Rewolucja na rynku domen. Czy Google pociągnie za sobą gigantów?

06.10.2017 AUTOR: Joanna Kowalska

Zakup nowej domeny potrafi być naprawdę stresującym przedsięwzięciem. Większość charakterystycznych nazw jest już zajęta, natomiast ceny na rynku wtórnym przyprawiają o ból głowy. Według raportu NASK w roku 2016 nowe nazwy w domenie .pl pojawiały się średnio co około 30 sekund. Daje to nam liczbę nieco ponad 1 mln jednostek przy 2,7 mln zarejestrowanych w ogóle. Sensownym rozwiązaniem wydaje się rozwój nowej kategorii domen, które pozwoliłyby zwiększyć konkurencyjność na rynku. Domeny nTLD (new Top-Level Domains) nie tylko pozwalają nam wymyślić zupełnie nowy, kreatywny adres taki jak best.pizza, ale także mają duży potencjał tworzenia stron brandowych. Warto się nimi zainteresować, ponieważ z miesiąca na miesiąc zyskują na popularności.

Choć na nowe domeny nie trafiamy jeszcze zbyt często, liczba zarejestrowanych nazw ciągle rośnie. Wśród najbardziej popularnych możemy znaleźć m. in domeny .TOP, .XYZ, .LOAN, .CLUB czy .WIN – jak podaje nTLDstats.com, wszystkie przekroczyły już magiczną barierę miliona zarejestrowanych adresów, zaś największa z nich może się pochwalić ponad 3 milionami nazw.

Pierwsi odważni

nowych domenach myślano już od kilku lat, jednak pierwsze duże przedsiębiorstwo zdecydowało się na ten krok dopiero w 2015 roku. Angielski bank Barclays stal się pierwszą firmą, która przeniosła swoją stronę do domen własnościowych .barclays oraz .barclaycard – z dala od specyficznych dla lokalizacji adresów internetowych .co.uk oraz .com.

Powstałe w ten sposób witryny home.barclays oraz home.barclaycard działają obecnie równolegle z klasycznym adresem barclays.com, jednak firma nie ujawnia danych, która z domen cieszy się większą popularnością. Niewątpliwie jedną z zalet nowej domeny jest jej niepowtarzalność – w branży finansowej niezwykle ważne jest bezpieczeństwo, natomiast zastrzeżona końcówka domeny jest bezpośrednią gwarancją, że jesteśmy na oryginalnej stronie banku.

Firmowy blog Google na nowej domenie

Decyzja internetowego giganta o przeniesieniu bloga firmowego na własną domenę TLD wprowadziła nieco zamieszania na rynku domen. Powstałe adresy, takie jak blog.google, registry.google oraz domains.google pełnią przede wszystkim funkcję wizerunkową, jednak kierunek w jaki zmierza jedna z największych firm doliny krzemowej daje do myślenia.

 

Amerykański koncern ma duże plany wobec nowych domen – Domeny Google w wersji beta otwarte są dla wszystkich już od stycznia 2015. Google wydało również 1,87 miliona dolarów na zgłoszenie 101 nowych gTLD, stając się jednym z większych graczy na rynku nowych rozszerzeń. Mimo że wiele z nich odrzucono, gigantowi udało się wypuścić na rynek aż 90 z nich. Wśród dostępnych domen znajdują się m.in. .energy, .media, .pizza czy .cool. I choć mało prawdopodobne wydaje się, by flagowy portal Google.com został zastąpiony przez Google.google, możemy przypuszczać, że gigant wypuści szereg usług, które będą w pełni obsługiwane przez .google.

Google zostało również posiadaczem nazwy abc.xyz, którą kupiło od XYZ Registry za 3800 dolarów. Domena ma być wkrótce użyta do stworzenia strony internetowej holdingu Google – Alphabet Inc.

A co na to boty Google?

Adresy stworzone przy użyciu nowych domen nTLD mogą być bardzo innowacyjne. Biorąc pod uwagę faworyzowanie krótkich adresów przez boty wyszukiwarki, nowe rozszerzenia wydają się mieć wysoki potencjał w optymalizacji strony pod kątem pozycji w SERP. Problemem może okazać się jednak nawyk i przyzwyczajenie użytkowników, którzy wciąż preferują strony na znajomych domenach. Dobrym przykładem jest tutaj słynny Bitly, platforma do skracania linków. Mimo że firma przez wiele lat działała jako Bit.ly, niedawno zdecydowała się powrócić do szeroko rozpoznawalnej domeny Bitly.com.

Nie sposób pominąć również generycznego charakteru wielu nowych domen, który budzi pytania o sposób rankingowania nTLD wynikach wyszukiwania. Adresy w nowych rozszerzeniach znacznie częściej niż adresy ccTLD lub legacy gTLD tworzą konstrukcje tzw. exact match, czyli idealnego dopasowania adresu internetowego do zapytania wyszukiwarki. Niestety, Google na swoim oficjalnym blogu rozwiewa te wątpliwości –  wszystkie adresy utworzone za pomocą nowych domen będą traktowane tak samo, jak znane wszystkim domeny .com czy .pl.

Przeniesienie strony na domenę nTLD może przydać się jednak mniejszym firmom – jedną z zalet jest możliwość utworzenia kreatywnych, niedostępnych wcześniej adresów internetowych. Wykorzystanie małej popularności zjawiska może okazać się kluczem do sukcesu – nowe gTLD mogą świetnie sprawdzić się w stopkach pocztowych, na wizytówkach lub nośnikach reklamowych. Taki zabieg może zadziałać jako naturalny marketing, przyczyniając się do budowania rozpoznawalności naszej marki. Jeśli chodzi o duże firmy, nowe domeny TLD mogą niestety działać na ich niekorzyść. Zarejestrowane przez wyłudzaczy adresy światowych gigantów mogą powodować późniejsze problemy, w tym również konieczność wykupienia domeny za duże ilości pieniędzy – ceny mogą okazać się jeszcze wyższe, niż ma to miejsce na rynku wtórnym.

Artykuł powstał dzięki:

Coders Lab

Łącząc doświadczenie edukacyjne ze znajomością rynku pracy IT, Coders Lab umożliwia szybkie i efektywne zdobycie pożądanych kompetencji związanych z nowymi technologiami. Skupia się się na przekazywaniu praktycznych umiejętności, które w pierwszej kolejności są przydatne u pracodawców.

Wszystkie kursy odbywają się na bazie autorskich materiałów, takich samych niezależnie od miejsca kursu. Dzięki dbałości o jakość kursów oraz uczestnictwie w programie Career Lab, 82% z absolwentów znajduje zatrudnienie w nowym zawodzie w ciągu 3 miesięcy od zakończenia kursu.


Do góry!

Polecane artykuły

22.09.2020

Comarch e-Sale, jako e-commerce na dobry ...