Patronite – jedyny w Polsce model crowdfundingu subskrypcyjnego dla twórców

13.03.2018 AUTOR: Marta Wujek

Patronite to jedyny, działający w Polsce model crowdfundingu subskrypcyjnego skierowany do twórców, autorów i organizacji. Rekordziści zebrali na platformie nawet 400 tys. złotych! Co najważniejsze – wsparcie nie jest jednorazowe, a comiesięczne, co daje poczucie stabilności twórcom. Jak zarejestrować się na platformie? Kto ma szansę na sukces? Czym jeszcze Patronite nas zaskoczy? Przy okazji zbliżających się drugich urodzin projektu, postanowiliśmy zapytać o to Mateusza Górskiego, współtwórcę projektu.


Marta Wujek, Marketing i Biznes: Skąd pomysł na Patronite?

Mateusz Górski, Key Account Director Patronite: Chcieliśmy przetestować w Polsce model crowdfundingu subskrypcyjnego, w którym widzowie, czytelnicy czy fani wspierają autora niewielkimi, comiesięcznymi sumami. Żyjemy w czasach gdy łatwo rozdaje się lajki, „łapki w górę” i subskrypcje – ale wierzyliśmy, że sporo osób zechce wyrazić swoją sympatię do ulubionych twórców również w formie finansowej. Wystarczy zrezygnować z jednej kawy w miesiącu i już można wspierać szalenie utalentowanych ludzi! Co ważne, niewielkie, jednostkowe wpłaty, wykonane przez stu czy dwustu patronów, sumują się w solidną pensję dla autora. Dzięki niej twórcy mogą się rozwijać, otwierają się przed nimi nowe możliwości – a często patroni zapewniają im po prostu finansową stabilizację, pozwalając np. bez problemów opłacić ZUS. Co ciekawe, startując z platformą myśleliśmy, że będzie to serwis dla muzyków, którzy zyskają wsparcie finansowe np. w zamian za zaproszenie na koncert czy wstęp za kulisy. Jednak wszystko poszło w zupełnie inna stronę.

W jaką stronę?

Okazało się, że nasz model bardzo dobrze sprawdza się w przypadku twórców internetowych – blogerów, youtuberów, facebookowych fanpage`y – ale nie tylko. Już od ponad 18 miesięcy jest z nami na przykład niesamowity rzemieślnik – Michał „Trollsky” Sielicki, który rzucił pracę w informatycznej korporacji, żeby zając się…kuciem noży. Niedawno swój profil otworzyła Anna Sokólska, która zajmuje się łucznictwem konnym (i ma w tej dziedzinie sporo sukcesów!). Wśród naszych twórców można znaleźć śpiewaczki operowe, kulturystów, pływaków, fotografów, podróżników organizacje charytatywne…W związku z tak szerokim zakresem pasji, musieliśmy zmienić nazewnictwo – już od dłuższego czasu nie ograniczmy się na Patronite do „artystów”, ale z otwartymi ramionami witamy wszystkich twórców, autorów i organizacje, interpretując te kategorie bardzo szeroko.

crowdfunding
fot. mat. pras.

Czym różnicie się od typowego crowdfundingu?

Tradycyjny crowdfunding opiera się na wsparciu jednorazowym – wpłacasz 30 zł na projekt, w zamian dostajesz nagrodę i na tym przygoda się kończy. My stawiamy na długoterminowe relacje pomiędzy twórcą a patronem – wsparcie jest więc comiesięczne. Niektórzy patroni wspierają autorów ponad 24 miesiące bez żadnej przerwy! Nie chodzi tu o wielkie kwoty – nawet 10 zł, przekazywane autorowi przez kilkanaście osób co miesiąc, może zupełnie zmienić jego twórczość. Działamy również na zasadzie: ile zbierzesz, tyle bierzesz, można więc wypłacić nawet pierwszą złotówkę – autorzy nie muszą osiągać celów, albo mieścić się w limitach czasowych, żeby móc skorzystać z zebranych środków.

Dlaczego postawiliście akurat na twórców?

Bo jest to – pod względem finansowym – mocno zaniedbana grupa. Jeżeli nawet zdarzają się dotacje lub granty państwowe albo instytucjonalne, to trafiają one do bardzo wąskiego grona. Zresztą – nie słyszałem jeszcze, żeby youtuber dostał ministerialny grant. Inne źródła finansowania są niepewne – można zabiegać o sponsorów, można opierać się na zarobkach z wyświetleń reklam czy realizować współprace komercyjne. Jednak każda z tych metod ma fundamentalną wadę – nigdy nie wiadomo, jak będzie wyglądał stan konta w najbliższym miesiącu. Dostrzegliśmy ten problem i jednocześnie uznaliśmy, że Polacy są już gotowi na wspieranie wartościowych treści – mamy mocne tradycje wspierania działań charytatywny, ale płacenie youtuberowi? To było coś nowego. Widzimy jak rozwija się Netflix, widzimy jak rozwijają się platformy subskrypcyjne. Dwa lata temu to wszystko jeszcze raczkowało, ale postanowiliśmy spróbować i wejść w ten trend. Był to pewnego rodzaju eksperyment, bo nie wiedzieliśmy jak to się potoczy. Jednak zadziałało – a stan konta autorów mówi sam za siebie. Krzysztof Gonciarz otrzymał od swoich widzów już ponad 400.000 zł!

crowdfunding
fot. mat. pras.

Jak myślisz, dlaczego Polacy chcą płacić twórcom?

Kiedy robiliśmy badania związane z naszymi patronami, to najczęstszą odpowiedzią na pytanie „dlaczego wspierasz danego twórcę na Patronite” było proste stwierdzenie „cenię jego/jej robotę, chcę mu/jej się odwdzięczyć za filmy/wpisy które tworzy”. Jednym słowem – patroni wcale nie wybierają progów, żeby otrzymać nagrody, którymi autor odwdzięcza się za wsparcie. Chodzi o swoisty gest wdzięczności w podziękowaniu za wartość, którą widzowie otrzymują w postaci contentu.

Który artysta jako pierwszy przekroczył 100 patronów?

Pierwszą autorką, która przekroczyła próg stu patronów, a jednocześnie 1000 złotych comiesięcznego wsparcia, była Kasia Czajka-Kominiarczuk z bloga Zwierz Popkulturalny. Kasia jest finansowana przez patronów nieprzerwane od dwóch lat – dziś nadal ma na koncie ponad 1300 zł comiesięcznego wsparcia. Pensja od patronów pozwala jej na zakup czasopisma, karty stałego klienta do kina, wejść na wydarzenia kulturalne. To naprawdę niesamowite, jak mocno czytelnicy Kasi związani są z jej twórczością i osobą!

Czyli dla artystów jest to weryfikacja, czy to, co robią się podoba?

Trochę tak – ale i trochę nie.

Dlaczego?

Osiągnięcie sukcesu na Patronite związane jest z wieloma czynnikami – nie można wyciągać wniosków w tak prosty sposób jak: „sukces na Patronite = widzowie/czytelnicy lubią to, co tworzę”.

Jakie to czynniki?

Po pierwsze trzeba posiadać społeczność. Większość patronów rekrutuje się z grona wiernych fanów danego autora, patroni „zewnętrzni”, nie znający twórczości autora, to rosnąca grupa, ale nie przekraczająca kilku procent. Zatem posiadanie społeczności to jeden czynnik. Kolejny to tworzenie wartościowego contentu, w zasadzie od tego elementu powinienem zacząć, bo bez contentu nie ma społeczności. Trzecia sprawa to kwestia jakości relacji pomiędzy twórcą a fanami. Jak mocno związani są widzowie/czytelnicy/fani z danym autorem? Mieliśmy przypadki, gdzie profil ze śmiesznymi rysunkami, który miał ponad 100 tys. fanów na Facebooku, przyciągnął jedynie kilkunastu patronów. Z drugiej strony mamy choćby Michała Bańkę, który w momencie wejścia na Patronite miał zaledwie 6,5 tys. subskrybentów na YouTube, a zebrał 4500 złotych comiesięcznego wsparcia. W tym momencie ma ponad 6000 złotych comiesięcznego wsparcia, bo utrzymuje wyjątkowo zażyłe relacje ze swoimi patronami i dba o nie w szczególny sposób – regularnie się z nimi kontaktuje (również telefonicznie), pyta o zdanie, konsultuje pomysły. Jakość tych relacji przekłada się na wpłaty. Wreszcie na koniec – komunikacja. Niewłaściwa komunikacja potrafi pogrzebać każdy, nawet najciekawszy profil. Jeśli społeczność danego autora nie dowie się, że założył profil na Patronite, w jaki sposób będzie miała go wesprzeć?

Jak szukacie artystów? Czy teraz sami się do Was zgłaszają?

Na początku sami szukaliśmy twórców i wychodziliśmy do nich z propozycją założenia konta. Musieliśmy im wtedy tłumaczyć jak działa Patronite, bo takiego modelu na polskim rynku jeszcze nie było – dziś niemal każdy twórca internetowy zna Patronite i przynajmniej pobieżnie wie, jak funkcjonuje portal. Tłumaczyliśmy wówczas, że działamy nieco jak Kickstarter – tylko wpłaty napływają comiesięcznie. Całe szczęście, że była z nami wtedy Kasia z bloga Zwierz Popkulturalny – pokazywaliśmy (i nadal pokazujemy) jej profil jako przykład sukcesu. Oczywiście, prawdziwą moc naszego modelu unaocznił dopiero Krzysztof Gonciarz – który jako pierwszy dysponował odpowiednią skalą społeczności.

crowdfunding
fot. mat. pras.

O jakich liczbach mówisz?

Krzysztof Gonciarz zdobył ponad 10.000 zł comiesięcznego wsparcia w 24 godziny od uruchomienia profilu. W szczytowym momencie otrzymywał ponad 35.000 zł miesięcznie! Dla nas były to absolutnie astronomicznie liczby. Wieść o tym, że Krzysiek Gonciarz „rozbił Patronite” rozniosła się szerokim echem po sieci, a do nas szerokim strumieniem zaczęli napływać nowi autorzy. To był jasny sygnał, że Patronite może realnie pomóc w rozwoju pasji uzdolnionych twórców.  

Jak jest teraz, nadal sami szukacie, czy już nie musicie?

Cały czas to robimy, sami szukamy ciekawych autorów i zapraszamy ich na naszą platformę – nic nie zastąpi nawiązywania relacji i komunikacji z potencjalnymi klientami. Jednak nasz model ma olbrzymią zaletę – każdy autor, który wchodzi na Patronite i odnosi sukces, przyciąga kolejnych twórców. To kula śnieżna, która ciągle się powiększa.

Rozumiem, że marketing jest dziś oparty o działania samych artystów. Jak wyglądało to na początku?

Pierwszym ważnym wydarzeniem było pojawienie się Patronite na liście New Europe 100, na której znalazło się stu liderów innowacji w Europie Środkowo-Wschodniej – w tym nasza platforma. Kandydaci do listy byli wybierani m.in. przez przedstawicieli firm Google czy Financial Times. Platforma zyskała też wsparcie mecenasa, ZIPSEE „Cyfrowa Polska”, który fundował pakiety wsparcia dla obiecujących twórców. Kapituła wybierała autorów, którzy jednorazowo otrzymywali 3 tys. wsparcia – co pozwalało im realizować konkretne projekty artystyczne. Jedna z autorek, malarka Izabela Wolska, stwierdziła dobitnie „bez tego mecenatu mogłabym pędzel powąchać, a nie kupić farby i blejtramy”.

Wraz z sukcesem kolejnych twórców przyszły wywiady, artykuły, wystąpienia. Jednak mimo wszystko siłą napędową marketingu i reklamy Patronite są nasi twórcy. Każdy z autorów jest żywą reklamą platformy – promując swój profil, jednocześnie pomaga w promocji całego serwisu.    

Czyli teraz macie kolejkę artystów do siebie?

Nie narzekamy na zainteresowanie, ale nie chcemy też wpaść w pułapkę średniego rozwoju, więc intensywnie działamy nad ulepszaniem platformy i pozyskiwaniem nowych twórców. Większość youtuberów zna naszą markę, jednak często potrzebują szczegółowych informacji – jak zbudować skuteczny profil, kiedy warto wystartować, a kiedy warto jeszcze trochę poczekać…

crowdfunding
fot. mat. pras.

Mógłbyś przybliżyć nieco tych szczegółów? Jak wygląda proces założenia profilu autora?

Przede wszystkim tworząc profil, każdy nowy użytkownik rejestruje się domyślnie jako patron,  czyli osoba wspierająca. W swoim profilu widzi przycisk – „Chcę zostać autorem”. Kiedy w niego kliknie, otwiera się kreator profilu. Znajduje się tam 10 kroków, a każdy z nich odpowiada jednej sekcji profilu autora. Są to między innymi: ogólne dane; wizytówka – czyli opis działalności twórcy, progi – czyli jednostkowe kwoty wsparcia, które może wybrać patron (np. 10 zł/miesięcznie); cele, czyli informacje o tym, na co zostaną przeznaczone zebrane pieniądze; wreszcie – galeria zdjęć. Autor samodzielnie wypełnia poszczególne sekcje – naturalnie w każdej chwili może zwrócić się do nas o pomoc; przy każdym etapów kreatora znajduje się też artykuł, w którym szczegółowo zostało wyjaśnione jak wypełniać poszczególne sekcje i jakich błędów nie popełniać. Na przykład – dlaczego nie warto zaczynać od progu w wysokości 1 zł.

Dlaczego?

Ponieważ prowizja PayPala – jednego z operatorów płatności – wynosi w tym momencie 1,9% + 80 groszy od każdej transakcji. Zatem złotówka jest niemal w całości konsumowana przez prowizję. Jeśli już o prowizjach mowa – drugi operator płatności, Tpay, pobiera 1,1% prowizji od wpłaty patrona, naturalnie swoją część pobiera również Patronite – jest to 5% + VAT, czyli ok 6,1%. W sumie ponad 90% każdej wpłaty trafia do autora!

Nie odpowiedziałeś kiedy nie warto wchodzić na platformę…

Dla nas najważniejsze jest to, by profile autorów miały jak największe szanse na osiągniecie sukcesu. Czasem słyszymy zarzuty, że nie chcemy uruchomić profilu, bo nie ma setek tysięcy fanów. Nie o to chodzi – w przypadku gdy na kanale YouTube znajduje się 100 subskrybentów i trzy filmy, szanse na powodzenie na Patronite są niewielkie. Sugerujemy takim autorom skupienie się na rozwoju conentu i społeczności, a następnie powrót do nas. Często też prowadzimy autorów, sugerując poprawki i modyfikacje w profilu. Staramy się indywidualnie podchodzić do każdego z twórców i wydaje mi się, że to jest właśnie nasza siła. Nie jesteśmy bezdusznym serwisem, w którym wszystko załatwia maszyna. Mamy zespół, który zna się na tej pracy i mocno angażuje się we współpracę z autorami – bo ich sukces to nasz sukces

Czyli nie wszystkie profile akceptujecie?

Tak jak mówiłem – nie zawsze tak się dzieje. Często piszemy autorom, że np. ich społeczność nie jest jeszcze wystarczająco rozwinięta. Widzimy, że autor jest na fali wzrostowej, jednak proponujemy mu żeby poczekał jeszcze chwilę, rozwinął bardziej swoją twórczość i społeczność. Wtedy będzie miał większą szansę na to, że na jego profilu pojawią się patroni. Poza tym odrzucamy niewłaściwie wypełnione profile, które łamią warunki regulaminu lub są po prostu tworzone przez trolli.

Trolli?

Zdarza się, że ktoś zakłada profil, bo chce zbierać na nową szybkę do telefonu, czekoladę czy „4 t-shirty Gucci dla ekipy gimbów” – cytat za jednym z profilów.

crowdfunding
fot. mat. pras.

Jaki typ profili odnosi sukcesy na waszej platformie? Jest jakiś schemat?

Mogę wskazać elementy, które w mojej opinii są pewnymi indykatorami sukcesu. Pierwszy z nich to wspomniana już społeczność. Wiadomo, że im większa społeczność, tym większe prawdopodobieństwo, że skonwertują się z niej patroni. Jeżeli ktoś ma milion subskrybentów, to szansa na to, że pojawią się patroni jest duża – rachunek prawdopodobieństwa stoi po prostu po jego stronie. Jednak – rozmiar społeczności nie jest tak ważny jak jej jakość. I to drugi element. Nie ma znaczenia ile ktoś ma wyświetleń, ale kluczowe są relacje między autorem a fanami, liczba komentarzy, zaangażowanie społeczności. Więzi te są znacznie ważniejsze niż wyświetlenia. Wspominałem o Michale Bańce z kanału Baniak Baniaka: 6,5 tys. subskrybentów i 4,5 tys. comiesięcznego wsparcia. Ten sam schemat można zaobserwować u Mirka Burnejki z kanału Miro Burn, w momencie wejścia na Patronite miał około 2 tys. subskrybentów, a zebrał prawie 2,5 tys. comiesięcznego wsparcia. To pokazuje, że relacje są absolutnie kluczowe – choć wielu największych influencerów o tym zapomina.  

Jak myślisz dlaczego?

Przy setkach tysięcy widzów ciężko utrzymywać zażyłe relacje. Zatem – małe i średnie kanały mają bardzo duże szanse na Patronite ze względu na jakość relacji ze społecznością, z kolei duże kanały czy blogi nadrabiają liczbą widzów/czytelników. Jeśli jakiś autor łączy te dwa elementy – jak o. Adam Szustak z kanału Langusta na Palmie – to sukces jest murowany. Langusta pobiła wszelkie rekordy, w szczytowym momencie gromadząc ponad 56.000 zł comiesięcznego wsparcia!

Nie mogę zapomnieć o kluczowym elemencie, twórczości. Jeżeli ktoś dodaje content regularnie, np. codziennie, to w pozytywnym sensie uzależnia swoich widzów od tego, co tworzy. Miałem przyjemność rozmawiać z patronami Krzyśka Gonciarza. Mówili mi, że oglądanie kolejnego daily vloga jest dla nich swoistym rytuałem – wracają po pracy do domu i do kolacji włączają sobie nowy odcinek Gonciarza. Ten sam mechanizm działa w przypadku Langusty na Palmie, czy Szafy z Mocnego Vloga – w żadnym z dwóch powyższych profili nie ma nagród w progach. A jednak patroni decydują się wspierać te projekty, po prostu odwdzięczając się za otrzymywaną wartość.

Czyli najlepiej wrzucać treści codziennie?

Niekoniecznie. Wystarczy, że widzowie wiedzą, że np. w poniedziałek, środę i piątek o 18:00 pojawia się nowy odcinek. Regularność to klucz. Oczywiście rodzaj twórczości również ma znaczenie. Ktoś może stworzyć „śmieszkowy” content, wrzucając memy na fanpage i zdobyć 100 tys. subskrybentów. Ktoś inny może tworzyć ambitne produkcje filmowe i nagrywać etiudy, które powinny znaleźć w telewizji i również mieć 100 tys. subskrypcji. Liczbowo te społeczności niczym się nie różnią, jednak wiadomo, że autor z jakościowym contentem będzie się znacznie lepiej monetyzował. Jest jeszcze jeden, kluczowy element, do którego muszę powrócić.

Jaki?

To w jaki sposób autor się komunikuje. To klucz do długofalowego sukcesu. Należy postawić na komunikację bierną – czyli np. wrzucać linki do Patronite pod swoimi filmami lub na końcu artykułu blogowego. Jednak trzeba również działać aktywnie, pokazując odbiorcom, że np. udało się osiągnąć pierwszy cel, że udało się zebrać 100 patronów, że jakiś patron pokazał w social mediach prezent, który dostał od autora. To jest nieustająca praca. Zawsze mówimy twórcom, że Patronite nie polega na tym, by odpalić profil i liczyć banknoty – to jest komunikacyjna praca, która wymaga od autora uwagi i poświecenia.

crowdfunding subskrybcyjny
fot. mat. pras.wolontariat na psa urok

Dlatego, że patroni chcą wiedzieć co dzieje się z ich pieniędzmi?

Zdecydowanie. Jestem członkiem kilku zamkniętych grup na Facebooku, w tym grup dla patronów Krzysztofa Gonciarza i Grupy Filmowej Darwin. W każdej z nich zgromadziło się ok. 1500 osób – to społeczności, które ja nazywam wewnętrznym kręgiem. Tworzą je najbardziej zaangażowani i oddani widzowie, którzy bezinteresownie zgłaszają swoją chęć pomocy – np. przez udostępnienie lokalizacji na nagrania. Patroni Krzyśka umawiają się z nim na wspólne bieganie, porównując swoje wyniki w aplikacji. Szansa na bezpośredni kontakt z twórcą w takiej grupie jest zdecydowanie większa niż w jakimkolwiek otwartym kanale! Patroni bardzo doceniają to, co dają im twórcy. Grupa Filmowa Darwin ostatnio wypuściła film, który był podsumowaniem sagi, opowiadanej w nagraniach na ich kanale. Na zamkniętej grupie dla patronów pokazali trzyczęściowy vlog, prezentujący kulisy wyjazdu do Chorwacji, gdzie nagrywali fragmenty swojej produkcji. Seria cieszyła się niesamowitą popularnością! Darwini organizują również livesteramy, sesje Q&A, zapraszają statystów do swoich filmów, pokazują na zdjęciach, na co przeznaczają środki z Patronite…To jest wartość, która sprawia, że patroni wspierają nie przez miesiąc, ale np. przez 24 miesiące i dłużej.

Myślisz, że patroni pośrednio czują się współautorami?

Tak. Część autorów tytułuje ich mecenasami albo mówi wprost, że dzięki swojemu wsparciu stają się współtwórcami danego kanału. Popularną nagrodą jest wypisywanie patronów w napisach końcowych. Grupa Filmowa Darwin idzie nawet o krok dalej – zapraszając swoich patronów do produkcji filmowych, charakteryzują ich i obsadzając w niewielkich rolach!

Na czym polega wasz biznesplan?

Przede wszystkim opieramy się na prowizji od wpłat patronów, niedawno uruchomiliśmy usługi premium, które pozwalają autorom na skuteczniejszą promocję. Nieustannie rozwijamy też Patronite i poszerzamy go o nowe kierunki.

Jakie?

W tym momencie skupiamy się na współpracy z markami. To projekt w stosunkowo wczesnej fazie, wiec nie chcę zdradzać tu zbyt wielu szczegółów. Skupiamy się na problemie doboru influencerów – jeżeli mamy do wyboru youtubera, który ma milion subskrybentów i takiego twórcę jak – wspomniany już – Michał Bańka to powstaje pytanie: na jakim kanale się reklamować? Czy u makroinfluencera, który ma dużo wyświetleń, ale zaangażowanie społeczności jest niewielkie, czy u mikroinfluencera, który ma mniej wyświetleń, ale zdecydowanie lepsze relacje ze swoją społecznością (i zdecydowanie przyjaźniejsze budżety)?

Marketing z udziałem mikroinfluencerów to hit na Zachodzie. Youtuber czy bloger, posiadający wierną, zaufaną społeczność, godzący się na współpracę, musi robić to szczerze i z pełnym przekonaniem, bo nie może pozwolić sobie na nadwyrężenie zaufania ze strony czytelników czy widzów. Przekaz reklamowy, oparty na szczerej rekomendacji, jest naprawdę efektywny. To trend, w którym widzimy możliwość dla naszej platformy. Firmy, które szukają influencerów, mają niewiele informacji. Opierają swoje wybory głównie na liczbie odsłon danego bloga czy kanału. Nie mają jednak żadnych algorytmów, danych liczbowych, które pozwolą ocenić siłę społeczności danego autora i relacje w niej zachodzące. A to kluczowy czynnik dla efektywnego promowania danego produktu.

crowdfunding subskrybcyjny
fot. mat. pras.grupa filmowa darwin

Myślisz, że będziemy w Polsce szli w tym kierunku?

Tak. Współpraca marek z mikroinfluencerami to bardzo silny trend. Firmy zaczęły już dostrzegać, że wydawanie olbrzymich budżetów rzędu 300 czy 500 tys. złotych na współpracę z wielkim youtuberem nie jest tak efektywne, jak zainwestowanie w dziesięciu, mniejszych influencerów, którzy mają zwarte społeczności. Marki, dysponujące skromniejszymi budżetami, często rozpoczynają współpracę z mniejszymi influencerami, badając w ten sposób grunt i zasadność tej formy promocji. Mądrze zaplanowana kampania, która daje twórcy dużo wolności, a jednocześnie spełnia potrzeby firmy, jest zdecydowanie bardziej efektywna niż wieszanie bilboardów czy wypuszczanie reklamy w radiu.

Ilu twórców działa teraz na Patronite?

Ok. 1800 aktywnych autorów.

Ilu patronów?

Liczba patronów, którzy kiedykolwiek wsparli jednego z twórców, przekroczyła 80.000.

A czy wy, jako twórcy platformy, sami również jesteście patronami?

Oczywiście, że tak. Ja sam wsparłem już kilkanaście osób, kolega z naszego zespołu przekroczył już wynik dwudziestu wspieranych twórców. To też pokłosie mojego podejścia do tej pracy – Patronite jest dla mnie nie tylko obowiązkiem, ale i pasją. Wiem, jak wygląda praca w korporacji, oparta na słupkach i nieustannym parciu na zysk. Tutaj  – jakkolwiek patetycznie to brzmi – pomagam ludziom. Poza tym staram się – tak jak wspominałem – nawiązywać i utrzymywać prawdziwe relacje z autorami. Twórcy wiedzą, że mogą do mnie zadzwonić z problemem nawet o 22.00. Niejednokrotnie siedzę przed komputerem do 3 w nocy i rozmawiam z autorami. Wiem, że robię coś dobrego dla innych i to jest niesamowita wartość dodana do tej pracy.

Czyli masz pracę misyjną?

Zdecydowanie tak. I naprawdę to cenię. Wiem, że obecnie bardzo dużo ludzi pracuje w firmach, gdzie czują się pionkami w grze, której zasad nie rozumieją. Są wypaleni i wcale się im nie dziwię. Patronite daje mi olbrzymią satysfakcję – bo to po prostu pożyteczna praca, gdzie mogę wspomagać rozwój szalenie utalentowanych osób. Nie muszę zmuszać się do pracy, nikt nie musi mnie motywować.

crowdfunding subskrybcyjny
fot. mat. pras. Kamil Wroński - młody naukowiec

Macie jakąś konkurencję?

W Polsce nie ma jeszcze innego serwisu, który działa na zasadzie crowdfundingu subskrypcyjnego.

Czyli jesteście pierwsi?

W Polsce tak, na rynku amerykańskim działa Patreon, na którym częściowo się wzorowaliśmy. Nie chcieliśmy jednak dokładnie kopiować rozwiązań zagranicznych – w tym momencie kierunek naszego rozwoju wskazują nam nasi autorzy. Traktujemy Patronite jak wieżę z klocków – na prośbę autorów, dodajemy kolejne modułu i funkcjonalności. Twórcy i patroni podpowiadają nam linię zmian – wsłuchujemy się w ich głos i staramy się modyfikować serwis w zgodzie z ich potrzebami.  

Zbliżają się 2 urodziny Patronite, które będą na przełomie marca i kwietnia, co szykujecie?

Na pewno coś z tej okazji przygotujemy. Będą podsumowania, prawdopodobnie event, być może wręczymy specjalne nagrody Patronite.

Minęły 2 lata. Zrealizowaliście założone cele?

Zdecydowanie. Przewidywaliśmy, że po roku będziemy mieli może 1500 aktywnych subskrypcji, a było kilkunastokrotnie więcej. Wszystko rozwija się w bardzo dobrym kierunku i myślę, że będzie tylko lepiej.

Co było dobrym posunięciem?

Nie byliśmy skrępowani biznesplanem, który w mojej ocenie jest przeżytkiem. Jak można planować na dwa lata do przodu, skoro rynek w tym czasie może się diametralnie zmienić? Gdybyśmy napisali biznesplan dwa lata temu i bylibyśmy zmuszeni do trzymania się go (np. z racji zobowiązań finansowych, dotacji) prawdopodobnie nie przetrwalibyśmy roku.

crowdfunding subskrybcyjny
fot. mat. pras.

Bez biznes planu – to nie szaleństwo?

Wiedzieliśmy co chcemy zrobić i mieliśmy pewien plan, kierunek. Jednak startupy, które nie są elastyczne, szybko umierają. Dlatego nie można na początku wyznaczać sobie sztywnych ram. Jeżeli coś nie działa, to nie ma co walić głową w mur, tylko należy szybko modyfikować działania. Dokładnie tak było z nami. Początkowo mieliśmy być platforma stricte dla muzyków, a dziś jesteśmy w zupełnie innym punkcie. Elastyczność to podstawa w biznesie.

Wielu startupowców mówi, że na pierwsze efekty powinno się czekać dwa, trzy lata.

Pytanie co rozumiemy pod pojęciem „efekty”. Jeżeli startup utrzymuje się samodzielnie, to czy to już jest efekt, o który nam chodzi? Klasyczne startupy kładą bardzo mocny nacisk na finansowanie zewnętrzne na samym początku działalności, dlatego muszą tworzyć biznesplany. My poszliśmy inną drogą. Dziś jesteśmy otwarci na inwestorów, ale ich znalezienie nie było naszym kluczowym, początkowym celem.

Jaką dał byś radę twórcom, którzy chcą wejść na Patronite?

Żeby się nie bać. Po wejściu Krzysztofa Gonciarza zauważyliśmy zjawisko, które nazwaliśmy roboczo „syndromem Gonciarza”. W głowie potencjalnych autorów przewijał się następujący scenariusz „A co jeśli wejdę na Patronite i nie osiągnę od razu sukcesu jak Krzysiek? To będzie porażka!” Cóż, to zdecydowanie błędne myślenie. Dobrym przykładem jest nasz autor – fotograf, Tomasz Zienkiewicz. W początkowym etapie przyciągnął… 8 patronów. Jak sam powiedział: „Gdy pojawił się pierwszy patron, to odetchnąłem z ulgą – potem dołączyli kolejni. Okazało się że moje obawy, i zakładane limity sprawiły, że grupa patronów była nieliczna, ale przez to się bardzo zżyła. Pierwszych ośmiu patronów – to im bardzo dziękuję, bo dzięki nim społeczność mojego Patronite ma taki kształt, jaki jest teraz. Rodzinny i przyjacielski klimat, bezpośredniość i wsparcie. Coś wyjątkowego i niesamowitego – jak każdy z psatronów.” Pierwsi patroni dostarczyli mu bezcennego feedbacku. Rozmawiał z nimi, zmieniał nagrody w progach, modyfikował treści. Gdy zakończył tę pracę i ruszył z szeroką komunikacją, zdobył ponad 250 patronów!

Zatem – jeśli tylko ktoś posiada choćby niewielką społeczność i tworzy coś z pasja, zawsze będzie u nas mile widziany. Patronite to szansa na finansową niezależność, ale i niesamowite wzmocnienie relacji z czytelnikami czy widzami. Warto spróbować!

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail