Wzięłam rozwód z naiwnością – czyli pierwszy eksluzywny wywiad z Barbarą Stawarz po prawie rocznej podróży

12.10.2016 AUTORZY: Barbara Stawarz, Michał Bąk,

Od dawna bardzo fascynował mnie wpływ Internetu na działanie naszego mózgu. Plastyczność mózgu i to w jaki sposób zmienia się nasze myślenie pod wpływem korzystania z nowych technologii. Odłączenie się na tak długi czas od kompulsywnego sprawdzania poczty pozwoliło mi tego doświadczyć. W jakimś stopniu przywróciłam sobie linearny sposób myślenia i będę bardzo pilnować, by tego nie pogubić.

W pierwszej kolejności chciałem Ci pogratulować wspaniałej, wielomiesięcznej podróży. Co dała Ci ta podróż?

Czas. Fajnie jest nie martwić się rachunkami, nie odpisywać na maile, dać sobie przyzwolenie na nieodpisywanie w ogóle. W codziennym amoku czas przelewa się przez palce, biegnie bardzo szybko. W długiej podróży ten czas rozlewa się jak wielka, ślamazarna plama oleju. Jest go dużo. Jest czas na wszystko, a zwłaszcza na powolność. Naładowałam akumulatory.

Od dawna bardzo fascynował mnie wpływ Internetu na działanie naszego mózgu. Plastyczność mózgu i to w jaki sposób zmienia się nasze myślenie pod wpływem korzystania z nowych technologii. Odłączenie się na tak długi czas od kompulsywnego sprawdzania poczty pozwoliło mi tego doświadczyć. W jakimś stopniu przywróciłam sobie linearny sposób myślenia i będę bardzo pilnować, by tego nie pogubić.

I jeszcze bardzo poprawił mi się wzrok. Widzę dziś mnóstwo rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałam. Wzięłam rozwód z naiwnością. Taka podróż wiele daje i wiele weryfikuje.

content marketing

Przechodząc płynnie do części biznesowej wywiadu, obiecuję po raz kolejny nie pytać o to “czy kobietom jest ciężej w biznesie” ale zapytać jakie są Twoje aktualne plany biznesowe? Czy Basia znów namiesza?

Mieszać nie zamierzam, ale jestem gotowa do działania. Uruchomiłam stronę www.happycontent.pl, która jest moją nową przystanią zawodową i chcę jeszcze bardziej skupić się na publikowaniu i edukacji. Działalność rozwijam w kierunku szkoleniowo-consultingowym, a o realizacji kolejnych pomysłów będę na bieżąco informować.

Nie mogę się powstrzymać przed pytaniem o to co stało się na linii Havas – Content King, a właściwie na linii Havas – Barbara Stawarz, czy ten rozdział jest już definitywnie zamknięty, czy już nie będziesz związana z marką Content King, którą zbudowałaś?

Tak, to zamknięty rozdział. Tuż przed wyjazdem, czyli w grudniu zeszłego roku, odeszłam z firmy. Uważam, że jeśli związek nie działa tak, by dwie strony czuły satysfakcję, to nie ma sensu go kontynuować. Z bólem, ale zostawiłam Kinga i z dystansu podglądam jak się miewa.

content marketing

W jednej z naszych prywatnych rozmów powiedziałaś, że uzbierałaś listę około 50 copywriterów, pisarzy. Powiedź proszę czy ciężko pilnuje się takiego zespołu? Jakimi narzędziami wspomagałaś sobie zarządzanie projektowe i jak radziłaś sobie z nieodpowiedzialnością osób pracujących zdalnie?

To nie jest tak, że zebrałam listę 50 copywriterów. Wraz ze zwiększającymi się zamówieniami w Content Kingu, rosło zapotrzebowanie na autorów. Ten zespół – który do dzisiaj sprawnie funkcjonuje – to w większości grono osób, które bardzo dobrze znam. To moi znajomi z branży, studenci z dawnych lat, a później osoby polecane przez nich itd.

Żmudnie zbudowany zespół pod stałą opieką świetnych specjalistek od treści. Jasne zasady pisania tekstów, style book, regularne odsyłanie uwag czy feedbacku. I wysokie wymagania. Dobrze poukładane procesy pozwoliły nie tylko sprawnie zarządzać dużym zespołem, ale też dowozić co miesiąc setki i więcej tekstów, robić ich korektę czy obsługiwać CMS. Narzędzia? Grupy na Facebooku, Google Docs i mail. Tadaaam. Po drodze była np. asana, ale okazała się zbyt absorbująca dla takiej liczby osób. W zespole wykorzystywałam filozofię inbound marketingu – bądźmy tam, gdzie jest nasza grupa docelowa.

content marketing

Nie mam zamiaru osiadać na laurach, ani wyprowadzać się na Kubę, więc moja aktywność pewnie będzie widoczna. Nie czuję jednak potrzeby krzyczeć – Hej! Jestem tutaj, robię to, robię tamto, pojechałam tam i siam i będą występy. Nie potrzebuję tych wszystkich meldunków i stawiam sobie poprzeczkę tak, by moja obecność w Internecie była jak najbardziej uzasadniona, a dla moich odbiorców wartościowa.

Patrząc na Twoją osobę sprzed wyjazdu, można odnieść wrażenie, że byłaś pracoholiczką, czy po przyjeździe też będziesz wyskakiwała z lodówki, budując swoją nową markę happy content?

Dużo pracowałam, ale nie było to obsesyjnie. Nie rzucajmy tak lekko mocnymi słowami – pracoholizm to poważna sprawa. U mnie przed wyjazdem wiele się działo – firma, książka, przejęcie firmy itd., więc w efekcie faktycznie było mnie sporo. Stawiałam też na content marketing i budowanie marki firmy i marki osobistej poprzez treści, więc to naturalne. Nigdy to jednak nie było publicity, rozgłos dla rozgłosu.

Nie mam zamiaru osiadać na laurach, ani wyprowadzać się na Kubę, więc moja aktywność pewnie będzie widoczna. Nie czuję jednak potrzeby krzyczeć – Hej! Jestem tutaj, robię to, robię tamto, pojechałam tam i siam i będą występy. Nie potrzebuję tych wszystkich meldunków i stawiam sobie poprzeczkę tak, by moja obecność w Internecie była jak najbardziej uzasadniona, a dla moich odbiorców wartościowa.

content marketing

Dla mnie sukces to możliwość chodzenia własnymi ścieżkami. Niezależność. By to osiągnąć potrzebowałam dyscypliny. Jednak jeśli robi się rzeczy, które sprawiają radość, to wcale nie jest to takie trudne, przychodzi z lekkością.

Jaki jest przepis na sukces Basi Stawarz? Czy to tylko ciężka praca, czy może jakieś inne czynniki wymieniasz?

Dla mnie sukces to możliwość chodzenia własnymi ścieżkami. Niezależność. By to osiągnąć potrzebowałam dyscypliny. Jednak jeśli robi się rzeczy, które sprawiają radość, to wcale nie jest to takie trudne, przychodzi z lekkością.

Dziś jednak łatwo zostać autorem, wspomóc się głośnymi działaniami PR i już jest szum, więc uważam, że samo napisanie książki jeszcze o niczym nie świadczy.

Wydałaś bestseller książkę „Content marketing po polsku” co przyniosła Ci ta publikacja, czy wydanie w papierze książki daje tylko „szacunek ludzi ulicy” jak to mawiają hip-hopowcy, a może przełożyło się to realnie na Twoją markę osobistą, zapytania ofertowe etc?

Nie słucham hip-hopu i chyba intencje tworzenia też mamy różne. Od 2010 roku jestem wykładowcą, jeszcze wcześniej zaczęłam prowadzić szkolenia. Taki charakter pracy sprawia, że regularnie aktualizuje się i systematyzuje swoją wiedzę, by móc ją przekazywać innym. Książka to kolejny, naturalny krok. Oczywiście ma to pozytywny wpływ na markę osobistą i przekłada się na biznes. Dziś jednak łatwo zostać autorem, wspomóc się głośnymi działaniami PR i już jest szum, więc uważam, że samo napisanie książki jeszcze o niczym nie świadczy.

Czy biorąc pod uwagę sukces wspomnianej wyżej publikacji będziesz chciała kontynuować swoją przygodę z publikowaniem? Jeżeli tak to w jakim klimacie otrzymamy teraz publikację?

Tak. Nie chcę bez porozumienia z PWN, moim wydawcą, zdradzać szczegółowych planów, ale nadal pozostajemy w klimacie content marketingu, a do tego pojawi się dużo psychologii Internetu. W przyszłości mam zamiar wdać się też w romans z reportażem, ale to wyjątkowo wymagający gatunek i póki co uczę się, czytając najlepszych.

content marketing

Wpisując Twoje imię i nazwisko w wyszukiwarce, gdy przygotowywałem się do tego wywiadu, uzyskałem dziesiątki wyników: wywiady, publikacje, prezentacje, prelekcje, szkolenia. Jestem zdumiony, bo jest tego pełno i mogę powiedzieć śmiało to przykład jednej z lepszych marek osobistych w naszej branży. Jak będziesz radziła sobie z przyszyciem łatki, że Basia Stawarz to Content King, większość linków z Google właśnie nierozerwalnie świadczy o Basi z CK.

Dzięki. Ale podobno Basia Stawarz to Content Queen, więc nie ma się o co martwić. A poważnie, to z Content Kinga, którego budowałam „za moich czasów” jestem dumna, więc nie czuję jakiejś łatki. Jedyna trudność jest komunikacyjna – nadal wiele osób myśli, że jestem w Content Kingu i tam mnie szuka, ale nasza rozmowa to również okazja do powiedzenia, że nie. Poza tym zawsze uważałam, że nieważne gdzie pracujemy, zawsze pracujemy na swoje nazwisko. W korporacji, w swojej firmie, wszędzie. Kto chce znaleźć – znajdzie.

Jak widzisz siebie za kilka lat? Czy nadal będziesz wykładać, szkolić, czy może ponownie spróbujesz mirażu z korporacją, a może poważne stanowisko w fajnej firmie?

Na szczęście nie jesteśmy na rozmowie kwalifikacyjnej, więc nie muszę znać odpowiedzi na to pytanie.

content marketing

Reasumując – dobrze zrobić sobie takie laboratorium tożsamości – obserwować i doświadczać. Nie być mądrym jedynie wiedzą z książek.

Na koniec wróćmy do tematu Twojego wyjazdu, ale w nieco inny sposób. Wyjeżdżasz jako bardzo popularna osoba, nie wierzę, że na facebook-u nie spływały zapytania ofertowe, nowe deale, propozycje współprac etc. Co z tym robiłaś? Odmawiałaś, lekceważyłaś, prosiłaś o kontakt w późniejszym czasie?

Częściej jednak mailowo niż na Facebooku, ale oczywiście pojawiały się różne propozycje. Jeśli miałam możliwość to odpisywałam, a klientów odsyłałam do Content Kinga. Często jednak byłam poza zasięgiem. Pracowałam nad własnym ego. Przypatrywałam się jak reaguję na mijające „okazje”. Na jednej z ostatnich konferencji przed wyjazdem cytowałam badania, które mówią o naszym samopoczucie w kontekście maili. Jeśli mamy ich mniej, zaczynamy czuć się niepotrzebni. Miewałam takie momenty, ale dosyć szybko doceniałam wtedy karaibskie plaże, hehe. Reasumując – dobrze zrobić sobie takie laboratorium tożsamości – obserwować i doświadczać. Nie być mądrym jedynie wiedzą z książek.

 

Czytaj również:

https://marketingibiznes.pl/content-marketing/w-internecie-sprzedasz-wszystko

LinkedIn ­– nieodkryty potencjał marketingowy

Content marketing w geodezji

Do góry!

Polecane artykuły

07.11.2019

Kontrolki – rzeczy, które musisz mierzyć ...

Głodny wiedzy? Zapraszamy do sklepu z kursami i ebookami

Sprawdzam