The DrTusz Family – my tak na poważnie

17.08.2016 AUTOR: Kamila Kiersznowska

Każda firma pragnie zbudować zgrany team, który zapewni jej nieustanny rozwój. W końcu atmosfera pracy zespołowej ma kluczowe znaczenie – począwszy od codziennych błahostek, po kwestie wręcz strategiczne. #Rudy aka DrTusz coś o tym wie. To właśnie dzięki zaangażowaniu swojej załogi nigdy nie brakuje mu energii!

Gdyby ktoś podjął się stworzenia rankingu modnych i dobrze brzmiących pojęć, termin „employer branding” z pewnością zająłby w nim wysokie miejsce. Korporacyjne „HR-y” prześcigają się w sposobach przyciągnięcia do siebie zdolnych i ambitnych pracowników.

Nieco mniejsi gracze również nie powinni odkładać w czasie budowy wizerunku przyjaznego pracodawcy. Przykład DrTusza pokazuje, że w przypadku małego przedsiębiorstwa położenie nacisku na wspomniany „employer branding” to więcej niż zabieg PR-owy – to recepta na sukces.

Razem rośniemy w siłę

Gdy DrTusz rozpoczynał swoją działalność, a było to w 2001 roku, jego zespół liczył dwie osoby. Obecnie liczy ich osiemnaście. Zwiększanie zatrudnienia wynika z naturalnego rozwoju firmy. Stopniowo rósł w siłę dział produkcji, a także serwis, sprzedaż oraz marketing. Liczebny rozrost nie stanowi jednak realnej miary sukcesu. Rudy za jeden z największych powodów do dumy uważa niską rotację w swoim zespole. Przy tym ma się czym pochwalić. Najstarsi stażem członkowie załogi są z nim przeszło 15 lat. Nie ma roku, aby w naszej drużynie nie pojawił się ktoś nowy. Można by z przymrużeniem oka rzec, że ten, kto decyduje się spróbować swoich sił u Doktorka, zostaje tu na długo. Co o tym decyduje? Powodów jest kilka.

Wrzuć na luz

Pozytywna atmosfera w firmie przekłada się na jej sukcesy i zaangażowanie pracowników. To naprawdę miłe uczucie, kiedy w poniedziałek rano, krocząc mozolnie po pierwszą tego dnia kawę, trafiasz na Marcina (boss) toczącego bitwę w piłkarzyki z Górą (ten, co wszystko wie o naszym sklepie internetowym). Przechodzisz do pomieszczenia obok, a tam Michał (terenowy ambasador DrTusza) z Pietą (reprezentant strony mocy w kolorze CMYK) i Jackiem (człowiek orkiestra) właśnie grają w rzutki. Taka tam rozgrzewka na dobry początek tygodnia. Dobrze jest zasypiać bez obaw, że poranek przywita nas nerwową aurą i poważnymi debatami o słupkach z Excela. Luźne spotkania na małą czarną w pomieszczeniu socjalnym stanowią tylko jeden z elementów całej układanki.

Świadomość, że twoja służbowa prośba lub sugestia nie zostanie zignorowana jest tak samo przyjemna, jak pączki czy batoniki regularnie podrzucane na biurko przez Grześka (boss od kadr & słodyczy).

Pewność jutra

Ze świadomością posiadania prawa do urlopu czy opieki lekarskiej pracuje się o wiele przyjemniej. DrTusz doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego wszyscy członkowie zespołu są zatrudnieni na podstawie umowy o pracę na czas nieokreślony. Nasz rudowłosy gentleman lubi też działać prorodzinnie . Nie zdarzyło się jeszcze, aby rodzic dwa razy pytał o dzień wolny wynikający z matczynych czy ojcowskich obowiązków. Pojawienie się nowych członków w familii DrTusza zawsze przysparza wiele radości całej załodze. Pewność zatrudnienia nie tylko wpływa pozytywnie na komfort psychiczny grupy, ale przekłada się również na szczere zaangażowanie w obowiązki i sprawy firmy. Jest też inny istotny aspekt takiego postępowania. Wynika on z wieloletniej praktyki Rudego, który niczym mantrę cytuje fragment powieści Eduarda Mendozy pt. „Rok potopu”. Brzmi on: „doświadczenie nauczyło mnie szanować ludzką pracę bardziej niż cokolwiek innego”. Bo mimo upływu lat Doktorek wciąż pamięta, że jego sukces jest efektem wytrwałej pracy całego zespołu.

Sport – connecting people

Pasja rozwija, a na dodatek pomaga się zrelaksować i naładować przysłowiowe akumulatory. Co dzieje się, jeśli los splecie drogi kilku osób o podobnych zainteresowaniach? Bywa ciekawie! Chłopaków z DrTusza (w sumie nie tylko chłopaków) połączyło zamiłowanie do piłki.

FC DrTusz, skład złożony z pracowników firmy oraz osób z nią zaprzyjaźnionych, praktycznie nieustannie rywalizuje w ramach Białostockiej Ligi Sportu. Z myślą o naprawdę ekstremalnej zabawie powstał Torfowy DrTusz. Nazwa nie jest dziełem przypadku. Team zmaga się na bagnistych boiskach w ramach Błotnej Ligi Mistrzów. Ta odmiana piłki nożnej nie odbiega zbyt mocno od pierwowzoru. Różni ją głównie miejsce zabawy, gdyż nie jest nim murawa a bagniste boisko! Wspólne treningi, spotkania wyjazdowe i rozgrywki potrafią dostarczyć masę frajdy. Oprócz kilku krajowych wyróżnień drużyna może pochwalić się pierwszym miejscem wywalczonym na Mistrzostwach Świata w Piłce Błotnej 2015, które odbyły się w Turcji.

Męska część załogi zaraziła swoją pasją nawet – z pozoru delikatną – płeć piękną! Nasze dziewczyny także próbowały swoich sił podczas Błotnej Ligi Mistrzów 2016. Uparcie też twierdzą, że chcą więcej! Sport wciąga – dosłownie i w przenośni. Zwłaszcza dosłownie: gdy gra toczy się w błocie po kostki.

Wiedza, wiedza i jeszcze raz wiedza!

Człowiek uczy się całe życie. Wciąż głodny informacji Rudy doskonale zdaje sobie z tego sprawę i – co za tym idzie – chętnie pomaga w rozwoju swoim współpracownikom. Pierwsi członkowie zespołu mają już za sobą studia podyplomowe na Politechnice Białostockiej. DrTusz pokrył połowę kosztów ich czesnego. Kolejni „żacy” już szykują się do nowego roku akademickiego (ach, ci wieczni studenci!). Pomysły i inspiracje z uczelni już wiele razy były przenoszone na firmowy grunt. Nauka nie poszła w las, wręcz przeciwnie – wciąż owocuje!

Work hard, play harder

Integracja poza pracą stanowi nieodłączny element tradycji wielu firm. Rudy stawia na nią od samego początku. Jak powszechnie wiadomo, do nudziarzy zaliczyć go nie można. W DrTuszu normą są wspólne wypady na piwo, mecze, paintball czy grupowe wizyty na konferencjach poświęconych branży e-commerce. Każda z form wspólnego spędzania czasu to efekt relacji, które zawiązały się pomiędzy członkami zespołu. Różnie w życiu bywa, ale bez względu na to, jak jest – ekipa Doktorka wyznaje prostą zasadę: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!”.

Właściwie prowadzony „employer branding” nie wynika z działań wizerunkowych, ale potrzeby stworzenia właściwych relacji wewnątrz firmy. Pracujący w niej ludzie, ich samopoczucie i stosunek do pracodawcy „na zewnątrz” najlepiej oddaje prawdziwy obraz przedsiębiorstwa. #Rudy od zawsze wychodził z założenia, że jego zespół to swego rodzaju rodzina, zbudowana na szczerych wartościach. Właśnie ta rodzina sprawia, że nie spoczywa on na laurach i ciągle idzie naprzód.

Czytaj również:

https://marketingibiznes.pl/pr/employer-branding-dla-malych-i-srednich-firm

Wywiad z Martą Eichstaedt (webcomm.eu) – największym technologicznym wyzwaniem jest prelegent

Wywiad z Anetą Wawrzyniak (Raben Group) – Nasi Klienci mogą skupić się na tym co dla nich najważniejsze

Do góry!

Polecane artykuły

03.01.2020

Pytania, które musi zadać sobie każdy founder, który lepiej chce zrozumieć swoją ...

Głodny wiedzy? Zapraszamy do sklepu z kursami i ebookami

Sprawdzam