Jan Sikora: Pierwszy produkt pisałem siedząc z laptopem na kolanach w londyńskim metrze

15.10.2018 AUTOR: Marta Wujek

Jan Sikora swoje pierwsze kroki zawodowe stawiał już w trakcie studiów w Londynie. Tam też stworzył cashback dla jednej z brytyjskich firm. Po niespełna dwóch latach podpisywał czeki na miliony funtów przychodu! Jednak mając 25 lat postanowił wrócić do Polski i powtórzyć swój sukces nad Wisłą.


Dziś Planet Plus ma ponad 600 tys. użytkowników, którzy w 2017 roku dokonali ponad 300 tys. transakcji (a w H1 2018 roku ponad 200 tys.)!  Przychód firmy w 2017 roku wynosił blisko 2,5 mln! Dzięki rozwiązaniu polegającemu na zwracaniu klientom pieniędzy za zakupy w Internecie, użytkownicy Planet Plus oszczędzili w 2017 roku łącznie ponad 7 mln! Natomiast wartość wszystkich transakcji z ubiegłego roku to prawie 40 mln!

Tego wszystkiego dokonał zespół składający się z kilkunastu osób, na czele których stoi Jan Sikora.

cashback
fot. mat. pras.

Marta Wujek, Marketing i Biznes: Na czym polega wasz model biznesowy?

Jan Sikora, CEO & Foudner Planet Plus: To bardzo proste. Dowozimy sprzedaż. Stworzyliśmy portal, który skupia smart shopperów – użytkowników aktywnie poszukujących okazji zakupowych. Ty jako sklep podpisujesz z nami umowę i od każdej transakcji płacisz nam prowizję. Tą prowizją Planet Plus dzieli się z użytkownikami wypłacając cashback.

Ile dostaje z tego użytkownik?

Zawsze więcej niż my, nawet 90 proc. To zależy od wielkości prowizji, którą oferuje sklep. Użytkownik jest szczęśliwy bo dostaje pieniądze i kupuje produkty taniej, sklep jest szczęśliwy, bo dowozimy mu sprzedaż, a my, bo zarabiamy. Win-win-win – wygrywa każda ze stron.

Wszystko zaczęło się w Londynie. Jak tam trafiłeś?

W 2006 roku, kiedy myślałem o studiach, nie mogłem znaleźć dla siebie miejsca w Polsce. Żadna uczelnia nie miała oferty, która by mnie interesowała. Postanowiłem więc szukać poza granicami Polski. Pod uwagę brałem Wielką Brytanię oraz Niemcy. Ostatecznie złożyłem papiery na Business Computing Management, na Queen Mary University of London. Tam zaczęła się moja historia.

W Polsce nie było podobnych kierunków, a ja myślałem, że wybrane studia będą oparte na biznesie. Słowo “Computing” było dla mnie dodatkiem i oznaczało analizę finansów, rachunkowość. Tak myślałem. Niestety okazało się, że ten tajemniczy człon oznaczał Computer Science i był to mój główny kierunek.

Byłem przerażony. Zadzwoniłem wtedy do mojego ojca i powiedziałem mu, że to nie jest to.

Chciałeś wracać?

Tak, ale usłyszałem wtedy jedno zdanie, które pamiętam dziś „Synu, wybrałeś sobie trudny kierunek, to jedziesz!”. Więc zostałem… Dopiero później okazało się, jak fenomenalnych i ważnych rzeczy się tam nauczyłem.

Moje studia były połączeniem dwóch kierunków. Z jednej strony było to projektowanie aplikacji i tworzenie stron. Z drugiej, osadzanie tych projektów w realiach biznesowych.

Studiowałeś ale szybko zacząłeś również pracować…

Tak, w międzyczasie zahaczyłem się w firmie, która projektowała strony internetowe i aplikacje, ale szybko przekonałem się, że nie chcę być programistą.

Zacząłem rozglądać się za czymś “bardziej biznesowym” i tak trafiłem do firmy Asperity (obecnie Reward Gateway), która szukała kogoś, kto stworzyłby i rozwijał im projekt cashback. Nie mieli na to pomysłu, niczego mi nie powiedzieli. Chodziło o to żeby ktoś im to po prostu ogarnął. Więc zrobiłem ten cashback, zgodnie ze słowami “Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajdzie się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi” (Albert Einstein).

Rozumiem, że udało się?

Oczywiście. To była historia od zera do milionera. Kiedy przychodziłem do firmy, mieli zero transakcji i zero przychodu. Po dwóch latach, podpisywałem czeki na miliony funtów miesięcznie z samego cashback’u. Pomogłem stworzyć ten produkt w Wielkiej Brytanii, Irlandii, USA, Australii i Nowej Zelandii, zostając jednocześnie udziałowcem i doradcą zarządu. Miałem wtedy 23 lata.

Co było dalej?

Myślałem o powrocie do Warszawy. Stwierdziłem, że skoro zrobiłem cashback w 5 różnych krajach na świecie, to fajnie byłoby zrobić go w Polsce. Moi szefowie nie chcieli, żebym odchodził ale pozwolili mi iść własną drogą. Na pożegnanie dostałem od nich koszulkę z napisem „cashback king”. W 2011 roku firma została sprzedana za ponad 27 milionów funtów, a ja dostałem procent od udziałów.

Dlaczego chciałeś wrócić?

Razem z moją żoną chciałem założyć rodzinę i wiedzieliśmy, że chcemy wrócić do kraju, ona bardzo tęskniła. Bardzo ją kocham więc postanowiłem, że wracamy. Wielka Brytania dała mi zawód, dzięki któremu mogę zmieniać polskie realia. Naprawdę tak czuję i jestem dumny, że zdobyłem tam doświadczenie, które dziś mogę przenieść na rodzime podwórko.

Jak wyglądały początki twojego projektu?

Pierwszy własny produkt pisałem siedząc z laptopem na kolanach w londyńskim metrze, codziennie, przez 40 minut w drodze do i z  pracy. Wracałem do domu, szybka kolacja, spotkanie z dziewczyną (moją obecną żoną). O godzinie 20 siadałem z powrotem do komputera i kodowałem do 1 – 2 w nocy. Pierwszą wersję platformy napisałem sam. Dopiero później powstał produkt przygotowany przez zespół informatyków, w oparciu o mój kod.

Ile czasu kodowałeś w metrze?

Sześć miesięcy.

Czyli typowe startupowe początki tylko zamiast w garażu… w metrze…

Dokładnie tak! Ludziom może się wydawać, że skoro dostałem spory zastrzyk gotówki po sprzedaży spółki w Londynie, to po powrocie do kraju wynająłem sobie mieszkanie i jeszcze zostało mi na firmę. Tak nie było. Wróciłem na kanapę do rodziców. Tak wyglądały pierwsze trzy lata w Polsce.

No dobrze stworzyłeś produkt w metrze, wróciłeś na kanapę do rodziców, a kiedy otworzyłeś firmę?

W 2012 roku, miałem wtedy 25 lat, więc było to trudne.

Dlaczego?

25-latków nikt nie traktuje poważnie. Przez pierwszy rok musiałem nie tylko edukować rynek, ale również udowadniać każdemu kontrahentowi, że mając 25 lat mogę robić coś fajnego. Myślę, że dziś wygląda to już inaczej, natomiast wtedy było jak było.

Nikt za mną nie stał, bo nigdy nie zdecydowałem się na inwestora. Nie mogłem też pochwalić się aniołem biznesu, który potwierdzałby wartość mojego pomysłu – wszystko organizowałem i budowałem sam.

Teraz zapewne jesteś zadowolony, że nie miałeś żadnego inwestora?

Tak, zdecydowanie. Poza tym takie podejście uczy pokory. Gdyby teraz ktoś zabrałby mi wszystko co mam i cofnął czas o te siedem lat, to z chęcią zrobiłbym dokładnie to samo.

No dobra, odbębniłeś swoje na kanapie u rodziców, założyłeś firmę i co było dalej?

Na samym początku szukałem na polskim rynku miejsca dla cashback’u. Nasz pierwszy produkt nazywał się Moje Profity. Był to portal stworzony i obrandowany pod potencjalnego klienta – firmę, która może wykupić usługę i wdrożyć ją jako program lojalnościowy dla swoich pracowników.

Niestety wtedy rozmowy z firmami były trudne, bo praca działów HR kończyła się na zatrudnianiu i zwalnianiu, ewentualnie siłowni i opiece medycznej. Co prawda udało się nam sprzedać rozwiązanie do kilku korporacji i księgarni, jednak nie działało to tak, jakbyśmy chcieli.

Co więc zrobiliście?

