Powrót do źródeł: moda na kosmetyki naturalne

20.09.2017 AUTOR: Urszula Poszumska

Polska jest potęgą kosmetyczną. Rynek wart jest 3,5 mld euro, a rodzimi producenci eksportują swoje towary do ponad 130 krajów. Z tej perspektywy branża kosmetyków naturalnych i organicznych to niewielkie poletko. Jednak grono pasjonatów zarówno wytwórców, jak i klientów eko-kosmetyków od kilku lat stale się powiększa.

Moda na produkty naturalne, organiczne i ekologiczne pojawiła się kilka lat temu wraz z wyrabianiem się coraz większej świadomości wśród konsumentów w kwestii swojego zdrowia, stylu życia, dbania o przyrodę. W USA, gdzie rynek eko-wyrobów wart jest niebagatelne 40 mld dolarów, mają nawet na takie zjawisko nazwę: LOHAS, czyli lifestyle of health and sustainability. Zdrowy i zrównoważony styl życia. Najczęściej prowadzą go wykształcone kobiety w wieku między 40. a 60. lat. W Polsce wartość całego rynku organicznych produktów szacuje się na 110 mln złotych, a rodzimi świadomi klienci nie doczekali się jeszcze swojej „łatki”. Mimo to są coraz bardziej widoczni w konsumpcyjnym świecie. Uprawiają sporty, po warzywa jeżdżą na bazar, a kosmetyki kupują z małych, rodzinnych manufaktur. 

Taką małą manufakturę od kilku lat prowadzi w Gdyni Bartek Machoń, właściciel marki Ma.Chon. Z wykształcenia jest farmaceutą, jednak w farmakologię nie wierzy. „Rzeczy dla skóry farmakologia dostarcza nam dziś w postaci chemii” – mówi Machoń – „Nikt tak na dobrą sprawę nie bada bio-przyswajalności tych kosmetyków”. To znajomi namówili go, by mydła, które wyrabiał dla siebie wieczorami w kuchni, zaczął sprzedawać. Pojechał na bazar, towar skończył mu się w 2 godziny. Aktualnie posiada ponad 840 olejków eterycznych, ściąga półprodukty z Ghany i Burkini Faso (ma tam „swojego” człowieka), tworzy autorskie receptury. Żona i dzieci pomagają w pakowaniu. Mydła, balsamy, kremy, szampony sprzedaje na ekobazarze, internetowo przez stronę iNaturalnie.pl oraz dostarcza do gabinetów SPA i hoteli.

Takich ludzi jak Bartek – z pasją do swojej pracy, biznesowym zacięciem, talentem do tworzenia oryginalnych kosmetyków i eksperymentowania – ostatnimi czasy przybywa. Nie trzeba wcale mieć wiedzy akademickiej czy farmakologicznej, by do tego grona dołączyć. Trzeba jednak wykazywać się zapałem, a także mieć świadomość, że to nie lekka fucha. Jak zacząć? Najlepiej najpierw kupić tzw. starter za 50-60 złotych i wypróbować jak nam to idzie. Starter pozwoli na zrobienie około 10 mydeł. Jeśli już zdecydujemy się wytwarzać na większą skalę i sprzedawać produkty, to na początek wystarczy kilka tysięcy złotych kapitału. Później, jeśli będziemy chcieli rozszerzyć zasięg produkcji, dojdą dodatkowe koszty. Jednak ze skalą inwestycji nie ma w tym przypadku co przesadzać – przynajmniej na razie. Trend w Europie jest ukierunkowany na skromne, rodzinne biznesy i rynek produktów organicznych jest na takim właśnie etapie rozwoju. Nie ma dużej konkurencji, atmosfera w branży jest dobra, bez niezdrowych zagrywek. Czy tak pozostanie – zależy to pewnie od tego, jak bardzo i jak szybko będzie rosnąć popyt na takie wyroby. „Śmiejemy się z żoną, że skończymy z fabryką” – pół żartem mówi Machoń, pytany o ewentualne plany na przyszłość. Może jednak wcale nie być daleki od prawdy…

Wielkie koncerny kosmetyczne sondują klientów i zauważyły modę na eko. Powstało wiele linii kosmetyków naturalnych, wprowadziły je m.in. Ziaja czy Perfecta. Tak naprawdę jednak takie produkty od koncernów mogą znacząco różnić się od tych z małych firm, mimo tej samej kategorii – naturalne, organiczne. W Polsce i UE nie ma bowiem regulacji prawnych odnośnie używania tego typu określeń. Ogólnie przyjmuje się, że kosmetyki naturalne to takie, które nie zawierają syntetycznych czy chemicznych substancji, konserwantów, barwników, olejów, wazeliny, parafiny, a także glikoli, silikonów, pochodnych syntetycznych kwasów lub alkoholi tłuszczowych, surowców od roślin modyfikowanych genetycznie oraz substancji odzwierzęcych pozyskiwanych ze szkodą dla zwierząt. Substancje organiczne powinny stanowić ponad 90% wyrobu. Ważny jest też proces tworzenia – powinien być fizyczny, czyli tłocznie, suszenie, ekstrakcja. Na to świadomi konsumenci są szczególnie wyczuleni i sprawdzają, czy produkt na pewno nie jest przerafinowany. Dlatego prawdziwi przedstawiciele LOHAS raczej nie kupią w drogerii, nawet kosmetyków z metką „organiczne”. Tym bardziej że drogerie przyzwyczaiły nas, że takie kosmetyki są dość drogie, a w małych manufakturach są dostępne w rozsądnych cenach.

Kosmetyki naturalne cieszą się teraz popularnością, bo polepszyła się nam stopa życiowa, mamy większą wiedzę o tym, jakie substancje są zdrowsze i świadomość procesu tworzenia kosmetyków oraz jego wpływu na środowisko, a także coraz częściej nabawiamy się alergii czy uczuleń skórnych od chemii. Nie jest to jednak wbrew pozorom nowo-moda, ale raczej powrót do korzeni. Jak słusznie zauważa nawrócony farmaceuta Machoń: „na organicznych produktach ludzie znają się od paru tysięcy lat, na farmakologii może raptem od 100”.

Do góry!

Polecane artykuły

03.01.2020

Pytania, które musi zadać sobie każdy founder, który lepiej chce zrozumieć swoją ...

Głodny wiedzy? Zapraszamy do sklepu z kursami i ebookami

Sprawdzam