Suplementy nowej generacji rozwiązaniem na patologie rynkowe?

05.07.2018 AUTOR: Marta Wujek

Suplementy na porost włosów, nietolerancję laktozy, polepszenie wzroku, wzmocnienie wątroby, koncentrację, chrapanie, odkwaszenie organizmu, a nawet na zespół niespokojnych nóg. Każdego dnia jesteśmy bombardowani reklamami setek cudownych kapsułek na każdą dolegliwość, jaką możemy sobie tylko wymyślić.


Problem w tym, że Polacy nie widzą różnicy pomiędzy lekami, a suplementami, przy czym mają bardzo małą wiedzę na temat tych drugich. Jednocześnie cudownych preparatów przyjmujemy coraz więcej, a firmy zbijają ogromne pieniądze na naszej niewiedzy.

Ten artykuł prześledzi główne problemy branży suplementacyjnej oraz pokaże jakie rozwiązania mają do zaproponowania firmy z obszaru nowych technologii.

3,5 mld złotych, dokładnie tyle Polacy wydali na suplementy w 2015 roku, a jak prognozuje NIK, w 2020 roku kwota ta przekroczy 5 mld złotych. Według Gazety Polskiej Codziennej aż dziewięciu na dziesięciu Polaków regularnie przyjmuje leki i suplementy diety.

Natomiast PAP podaje, że 70 proc. Polaków przyjmuje suplementy diety, przy czym 48 proc. z nich robi to regularnie.

Według raportu “Polacy a suplementy diety” (w ramach którego w lutym 2017 roku przeprowadzono badanie, w którym wzięło udział 800 osób powyżej 18 roku życia) 65 proc. Polaków suplementy kupuje w aptekach, 10,4 proc. w Internecie, 6.6 proc. w sklepach z suplementami, 6,4 proc. w supermarketach, 4,9 proc. w sklepach zielarskich, 3,7 proc. w sklepach spożywczych, a 2 proc. na bazarach. Jednocześnie jedynie 17 proc. z ogółu konsultuje dobór suplementów z lekarzem lub dietetykiem.

– Suplementy diety kupowane są najczęściej w aptekach, ponieważ często traktujemy je jak lekarstwa. Wierzymy, że to preparaty przebadane, a skoro są dostępne bez recepty, to ich przyjmowania nie musimy konsultować ze specjalistą.

Dopełnieniem tego są reklamy, które utwierdzają nas w przekonaniu, że suplementy są prostym sposobem na poprawę stanu zdrowia” – skomentował dla PAP dyrektor ds. Badań i Analiz w SW Research Piotr Zimolzak.

Problem w tym, że suplementy diety nie są zaklasyfikowane jako leki, a jako produkty żywnościowe. W związku z tym mogą ale nie muszą być poddawane badaniom, a jedynie zgłoszone do GISu.

W praktyce oznacza to, że jeżeli firma wypuszczająca na rynek suplement i sama z siebie nie zechce przebadać swojego specyfiku (co nie znaczy, że żadne firmy się na to nie decydują), a składników nie kupuje od uznanych firm, może się okazać, że tak naprawdę nie wiadomo co znajduje się w kolorowych kapsułkach.

suplementy
fot. mat. pras.

Jak wygląda rejestracja suplementów?

Leki, które są wprowadzane do obrotu kontrolowane są przez Główny Inspektor Farmaceutyczny i Urząd Rejestracji Leków i Produktów Biobójczych. Natomiast suplementami diety, które traktowane są jako żywność, zajmuje się  Główny Inspektor Sanitarny. Zatem aby zarejestrować nowy suplement należy (jak czytamy na stronie suplementy.gis.gov.pl) złożyć powiadomienie do GISu.

Takie powiadomienie można złożyć drogą elektroniczną. Od tego momentu można zacząć sprzedawać swój suplement! Po 14 dniach od tego momentu GIS może przeprowadzić postępowanie wyjaśniające, jeśli coś dla urzędu będzie niejasne.

Jednak podkreślmy, że zrobić to może – a nie musi. Dodatkowo, nawet jeśli takie postępowanie zostanie uruchomione, nie oznacza to, że specyfik zostanie natychmiastowo wycofany z obrotu!

Wydaje się to bardzo proste i takie też jest. Co w takiej sytuacji sądzić o tym, że aż 55,5 proc Polaków jest przekonana, że dostępne na rynku suplementy są bezpieczne dla ich zdrowia? (źródło)

Jak podaje portal zdrowie.dziennik.pl, NIL nie jest zadowolony z obecnej sytuacji i apeluje o większą ilość kontroli suplementów.

– Państwowa Inspekcja Sanitarna prowadzi badania suplementów diety, ale są one ograniczone, bo budżet tej instytucji jest mały. Sanepid sprawdza próbki we własnych laboratoriach, ale ocenia je tylko pod kątem mikrobiologicznym, zanieczyszczenia metalami ciężkimi i prawidłowości w oznakowaniu produktu.

Podczas badań w 2017 r. zdyskwalifikował ze względu na złe znakowanie aż 79,03 proc. z przebadanych 4280 suplementów –  tłumaczył dla wspomnianego portalu Jan Bondar, rzecznik GIS.

Niepokojący jest również fakt, że według raportu UMŁ 11,1 proc. osób badanych zgłasza działania niepokojące po zażywaniu suplementów.

Niestety nie istnieją w tej chwili przepisy, które umożliwiałby zgłaszanie takich objawów, jak to jest w przypadku leków. Poza tym zdarzały się przypadki, że w składzie suplementów na odchudzanie, sprowadzanych z Chin, wykryto narkotyki!

Tymczasem producenci suplementów się bronią.

– Jesteśmy przeciwni zmianom w sprawach, które już są wystarczająco uregulowane prawnie lub zostały objęte samoregulacją branży. Wystarczy usprawnienie nadzoru sprawowanego przez inspekcje powiatowe i wojewódzkie oraz kary za wprowadzanie produktów niespełniających wymogów prawa, które powinny być nieuchronne i dotkliwe – mówiła dla portalu zdrowie.dziennik.pl dr Katarzyna Suchoszek, prezes zarządu Krajowej Rady Suplementów i Odżywek.

suplementy
fot. mat. pras.

Polacy chorzy na wszystko

Skąd się bierze tak duża popularność suplementów? Wygląda na to, że wszystkiemu winne są wszechobecne reklamy tych specyfików. Według polskiego prawa stacje telewizyjne na każdą godzinę mogą puszczać 12 minut bloków reklamowych.

Jeżeli przez te 12 minut głos z telewizora pyta nas o to czy: boli nas głowa, czy mamy nudności, czy czujemy się ciężko po jedzeniu, czy rano jesteśmy tak napuchnięte, że nie możemy zdjąć pierścionka albo czy nasze nogi w nocy są niesforne – możliwe, że część z nas prędzej czy później zacznie dostrzegać te symptomy u siebie.

A kiedy wspomniane dolegliwości się u nas pojawią, to mamy do wyboru całą gamę złotych środków na nie. I to dosłownie całą gamę, bo tylko w 2017 roku na rynku pojawiło się ponad 15 tys. nowych suplementów (to więcej niż przez ostatnie dziewięć lat łącznie)!

Jak podaje portal money.pl liczba reklam suplementów diety oraz leków bez recepty w ciągu ostatnich dwóch lat zwiększyła się dwudziestokrotnie. Dla porównania w tym samym czasie ogólna liczba reklam zwiększyła się trzykrotnie.

Dodajmy, że reklamy suplementów do złudzenia przypominają reklamy leków, a aktorzy którzy zachęcają do ich kupna często odgrywają role lekarzy.

Niestety część chorób, które są wymieniane we wspomnianych reklamach nawet nie istnieje! Prof. Grażyna Rydzewska, szefowa kliniki gastroenterologii w szpitalu MSWiA w Warszawie, zapytana przez portal polityka.pl o skuteczność specyfiku na zakwaszenie organizmu, odpowiada krótko: – Takiej choroby nie ma. Zakwaszenie organizmu jest bzdurą.

suplementy
fot. mat. pras.

Suplementy nie muszą być złe

Niestety zła sława suplementów rzuca ciemne światło na temat suplementacji ogólnie. Jednak specjaliści są zdania, że odpowiednia suplementacja jest dla nas wskazana. Zwłaszcza w czasach gdy nasz tryb życia bardzo często ma niewiele wspólnego ze zdrowymi nawykami, a jakość produktów spożywczych często pozostawia wiele do życzenia.

– To prawda, że większość dostępnych suplementów na rynku nie ma wiele wspólnego ze zdrowiem. Oczywiście, najlepsze dla każdego z nas, jest dostarczenie wszystkich niezbędnych składników mineralnych i witamin wraz z pożywieniem.

Niestety, w dzisiejszych czasach dostępne w sklepach warzywa czy owoce są w większości przypadków poddawane wpływowi szeregu substancji chemicznych, które obniżają tak cenne ich właściwości odżywcze.

Odpowiednio przebadane i dobrane suplementy mogą byś wspaniałym uzupełnieniem zbilansowanej diety dla każdego z nas – komentuje dla Marketing i Biznes Specjalista ds. żywienia Alicja Potyra.

Niestety reklamy w mediach zakrzywiają naszą świadomość w kwestii tego czym tak naprawdę powinny być suplementy. Dostajemy komunikaty, że suplementacja jest po to, by „wyleczyć” jakąś dolegliwość.

Jednak suplementy powinny być zażywane po to, by uzupełniać niedobory w organizmie! Zostawmy leczenie lekarzom i lekom przepisywanym na receptę!

Jak zatem zachować zdrowy rozsądek i odnaleźć w całym tym zamieszaniu odpowiednie dla siebie suplementy? Z pomocą przychodzi firma Sundose, która jako pierwsza w Polsce i jednocześnie w Europie, wprowadziła na rynek suplement diety, który jest dobierany indywidualnie do każdego klienta na podstawie wcześniejszego wywiadu z dietetykiem.

suplementy
fot. mat. pras.

Brzmi dobrze? Postanowiliśmy porozmawiać z Michałem Gołkiewiczem, współzałożycielem Sundose o ich produkcie, ale również o rynku suplementów w Polsce.

Marta Wujek, Marketing i Biznes: Co myślisz o złej sławie suplementów?

Michał Gołkiewicz, współzałożyciel Sundose: Uważam, że w dużej mierze jest ona uzasadniona. Główny problem, na który staramy się odpowiedzieć jest taki, że według badań 91 proc. Polaków wybiera suplementy samodzielnie.

Teraz pytanie jest takie, czy wiedzą jak je dobierać do swoich potrzeb. Od siedmiu lat prowadzimy również klinikę dietettyczną i według naszych obserwacji, świadomość ludzi na temat suplementów jest raczej niska.

Staramy się ten problem rozwiązać, bo mamy produkt, w którym skład dobierany jest przez specjalistę, dla każdego indywidualnie. Bierzemy pod uwagę również leki, aby wykluczyć negatywne interakcje.

Poza tym mówi się, że prawodawstwo nie jest jakoś dobrze uregulowane w tym temacie. Natomiast prawda jest taka, że większość suplementów jest regulowana, tylko samych produktów które są wypuszczane, jest tak dużo, że zalewają one rynek.

No ale nie są tak kontrolowane jak leki, bo są rejestrowane jako żywność…

Pytanie czy powinny być tak kontrolowane. Ilości w suplementach są ograniczone przez co są to produkty bliżej żywności. Idąc tym tropem powinniśmy kontrolować inne rzeczy, na przykład superfoodsy, które również mają różne substancje odżywcze, a jednak nadal są żywnością.

Każdy może zarejestrować suplementy, przy czym nie trzeba ich badać. Jaką dajecie gwarancję, że wykaz wszystkich składników, jaki otrzymałam od was mailowo naprawdę znajduje się w moich saszetkach?

Każdy pojedynczy suplement Sundose zgłaszany jest do GISu. To jest absolutnie normalne. Następnie każdy produkt, poddawany jest kontroli mikrobiologicznej.

Mamy certyfikat GMP co oznacza standard farmaceutyczny.. Przechowujemy dodatkowe saszetki z każdej partii, dla danej osoby, żeby zawsze był do tego wgląd. Każdy skład jest zapisany. Na każdym pudełku jest etykieta produktowa, która jest robiona indywidualnie pod dany produkt.

Korzystamy tylko i wyłącznie z substancji certyfikowanych. Mamy pięć grup substancji (witaminy, minerały, probiotyki, omega-3 i antyoksydanty). Łącznie w tych grupach mamy 34 substancje, które możemy wybrać, dobrać ich ilość i zmieszać.

Wszystkie te 34 substancje mają tak zwane claimy EFSA. EFSA jest to regulacyjna instytucja w Unii Europejskiej, która jest najbardziej opiniotwórcza. Tak jak FDA w USA.Kiedy ona wydaje claim to oznacza, że dana substancja ma potwierdzenie naukowe.

Wasze suplementy dobieracie na podstawie wywiadu zdrowotnego. Nie uważasz, że to powinno się odbywać w oparciu o badania krwi? Na ile taka rozmowa z dietetykiem jest miarodajna w kwestii tego czego nam brakuje w organizmie?

Badania krwi i badania diagnostyczne są bardzo miarodajnym elementem przy dobieraniu suplementacji. Jednak w kontekście samej dietetyki, nawet już nie samych suplementów, a jedynie diet, zawsze wywiad zdrowotny z dietetykiem jest pierwszym krokiem. Na jego podstawie jesteśmy w stanie oszacować główne tendencje, problemy i styl życia i do tego dobieramy nasz produkt.

Staramy się z klientem pracować w taki sposób, żeby stopniowo wchodził w ten proces, żeby każda kolejna paczka, która do niego przyjeżdża była coraz bardziej dopasowana do jego potrzeb.

Zauważyliśmy, że problem nie jest w tym, że my nie potrafimy skutecznie dopasować składu, ale w tym, że ludzie wysypują się na tak podstawowym elemencie jak regularność w przyjmowaniu.

Poza tym większość ludzi w naszym kraju samodzielnie dobiera substancje, a po drugie nawet jeśli taka osoba chce być świadoma i zaczyna wchodzić w ten temat głębiej, to jest na rynku tak dużo mitów na ten temat, że to wszystko zaczyna się rozjeżdżać.

Gdzie są mieszane wasze suplementy? Macie własne laboratoria, czy korzystacie z zewnętrznych?

Mamy własny zakład produkcyjny, który ma najwyższy certyfikat farmaceutyczny, certyfikat GMP. Przy okazji posiadamy również ISO, więc jest to standaryzacja na bardzo wysokim poziomie. Od samego początku musimy spełniać bardzo dużo rygorystycznych wymagań pod kątem samego mieszania.

Składniki mieszane są ręcznie w warunkach spełniających standardy produkcji farmaceutycznej. Oczywiście same składniki posiadają certyfikaty, każdy Sundose da się rozbić na poszczególne składniki i można prześledzić każdy, który został do niego wprowadzony. Dokładnie wiemy skąd pochodzi każdy element w danym suplemencie i tą informacją możemy się w każdej chwili podzielić z organami kontrolnymi.

Jakość to jest jedna rzecz, a czystość to druga. Wychodzimy z założenia, że skoro przygotowujemy produkt dla danej osoby do wykorzystania na cały miesiąc, to nie musimy dokładać do niego elementów, które nie są potrzebne, czyli konserwantów. Krótki termin nie jest problemem, bo termin przydatności to dwa miesiące.

suplementy
fot. mat. pras.

Kto jest waszymi odbiorcami? Bo środek nie jest tani…

Pytanie czy ten produkt jest rzeczywistości drogi. W porównaniu do czego? My zmieniamy model działania suplementacji. To co my robimy jest nową generacją suplementacji.

Nasz suplement personalizujemy, jest on w jednej saszetce, dzięki czemu jest wygodny. Dietetyk, który jest przypisany do każdego klienta jest dodatkową wartością. Gdybyśmy przyrównali to do cateringu, to nasz produkt nie jest taki drogi.

Jeżeli porównamy to ze standardową multiwitaminą, którą możemy kupić w sklepie, to oczywiście nasza cena jest zdecydowanie wyższa. Natomiast warto pamiętać, że w multiwitaminie mamy tylko dwie grupy substancji, a w sundose aż pięć grup. Gdybyś chciała kupić na rynku te same składniki, które masz w sundose przygotowanym dla ciebie, to wyjdzie ci to drożej.

Nasz produkt adresujemy głównie do ludzi, którzy wiedzą, że dieta i tematy związane z żywieniem są ważne, ale które mają problem z utrzymaniem regularności zdrowych nawyków. Chcemy aby nasz produkt był pierwszym krokiem do budowy zdrowych nawyków.

Kiedy wypełniłam wywiad, dostałam informacje od dietetyka, że mogę do niego zadzwonić w każdej chwili. Jak to wygląda po waszej stronie?

Każdy klient ma przypisanego do siebie dietetyka. Dążymy do tego, aby dietetyk mógł doradzać ci nie tylko w kwestii samego suplementu, ale również w innych kwestiach, które są w obszarze jego kompetencji.

Obecnie pracujemy również nad aplikacją mobilną. Chcemy żeby te wszystkie elementy tworzyły ekosystem, w którym klient będzie mógł się poruszać i otrzymywać w nim wsparcie w zakresie zdrowych nawyków.

Wy jako założyciele też jesteście dietetykami?

Nie, ja skończyłem Szkołę Głowna Handlową, a mój wspólnik był studentem Uniwersytetu Medycznego. Natomiast z dietetyką mamy bardzo długą styczność od kilku lat, a suplementy są kontynuacją naszej działalności.

W naszej klinice Nutricus współpracowaliśmy z topowymi polskimi i zagranicznymi sportowcami. Nie mogę podawać nazwisk, natomiast są to mistrzowie olimpijscy i świata, uczestnicy rajdów Dakar, czy członkowie najlepszych drużyn siatkówki i koszykówki. Obecnie w Nutricus świadczymy usługi do każdego kto po prostu chce skorzystać ze skutecznej diety.

Jesteście pierwszym tego typu produktem na rynku polskim?

Nie tylko na polskim, ale i na europejskim byliśmy pierwsi. Aczkolwiek w Europie już powoli zaczynają się pojawiać podobne usługi.

Skąd wzięliście pomysł?

Od siedmiu lat prowadzimy klinikę dietetyczną, w której mamy pacjentów, którzy często wysypywali się na tym, że nie mieli czasu na dietę.

Zastanawialiśmy się więc co możemy zrobić, żeby wesprzeć naszych klientów, w postawieniu pierwszego kroku w budowaniu zdrowych nawyków. Doszliśmy do tego, że suplementacja może być takim rozwiązaniem.

Przy czym trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że suplementacja nie jest złotym środkiem na wszystko. Ona jest pewnym środkiem do celu i my w ten sposób traktujemy to co robimy.

Ciekawie się złożyło, ponieważ kiedy my zaczęliśmy to robić, okazało się że w praktycznie tym samym czasie, podobne produkty zaczęły wypuszczać firmy w Stanach. Wygląda na to, że przyszedł moment, że suplementacja powinna zacząć się zmieniać, bo podobny trend zaczął się rozwijać w wielu miejscach jednocześnie.

W ilu krajach jesteście?

Aktualnie sprzedajemy w Polsce oraz w kilku krajach robimy wstępne testy sprzedaży. Jak na razie jest to początek naszej ekspansji, więc jeszcze nie będę się tym chwalił.

fot. mat. pras.

Jak wygląda zainteresowanie Polaków?

Jest bardzo duże. Zaczęliśmy sprzedawać sundose pod koniec stycznia tego roku. A w maju mieliśmy taką sytuację, że laboratorium się zapchało, bo było tyle zamówień.

Klienci czekali po 3 tygodnie na swój suplement. Żeby zapobiec takim sytuacjom w przyszłości musieliśmy zatrudnić dodatkowe osoby, tak więc zespół nam się powiększył.

Myślisz, że jest to spowodowane tym, że ludzie są coraz bardziej świadomi?

Myślę, że ludzie coraz częściej oczekują bardziej kompleksowej opieki nad danym swoim problemem. Klienci potrzebują konkretnego, kompleksowego rozwiązania, które pomoże im dany problem rozwiązać.

Nie chcą narzędziowych elementów, w naszym przypadku w postaci pojedynczych preparatów. Wolą zlecić ten dobór i zrobienie odpowiedniej mieszanki komuś innemu, chcą mieć gotowe rozwiązanie.

Idę do apteki, chcę kupić tradycyjny suplement. Na co zwrócić uwagę?

W kontekście samej jakości korzystałbym z produktów firm, które posiadają odpowiednie certyfikaty, które wymuszają jakość. GMP, ISO to są najważniejsze certyfikaty, jeżeli dany produkt je posiada, można mieć pewność, że substancje w nim zawarte nie są oszukane.

Znajdę informacje o takich certyfikatach na opakowaniu?

Najczęściej nie, natomiast można to sprawdzić na stronie internetowej danego producenta.

Podsumowując, na rynku suplementów jest źle?

W mojej opinii źle to jest nieodpowiednie określenie. Na każdym rynku są patologie. Myślę, że to kwestia tego, że rynek suplementów jest bardzo duży i dynamiczny, co za tym idzie zdarzają się patologie. Jednak one nie mogą definiować całego rynku, który musi jeszcze dojrzeć, a to co my robimy jest pewnym procesem dojrzewania.

Prędzej czy później ludzie zaczną weryfikować to co jest dostępne i będą korzystać tylko ze sprawdzonych produktów. Tak więc nie uważam że jest źle, bo gdyby było źle, takie rozwiązania jak nasze, nie powstawałyby.

Trzeba wywierać nacisk na firmach, żeby się samoregulowały. Poza tam mam nadzieje, że powstanie więcej  firm takich jak nasza, które będą wymuszać na konkurencji wysoką jakość i będą nam pomagać edukować rynek. Wtedy wszyscy, którzy żerują na niewiedzy ludzi zginą śmiercią naturalną.


Od autora:

Kiedy szukałam materiałów do tego materiału trafiłam w Internecie na wspomnianą w artykule firmę Sundose. Suplementy nowej generacji bardzo mnie zaciekawiły. W mojej ocenie jestem świadomym konsumentem i raczej stronię od takich dodatków, a jeśli decyduję się na jakiś, szukam wśród uznanych firm i kupuję w aptece (co jak się okazało, nie musi być gwarancją jakości).

suplementy
fot. marketing i biznes

W każdym razie postanowiłam przetestować na sobie suplement 2.0. Saszetki Sundose przyjmuje od początku czerwca. Najpierw musiałam wypełnić obszerną ankietę na temat moich nawyków żywieniowych i trybu życia. Następnie czekałam na opinię dietetyka. Musiałam chwile poczekać, ponieważ w ankiecie wskazałam, że przyjmowałam w ostatnim czasie leki. Specjalista musiał to przeanalizować.

Przez cały czerwiec dostawiałam wiadomości od dietetyka i pytania o regularność w przyjmowaniu mojego specyfiku. Natomiast kilka dni temu zostałam poproszona o przesłanie informacji ile saszetek mi zostało – wygodne, nie da się zapomnieć o zamówieniu kolejnego opakowania.

Tak więc jeśli chodzi o całą, kompleksową usługę jest ona bardzo dobrze przemyślana. Natomiast jeśli chodzi o same efekty Sundose… z pewnością odczuwam poprawę moich paznokci i włosów, nie wiem który składnik za tym stoi, ale ewidentnie podziałał.

W ankiecie napisałam, że mam mało energii i często ciężko jest mi się skoncentrować. Niestety nie odczułam jakiegoś szczególnego zastrzyku energii, ale może miesiąc to za mało na takie efekty. W każdym razie zamawiam drugie pudełko.

Do góry!

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail