Co znosi głowa foundera?

06.12.2019 AUTOR: Michał Bąk

Zarządzanie psychiką foundera jest dla mnie jednym z ważniejszych tematów 2019 roku, odbyłem kilkadziesiąt rozmów z twórcami różnych projektów i wnioski są takie, że osoby, które lepiej radzą sobie z zarządzaniem psychiką, odnoszą lepsze wyniki. Truizm lub spłycenie tematu pomyślisz. Ale gdy zaczniemy wnikać głębiej, okaże się, że higiena psychiczna ma wpływ na produktywność, relacje, sposób podejmowania decyzji to okaże się, że na dobrej psychice foundera stoi firma, którą on zarządza. Z tego tytułu na naszej konferencji Founders Mind, postanowiliśmy przeprowadzić panel dyskusyjny pt. „Co znosi głowa foundera” na którym poznamy sposoby radzenia sobie ze stresem, metody zarządzania psychiką i przeanalizujemy temat mentalności wśród polskich founderów. Chciałbym Cię zaprosić też do przeczytania niniejszego wpisu, mojej interpretacji tego co siedzi w głowach founderów i co te biedne głowy muszą znosić. Niniejszy tekst napisałem na bazie własnych doświadczeń oraz rozmów / wywiadów z founderami polskich projektów.

 

  1. Syndrom oszusta – kilka razy już omawiałem ten aspekt. Syndrom oszusta czyli takie zjawisko, które powoduje w naszej głowie uczucie, że to co zrobiliśmy jest nic nie warte, że te „sukcesy” to każdy mógł osiągnąć i w ogóle czujemy się jak najgorsze zło. Pojawia się szczególnie w okresach, gdy coś poszło nie tak, łatwiej do naszej głowy wchodzi wówczas temat porażek, łatwiej nam jest kwestionować to co zrobiliśmy dobrze.
  2. Zwalanie niepowodzeń na czynniki zewnętrzne – nie wiem czy Tobie się to zdarzało, ale mi w przeszłości tak. Niepowodzenia zdarzało mi się zwalać na czynniki zewnętrzne, aby przed samym sobą się usprawiedliwić.
  3. Rozdmuchane ego/oczekiwania zderzające się z rzeczywistością – Stawianie na swoim jest ważne, świadczy o pewności swoich czynów, stabilności decyzyjnych ale nie jeżeli przychodzi to przez pryzmat „muszę postawić na swoim” „nie będę słuchał feedbacku, bo oni się nie znają”. Zazwyczaj takie postępowanie kończy się na brutalnym zderzeniu z rzeczywistością.
  4. Chęć udzielania odpowiedzi w każdym temacie – Jeżeli nie potrafimy słuchać i podczas spotkań kipimy emocjonalnie, próbujemy reagować na każde słowo rozmówcy, przez co dochodzi do absurdalnych sytuacji jak np. chęć udzielania odpowiedzi na każde zadane pytanie, nawet w takich kwestiach, na których się nie znamy. Ma na to wpływ 1. Brak skłonności do autorefleksji, że wcale nie musimy wszystkiego wiedzieć (można powiedzieć, że nie mamy kompetencji na odpowiadanie) 2. Impulsywne podchodzenie do wszystkich bodźców. Rozmówca zadaje pytanie, a my bez chwili zastanowienia podejmujemy dalszą dyskusję, błądzimy, wymyślamy odpowiedzi.
  5. Cykliczny stres i efekt domina – Gdy popełnimy błąd, kolejny, jeszcze kolejny ciężko jest złapać balans, wyrównać, wrócić na właściwy tor. Nazywam to efektem domina i kilka razy w mojej przedsiębiorczej karierze przeżywałem właśnie ten stan. To jak bokser, który pomimo dobrej psychiki dostanie niespodziewanie kilka ciosów na twarz, bo przecież jak mawiał klasyk „każdy ma plan dopóki nie dostanie po mordzie”.
  6. Emocjonalna sinusoida – Najważniejsze moje odkrycie 2019 to pogodzić się, że takie zjawisko funkcjonuje bez względu czy jest dobrze czy jest źle, ono się pojawia. Mamy zjazdy, chwilowe, dłuższe, nierówne. Pogodzenie się z występowaniem i zaakceptowanie jest moim zdaniem jedyną właściwą drogą. Trochę upraszczając ale nawet najlepsi sportowcy nie są wstanie utrzymać się w każdych zawodach maksimum swojego poziomu, tak samo będzie u nas, nawet jeżeli w firmie nie będziemy mieli problemów, istnieje szansa, że z jakiegoś powodu poczujemy się gorzej mentalnie.
  7. Gdy zamiast snu głowa robi „ratata” strzelając problemami, nie dając zasnąć – Miałeś coś takiego? Kładziesz się spać, ale nie możesz zasnąć bo głowa wylewa Ci wszystkie zmartwienia dnia minionego lub przypomina Ci o czekających Cię jutro stresach? Wpływa to na naszą produktywność następnego dnia, bo jeżeli nie będziemy wstanie pójść spać o przyzwoitej godzinie, wówczas zaburzymy sobie prawidłowe fazy snu. Wymaga to sporo pracy, aby głowa nie myślała w momencie, gdy powinna odpoczywać ale jest to do zrobienia. Co ciekawe zauważyłem, że dzieje się tak nie tylko wówczas gdy mam stresującą sytuację ale także w przypadku, gdy coś wywołało bardzo pozytywne emocje. Jestem nimi „rozgrzany” i czuję takie ciśnienie i chęć działania, że też nie mogę usnąć. Dużo pracy, odstawianie bodźcu, wyciszanie siebie to recepta ale też jednocześnie wymaga dyscypliny: ograniczanie tych bodźców na długo przed snem, wychodzenie ze stanu „myślenia” etc.
  8. Gdy nie możesz rano opuścić łóżka, bo czujesz się przygnieciony problemami – ten stan widziałem u siebie dwa razy. Raz gdy się źle odżywiałem i problemy były tylko elementem zapłonowym mojej niemożności opuszczenia łóżka, a drugi raz gdy nie wiedziałem co dalej robić, problemy były na tyle duże i z tamtej perspektywy nie do przejścia, że najchętniej chowałbym się pod kołdrą. Dziś świetnie mi się sprawdza metoda powolnego rozbijania problemu, czyli rozpisania danej sytuacji na mniejsze kroki i… znalezienia mentora, który wiem, że miał podobny orzech do zgryzienia i potrafi dać mi inny punkt widzenia.
  9. Nieustanna potrzeba pozycjonowania się na tle innych – media społecznościowe, która pokazują jak u Twoich znajomych, w ich firmach jest pięknie. Pokazują jaki jest wzrost nowych klientów (co zabawne bez pokazywania churnu), że są co chwile na wakacjach, albo skrajnie, że są zapracowani po łokcie, ale warto. Wiesz, startup life. I przez to my chcemy się pozycjonować na tle innych, zupełnie niepotrzebnie.
  10. Frustracja rzeczami, na które nie mamy wpływu – Na co nie mamy wpływu? Na wiele czynników, od korka w drodze do pracy po inne czynniki zewnętrzne, ale często irytujemy się nimi i często do rangi ogromnych problemów je podnosimy. A przecież można wolmo jak mówi słynny polskie wieszcz narodowy Maciej Aniserowicz.
  11. Gdy mail (lub sytuacja) spowodowała nagły wybuch kortyzolu – większość sytuacji można kontrolować. Wiesz, że masz klienta, który jest sfrustrowany projektem, więc nie spodziewasz się nic pozytywnego w wiadomości od niego, ale są sytuacje, że coś co otwierasz nie jest do końca tym na co pierwotnie wygląda. Nie zdążysz się przygotować na negatywną wiadomość i pac po twarzy, nagle zalewa Cię przysłowiowa krew (jak mawiali nasi dziadkowie i rodzice, a dziś już wiemy, że to wybuch hormonu stresu czyli kortyzolu). Rozładowanie napięcia spowodowanego stresem, nie możemy dokonać wyłącznie przez wyciszanie się (to jest dobre, ale nie wyczyści napięcia z mięśni), stąd tak często jesteśmy zachęcani do wysiłku fizycznego.
  12. Gdy sytuacja w firmie ma wpływ na Twoje zachowanie wobec najbliższych – A to akurat musi znosić nie tylko Twoja głowa, ale również głowy Twoich najbliższych, w ogóle niepowiązanych z sytuacją, która Cię stresuje. To nie jest łatwe aby odcinać się od sytuacji, która stresuje i nie przenosić tego do domu, ale jednocześnie to nie jest sprawiedliwe, że się tak zachowujemy w stosunku do najbliższych.
  13. Gdy znajomi/najbliżsi przez ignorancję lub brak zrozumienia podcinają Ci skrzydła – Po raz kolejny twierdzę, że silna psychika i spokój ducha jest imitacją zbroi. Między naszymi najbliższymi (rodzicami, dziadkami, wujostwem etc) jest różnica pokoleń, oni mentalnie mają prawo nie do końca rozumieć współczesnego świata, przez co mogą wyrażać opinie w stylu „to się nie może udać, weź się za normalną pracę” bo ta normalna praca to zostań kierowcą, prawnikiem, lekarzem, kimkolwiek kogo kompetencje i zakres obowiązków rozumiemy i będziemy mogli powiedzieć najbliższym gdy zapytają „A co robi Wasza córka/syn”. U mnie zadziałała terapia wstrząsowa – przez długi czas odcinałem się od spraw zawodowych, nie mówiłem o niczym co się u mnie dzieje zawodowo a pytania w stylu „czy masz pracę/zlecenia” kompletnie ignorowałem, aby ich nie nakręcać. I ta sytuacja się zmieniała na przestrzeni lat, pytali coraz rzadziej i rzadziej aż przestali …i wtedy ja zacząłem mówić co u mnie. A skoro przetrwałem ten czas gdy oni nie pytali i nadal robię to samo, to znaczy, że jakiś chleb to daje. True story bro.
  14. Gdy toksyczni ludzie w organizacji sprawiają, że myślisz o etacie – Problem w złym zatrudnianiu dotyka większość przedsiębiorców, prawie każdy chociaż raz (a zazwyczaj więcej niż raz) zatrudnił źle. Złe zatrudnienie to jeszcze nie problem, można jakoś wyjść z sytuacji, ale możesz mieć to nieszczęście, że zatrudnisz osobę toksyczną, która zanim zostanie zwolniona, wejdzie Ci na głowę i manifestacyjnie na niej zatańczy, Twoja głowa musi znosić upokorzenie, słowne przepychanki i wielkie niezadowolenie z cudzego życia. Nie polecam 2/10.
  15. Gdy klient jest toksyczny ale nie możesz powiedzieć „papa” – Masz ciężką sytuację finansową, to sytuacja napięta nie tylko dla firmy ale też dla Twojej głowy, która musi znosić fochy toksycznego klienta, który płaci dużo ale zachowuje się … hm niewłaściwie. Nie możesz mu podziękować, bo już masz kłopoty finansowe, więc zagryzasz zęby i tak w wielkim napięciu sprzedajesz swój spokój ducha za spokój finansowy. Niestety bardzo dużo z nas było lub jest w takiej sytuacji. Dlatego tak piękną sytuacją jest fakt, gdy nie jesteś w żaden sposób uzależniony od żadnego swojego klienta.
  16. Gdy przez presję otoczenia zaharowujesz się, ale jest to mało efektywne i widzisz to – Wrzucanie zdjęć albo statusów na facebook-a, jakim jesteś hardcorem bo siedzisz o 3 w nocy w pracy, nie jest ale świat tego od Ciebie wymaga, bo wydaje się, że jak nie tyrasz 12h na dobę to Ci niezależny na firmie, albo, że konkurencja Cię wyprzedzi. Szczyptę goryczy dolewa też milion gal, które porównują firmy/ founderów i Ci, którzy chcą być w tych rankingach, pracują jeszcze ciężej i jeszcze bardziej dokumentują swoją „pracowitość” jednocześnie dostrzegając, że to mało efektywne, bo zmęczenie powoduje, że pracują o kilkadziesiąt % mniej wydajnie.
  17. Gdy masz wyrzuty, że zarządzanie to nie praca – Ile razy miałem doła, gdy na koniec dnia podsumowywałem co tak naprawdę zrobiłem i czułem się paskudnie bo wydawało mi się, że nie zrobiłem nic. Wydawało mi się tak dlatego, że gdy byłem rzemieślnikiem to wszystko starałem się robić sam. Pisałem teksty, dzwoniłem do klientów, odpowiadałem za sprawy administracyjne. Wtedy to było coś! Byłem gościem, robiłem tyle rzeczy, nagle zaczął pojawiać się zespół. Część tematów delegowałem na ludzi w firmie, część zacząłem outscourcować i mi został mały wycinek, właściwie był taki moment, że zarządzałem a nie robiłem innych tych rzeczy. Pierw miałem fazę ekscytacji, że fajnie, że nareszcie tak, ale potem weszło w głowę „Ale Michale, przecież zarządzanie to nie praca, przestań w ten sposób tłumaczyć sobie leserstwo”. I trzeba było przeprocesować w głowie raz jeszcze, że to wszystko się zmienia, że już nie będziesz robił wszystkiego itd.
  18. Gdy saldo robi salto i pada na pysk  – To jedna z cięższych rzeczy, sztuka nauczenia się żyć z różnym widokiem stanu konta co rano. Stres wchodzi zwłaszcza gdy dzieją się rzeczy poza planem: klienci nie płacą na czas, gdy pojawia się niespodziewany wydatek, gdy kontrahent potrzebuje pilnie gotówki, a Ty jesteś mu jej krewny całkiem sporo. Zrozumieć biznes, to zrozumieć cyfry, to jak one działają, odróżniać wpływy od „mam milion złotych w wystawionych fakturach” – swoją drogą idź do sklepu i zapłać tym milionem w wystawionych fakturach nawet za zwykłe bułki 😉 Proces uczenia się finansów, zwłaszcza, że często jest tak, że z roku na rok operujesz większymi kwotami, to sztuka. Wiele książek mi pomogło, ale chyba najbardziej zarekomendowana przez Bartka Popiela „Po pierwsze zysk” a druga „Firma czyli Ty”.
  19. Gdy nie wiesz co dalej – i doszliśmy do najważniejszego punktu mojej listy. To jest jedyna sytuacja, która mnie w chwili obecnej stresuje. Gdy mam problemy, ale znam kolejne kroki, w ogóle mnie to nie rusza. Aby mnie zgiąć, wystarczy abym nie wiedział co dalej. Bardzo mnie stresuje gdy nie wiem co powinienem robić aby rozwiązać problem, bardzo mnie stresuje gdy siedzę przed komputerem i nie wiem co powinienem wykonać, aby zminimalizować swój problem, nie umiem go rozbić na mniejsze kroki, nie wiem jak szukać mentora, który mógłby mi powiedzieć co i jak (p.s najlepiej jest równolegle poszukać 2-3 mentorów, którzy mogą rozwiązać dany problem, aby uniknąć sytuacji, że dana osoba nie ma teraz czasu, aby Ci pomóc). Stres jest stosunkowo łatwy do opanowania a jednym z najważniejszych fundamentów to jest świadomość tego, co dalej będzie. Odejście klienta to nie problem, ale jak masz plan B, ba odejście dużego klienta to nie problem, ale musisz mieć możliwości i warianty, wtedy żyje się i funkcjonuje dużo prościej.
  20. Gdy macie kompletnie różne wizje, styl pracy i podejście z co-founderem ale łączy Was kredyt i kilkanaście toksycznych zleceń – Na szczęście nigdy tego nie przeżyłem, ale byłem świadkiem gdy właśnie takim modelem funkcjonowali moi dwaj koledzy. Co tu dużo mówić, atmosfera jest gorsza niż grobowa, nie wiesz co dalej a jak widzisz z powyższego punktu to bardzo ważne.
  21. Gdy Twoje zdrowie robi Ci przerwy w pracy, a Twoja firma nie jest poukładana, by działać bez Ciebie – Firma, która działa bez właściciela i ma się dobrze jest dużo łatwiejsza do sprzedaży, ale o jakiej sprzedaży tu mówimy gdy wszystko w niej jest oparte o osobę foundera. Gdy founder nie może brać urlopu, nie może chorować, no nic nie może. Jest jej niewolnikiem. Sam miałem taki moment, że miewałem problemy zdrowotne, co chwile się odcinałem i … co gorsza klienci też. Całe niepoukładanie, powodowało, że nic nie byłem wstanie zrobić, musiałem zawsze być w firmie, zespojony z nią na amen. Ja nie funkcjonowałem, ona również. Wymaga to procesów, scenariuszy i kilku innych rzeczy ale da się 😉
  22. Gdy kluczowy pracownik, powie Ci prawdę. „Twoja organizacja jest taka, że mucha nie siada… bo się brzydzi” – Boli, a wiesz czemu boli? Bo prawda boli. Gdy Ci ktoś z zewnątrz mówi, że coś nie trybi, machasz na to ręką. Gdy mówi to pracownik, który jest bo jest ale nie bardzo się z nim liczysz, to również machasz ręką ale gdy powie Ci to ktoś, kogo uważałeś za prawą rękę, to robi się naprawdę smutno, niestety.
  23. Gdy nie mamy dystansu do konstruktywnego feedbacku – Odpalają się emocje gdy ktoś powie coś jako chęć przekazania Ci szczerego feedbacku, a Ty potraktujesz to personalnie. To jeden z tych momentów, aby przećwiczyć zarządzanie psychiką u foundera, powiedzieć mu trochę prawdy. Widziałem różne, najróżniejsze przypadki (sam byłem i pewnie czasami nadal jestem) gdzie reakcja na feedback była od bardzo dyplomatycznej, przez wyrażające szczere zainteresowanie (w końcu celem jest usprawnienie działania naszego produktu) aż po szczeniackie wybuchanie na osobę dającą feedback.
  24. Gdy na spotkaniu nie potrafimy dyskutować na argumenty, a próbujemy załatwić wszystko przez aklamacje – Mamy spotkanie, nie słuchamy co ma nasz rozmówca do powiedzenia a próbujemy go przekrzykiwać, mentalnie wydaje nam się, że to jedyna droga, aby on usłyszał nasze wołanie, ale… to nie prawda. Nasza biedna głowa foundera musi znosić takiego szczeniaka w nas, który nie prowadzi dyskusji, tylko przekrzykuje innych, a im więcej rozmówców i bardziej kończą mu się argumenty, tym musi głośniej krzyczeć
  25. Gdy okazuje się, że jesteśmy samotnymi żeglarzami – Na koniec dnia, nawet najbardziej oddani współpracownicy nie wezmą naszych zmartwień na swoje barki, ba, nawet co-founder, który jest tak samo zanurzony w tym problemie, nie weźmie naszej psychiki i nie będzie za nas znosił katuszy. Wszystko jest do przeprocesowania albo na własną rękę, albo we współpracy ze specjalistami (nigdy tak często jak w roku 2019, moi koledzy z branży nie mówili, że tak wielu z nich korzysta z terapii psychologicznych, to tak na wszelki wypadek gdybyś wstydził się tego posunięcia)
  26. Gdy jesteś zwycięzcą albo inne hustlersko-coachingowe hasła weszły za bardzo – No właśnie, dobry mentor jest na wagę złota, ale Ci, którzy biorą się za motywowanie i nagabują takimi hasłami, a nie mają ku temu kwalifikacji/kompetencji powinni smażyć się w piekle i to w osobnym garnuszku (głęboko wierzę, że dla pseudo-coachy jest właśnie osobny garnek w piekle). Dziesiątki tysięcy ludzi robi sobie krzywdę każdego dnia, gdy zamiast iść na terapię, nasłuchają się prymitywnych rad, stają przed lustrem i mówią, że od dziś są unstopatable.
  27. Gdy mamy rozgardiasz w firmie, a za chwilę rodzi nam się dziecko – Przeżyłem to i nigdy więcej. Brak płynności finansowej, problemy kadrowe, problemy w projektach. Głowa eksploduje i zamiast być tu i teraz, jesteś w firmie, myśląc, że takie działanie na pół gwizdka pomoże Twojej organizacji.
  28. Gdy nie masz mentorów, czasu na naukę i wszystko sprawdzasz w boju – Co ta nasza biedna głowa musi znosić. Wmawiamy sobie, że nie mamy czasu na naukę, czytanie, nie mamy czasu szukać mentorów (p.s ludzie nie wiedzą jakim kluczem szukać mentorów i jak ich zaciekawić swoją osobą). Refleksja następuje zazwyczaj gdy walniemy w ścianę, stracimy masę czasu na próbę ominięcia problemy, gdy okazuje się, że większość z tych rzeczy dałoby się zrobić znacznie szybciej, taniej i skuteczniej.
  29. Gdy nawet prowadząc zyskowną firmę, jesteś nieszczęśliwy bo nie zdefiniowałeś czym jest szczęście – Wydaje się, że bycie szczęśliwym founderem to prowadzenie zyskownej firmy, tak jest do czasu gdy osiągasz zyskowność, zaczynasz mieć więcej pieniędzy ale zaprzedajesz duszę diabłu bo np. robisz to kosztem czasu wolnego i de facto okradasz rodzinę z czasu spędzanego z nimi w imię zasady, że robisz to przecież dla nich. Been there done that. Definiowanie szczęścia nie jest takie proste.

 

Gdybyś chciał nieco więcej porozmawiać  i posłuchać o psychice przedsiębiorcy to na Founders Mind będzie panel dyskusyjny „Co znosi głowa foundera” gdzie poruszymy te wszystkie tematy: https://marketingibiznes.pl/konferencja/founders-mind/

Do góry!

Polecane artykuły

03.01.2020

Pytania, które musi zadać sobie każdy founder, który lepiej chce zrozumieć swoją ...

Głodny wiedzy? Zapraszamy do sklepu z kursami i ebookami

Sprawdzam