Ikarusem przez świat. Gdy pasja staje się biznesem

05.06.2018 AUTOR: Marta Wujek

Pisząc o startupach, wielokrotnie słyszałam od młodych przedsiębiorców, że w biznesie najważniejsze jest to, by robić coś, co się kocha. Kluczem do sukcesu jest pasja, którą przekuwa się w biznes. Jednak chyba jeszcze nigdy nie poznałam osoby, która tak szczerze i prawdziwie kocha to co robi. Łukasz Staniszewski to właściciel firmy Kultowy Ikarus i prawdziwy pasjonat, miłośnik, maniak – po prostu freak, który od najmłodszych lat interesuje się starymi autobusami marki Ikarus.


Łukasz od 15 roku życia fotografuje różne pojazdy komunikacji miejskiej (zrobił już blisko 100 tys. fotografii), jeździ na zloty fanów Ikarusów, posiada sześć własnych autobusów, które własnymi rękoma restaurował. Tuż po studiach zatrudnił się na 1/8 etatu w ZTM po to, by prowadzić Ikarusy (tylko Ikarusy, co zastrzegł u kierownika zmiany). Nawet na własny ślub zabrał rodzinę tym kultowym pojazdem…

Jadę do Gdyni na spotkanie z Łukaszem. Odbiera mnie z dworca taksówką, którą prowadzi od jakiegoś czasu, by dorabiać do interesu. Jedziemy na parking dla tirów, na którym wynajmuje część placu i trzyma tam swoje Ikarusy. Łukasz otwiera drzwi jednej z maszyn, wchodzimy do środka. Rozmawiamy ponad godzinę. W zasadzie nie muszę zadawać pytań, bo Łukasz jak zaczyna opowiadać o Ikarusach, to może mówić i mówić godzinami.

Ikarus
fot. marketing i biznes

Kolejka Piko

– Dzieci zawsze fantazjują na temat tego, kim zostaną w przyszłości. W przypadku chłopców najczęściej są to takie zawody jak: strażak, policjant, kosmonauta czy kierowca rajdowy. Ja chciałem być kierowcą autobusu. Większość dzieci w pewnym momencie z tego wyrasta, ja nie wyrosłem. Kiedy miałem siedem lat dostałem od dziadka kolejkę Piko i to tylko pogłębiło moje zainteresowanie komunikacją. Pamiętam, że kiedy miałem kilkanaście lat i rodzice zabierali nas na przykład na obiad do babci, to cała rodzina jechała samochodem, a ja zawsze autobusem – wspomina Łukasz.

Przez kolejne lata wykorzystywał każdą okazję, by przejechać się autobusem lub pociągiem. Natomiast kiedy skończył liceum i przyszła pora na podjęcie decyzji „co dalej”, bez zastanowienia złożył papiery na ekonomię na Uniwersytecie w Gdyni. Co ekonomia ma wspólnego z komunikacją miejską i autobusami? Może sama ekonomia nic, ale akurat na tym kierunku, na tej uczelni, na trzecim roku pojawia się możliwość wybrania specjalizacji, a jedną z nich jest transport i logistyka. Jak mówi Łukasz, bardzo zależało mu na nauce właśnie tam, ponieważ wśród wykładowców był wtedy dyrektor ZKM Gdynia oraz inni cenieni fachowcy z tej branży.

Ikarus
fot. marketing i biznes

Łukasz studiów jednak nie skończył, bo bardzo szybko dostał ofertę pracy w PKS. Miał wtedy 22 lata, więc oferta pracy na pełny etat z służbowym telefonem i samochodem za dobre pieniądze, okazała się ciekawszą opcją niż studia w trybie dziennym. Przeszedł co prawda na studia zaoczne, jednak zaczął robić już karierę, więc nie były one już tak ważne, poza tym jak sam mówi, wyciągnął ze swojej specjalizacji tę wiedzę, która go interesowała i to było najważniejsze. W PKS Łukasz zajmował się między innymi układaniem rozkładów jazdy, pracował przy dziale marketingu.

Pierwszy Ikarus

Od tego momentu już zawsze pracował w transporcie. Jednak Ikarusy cały czas nie dawały mu spokoju. Aż pewnego dnia, dokładnie 29 grudnia 2005 roku wraz z kolegą wpadł na szalony pomysł, by taki autobus kupić. Był to przegubowy Ikarus odkupiony od miasta Gdynia. Pracował wtedy wciąż w PKS i dzięki uprzejmości pracodawcy, mógł trzymać swój pojazd na terenie zakładu. Współpracownicy pomagali mu przy pierwszych naprawach. Kiedy Łukasz wspomina tamten czas, mówi że było to absolutnie szalone. Nie myślał wtedy o zakładaniu własnej firmy, to był impuls, zrobił to by spełnić marzenia.

 – Nie kończyłem samochodówki. Nie znałem się na budowie pojazdów. Kiedy kupowałem pierwszy autobus, nie miałem nawet własnego samochodu (śmiech). Potrafiłem prowadzić takie pojazdy, ale o ich naprawie nie miałem bladego pojęcia. Wszystkiego nauczyłem się sam na moich autobusach. To było szalone – dodaje Łukasz.

Ikarus
fot. marketing i biznes

W 2008 roku, rok przed tym, jak wycofano Ikarusy z polskich dróg, Łukasz zatrudnił się na 1/8 etatu w ZKM w Gdańsku. Nie chodziło o to, by dorobić, ale o to, by jeździć na kultowych autobusach. Poszedł więc do kierownika zmiany i zastrzegł sobie, że może jeździć tylko w weekendy i tylko na Ikarusach. Przełożony był zdziwiony, bo w tamtych czasach nikt już nie chciał jeździć na tych starych modelach, kierowcy chcieli dostawać nowe autobusy. Tak więc Łukasz był zadowolony i koledzy z pracy, bo brał za nich kursy na Ikarusach. Kiedy wycofano Ikarusy, Łukasz od razu się zwolnił, a jeden z jego autobusów odbył ostatni, pożegnalny kurs w Trójmieście.

 – Kiedy ZTM wyprzedawał Ikarusy, poszedłem na przetarg. Do koperty wrzucało się karteczkę, na której było napisane, który wóz chce się kupić i za ile. Ten kto dał najwięcej, ten wracał z autobusem. Wystawionych było 30 pojazdów, z czego 25 kupili złomiarze. Cena wywoławcza na ten, który mnie interesował, była na poziomie 3500 złotych. Jak się później okazało jeden ze złomiarzy miał w kopercie kwotę 3900, a Łukasz napisał 3961 złotych. Tym samym wrócił do domu jako szczęśliwy właściciel kolejnego Ikarusa – wspomina Łukasz.

Pierwsza wyprawa

Kiedy Łukasz zmienił pracę, jego nowy szef zaproponował mu wyjazd do Norwegii. – mój szef wymyślił, żebyśmy pojechali na North Cape. Pamiętam, że powiedział do mnie „przecież ty masz te autobusy, chodź pojedziemy Ikarusem!” W pierwszej chwili uznałem to za kompletne szaleństwo i odpowiedziałem mu „Czy ty jesteś normalny? Jak się coś zepsuje, to co ja tam zrobię?” Jednak przez kolejny tydzień nie mogłem zasnąć, bo ciągle myślałem o tej propozycji. Ostatecznie stwierdziłem, że raz się żyje. W razie czego można spać w autobusie, jak się coś zepsuje (śmiech) – wspomina Łukasz.

– Po drodze nie spaliśmy w żadnym hotelu. Mieliśmy ze sobą namioty i karimaty. Myliśmy się na stacjach i w rzekach (śmiech). To była wspaniała przygoda. Byłem w szoku, bo nic się nie zepsuło. Za wyjątkiem tego, że złapaliśmy kapcia i to było dosłownie 50km przed samym North Cape. Absolutny koniec Norwegii. Pomogła nam policja, dała namiary na wulkanizatora, który do nas dojechał. Zapłaciliśmy wtedy za tę przyjemność 4600 złotych! I to w zasadzie za samą drogę, bo musiał do nas dojechać 200 km, usługę wykonał nam gratis – kontynuuje Łukasz.

Ikarus
fot. mat. pras.

Na wyprawę pojechało 18 osób, z których Łukasz przed wyjazdem znał tylko cztery. Pozostałe osoby zapisały się na wycieczkę przez Facebooka, bo Łukasz ustawił otwarte wydarzenie. Po powrocie napisała o nim lokalna gazeta, potem zgłosiło się do niego radio, Teleexpress i TVN24. Wszyscy chcieli poznać gościa, który porwał się na wyprawę na North Cape starym Ikarusem. Informacje zaczęły się rozchodzić, Łukasz zaczął poznawać coraz więcej zapaleńców takich jak on. Wtedy pojawiła się myśl, by kontynuować takie podróże.

Kolejnym kierunkiem były Węgry. –  pojechaliśmy na coroczny, wrześniowy zlot Ikarusów z całej Europy. Jak już tam dotarliśmy, to stwierdziliśmy, że jeszcze tylko 50 km i możemy zobaczyć Rumunię! Natomiast w Rumunii stwierdziliśmy, że jeszcze kawałek i zaraz będziemy w Serbii (śmiech). Jednak z Serbii już grzecznie wróciliśmy do Budapesztu – opowiada Łukasz.

Ikarus
fot. mat. pras.

Ikarusowy biznes

Po tych wszystkich przygodach okazało się, że stare autobusy cieszą się dużym zainteresowaniem. Łukasz w 2009 roku założył firmę Kultowy Ikarus i poza wyprawami po Europie zaczął organizować atrakcje turystyczne. Przewozi swoimi Ikarusami po Trójmieście grupki turystów, organizuje imprezy firmowe, wieczory kawalerskie, czy wozi gości na śluby. Przez te 19 lat zrobił ponad 500 przejazdów weselnych. 95 proc. zamówień realizowanych jest w weekendy. Dlatego w tygodniu Łukasz dodatkowo jeździ taksówką.

Trzeba zaznaczyć, że jest to zajęcie sezonowe. Zimą Ikarusy nie są ruszane z parkingu. – Autobus, w którym siedzimy remontowałem siedem miesięcy. Praktycznie całą blacharkę zrobiłem mu od nowa. Wiem ile to pracy kosztuje, więc nie chcę żeby w dwie zimy mi to sól zjadła. Ikarusy miały mnóstwo zalet, w ówczesnych czasach to były bardzo nowoczesne autobusy, miały bardzo nowatorskie rozwiązania konstruktorskie. Ta generacja Ikarusów miała premierę w 1969 roku w Monako na targach autobusowych, gdzie dostały Grand Prix jako autobus roku, konstruktorzy dostali nagrodę od księcia Monako. One były tak dobre, że robili je w praktycznie niezmienionej formie do 2003 roku, do bankructwa Ikarusa. Jednym ich minusem było słabe ogrzewanie, w tej kwestii Jelcze górowały nad Ikarusami. Więc zimą jazda nie jest przyjemnością ani dla pasażerów ani dla mnie – tłumaczy Łukasz.

Jednak zakładając firmę Łukasz nie chciał skupiać się na organizacji wydarzeń okazjonalnych. Jego prawdziwym marzeniem jest założenie turystycznej linii autobusowej w Trójmieście. Niestety od kilku lat bezskutecznie próbuje dogadać się z władzami miasta. – Takie było moje marzenie i cel natomiast ten cel jest wciąż nieosiągnięty. Niestety miasta ani Gdańsk ani Gdynia nie są zainteresowane. Śluby, wieczory kawalerskie itp. chciałbym żeby były dodatkową działalnością, niestety jak na razie robię głównie te rzeczy, które miały być na boku, a mojej linii wciąż nie ma, ale czekam – tłumaczy Łukasz.

Ikarus
fot. mat. pras.

Aby stworzyć taka linię Łukasz na cały sezon (od maja do października) potrzebuje 60 tys. złotych. Za taką kwotę jest w stanie zapewnić miastu linię na dwa autobusy, które jeździłby w każdą niedzielę.  – w Gdańsku na Westerplatte jeździ autobus miejski, a w letnie miesiące dochodzi linia sezonowa, bo jest tam więcej turystów. Zaproponowałem, żeby tę linię obsługiwać moim zabytkowym taborem. ZKM w Gdańsku posiada własne zabytkowe autobusy, natomiast kompletnie nie ma na nie pomysłu, więc autobusy stoją. Zaproponowałem więc aby jeździł jeden mój zabytkowy i jeden ZKM. Nie trzeba grosza do tego dołożyć, bo ta linia już istnieje, tylko wprowadzić zabytkowe autobusy! No ale niestety nie dogadaliśmy się. Wielokrotnie proponowałem różne rozwiązania, niestety miasta nie są zainteresowane – dodaje Łukasz.

Ikarusem do ślubu

Przyszedł rok 2014. Łukasz brał wtedy ślub. Wiele par na tę okazję wynajmuje przeróżne pojazdy, od zabytkowych samochodów, po karoce zaprzęgnięte w konie. Nie byłoby więc nic dziwnego (a raczej powinno być oczywiste), w tym że Łukasz na swój ślub pojechał Ikarusem.  Tak też było. Ślub cywilny odbył się w Gdyni. Jednak rodzina nalegała na ślub kościelny. Łukasz przemyślał sprawę z żoną i wspólnie oznajmili rodzinie, że ślub kościelny odbędzie się, ale w Budapeszcie, a cała rodzina pojedzie z nimi z Polski Ikarusem.

– Pamiętam, że moja teściowa była zdziwiona. Pytała: „czemu akurat w Budapeszcie?” Odpowiedziałem jej: „boję się, że moje dziecko w przyszłości powie mi  – Tato, dlaczego brałeś ślub w Tczewie, lub jakiejś innej Kutnicy, przecież ty masz Ikarusa, powinieneś brać ślub w Budapeszcie!” (śmiech) – wspomina Łukasz.

Po wyprawie na North Cape Łukasz poznał miłośnika Ikarusów, który jest w połowie Węgrem i w połowie Polakiem. Dawid mieszka w Budapeszcie. To on pomógł młodej parze w organizacji ślubu. Znalazł dla nich polską parafię. Jak się okazało naprzeciwko kościoła, w którym brali ślub jest zajezdnia autobusowa, na której zaparkowane są praktycznie same Ikarusy. Tak więc można powiedzieć, że znaleźli idealne miejsce.

Ile kosztuje Ikarus

Remont autobusu, w którym rozmawiałam z Łukaszem kosztował go około 20 tys. złotych. Jednak wszystko robił własnymi rękami. Prace nad pojazdem trwały siedem miesięcy. Jak mówi Łukasz jest to jeden koniec skali kosztów, jakie można przewidywać przy tego typu przedsięwzięciu. Na drugim końcu są warsztaty, które specjalizują się w tego typu renowacjach

Ikarus
fot. marketing i biznes

– można wysłać autobus do firmy, która zajmuje się remontami takich pojazdów. Miałem kiedyś Ikarusa przegubowego, który był sprawny, natomiast cała rama i obudowa była ruiną. Skontaktowałem się wtedy z panem z Solca Kujawskiego, który miał zakład z wieloletnią tradycją renowacji autobusów. Samych Ikarusów zrobił on tysiące. Obejrzał mój pojazd i wycenił taką naprawę na 160 tys. złotych netto. To dużo, jednak po takim remoncie z zakładu wyjeżdża praktycznie zupełnie nowy autobus. Niestety nie było mnie na to stać – tłumaczy Łukasz.

Jednak niedługo po tym nadarzyła się okazja, bo w Gliwicach pozbywano się starych Ikarusów. W ręce Łukasza trafił inny przegubowiec, po generalnym remoncie w Solcu. Ponieważ miasto już nie potrzebowało tych pojazdów, sprzedało go za ułamek ceny, jaką wydało na jego remont.

– Wszystko było w nim nowe: podwozie, nadwozie, silnik, skrzynia, mosty… Natomiast nie jest to opcja przeze mnie polecana, ze względu na to, że oni wszystko robią na zamiennikach. Oczywiście są to rzeczy, które działają dobrze, ale nie tak długo jak oryginały. Poza tym jeśli chce się zrobić autobus na zabytek, to trzeba przynajmniej raz w miesiącu się tam pojawić, żeby wszystkiego dopilnować, a taki remont trwa około trzy miesiące – dodaje Łukasz.

Ikarus
fot. marketing i biznes

– Lepszym rozwiązaniem jest dołożyć drugie tyle, czyli w sumie około 300 tys. i pojechać do Budapesztu, gdzie w dawnej fabryce Ikarusów, w jednej  z dawnych hal produkcyjnych, działa gość, który był kierownikiem produkcji Ikarusa przez kilkadziesiąt lat. Zatrudnił on najlepszych, wybranych, dawnych pracowników fabryki i robi naprawy kapitalne tych autobusów. Oni wykonują zwykłe naprawy ale również restauracje typowo na zabytki. Mają cały zapas oryginalnych części – opowiada dalej Łukasz.

Łukasz próbował też zdobyć dofinansowanie na swoją flotę z Rejestru Zabytków. Istnieje coś takiego jak Ewidencja Zabytków Ruchomych, każdy pojazd, który się w niej znajduje otrzymuje żółte tablice rejestracyjne. Natomiast Rejestr Zabytków to wykaz obiektów zabytkowych w danym kraju, takim rejestrem zajmuje się Narodowy Instytut Dziedzictwa. Organizuje on każdego roku konkurs, zabytki które w nim zwyciężą, dostają dofinansowanie na renowację.

– Rozmawiałem z panią z Ministerstwa, która powiedziała mi, że gdybym dostał się do rejestru i stanął w tym konkursie, to na pewno bym dostał pieniądze, ponieważ takich wniosków jest mało, a poza tym w konkursie liczy się oryginalność i dywersyfikacja obiektów, a autobusów jeszcze nigdy nie było. Niestety o wpis w rejestrze jest bardzo ciężko, a w moim przypadku to prawie niemożliwe, bo Ikarusy nie są polskie – tłumaczy Łukasz.

Ikarus
fot. marketing i biznes

Ikarusem przez świat

Łukasz cały czas podejmuje próby rozmów z miastem, na temat wspomnianej zabytkowej linii. Wierzy, że prędzej czy później uda mu się osiągnąć swój cel. Tymczasem organizuje imprezy okolicznościowe z udziałem Ikarusa, jego autobus wystąpił w reklamie KFC i filmie Sztos 2 oraz organizuje wyprawy po Europie.

W planach ma wycieczkę po dawnym NRD, wyprawę do Monako przez Amsterdam i Paryż oraz największą jak do tej pory wyprawę do Iranu. Jak mówi Łukasz, jeśli uda mu się zrealizować ten plan, będzie to jego podróż życia. Podróż do Iranu i z powrotem ma zająć miesiąc. Z połowy autobusu wyciągnie siedzenia, tak by zrobić miejsce do spania, zatem pozostanie 22 miejsc. Wyprawa planowana jest na jesień 2019 roku. O wydarzeniu Łukasz będzie informował na swoim Fanpage.

Ikarus
fot. mat. pras.

Mimo niepowodzeń w rozmowach z miastem i bezskutecznego szukania dofinansowań Łukasz nie traci energii. Cały czas wymyśla nowe atrakcje związane z Ikarusem. Do tej pory przez jego ręce przewinęło się siedem autobusów, obecnie posiada jeden autobus marki mercedes oraz pięć Ikarusów, aczkolwiek powoli rozgląda się za kolejnym.

Żona mocno wspiera jego pasję. – Jest zadowolona, bo nie mam czasu na głupoty (śmiech). Facet musi coś robić, musi mieć jakieś zajęcie oprócz rodziny i pracy. Moja żona popiera moje zainteresowania. Aczkolwiek jak powiedziałem jej ostatnio, że planuję kolejny autobus zaczęła grozić rozwodem (śmiech). Ale to tak w żartach oczywiście – dodaje Łukasz.

 

Do góry!

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail