Deep fake i fake news to zmora naszych czasów. Czy jesteśmy w stanie się im oprzeć?

Deep fake i fake news to zmora naszych czasów. Czy jesteśmy w stanie się im oprzeć?

Przodek Donalda Trumpa był członkiem KKK, a kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez domagała się zakazu używania motocykli. Pandemia Covid-19 zaprojektowana i stworzona została przez Billa Gates’a, a młoda Krystyna Pawłowicz bywała wielką fanką festiwali muzycznych w Jarocinie. Prawda to, czy fałsz? Żyjemy w epoce deep fake i musimy nauczyć się rozróżniać wiadomości prawdziwe od tych fałszywych. Plotka może mieć bardzo negatywny wpływ nie tylko na nasze życie prywatne, ale także zawodowe.

Plotkujemy, kłamiemy, wprowadzamy w błąd

Plotka towarzyszy ludziom od samego początku naszej „wyprostowanej” egzystencji. Według antropologów zajmujących się ewolucją języka, to właśnie przez plotkowanie i przekazywanie sobie pikantnych i rozbudzających emocje informacji rozszerzała się nasza mowa, tworzyły się dialekty, a nawet całe rodziny języków. To jest po prostu zakorzenione w nas.

Minęły setki lat. Wypełniliśmy nasze życie technologią, która w założeniu miała nam pomagać w komunikowaniu się, zdobywaniu wiedzy wiedzy, ba podbijaniu kosmosu. Jednakże chociaż mamy do czynienia z takimi „mózgami” jak Musk, to finalnie, jesteśmy na etapie tańczenia na krótkich filmikach i przesyłaniu sobie wiadomości o tym, że podobno Kaśka ma kogoś tam, gdzieś tam i trzeba zrobić zakupy, zatankować samochód i wybrać wszystkie oszczędności z banku, bo zamykają miasta, otaczają je wojskiem, jakbyśmy byli bohaterami książki Jany Wagner „Pandemia”. Wszyscy dostawaliśmy tego typu wiadomości w ciągu ostatniego roku, gdy świat wstrzymał oddech, bo ktoś w Chinach zjadł chorego nietoperza.

Pandemia pomaga w dezinformacji

Żyjemy w czasach globalnej pandemii i teraz jeszcze łatwiej o wszelkie fake newsy, bowiem przepełniają nas emocje: strach i obawa, stres. Wystarczy przejrzeć feed znajomych na Facebooku. Stawiam guziki przeciwko orzechom, że każdy z nas ma minimum jednego znajomego, który widzi w tym nie chorobę, a zaplanowaną strategię, mającą na celu depopulację ludzkości, przez ekstremalnie bogatych ludzi, którzy kupili sobie WHO. Szczepionki? Jakie szczepionki? Przecież to służy tylko temu, by nas pozabijać! Szczepionki z chipami. Szczepionki z abortowanych płodów. I w ogóle po co jakiekolwiek szczepionki, przecież to trochę taka grypa. A niektórzy przeszli Covid jak lekkie przeziębienie.

Cóż, dobrze że social mediów nie było w czasie dżumy z XIV wieku, bo wówczas powstawałyby posty „Taki tam, czarny trądzik”, pisane z jednoczesnym krwiopluciem. Ok to trochę taki czarny humor, ale pokazuje naszą mentalność. 

Łapiemy się na proste sztuczki

Przemawiają przez nas emocje. Dajemy się podejść i wierzymy, że to co widzimy w telewizji lub w internecie jest prawdą. Wystarczy, że ktoś ułoży za sobą stosik książek, powiesi na ścianie kilka dyplomów i przedstawi się jako doktor nauk medycznych, najlepiej ze szpitala gdzieś w Stanach Zjednoczonych, by nasze zaufanie wzrosło. Byśmy wysłuchali gorliwego przemówienia, jak to on jako jeden, jedyny poznał prawdę i teraz chce ją przekazać dalej. Potem doktor Drake Ramoray stanie się dla wielu wyroczną.

Właśnie. Social media stały się idealną platformą do zaogniania takich informacji. Co prawda, chyba tylko by chronić własne plecy, pojawiają się czasem informacje typu „Hej, to fake news, ale zostawiamy go tu, bo przecież poszedł viralem po sieci”, ale nie ma się co oszukiwać: to platformy nie tylko do poznawania się, promocji swojego biznesu, ale też do rozpowszechniania bzdur. Mniejszych i większych. Jak wielkich? A jak wielkim wydarzeniem jest wybór nowego prezydenta w kraju, dajmy na to, typu Stany Zjednoczone?

Ile razy widzieliśmy w sieci „uśmiercanie” gwiazd? Wystarczy Czarno-białe zdjęcie, chwytliwy podpis, a potem przepraszanie redakcji, bo zainteresowany wcale nie umarł, ba – ma się dobrze. W 2014 w taki sposób uśmiercono Sylvestra Stallone’a, w 2018 – papieża Benedykta XVI. Idźmy dalej. Jak często widzimy filmiki z mniejszościami, w prowokujących ujęciach, które budzą skrajnie negatywne emocje i które wypuszczane są, by odpowiednio zobrazować sytuację? Nieważne, że dane materiały były nagrane wiele lat wcześniej, w zupełnie innym kontekście – ważne, że teraz pasują, że feministki “szczekają” na policję, że na love parade ktoś kogoś prowadzi na smyczy, że emigranci szturmują ciężarówki w Calais, a Afroamerykanie okradają sklepy. Jest bodziec, jest reakcja. To kwintesencja fake newsów: „fałszywa wiadomość, często o charakterze sensacyjnym, publikowana w mediach z intencją wprowadzenia odbiorcy w błąd w celu osiągnięcia korzyści finansowych, politycznych lub prestiżowych”.

Wisienką na torcie są brandy, które wykorzystują schemat fake newsa do promocji. I daleko nie trzeba szukać, mamy przecież paskudną kampanię Reserved o „polskim chłopaku”, którego za pośrednictwem serwisów internetowych szukała rozkochana Amerykanka. Ależ im ta kampania nie wyszła!

Temat fake newsów nie jest nowy. Z każdej strony bombardowani jesteśmy informacjami by nie klikać w niewiadome linki, by potem na messengerze dostawać wiadomości o treści: „Hej jak masz chwile możesz odebrać sobie bon do na buty” lub kontaktuje się z nami naciągacz blikowy „Hej, masz może blika? Tego w aplikacji banku? Bo mam u siebie wykorzystany limit dzienny, a mam do opłacenia ważne zamówienia, pomożesz?”. 

Jaki jest KLASYCZNY następny krok, po rozesłaniu takich wiadomości? Post na fejsie o treści: NIE KLIKAĆ W LINKI ODE MNIE! KTOŚ MI PRZESŁAŁ WIRUSA. Nie, nie „ktoś przesłał”, tylko „klikam w co popadnie, a potem próbuję odkręcić problem”. Pędzimy często jak owce, nie zatrzymujemy się, nie myślimy, a następnie płaczemy, nad rozlanym mlekiem.

Ale jest jeszcze coś głębszego – „deep fake”.

Postęp, który umożliwił nam podbój kosmosu, badanie nieodkrytych lądów i dna oceanu, leczenie chorób oznacza też m.in. technologie które można wykorzystać dla różnych celów.

Do dyspozycji mamy np. aplikację pozwalającą nakładać swoje zdjęcie na fragment piosenki czy filmu by w ten sposób choć na chwilę “stać się” Gwen Stefani lub Rocky’m Balboa. Śmieszne, zabawne, ale powinno dać też myślenia. Skoro jesteśmy w stanie tworzyć takie materiały smartfonem, to co można zrobić, mając do dyspozycji sztuczną inteligencję?

Uczenie maszynowe, realistyczne obrazy, sztuczna inteligencja, a wszystko sprowadza się często do bardzo złych celów.

Królowa Elżbieta II co roku wypowiada swoje świąteczne orędzie do narodu. Pokrzepiające, podsumowujące – ot, kolejna tradycja. W tym roku kanał telewizyjny Channel 4 stworzył alternatywną wersję, w której nikt inny, jak sama Elżbieta II w bardzo wyluzowany sposób gada, składa życzenia, a potem tańczy. 94-letnia babcia, ikona powściągliwości, protokołu i tajemniczości, wygina się i tańcuje, jakby znowu miała 60 lat. Bo przecież widzimy jej twarz, jej biuro, zdjęcia jej rodziny. Obraz jest dziwny! Celem Channel 4 było w zabawny sposób zwrócenie uwagi na ogromny problem. Uczenie maszynowe, realistyczne obrazy, sztuczna inteligencja, a wszystko sprowadza się często do bardzo złych celów. Deepnude, czyli fabrykowanie zdjęć tak, by wyglądały na nagie, fabrykowanie pornografii, tworzenie ogromnych ilości materiałów, które są nieprawdziwe tylko po to, by szkodzić. 

Daleko nie trzeba szukać. Po „polskim” Twitterze w czasach kampanii wyborczej „śmigał” fake ze zdjęciem Rafała Trzaskowskiego obok Wojciecha Jaruzelskiego, sugerujący zażyłość obu panów. Tymczasem twarz prezydenta Warszawy została naniesiona na twarz córki generała. Ale poszło w eter. I już z niego nie wróci. 

W dobie szalejących fake newsów, tych mniejszego i większego kalibru, najważniejsze i podstawowe, co możemy zrobić, to sprawdzać informacje. Treści trzeba weryfikować. Nikt nie odda 500 darmowych IPhone’ów tylko dlatego, że nie ma na nich naklejonej folii zabezpieczającej. Dalej – Hillary Clinton nie adoptowała kosmity, a ten wymądrzający się doktor z Facebooka owszem, skończył szkołę medyczną, ale nakazem sądu ma odebrane prawa do wykonywania zawodu. Klimatyczna aktywistka Greta Thunberg została oskarżona o to, że podróżując jachtem wytwarza więcej śladu węglowego, niż samolotem. I poszło to w internet, oburzając jej zaciekłych przeciwników. Co się okazało: jej łódź nie wytwarza prawie wcale śladu węglowego. 

Fakty, nie domysły, nie miejskie legendy, nie wyciągnięte zza kołnierza dane, które zupełnie nie mają sensu. Otaczamy się nieprawdą, kłamstwem, manipulacją, dlatego czytając lub oglądając materiał, który bazuje na skrajnych emocjach, należy najpierw dojść do prawdy. 

Tarcza oddzielająca nas od fałszu

Fakt-checking to podstawa. Wystarczy użyć najpopularniejszych środków, chociażby wyszukiwarki Google lub wyszukiwarki obrazów, by sprawdzić, czy informacja, która rozprzestrzenia się po sieci, jest prawdziwa. Powstaje coraz więcej narzędzi, które wspierają walkę z globalna dezinformacją. Coraz częściej funkcja zgłaszania fake newsów pojawia się w social mediach, powstają stowarzyszenia, które próbują działać na masową skalę, by usuwać tego typu treści ze stron. Warto bazować na sprawdzonych i prestiżowych agencjach informacyjnych, a nie serwisach, które bazują na clickbaitowym pozyskiwaniu czytelników, budując przy okazji kolejną platformę nie tylko do szerzenia fake newsów, ale i sprzedaży powierzchni reklamowej. Pojawiają się portale, które walczą z nieprawdziwymi wiadomościami. W Polsce na przykład konkret24.pl, warto też korzystać z wtyczki od https://www.newsguardtech.com/, która pokazuje strony zaufane i siejące podejrzane wiadomości. 

Co jeszcze należy robić? Należy sprawdzać źródła, bowiem nam może wydawać się, że jesteśmy na stronie agencji prasowej, a tymczasem niewielka zmiana w adresie strony może nas przenieść na platformę wypełnioną fake newsami. Sprawdzajmy także autorów informacji i daty. ASZ Dziennik i tego typu serwisy, żonglują newsami, które przepełnione są często abstrakcyjnym humorem, satyrą lub ironią mogą na pierwszy rzut dezinformować. Bo przecież Wielka Brytania, by zwiększyć dystans społeczny, ma zostać przesunięta o 700-800 km od kontynentalnej Europy. Prawda, że ma sens? 

Nie dajmy się i bądźmy czujni

Motyw fake newsów towarzyszy nam od zawsze. Kiedyś były domeną gazet. Chwytliwe zdjęcie (oczywiście wyretuszowane) i podpis robiły robotę. Nawet nie trzeba było czytać artykułu. Okładka krzyczała wystarczająco. Teraz mechanizm ten ma większą siłę. Istnieją serwisy, znane na całym świecie, które dostarczają mniej i bardziej zweryfikowane fake newsy, opierające się na plotkach, domniemaniach, sfabrykowanych dowodach, wywiadach, “fotoszopowanych” zdjęciach, sfabrykowanych dowodach. Żyjemy w czasach, w których trudno o czystą grę. Żyjemy także w czasach, w których głupota toczy walkę z faktami i… wygrywa. Pokolenie X, czyli urodzeni mniej więcej w latach 60. XX wieku miało swoje „czarne wołgi”. W latach 80. fake newsy miały się wyśmienicie, tworząc alternatywne wizje opierające się na propagandzie. 

2020 rok kończyliśmy, a 2021 zaczynaliśmy od fake newsów związanych z pandemią Covid-19, z jednoczesną pandemią fake newsów tworzonych przez… wspomnianego na samym początku Trumpa, który całą swoją kadencję „walczył” z nimi, by finalnie zostać zbanowanym przez główne kanały socialmediowe.

Podziel się

Zostaw komentarz

Najnowsze

Powered by: unstudio.pl