Wiedzieliśmy, że zarabiać będziemy wtedy, kiedy będą użytkownicy, więc wpadliśmy na pewien pomysł. Dzisiaj to, co wtedy zrobiliśmy nazywa się modnie “growth hacking”.

W 2013-2014 roku bardzo mocno zdrożały ceny biletów komunikacji miejskiej w Warszawie. Postanowiliśmy napisać oficjalny program lojalnościowy ze zniżkami dla użytkowników ZTM. Każdy, kto doładował swoja kartę miejską, dostawał dostęp do portalu ze zniżkami, który nazwaliśmy Bilet Plus. 

Dostaliśmy honorowy patronat ZTM oraz Miasta Stołecznego Warszawy. Wszyscy nazywali nas jedynym, prawdziwym programem lojalnościowym dla komunikacji miejskiej, mimo że oficjalnie nie było żadnego połączenia z systemem miejskim i biletowym Byliśmy dla nich takim „słodzikiem”. To jednak pozwoliło nam zyskać 150 tys. użytkowników. Potem, na tych samych zasadach weszliśmy do wszystkich większych miast w Polsce.

cashback
fot. mat. pras.

Co na to miasta? Nie chciały mieć kawałka tego tortu dla siebie?

Początkowo nie było żadnych problemów. Dopiero kiedy okazało się, że system działa bardzo dobrze, miasta zaczęły stawiać warunki. Musieliśmy zacząć szukać innej opcji rozwoju i pozyskania użytkowników.

W jakim kierunku?

Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, przekształcając projekt Bilet Plus na Karta Plus otwarty dla wszystkich zainteresowanych. To był znaczący moment. Wtedy w Pulsie Biznesu pojawił się artykuł o nas. Po nim zgłosił się do nas IT Card proponując współpracę.

To znaczy?

Zarządowi IT Card bardzo spodobało się to co robimy i postanowili, że ciekawym rozwiązaniem byłoby wdrożenie tej usługi do banków, z którymi współpracują – tak znaleźliśmy się w świecie dziś modnych FinTechów. To było w 2015 roku. Zaczynaliśmy od nietrafionego produktu dla HR-owców, żeby przez komunikację miejską trafić do banków.

Opowiedz mi o pierwszym kliencie

To były niezłe jaja (śmiech). Poszedłem na spotkanie z pierwszym klientem, żeby pokazać jak działa zakupowa magia. Ale wtedy jeszcze nie mieliśmy automatycznego importu transakcji. Wszystko odbywało się ręcznie. Zadzwoniłem więc do mojej siostry, która była w biurze, włączyłem tryb głośnomówiący i włożyłem telefon do marynarki.

Razem z klientem założyliśmy konto i dokonaliśmy pierwszego zakupu – a siostra słuchała i ręcznie wprowadzała  dane transakcje, żeby pokazać naliczony Cashback. Klient kupił to (śmiech).

W jakim miejscu dziś jesteście?

Byliśmy pierwsi i dzisiaj jesteśmy największą platformą cashback w Polsce, dzięki której uczymy Polaków smart shoppingu. Naszym olbrzymim atutem jest wiarygodność, którą wypracowaliśmy przez lata i bezpieczeństwo, które osiągnęliśmy dzięki kilkuletniej współpracy z największymi bankami w Polsce.

Co było najtrudniejsze we wchodzeniu na rynek Polski?

Partnerzy, którzy nie rozumieli, że chcemy od nich jedynie prowizję od sukcesu. Marketing afiliacyjny jest niesamowity. Tu zawsze mamy win-win-win. Jednak przedsiębiorcy w Polsce potrzebowali czasu żeby się do nich przekonać.

Poza tym, mnie samemu, bardzo ciężko było wytrwać w tym co robię, kiedy musiałem tłumaczyć wszystkim dookoła dlaczego nie zarabiam. Nie masz za sobą inwestora, który poklepie Cię po ramieniu, nie masz co miesiąc pensji, a musisz brnąć do przodu, wstawać rano i iść na kolejne spotkanie. To było trudne. Zwłaszcza dla człowieka, który odniósł sukces w Londynie, budując firmę o międzynarodowym zasięgu.

Były momenty, że chciałeś to wszystko rzucić w kąt i wrócić do Londynu?

Nie, nie było takiej opcji. Być może dla niektórych zabrzmi to trywialnie, ale ja nie mam w życiu marzeń… mam cele. Jestem bardzo uparty i jeśli coś zaplanuję, muszę to zrealizować. Kropka.

Co cię motywuje?

Tu cię zaskoczę, bo pewnie spodziewasz się odpowiedzi: kasa. Tymczasem nie. Ogromnym wzorem jest dla mnie mój ojciec. Od lat zarządza biznesem. Pamiętam jak byłem mały i zdarzało mi się chodzić z nim do pracy. Sadzał mnie wtedy za swoim biurkiem.

Fotel prezesa, to było to! Z resztą do dziś mam fotel z dawnego biura taty (śmiech)! Tak więc motywuje mnie to, co jest napisane na mojej wizytówce: Prezes Zarządu, CEO.

Druga sprawa to poczucie, że coś po mnie zostanie. Na koniec każdego dnia mogę sobie powiedzieć: coś stworzyłem.

Jesteście poza Polską?

Tak, jesteśmy obecni w Czechach. W pewnym momencie Polska okazała się zbyt mała.

Dlaczego akurat Czechy?

To bardzo ciekawy i dojrzały  rynek. Zdecydowaliśmy się na obecność w Czechach ze względu na naszych partnerów, którzy już byli tam obecni. To Amazon, eBay i AliExpress poprosili nas o wsparcie sprzedaży na rynku czeskim.

No właśnie, macie w swoim portfolio bardzo duże firmy. Jak dociera się do tak dużych graczy?

Dzwonisz i mówisz, że chcesz się spotkać (śmiech). A poważnie, myślę tak: jak ktoś mi powie, że czegoś się nie da zrobić, to ja udowodnię każdemu, że się da. Większość osób patrzy na dużą firmę i boi się jej, bo jest duża. A przecież jedyne ryzyko, jakie podejmujesz chcąc nawiązać współpracę to tylko odmowa!

Dalej jesteś w tym samym miejscu! Duże firmy są naprawdę otwarte na współpracę, bo zależy im żeby sprzedawać. Wystarczy im tę sprzedaż dowieźć, a kolejne drzwi już otwierają się same.

Znów opowiem anegdotkę. Jak byłem młody miałem świetnego matematyka. Kiedyś powiedział mi, że matematyki nikt mnie nie nauczy – sam muszę się jej nauczyć. Powiedział też, że muszę wpaść w krzaki i kiedy wbiję sobie kolec, mam przyjść do niego i mu o tym powiedzieć, a wtedy on mi pomoże. Ale mam przyjść dopiero wtedy, kiedy sobie go wbiję, a nie wtedy kiedy będę jeszcze stał przed tymi krzakami i bał się, że w nie wpadnę. Myślę, że w biznesie jest dokładnie tak samo.

Największy błąd biznesowy?

Podpisaliśmy umowę z jedną z agencji AdWords w momencie, w którym nie mieliśmy płynności finansowej. Zapłaciliśmy 12 tys., a oni pozyskali nam dwudziestu użytkowników. Mówiłem sobie po tym: „stary, jak mogłeś!?”. I to chyba jest najtrudniejsze, żeby nie dać się oszukać. Oczywiście nie każdy ma nieuczciwe zamiary, jednak kiedy się na czymś nie znasz, nie jesteś w stanie tego zweryfikować. To był mój największy błąd.

Największy sukces?

Ludzie. Mam ogromne szczęście do ludzi! Gdyby nie oni nadal siedziałbym na sofie u rodziców. No i oczywiście moja ukochana żona!

Na koniec podziel się waszymi najbliższymi planami.

Dalsza ekspansja. Korci nas Wschód. Mamy już podpisane wstępne umowy i niebawem wchodzimy na nowy rynek. Jak na razie mogę tylko tyle powiedzieć.

Natomiast w najbliższej przyszłości szykujemy się na datę 11 listopada!

Co to za data?

Dzień singla! W Chinach to bardzo ważna data, która wiąże się z wyjątkowymi akcjami zakupowymi i dużymi rabatami w sklepach. W zeszłym roku, tylko w ciągu jednego dnia użytkownicy Planet Plus zostawili w chińskich sklepach 6 milionów złotych!

Zatem obecnie większość naszej uwagi skupia się na sprzedaży, bo poza Dniem Singla w najbliższym czasie czekają nas Black Friday, Cyber Monday oraz Kalendarz Adwentowy Planet Plus, który jest prawdziwą ucztą dla naszych użytkowników. Tak więc trzymaj za nas kciuki!

Do góry!

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail