Po co blogerowi newsletter?

17.03.2016 AUTOR: Sylwia Cegieła

Automatyczny mailing to bardzo przydatne narzędzie dla każdego, kto chce dotrzeć ze swoim produktem do szerszego grona odbiorców oferowanej treści. Tym bardziej autorzy powinni go docenić, gdyż stanowi on niedocenione źródło pozyskiwania i utrzymania kontaktów. Używając go, nie tylko generujemy ruch czy poszerzamy listę czytelników, ale również zapewniamy sobie potencjalny dochód. Warto więc przyjrzeć się bliżej tej formie komunikacji z czytelnikiem.

Mimo że newsletter jest nieco przestarzały, wciąż w wielu przypadkach nie traci na znaczeniu. Ma ogromny wpływ na statystyki. Wysyłając wiadomości, informujemy swoich obecnych bądź ewentualnych zainteresowanych o naszym istnieniu, o produkcie oraz nowych postach, w zależności od tego, czy nasze działania będą docelowo nastawione na zarabianie czy jedynie piszemy, aby realizować swoje hobby. Daje to pewną swobodę, gdyż sami decydujemy, które materiały chcemy udostępnić i w jakim czasie. Przynajmniej na samym początku funkcjonowania dziennika możemy też samodzielnie budować listę czytelniczą dopóki nie osiągniemy znaczącej popularności, kiedy to czytelnicy sami zapiszą się do subskrypcji.

Co wysyłać?

Funkcja informacyjna i wspomnieniowa to nie jedyny cel automatyzacji wysyłki. Jeśli tylko ograniczymy się do prezentacji nowych treści oraz przypominaniu starych, szybko znużymy odbiorcę. Dodać należy coś więcej. Może to być np. dobrze opracowany graficznie mail. Stawarza okazję poznania autora jako człowieka lub możliwość podglądania go podczas pracy. Takie zabiegi powodują, że czytelnik jest bliżej publikującego, gdyż przecież każdy uwielbia podglądać. Mile widziane są również bonusy – wpisy uzupełniające w postaci treści pierwotnie nie publikowanej, ale wciąż związanej z wcześniej ustaloną tematyką. Czytelnik czuje się wtedy wyróżniony, wyjątkowy, gdyż oferowana informacja przeznaczona jest jedynie dla subskrybentów. Inny, ciekawy zabieg wykorzystujący biuletyn to możliwość wysyłania odpowiedzi na najczęściej po jawiące się pytania, reakcje na komentarze, konkursy, quizy czy linki do najciekawszych tekstów, które ostatnio przeczytał autor oraz przemyślenia z nimi związane. Stąd wniosek, że newsletter jest formą kontaktu nakierowaną na odpowiednią grupę docelową stanowiącą źródło wiedzy dla piszącego.

Zbierzmy subskrybentów

Skoro już wiemy po co, to teraz czas na kilka konkretnych informacji. Aby zaistniała możliwość zapisu do subskrypcji, w odpowiednim miejscu musi znaleźć się formularz. Jak już ten warunek zostanie spełniony, należy poinformować czytelników o jego istnieniu. Pewien rezultat przyniesie już samo powiadomienie na Facebook’u lub na końcu danego wpisu. Inną formą przypominania o prenumeracie jest wyskakujący pop-up zaraz po wizycie czytelnika. Jednakże, jest to zbyt agresywny i nachalny sposób, który – nie dość że przesłania treść, to jeszcze może zniechęcić do dalszych wizyt i – w efekcie – zrezygnować, co ostatecznie spowoduje utratę cennego odbiorcy naszych treści. Ten dość ryzykowny sposób sprawdza się zatem jedynie w niewielu przypadkach. Najlepszym zatem zabiegiem zachęcającym do zapisu, a tym samym zyskania kolejnych subskrybentów, jest przemawianie do nich językiem korzyści. Należy koniecznie pamiętać o spełnianiu wcześniej danych obietnic. Klienci nigdy o nich nie zapominają.

Jak często wysyłać mailing?

Decyzja o wysyłce podjęta. Czas więc zastanowić się nad częstotliwością wpisów i przetestować różne warianty. Po reakcji adresatów zdobędziemy wiedzę na temat zapotrzebowania na naszą ofertę. Nic tak nie zniechęca czytelnika jak brak konsekwencji i regularności. Musimy wypróbować różne odstępy czasowe, ponieważ wtedy zdobywamy stałych klientów, a tym samym podnosimy statystyki. Należy zatem uważnie obserwować ruch. Jeśli wysyłać będziemy za często, klienci zechcą się wypisać, ponieważ nikt nie lubi być zasypywany nadmierną ilością maili, a jeśli za rzadko, to klienci nie wyrobią w sobie nawyku czytania biuletynu. Najważniejszy jest więc czas oczekiwania. Na początku działalności wystarczą 1-2 wiadomości na miesiąc, a jeśli uzyskamy już stałe grona czytelników, a sam autor poczuje, że ma więcej do powiedzenia i chce się tym koniecznie podzielić, można wysyłać 3 do 4 wiadomości. Lepiej mniej i regularnie niż od razu narzucić sobie tempo i ostatecznie nie dotrzymywać terminów.

Przestrzegajmy zasad

Zatem, gdy chcemy zachęcić potencjalnego odbiorcę do zapisania się do prenumeraty, nie możemy łamać prawa. Wszelkie zawarte informacje muszą być jawne i zrozumiałe. Pamiętajmy, że ktoś zostawia w bazie dane i powinien wiedzieć, w jakim celu to robi. Precyzja oraz brak wątpliwości to kwestie nadrzędne. Oczekiwania muszą być jasno określone. Nie zostawiajmy czytelnika z pustymi obietnicami, jeśli nie możemy ich dotrzymać, ponieważ takie działania nie zbudują zaufania między piszącym a czytelnikami. Te nieetyczne posunięcia spowodują jego utratę.

Na koniec najważniejsza kwestia. Zebraną bazę danych należy zgłosić do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO), ponieważ jeśli nie dopełnimy obowiązku, nałożą na nas kary. Gdy już wszystkie wynikające z posiadania automatycznego mailingu korzyści są nam znane, przystąpmy do pisania.

Czytaj również:

6 rzeczy, o których musisz pamiętać wysyłając zgodny z prawem newsletter

#14 Prasówka e-commerce – blisko 46% internautów korzysta z płatności online, Zapakuj.to zmienia się w Packhelp

Do góry!

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail