Jedyna uprawa wasabi w Europie Śr. znajduje się pod Radomiem! [WYWIAD]

25.06.2018 AUTOR: Marta Wujek

W czasach kiedy sushi stało się bardzo popularne, chyba każdy słyszał o wasabi. W popularnych restauracjach w największych miastach nad Wisłą rarytasem tym zajadają się biznesmeni, modelki i osoby na poziomie. Jeść dobre sushi jest dziś w modzie. Okazuje się jednak, że w większości przypadków to, co podawane jest jako zielony dodatek do popularnego dania z prawdziwym wasabi nie ma nic wspólnego… O tym dowiecie się z rozmowy z Wasabi Poland Farm.


Roślina o której mowa jest jedną z najtrudniejszych w swojej uprawie. Wymaga bardzo określonych warunków atmosferycznych. Wasabi rośnie głównie w północnej Japonii, części Chin, Tajwanu i Korei. Natomiast w USA, Kanadzie, Tasmanii i Nowej Zelandii producenci podejmują się prób stworzenia podobnych upraw jednak, by zapewnić im odpowiednie warunki, decydują się na uprawy szklarniowe i w hydroponice, co skutkuje wysoką ceną warzyw. Przeczesując Internet możemy dowiedzieć się, że do jej uprawy potrzebne jest wilgotne miejsce, najlepiej w okolicy jakiegoś strumienia lub rzeki, a temperatura powinna wahać się w przedziale od 8 °C do 20 °C.

W 2012 roku portal tvnmeteo.tvn24.pl podał informację o pierwszej uprawie wasabi w Europie. Czytamy w nim: „W Europie świeży chrzan japoński był do tej pory niemal niedostępny. Wszędzie poza Azją można było kupić jedynie imitacje wasabi: sproszkowany korzeń (mieszankę chrzanu, gorczycy i zielonego barwnika) lub gotową pastę w tubce. Tylko najdroższe restauracje pozwalały sobie na serwowanie tego warzywa w surowej postaci.

Teraz zdobycie świeżego wasabi może być prostsze. W hrabstwie Dorset w południowej Anglii, zaraz przy Kanale La Manche, rozpoczęto hodowlę tego jednego z najrzadszych i najdroższych warzyw świata. “Jeśli trufle są czarnym diamentem kuchni europejskiej, to w naszej wasabi jest szmaragdem” – mówią Japończycy. I trudno się z tym nie zgodzić. Kilogram świeżego kłącza wasabi kosztuje nawet 1,5 tys. zł w górę.”

Tymczasem dwa lata po pojawieniu się tej informacji, czyli w 2014 roku, w pewnym miejscu w okolicy Radomia rozpoczęły się pierwsze prace nad stworzeniem uprawy wasabi w Polsce! Po 2-3 latach ciężka praca przyniosła zakładane efekty, a dziś rodzina z okolic Radomia jest jedynym plantatorem tego warzywa w całej Europie Środkowej! Mało tego, sami Japończycy stwierdzili, że wasabi z Polski jest jakościowo identyczne jak to w ich kraju.

wasabi poland farm
fot. mat. pras.

Uprawę pod Radomiem zapoczątkowała głowa rodziny, czyli pan Janusz Bluma, który od wielu lat hobbistycznie zajmował się sprowadzaniem egzotycznych i nietypowych roślin do swojego przydomowego ogrodu. Obecnie nad Wasabi Farm Poland piecze sprawuje cała rodzina, Pan Janusz oraz jego syn i córka wraz z mężem, których ojciec zaraził pasją do tej nietypowej, jak na nasz krajobraz, rośliny.

Nie bez powodu napisałam „w pewnym miejscu pod Radomiem”. Od kiedy farma istnieje jej założyciele bardzo dbają o to, by informacja o ich dokładnej lokalizacji nie wyszła na jaw. Unikają rozmów na ten temat. Nie zabiegają o wywiady, bo jak sami przyznają, marketing jest im nie potrzebny, bo zainteresowanie ich kłączami jest większe niż możliwości ich produkcji.

Jeśli już zdecydują się rozmawiać z mediami zazwyczaj oddelegowują do tego zadania panią Agnieszkę, córkę pana Janusza, która posiada największą wiedzę (zaraz po tacie) na temat uprawy. Postanowiłam z nią porozmawiać, mimo wielu podchodów z mojej strony, pani Agnieszka strzegła tajemnicy sukcesu swojej rodziny i powiedziała mi tylko tyle ile chciała.

Marta Wujek, Marketing i Biznes: W państwa domu jada się sushi?

Agnieszka Firlej, Wasabi Poland Farm: Tak, bardzo lubimy sushi. Osobiście lubię również przetwarzać liście wasabi, a szczególnie zimą robić z nich koktajle. Cała nasza rodzina lubi taką kuchnię, gdybyśmy jej nie lubili, może nie stworzylibyśmy naszej farmy. Lubimy to co japońskie, nawet w naszym ogrodzie to widać, bo od 20 lat podcinamy drzewa w formę bonzai. Kultura japońska zawsze była nam bliska.

Dlaczego zdecydowaliście się państwo na uprawę akurat wasabi, jednej z najtrudniejszych w uprawie roślin?

Myślę, że było to nieuniknione. Odkąd pamiętam, w naszym domu uprawiało się warzywa, jadło się własne owoce, a tata sprowadzał do naszego ogrodu bardzo nietypowe rośliny. Kiedy w Polsce nikt jeszcze nie słyszał o winogronach z Francji, to my je już mieliśmy na naszym podwórku. Truskawki z Holandii już 30 lat temu były w naszym ogrodzie. Natomiast około 10 lat temu zaczęły się pojawiać pierwsze egzotyczne rośliny. Uprawa wasabi jest ukoronowaniem pasji mojego taty, którą nas zaraził.

Uprawa wasabi wymaga cierpliwości, spokoju, upartości i to są cechy naszej rodziny. Jednocześnie nie lubimy się pewnymi rzeczami chwalić. Japończycy są bardzo podobni, spokojni i cierpliwi, wycofani i nieśmiali. Myślę, że gdyby nasza rodzina nie odznaczała się takimi cechami, to może nie udałoby się nam tego wszystkiego osiągnąć.

wasabi poland farm
fot. mat. pras.

Skąd bierzecie państwo sadzonki?

Obecnie sadzonki tworzymy już sami. Natomiast te pierwsze sprowadziliśmy z Japonii. Na początku było ciężko, bo nie każde sadzonki, jakie można dostać na rynku, są dobrej jakości, a to jest podstawa każdej uprawy.

Jak rozumiem nie sprzedajecie państwo własnych sadzonek?

Nie, na razie się tym nie zajmujemy i myślę, ze w najbliższym czasie nie będziemy tego robić.

Czy pani ojciec wcześniej był rolnikiem, uprawiał rośliny na większą skalę, czy zaczęło się od hobby w przydomowym ogródku?

Zawsze mieliśmy duże ilości upraw, może nie na przemysłową skalę, ale na pewno większą niż przydomowy ogródek. A odpowiadając na pytanie: nie, mój tato nie był ani rolnikiem, ani ogrodnikiem. Od zawsze miał w sobie pasję do poszukiwania. On jest bardzo inteligentną i dociekliwą osobą i myślę, że właśnie dlatego to wszystko mu się udało.

Dlaczego tak sumiennie ukrywacie państwo swoją lokalizację?

Jest to pierwsza tego typu uprawa w Polsce. Zanim powstała nasza farma podejmowano próby uprawy wasabi w naszym kraju, natomiast kończyły się one fiaskiem – rośliny usychały albo nie wyrastały kłącza, które są najważniejsze. Nie chcemy wycieczek na naszą farmę. Im mniej osób wie gdzie to jest, tym bezpieczniej dla naszej uprawy. Wiele osób chciałoby dowiedzieć się jak to robimy, a ludzie niestety są różni. Możliwe, że za jakiś czas będzie możliwość zwiedzenia naszej farmy, natomiast na ten moment jeszcze nie chcemy się ujawniać.

Co było najtrudniejsze?

Wszystko (śmiech). Jeśli przeszukamy Internet czy książki na temat uprawy wasabi, to tak naprawdę wszystkie te źródła mijają się z prawdą. Dopiero poznanie tej rośliny i jej specyfiki pozwoliło nam na obsadzenie pierwszych sadzonek. Przy czym cały czas testujemy, to nie jest tak, że spoczęliśmy na laurach. Wiemy, że nasze kłącza są bardzo wysokiej jakości, natomiast cały czas testujemy i wystawiamy nasze rośliny na różne próby.

Oczywiście nie możemy zdradzić technologii naszej uprawy, natomiast mogę powiedzieć, że stanęliśmy przed zadaniem stworzenia dla roślin warunków, jakie miałby w klimacie morskim. Musieliśmy obniżyć amplitudę temperatur do poniżej 20 °C. To jest podstawa, ponieważ wasabi najlepiej rośnie w takim klimacie.

W 2014 roku zaczęliście. 2-3 lata minęły zanim uzyskaliście pierwszy plon handlowy. Na jakim etapie jesteście dziś?

Możemy zdradzić, że do tej pory sprzedaliśmy około 500 kłączy i myślę, że w przyszłym roku sprzedaż wzrośnie do 3 tys. sztuk. W tym roku stworzyliśmy około 10 tys. sadzonek, które za dwa lata będą w sprzedaży. W przyszłym roku planujemy stworzyć 30 tys. sadzonek. Obecnie mamy około 1600 metrów kwadratowych obsadzonych, natomiast w przyszłym roku planujemy powiększyć ten obszar do 4 tys. metrów kwadratowych. Tak więc cały czas powiększamy naszą uprawę. Rynek się dopiero tworzy. Wielu sushi masterów wciąż nie miało styczności z prawdziwym kłączem. Często nawet w popularnych restauracjach japońskich dostajemy tak naprawdę sztuczne, przemysłowe wasabi uzyskane na przykład z chrzanu lub gorczycy, a to nie ma nic wspólnego z prawdziwym wasabi.

wasabi poland farm
fot. mat. pras.

Kto jest państwa głównym odbiorcą?

Są to najlepsze restauracje w Polsce, te związane z kuchnią japońską ale nie tylko. Jestem pod wielkim wrażeniem, bo nie byłam w stanie wyobrazić sobie jak można wykorzystać nie tylko kłącza wasabi ale same liście i kwiaty. Szefowie kuchni potrafią stworzyć z nich niesamowite dania. Jest to wielka roślina, którą można w bardzo wszechstronny sposób wykorzystać.

Muszę podkreślić w tym miejscu, że wasabi to nie tylko przyprawa, ale również roślina lecznicza. Jest bakteriobójcza i grzybobójcza. Jest stosowana przy sushi po to, by zniwelować efekt zepsutej surowej ryby. Poza tym ma też dużo enzymów hamujących nowotwory, niweluje odczucia alergiczne, usprawnia pracę układu pokarmowego, niweluje wrzody żołądka i mogłabym tak wymieniać długo. Ma wspaniałe właściwości, jednak mało osób o tym wie. Więc myślę, że prędzej czy później nie tylko kucharze będą o nią zabiegać.

Czy eksportujecie Państwo swoje plony?

Na ten moment jeszcze nie. Polski rynek jest bardzo duży i tak na prawdę to co wyprodukujemy, praktycznie od razu sprzedajemy. Coraz więcej sushi masterów i samych konsumentów będzie się przekonywać do kłączy. Dlatego mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia u nas. Natomiast myślę, że do naszej współpracy z przemysłem zagranicznym dojdzie w przeciągu dwóch, trzech lat.

W Internecie można przeczytać, że prowadzicie państwo jedyną uprawę wasabi w Europie. To chyba nie do końca aktualna informacja…

Rzeczywiście kiedyś pojawił się artykuł z tytułem „Jedyna uprawa wasabi w Europie”. Muszę to sprostować, to nie jest prawda. Jesteśmy jedyną taką farmą w Europie Kontynantalnej. Pierwsza uprawa w Europie powstała kilka lat temu w Anglii. Natomiast jest to wyspa, więc ma zdecydowanie lepsze warunki do uprawy tej rośliny. Poza tym w międzyczasie z tego co wiem pojawiły się takie uprawy też w Niemczech, Holandii i Belgi, natomiast one są mało istotne, bo robią to na bardzo małą skalę.

Od kiedy pojawiliśmy się na tym rynku, zgłaszają się do nas przedsiębiorcy z całego świata z USA, Australii ale również z Japonii, co nas bardzo cieszy. Tworząc uprawę wasabi kierowaliśmy się tym, co jest robione właśnie w Japonii. Z tego co nam mówią Japończycy, z którymi mamy kontakt, stworzyliśmy coś naprawdę wielkiego. Ponieważ wasabi ogólnie na świecie jest bardzo mało, produkuje się kłącza z myślą o ilości, a nie jakości.

Japończycy, którzy mieli styczność z naszymi roślinami stwierdzili, że jest to kłącze identyczne jak to, które występuje w Japonii. Mówią, że nasze rośliny wyróżniają się na tle pozostałych. Czuć, że nasza uprawa jest prowadzona w bardzo naturalny sposób bez żadnej chemii, czego się w obecnych czasach już nie spotyka. Uważamy, że jakość jest najważniejsza, a ilość przyjdzie z czasem. Japończycy dziwili się, że udało nam się to osiągnąć w miejscu, w którym to nigdy nie powinno się zdarzyć.

wasabi poland farm
fot. mat. pras.

Rynek się dopiero tworzy i jest wciąż nienasycony. Czy docierają do państwa informacje, że ktoś chce zrobić to co wy? Może ktoś pyta o porady? Boicie się konkurencji?

Tak, często ktoś się do nas odzywa z prośbą o porady albo o sadzonki. Natomiast jeśli ktoś ma odwagę i chęć, to sam musi do tego dojść, a my na pewno nie będziemy tego ułatwiać. Jednocześnie jesteśmy świadomi, że z czasem konkurencja się pojawi. Robimy swoje wiemy, że stworzyliśmy coś niesamowitego na skalę światową, więc nie mamy się czego bać. Poza tym rynek jest tak duży, a przy tym jest tak mało farm, że dla każdego znajdzie się miejsce.

Ile trzeba zainwestować, żeby stworzyć taką farmę?

Przybliżając sumę, będą to setki tysięcy złotych. Jeśli ktoś chce uprawiać wasabi w przydomowym ogródku oczywiście nie musi się liczyć z aż tak dużymi kosztami.  Z tego co czytamy około 90 proc. farm, które powstały na świecie są tworzone przez amatorów, przez osoby w ogóle nie związane z rolnictwem. W większości przypadków jest to głownie pasja. Jeśli jej nie ma to, żadne pieniądze nie pomogą. Jeśli mogę dać radę to powiem tak: żyjemy wasabi i naszą uprawą i to jest klucz. Myślę, że wiele wspaniałych rzeczy na świecie powstało nie dla zysku ale właśnie z pasji…

Planujecie sadzić inne egzotyczne rośliny z myślą o sprzedaży?

Owszem, mamy u siebie inne uprawy i myślę, że z powodzeniem za jakiś czas pokażemy co jeszcze egzotycznego można w Polsce uprawiać, co do tej pory wydawało się niemożliwe. Wasabi jest pierwszym krokiem do stworzenia miejsca w Polsce z nietypowymi roślinami. Myślę, że mamy przed sobą jeszcze wiele upraw, które będą jeszcze większym ewenementem niż wasabi. Jednak na ten moment nie będę zdradzać jakie to będą rośliny. Będzie tak jak z wasabi, które tworzyliśmy przez dwa, trzy lata w ukryciu, na spokojnie. Na każdą roślinę przyjdzie czas.

Jakie są państwa najbliższe plany?

Odzywają się do nas firmy z całego świata, to że Japończycy mówią, że nasze kłącze jest bardzo dobrej jakości i że nie idziemy na masówkę tylko na jakość rozeszło się, ludzie przekazują sobie tę informację. Myślę więc że w ciągu najbliższych 2-3 lat nawiążemy współpracę z jakimś producentem z branży spożywczej. Oczywiście dalej będziemy powiększać naszą uprawę.

 

Do góry!

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail