśmy. Obserwowaliśmy naszych starszych znajomych, którzy posiadali polskie motocykle Junak, czy zagraniczne, głównie zza wschodniej granicy. Później pojawił się kolega, który jako pierwszy w okolicy miał Harleya, więc był dla nas prawdziwym bogiem. Kiedy byliśmy nieco starsi, kupowaliśmy tańsze pojazdy zabytkowe. Przykładowo mieliśmy i mamy do dnia dzisiejszego polski skuter Osa, przewinęły się też jakieś komarki, później trafiła się Honda zabytkowa z francuskiej armii, kupiliśmy też Mustanga cabrio z 1965 roku. Mamy rodzinę w Berlinie i na początku przemian, za dzieciaka, często tam wyjeżdżaliśmy. Obowiązkowo za każdym razem jeździliśmy do salonu Harleya, żeby podziwiać te kultowe jednoślady. 

Czy również odnawiacie zabytkowe pojazdy?

Nie. Zajmujemy się produkcją naszych autorskich pojazdów, które sami projektujemy i wykonujemy, wzorując się na pojazdach zabytkowych, choć podkreślę, że nie są to kopie. Pojazdy, które obecnie można znaleźć na naszej stronie, są stylizowane na motocykle z początku XX wieku. 

Czy istnieje możliwość personalizacji takiego pojazdu?

To kwestia czasu. Bierzemy pod uwagę modyfikację naszych pojazdów, ale już teraz odpowiadamy na mniejsze potrzeby naszych klientów. Przykładowo klient z Berlina ma mopsy i chce dodatkowo do roweru wózek dla swoich psów. Zaprojektowaliśmy więc wózek dedykowany psom i właśnie go wykonujemy. Tak więc będziemy starali się odpowiadać na sugestie i wytyczne naszych klientów. 

Wózek dla mopsów – rewelacja. Podasz przykłady innych nietypowych zamówień?

Dostaliśmy pytanie, czy wykonamy taki rower w złocie. 

Mogą Cię zainteresować

Mówisz skutery, samochody, są też rowery. Czyli całe spektrum pojazdów zabytkowych? Skąd pomysł na elektryczny rower retro?

Kiedy brat wpadł na pomysł zbudowania naszego roweru, nazywaliśmy go właściwie retro pojazd, a nie rower. I właśnie pod taką nazwą pojawił się w kampanii Polak Potrafi. 

Dlaczego?

Bo nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, czy to będzie rower, motorower, czy może jeszcze coś innego. Z biegiem czasu widzimy, że był to bardzo dobry ruch. Ponieważ w międzyczasie doświadczyliśmy wielu zmian w prawie i które cały czas następują jeśli chodzi o pojazdy elektryczne. Miało to ogromny wpływ na proces prototypowania i na to ile to wszystko trwa. Musimy dostosowywać się do przepisów, a jako fani motoryzacji, jak już coś robimy, to musi to być najmocniejsze, najszybsze i naj, naj, naj. Kiedy poświęciliśmy na to trochę czasu, okazało się, że pojawiły się przepisy, które uniemożliwiają nam produkcję takiego pojazdu, który sobie wymarzyliśmy.

Jakie to ograniczenia?

Chcieliśmy wykorzystać bardzo mocny silnik, aby nasz pojazd mógł rozwijać dużą prędkość i można było sterować nim jak motocyklem. Czyli po prawej stronie kierownicy jest manetka, którą sterujesz. Takie były nasze pierwotne założenia. Natomiast w międzyczasie pojawiły się ograniczenia prawne, które określają, że rower elektryczny to taki, który ma maksymalnie 250 W i co jest kluczowe, ty pedałujesz, a silnik jedynie Cię wspomaga. Czyli jeśli wprowadzimy wspomnianą manetkę, nasz pojazd będzie traktowany już jako motorower. Dodatkowo w przypadku roweru elektrycznego silnik może wspomagać cię tylko do 25 km na godzinę, a powyżej odcina się wspomaganie elektryczne. No a jak możesz się domyślać wymagania, które trzeba spełnić, wprowadzając na rynek rower elektryczny, są zdecydowanie mniejsze niż w przypadku motoroweru, który już wymaga homologacji. Nie mówiąc o tym, że te przepisy dotyczą jedynie Unii Europejskiej w Wielkiej Brytanii, Stanach czy Szwajcarii będzie już inaczej.

Rozumiem, że celujecie w klientów zagranicznych?

Tak. Dlatego na bieżąco musimy śledzić, jak te uregulowania zmieniają się na świecie. 

Skąd macie najwięcej klientów?

Nasi odbiorcy to pewnego rodzaju społeczność, która jest zainteresowana zabytkowymi pojazdami, są to też osoby, które pasjonują się rzemiosłem, które wiedzą, że do wykonania takiego pojazdu trzeba mieć ogromne doświadczenie, umiejętności rzemieślnicze więc doceniają to, co robimy. Staramy się, żeby w naszych pojazdach najnowszej technologii było jak najmniej i jednocześnie to co można wykonujemy ręcznie. Pierwsi klienci, którzy zakupili nasze rowery w ramach przedsprzedaży są z Anglii, Niemiec, Francji, Hiszpanii, Szwecji, Australii, USA i Polski.

Ile czasu trwa skonstruowanie takiego pojazdu?

Jest to pytanie, na które w tej chwili nie jestem w stanie odpowiedzieć jednoznacznie. Ponieważ przy pierwszej serii, która aktualnie jest produkowana i za chwilę pierwsze sztuki zostaną dostarczone do klientów, nie można brać, jako wskaźnik tego, jak ten proces będzie wyglądał w przyszłości. To są pierwsze sztuki, pod które sami przygotowywaliśmy przyrządy, pandemia koronawirusa również nas bardzo obciążyła, a zaczęliśmy tę pierwszą serię właśnie z początkiem pandemii. Więc na to pytanie będziemy w stanie odpowiedzieć po drugiej serii, przewiduję, że ten czas zmniejszy się radykalnie.

Wiele elementów wykonujecie ręcznie, stworzyliście własne narzędzia czy macie plan na sytuację, w której będzie trzeba zwiększyć skalę? Znajdziecie moce przerobowe?

Idea naszego przedsięwzięcia jest taka, że cały czas ma to być manufaktura, cały czas mają to być rowery wykonywane ręcznie, a to wiąże się z tym, że nigdy nie będziemy w stanie produkować bardzo dużych ilości. Nie chcemy konkurować z innymi liczbą wyprodukowanych sztuk, nie chcemy zalać rynku naszymi pojazdami. To ma być specyficzny produkt dla specyficznej grupy odbiorców, którzy kupują od nas właśnie ze względu na to, że pojazdy te wykonujemy tak, a nie inaczej, więc nigdy nie będziemy dążyć do tego, żeby była to produkcja masowa. „Skalowalny biznes” to teraz modny trend. My idziemy w tej kwestii pod prąd, ale też wpisujemy się w inny megatrend. Coraz bardziej na świecie doceniane są produkty unikatowe, wykonane przez rzemieślników, za którymi stoi doświadczenie, ogromne umiejętności manualne. W kontrze do masowych i często jednorazowych produktów.

Ile osób pracuje przy tym projekcie?

Kilkadziesiąt osób.

Czym ty i twój brat zajmowaliście się wcześniej?

Mój brat prowadził własną działalność, był kurierem, później pracował w firmie, która tworzyła stoiska targowe. Ja natomiast jestem na co dzień operatorem kamery, pracuję w jednej ze stacji telewizyjnych. Poza tym prowadzę warsztaty filmowe dla dzieci. Byłem też przez pewien moment związany z marketingiem. 

Jeśli Kosynier się rozwinie, łatwo będzie pożegnać się z etatami?

Mój brat już porzucił wszelką dotychczasową działalność i zajmuje się tylko Kosynierem. Natomiast ja, z racji tego, że w naszym projekcie odpowiadam głównie za sprzedaż, tworzenie contentu, marketing, PR itd., to jestem w stanie i jeszcze długo będę, prowadzić te wszystkie rzeczy jednocześnie. Chociaż chciałbym, żeby to Kosynier zajmował mi najwięcej czasu.

Opowiedz proszę o Akcji Homologacja

Tak jak wspominałem, zaczynamy od rowerów elektrycznych, ponieważ jest to związane z przepisami. Jednak nasze pojazdy aż się proszą by być motorowerem. Jednak jest to już dużo poważniejsza sprawa. Aby wystartować z produkcją naszych pojazdów, musimy wykonać badania homologacyjne, których koszt to około 200 tys. złotych. Planujemy przejść cały cykl homologacyjny, a to wiąże się z różnymi dodatkowymi sprawami.

To znaczy?

Trzeba przygotować cały proces produkcyjny, bo musimy zapewnić komisję, że jesteśmy w stanie produkować powtarzalne produkty. Ponieważ są to pojazdy w dużej mierze wykonywane ręcznie, to tym bardziej będziemy musieli bardzo duży nacisk na to położyć. Te 200 tys. to koszt badań homologacyjnych, które trzeba wykonać na kilku sztukach naszych motorowerów.

Jeśli ktoś chciałby wesprzeć Waszą akcję to, w jaki sposób może to zrobić?

Zapraszamy na naszą stronę, jest tam dokładna informacja na temat naszej akcji. Można tam również zakupić gadżety, które sprzedajemy w naszym sklepie. Dodatkowo, jeśli ktoś chciałby wesprzeć nas w innej formie, to prosimy o kontakt osobisty.

Gdzie Wasza manufaktura się znajduje?

W Buku pod Poznaniem. Dokładnie 30 km na zachód od Poznania. Tam w głównej mierze składamy na gotowo nasze rowery. Poza tym mamy również kuźnię, która mieści się na wsi kilka kilometrów od naszej manufaktury i tam mamy już tokarki, frezarki i inne maszyny, na których wykonujemy ramy, zbiorniki, które imitują zbiorniki paliwa i inne elementy. Dodatkowo mamy rzemieślników, którzy są rozsiani po okolicy i nie tylko. 

Dlaczego nazwaliście swój projekt Kosynier?

Dlatego, że jest to bardzo mocno kultywowany temat w naszej miejscowości. Jako dzieciaki w szkole uczyliśmy się o Kosynierach z Buku. Tak więc po pierwsze sami wywodzimy się ze wsi z taką tradycją, po drugie chcemy tworzyć pojazdy, które będą kojarzyć się z zadziornością, więc Kosynier wydał nam się najlepszą nazwą dla naszego projektu. 

Nie baliście się, że taka nazwa będzie problematyczna dla cudzoziemców? Jak sam mówisz, większość Waszych klientów jest z zagranicy

To ciekawe, bo to pytanie zadają nam tylko Polacy. U cudzoziemców nie ma z tym najmniejszego problemu. Poza tym widzimy, że dla nich to jest dodatkowa rzecz, która świadczy o tym, że produkt jest unikatowy, bo ma nietypową nazwę. Żaden z naszych klientów nie zasugerował nam, żebyśmy zmienili nazwę na bardziej światową.

Większość startupów już na etapie wymyślania produktu, myśli o jego nazwie, żeby była globalna. Wy natomiast pod prąd.

Dokładnie. Zrobiliśmy to z pełną świadomością. Rozumiemy trendy światowe i środowisko startupowe, natomiast od początku z pełną premedytacją zdecydowaliśmy się na taką nazwę, wiedząc, że naszym głównym odbiorcą będzie klient zagraniczny. 

Jakie największe kamienie milowe przed Wami?

Dostawa pierwszych sztuk rowerów do naszych klientów. To będzie długo wyczekiwany moment. Dodam, że wszystkie pierwsze sztuki zamówione w Europie zawieziemy osobiście

Osobiście!?

Tak. Staramy się bardzo szybko skracać dystans z naszymi klientami. Liczymy też na to, że kiedy będą oni już użytkownikami naszych pojazdów, to te relacje będą się pogłębiać. Tak więc chcemy nasze pojazdy przekazać osobiście, poznać się na żywo, nagrać to spotkanie i zaprezentować potem naszym kolejnym klientom moment przekazania pierwszych sztuk.

Macie już zaplanowane konkretne wyjazdy?

Tak. Z pewnością pojedziemy do Barcelony, Paryża, Berlina i wielu innych miast. Tak więc będzie sporo relacji. To będzie nasz pierwszy duży krok milowy.

A następne?

Rozpoczęcie drugiej serii rowerów. Potem mam nadzieję, że rozpoczniemy badania homologacyjne. Kiedy to będzie… nie potrafię powiedzieć. Projekt związany z rowerami nauczył nas, że nawet jeśli zakłada się sobie jakieś realistyczne terminy, to wszystko może się zdarzyć. Oczywiście mamy plany na najbliższe 5 i 10 lat, jednak doświadczenia z zeszłego roku pokazały nam, że wszystko się może zdarzyć, więc nie chcemy na ten moment tak daleko wybiegać w przyszłość. Do tej pory cały czas opowiadamy o tym, co będzie. Nie chcemy już tego, teraz chcemy mówić o tym, co jest. 

Na koniec powiedz czy sami na co dzień również jeździcie Kosynierami?

Tak. Mało tego, ja sprzedałem swoje auto. Nie tylko dlatego, że jeżdżę rowerem, ale całe nasze fundusze przeznaczamy na rozwój Kosyniera. Stąd też obecnie poza Kosynierem nie dysponuję żadnym innym pojazdem. Dzięki temu mogę też testować, to co tworzymy. 

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl