“BezGiełemo” moda czy prawdziwe zagrożenie? Co daje nam GMO?

28.06.2018 AUTOR: Marta Wujek

Jak w każdą sobotę udałam się z mężem na zakupy. Takie całotygodniowe, bo między poniedziałkiem, a piątkiem zwyczajnie nie ma na to czasu. Ponieważ staramy się być świadomymi konsumentami przed włożeniem produktu do koszyka sklepowego, obowiązkowo trzeba zajrzeć na etykiety. Wiem co jem – a co! Tak więc kolejno czytam: mleko bez GMO, masło bez GMO, kefir bez GMO salami bez GMO, jajka bez GMO, nawet ciasteczka, oczywiście bez GMO.


O co chodzi!? Czy rzeczywiście GMO, którym nas straszą jest tak bardzo szkodliwe? Wielkie korporacje w trosce o nasze bezpieczeństwo i zdrowie postanowiły wyeliminować ze swoich produktów składniki z podejrzanych źródeł? Może to po prostu moda? A może „wszyscy maja już to „bezGiłemo” to i ja muszę mieć takie w swojej ofercie… Odpowiedzi na te pytanie nie znalazłabym gapiąc się w sklepową półkę, wróciłam więc do domu i zaczęłam szukać informacji na ten temat.

Rok 1996 przyjęło się jako umowny początek upraw roślin GMO na szeroką skalę. Od tego momentu cały świat nieustannie dyskutuje na ten temat. Jedni twierdzą, że GMO jest nieuniknione, bo ratuje nasze środowisko. Inni straszą, że jedząc modyfikowane genetycznie pokarmy zaczniemy świecić w ciemności i zaczną nam wyrastać czułki na głowach…  

Statystyki

Według opublikowanego przez organizację International Service for the Acquisition of Agri-biotech Applications raportu dotyczącego upraw roślin GMO w latach 1996-2017 rolnicy coraz częściej decydowali się na rośliny genetycznie modyfikowane.

W stosunku do 2016 w 2017 roku powierzchnia upraw GMO została powiększona o 3 proc., czyli 4,7 mln ha (w 2017 roku łączna powierzchnia upraw wynosiła 189,8 mln ha).

Najwięcej GMO, bo 75 mln ha, uprawia się w Stanach Zjednoczonych (daje to 40 proc. wszystkich upraw GMO na całym świecie). Zaraz za Stanami jest Brazylia –  50,2 mln ha, Argentyna – 23,6 mln ha, Kanada –  13,1 mln ha oraz Indie –  11,4 mln ha. W większości tych państw odnotowuje się wzrost ilości upraw w stosunku do 2016 roku (USA –  3 proc., Kanada –  18 proc., Brazylia –  2 proc., Indie –  6 proc., czy Pakistan – 3 proc.).

Powierzchnia ta będzie się zwiększać, bo nie tylko państwa w których uprawia się GMO planują powiększanie areału, ale również do tej grupy planują dołączyć kolejne jak na przykład: Etiopia, Kenia i Bangladesz.

GMO
fot. mat. pras.

Jeśli chodzi o Unię Europejską ze wszystkich roślin modyfikowanych genetycznie dozwolona jest uprawa jedynie kukurydzy, która dzięki GMO odporna jest na szkodniki. Takie hodowle można spotkać jedynie w dwóch państwach UE, a ich łączna powierzchnia wynosi 131 535 ha (o 4 proc. mniej stosunku do 2016 r.).

Najpopularniejszymi gatunkami w uprawach GMO na świecie są: soja GM – 94,1 mln ha (50 proc. areału upraw GMO), kukurydza – 59,7 mln ha (31 proc.), bawełna – 24,1 mln ha (13 proc.) i rzepak – 10,2 mln ha (5 proc.).

Natomiast porównując te liczby do tradycyjnych upraw, okazuje się że wbrew ogólnemu trendowi „bez GMO” to właśnie takie uprawy dominują, bo w przypadku soi to aż 77 proc., a bawełny 80 proc. (Kukurydza 32 proc., rzepak 30 proc.). Poza wymienionymi gatunkami wśród roślin GMO znajdziemy również: buraki cukrowe, lucernę, papaję, bakłażany, ziemniaki, kabaczki czy jabłka.

Co na to Unia Europejska?

Zgodnie z przepisami, państwa Unii Europejskiej do 3 października 2015 roku miały możliwość wprowadzenia zakazu uprawy GMO na swoim terytorium, lub na jego części (tak zwana dyrektywa opt-out). Z takiej możliwości skorzystało 19 z 27 krajów UE, w tym Polska. Co było powodem takiej decyzji?

– Kraje te uznały, że ze względu na opinię społeczną, bo akurat to jest tutaj podstawowe kryterium, decydują, że dany kraj będzie strefą wolną od GMO. To znaczy, że na ich terenie nie jest realizowana produkcja, przetwarzanie GMO – mówił dla PAP prof. Tomasz Twardowski, szef Komitetu Biotechnologii PAN.

Kraje mają możliwość zakazania lub ograniczenia uprawy roślin GMO u siebie, jeśli mają ku temu podstawy. Podstawy te mogą być związane między innymi z polityką środowiskową lub rolną, czynnikami socjoekonomicznymi czy zagospodarowaniem terenu. Czy opinia społeczna powinna być wystarczająca w takich kwestiach?

Międzynarodowa grupa ekspertów biotechnologów i prawników, do której należy prof. Tomasz Twardowski, na łamach czasopisma “Nature Biotechnology” zaproponowała zmiany w obecnych przepisach.

Zaproponowali oni – zamiast dyrektywy opt-out – zasadę opt-in. Taka zmiana w przepisach miałaby odpolitycznić proces dopuszczania upraw GMO w UE. W takiej sytuacji jeśli EFA potwierdziłoby bezpieczeństwo danej rośliny,  kraj mógłby zgłosić chęć uprawiania takiej rośliny, bez konieczności centralnej decyzji ze strony Komisji Europejskiej.

GMO
fot. mat. pras.

Jednocześnie w portalu naukawpolsce.pap.pl czytamy:  

„Przewodniczący Komitetu Biotechnologii PAN zwraca uwagę, że zakazy uprawy GM w poszczególnych państwach wiążą się z niekonsekwencją. –  To duży nonsens, bo UE sprowadza ponad 20 mln ton śruty sojowej GM, z tego Polska – aż 2 mln ton.

Ta śruta sojowa jest stosowana jako pasza dla zwierząt, głównie dla kurczaków. Polska hodowla drobiu opiera się więc na importowanej śrucie sojowej GM – mówi. Dodaje, że w Polsce ustawa zakazuje stosowania GM śruty sojowej, ale działanie tej ustawy zostało zawieszone do 1 stycznia 2019 r.”

Świadomość Polaków

Kilka akapitów wyżej cytując prof. Twardowskiego napisałam, że kraje, w których obowiązuje zakaz upraw roślin GMO, wprowadziły go ze względu na opinię publiczną. Postanowiłam zatem dowiedzieć się co Polacy mają do powiedzenia na ten temat.

Szukając informacji trafiłam na badania, przeprowadzone przez dr. Piotra Rzymskiego oraz Aleksandrę Królczyk z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Naukowcy przygotowali ankietę, która była dostępna w Internecie od kwietnia 2014 roku, do kwietnia 2015 roku, a przy tym została rozesłana do szkół wyższych, liceów, organizacji rolniczych i stowarzyszeń naukowych. Ostatecznie zebrano opinię od 1021 osób.

Ponad 53 proc. ankietowanych odpowiedziało, że nie posiada wystarczającej wiedzy na temat GMO, a 78 proc. chciałoby dowiedzieć się na ten temat więcej. Jednocześnie okazało się, że najbardziej popularnym źródłem wiedzy na ten temat jest Internet.

GMO
fot. link.springer.com

Z tego wynika, że społeczeństwo chciałoby uczestniczyć w debacie na temat GMO, ale nie posiada na ten temat odpowiedniej wiedzy i nie za bardzo ma skąd ją czerpać. 79,9 proc. ankietowanych uważa, że w mediach jest za mało informacji na temat GMO, a 61,5 proc. uważa, że temat jest dziś powiązany z polityką.

Tym bardziej zaskakuje fakt, że mimo braku wiedzy, Polacy tak śmiało wypowiadają się przeciwko GMO. Strach przed nieznanym? 61 proc. ankietowanych jest przeciwna produkcji i dystrybucji GMO w Polsce. 91,9 proc. chce aby produkty GMO były specjalnie znakowane. Mało tego, 58 proc. osób uważa, że regulacje prawne związane z GMO nie zapewniają nam bezpieczeństwa.

Wśród przepytanych osób 61 proc. uważa, że GMO jest szkodliwe dla zdrowia oraz 64,7 proc. że również dla środowiska. 33 proc. ankietowanych nie potrafi wymienić żadnych korzyści jakie daje nam GMO i dokładnie tyle samo osób w ogóle nie akceptuje wykorzystania GMO w żadnej postaci.

Co na to producenci?

Zagłębiając się w temat zastanowiłam się co do powiedzenia mają sami producenci żywności. Patrząc na mój koszyk sklepowy, o którym wspomniałam na samym początku, miałam w czym wybierać. Niestety żadna z firm, do których zwróciłam się z prośbą o komentarz nie odpowiedziała.

Przestałam więc ograniczać się do firm związanych tylko z produktami żywnościowymi. Napisałam do firmy Bayer, która w końcu działa nie tylko w obszarze medycznym, ale również rolniczym. Od tej firmy odpowiedź dostałam bardzo szybko. Pani Marzena Smolinska przekazała mi stanowisko firmy w temacie GMO:

„Współczesna inżynieria genetyczna pozwala modyfikować różne cechy roślin w taki sposób, że oferują one ogromne korzyści dla żywienia człowieka.

Inżynieria genetyczna może uczynić rośliny bardziej odpornymi na choroby lub szkodniki, umożliwić im lepsze radzenie sobie z suszą, wilgocią, wiatrem lub temperaturą i sprawić, że będą zawierać większe ilości określonych składników odżywczych lub witamin lub będą w stanie zapewnić wyższe plony. Cechy te mają istotne znaczenie dla globalnego rolnictwa, ponieważ klimat gwałtownie się zmienia. Również czynniki stresowe, wpływające na rośliny, ewoluują.

Ukierunkowana optymalizacja roślin ma długą tradycję. Od około 100 lat hodowcy stosują różnorodne zabiegi aby szybciej wytwarzać odmiany o pożądanych cechach. Natomiast inżynieria genetyczna, która wprowadza nowe geny do roślin, jest stosowana od 30 lat.

Dzięki tym metodom hodowcy mogą szybciej i skuteczniej przystosować rośliny do trudnych warunków środowiskowych, takich jak susze, wilgotna gleba lub zasolenie. W 2016 roku ponad 100 laureatów Nagrody Nobla opowiedziało się za zastosowaniem inżynierii genetycznej w rolnictwie.

Pod koniec 2016 r. rośliny hodowane przy użyciu inżynierii genetycznej zajmowały na całym świecie obszar 185 milionów hektarów. Najczęściej uprawiane rośliny to soja, bawełna, kukurydza i rzepak.

Rośliny hodowane przy użyciu metod inżynierii genetycznej muszą być dokładnie przetestowane przed ich zatwierdzeniem w celu określenia ich wpływu na zdrowie i środowisko. Wymagane są testy w szklarniach, a także badania żywienia zwierząt i próby terenowe.

Od czasu wprowadzenia inżynierii genetycznej w rolnictwie, jak dotąd, każda roślina wyhodowana przy pomocy inżynierii genetycznej okazała się co najmniej tak samo bezpieczna dla zdrowia i środowiska jak rośliny rozmnażane innymi – nowoczesnymi lub konwencjonalnymi – metodami.”

Co daje nam GMO?

No dobrze wiemy już, że GMO wbrew modzie na „bezGiłemo” ma swoich zwolenników. Dowiedzieliśmy się też, że poza Unią Europejską tego typu uprawy z roku na rok się rozwijają, a nasze społeczeństwo ma małą wiedzę na ten temat. Zatem jakie możliwości otwierają przed nami rośliny modyfikowane genetycznie?

Lasy

Przede wszystkim rośliny GMO znacząco podnoszą jakość i ilość zbioru. Dzięki temu możemy oszczędzić ilość uprawianej ziemi, a to przekłada się na korzyści dla środowiska. Między 1996, a 2016 rokiem dzięki roślinom modyfikowanym wyprodukowano 657,6 mln kg dodatkowych produktów rolnych.

Gdybyśmy chcieli tyle samo wyprodukować metodami tradycyjnymi, musielibyśmy przeznaczyć na to dodatkowych 183 mln ha ziemi. Ktoś może powiedzieć, co w tym złego, że chcemy zwiększać powierzchnię gospodarstw rolniczych…

Problem polega na tym, że nie mamy już wolnych przestrzeni pod uprawy, a to oznacza, że aby wygospodarować więcej miejsca trzeba wycinać lasy. Łączna ilość gruntów, które przeznaczane są pod uprawę pasz tylko dla zwierząt zajmuje 33 proc. lądu na świecie nie pokrytego lodem, a 45 proc. przeznaczone jest na przemysłową hodowlę zwierząt.

Według szacunków do 2050 roku liczba mieszkańców ziemi wzrośnie o 35 proc. i będzie nas blisko 9 miliardów, a w roku 2100 nawet 11 miliardów. Co to oznacza? Będziemy potrzebowali wyprodukować jeszcze więcej żywności, a co za tym idzie będziemy potrzebowali jeszcze więcej miejsca na uprawy.

GMO
fot. mat. pras.

Jak podaje wynaturzony.blog.pl w każdej sekundzie niszczonych jest 0,4-0,8 hektara lasów deszczowych w celu uzyskania pastwisk i terenów uprawnych pod hodowle soi oraz kukurydzy przetwarzanej na pasze dla zwierząt.

Autor wspomnianego bloga na swojej stronie cytuje wypowiedź ze strony NASA:

„Na świecie istnieje od 5 do 80 milionów [gatunków] roślin i zwierząt składających się na bioróżnorodność naszej planety. Tropikalne lasy deszczowe, pokrywają tylko 7% naszego lądu, jednak znajduje się tam aż ponad połowa tych gatunków.

 Z dziesiątek milionów gatunków na Ziemi, naukowcy nazwali jedynie 1,5 miliona z nich i jeszcze mniej z nich zostało dokładnie zbadanych. Znaczna ilość roślin z lasów deszczowych znajduje się na małej przestrzeni ponieważ wymaga specjalnego otoczenia do życia.

To czyni je bardzo narażonymi na deforestację. Jeżeli ich siedlisko zostanie zniszczone – mogą wyginąć. Każdego dnia, gatunki znikają z lasów deszczowych w wyniku ich wycinki. Nie znamy dokładnego tempa w jakim wymierają, ale szacunki wskazują że około 137 gatunków znika na świecie każdego dnia.

Strata gatunków będzie miała znaczny wpływ na planetę. Tracimy gatunki które mogłyby pokazać nam jak zapobiegać nowotworom albo pomóc znaleźć lek na AIDS.

Jak widać problem jest poważny, a GMO daje nam szanse na ograniczenie ilości hektarów potrzebnych do uprawy roślin, oraz daje szansę na podniesienie ilości białka w samych roślinach i efektywniejsze pozyskiwanie mięsa ze zwierząt.

Substancje chemiczne

Niektórym GMO zapewne kojarzy się właśnie ze środkami chemicznymi – wskazują na to wizje o tym, że jedząc takie produkty zaczniemy świecić w ciemności, albo wyrośnie nam na plecach ucho.

Tymczasem okazuje się, że dzięki roślinom modyfikowanym rolnikom, którzy je stosują udało się ograniczyć zużycie pestycydów. Według szacunków między 1996 a 2016 rokiem zużyto o 671 mln kg mniej tych substancji.

GMO ogranicza również emisję CO2, ponieważ przy uprawie takich roślin wykonuje się mniej zabiegów agrotechnicznych. Przez 2016 rok wyemitowano o 27,1 mld kg mniej CO2, co można porównać do sytuacji, w której z ulic zniknęłoby 16,7 mln samochodów!

Zagrożenia GMO

No dobrze, wiemy już jakie korzyści niesie za sobą GMO. Poznajmy opinię drugiej strony, dlaczego tak bardzo bronimy się przed GMO?

Jednym  z argumentów, które padają z ust osób związanych z botaniką, to brak różnorodności genetycznej. Wprowadzając jednolite uprawy roślin modyfikowanych, przyczyniamy się do niszczenia naturalnych odmian, które są między sobą mocno zróżnicowane genetycznie, dzięki czemu dany gatunek może przetrwać ataki różnych chorób, lub szkodników.

Jak podaje portal agronews.com.pl:

„W latach 70-tych pola kukurydzy w południowych stanach USA zostały zaatakowane przez chorobę zwaną południową rdzą liści. Z powodu ujednolicenia odmian uprawnych na terenie tego kraju, straty wywołane plagą osiągnęły ogromne rozmiary, pochłaniając 15% zbiorów wartości wówczas około 1 miliarda dolarów. Według botanika Jacka Harlana, różnorodność genetyczna stanowi – barierę chroniącą nas przed katastrofą głodu, której skali nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.”

Natomiast dr Zbigniew Hałat, lekarz specjalista epidemiolog w rozmowie z portalem dzikiezycie.pl tłumaczy:

„Organizmy genetycznie zmodyfikowane (Genetically Modified Organisms – GMO) są jednostkami biologicznymi zdolnymi do replikacji i przenoszenia materiału genetycznego, w których materiał genetyczny został zmieniony w sposób niezachodzący w warunkach naturalnych.

Promotory i wektory – nośniki obcych genów wprowadzanych do genomu gospodarza – z założenia mają przełamać barierę genetyczną, np. pomiędzy światem roślin i zwierząt. W tym celu wykorzystywane są agresywne wirusy, jak wirus mięsaka Rousa.

W przebiegu procesu tylko nikła część organizmów ulega modyfikacji i dla ich oddzielenia od niezmodyfikowanej reszty wszystkie poddaje się działaniu antybiotyków, w tym należących do grup stosowanych w lecznictwie, jak aminoglikozydy lub tetracykliny.

Przeżywają tylko te konstrukty genetyczne, które wyposażono w markerowe geny oporności na antybiotyki. Z rakotwórczych wirusów mogą powstać nowe zarazki o nie dających się przewidzieć losach, a zmodyfikowane organizmy mogą przenieść antybiotykoodporność na ludzi, zwierzęta i rośliny.

Krytycznym problemem jest plejotropia, czyli zaskakująca ekspresja pojedynczego genu w jego nowej lokalizacji w konstelacji genów gospodarza, prowadząca do nieoczekiwanych i licznych efektów w zmodyfikowanym organizmie. Niespodziewanie mogą pojawić się białka, w tym toksyny i alergeny, będące powodem wielu zagrożeń zdrowia człowieka i środowiska.”

GMO
fot. mat. pras.

Kolejnym problemem mogą okazać się tak zwane superchwasty, które samoczynnie rozprzestrzeniając się, mogą być bardzo trudne do wytępienia. Mówi się, że taki chwast może osiągać trzy metry wysokości i wytwarzać ponad 200 tys. nasion, które wędrują wraz z wiatrem.

Na wspomnianym blogu pojawia się również wypowiedź prof. Jana Narkiewicz-Jodko:

„Uwolnione do środowiska żywe organizmy transgeniczne (nasiona, sadzeniaki), ze względu na silne swe właściwości rozprzestrzeniania się, mogą zanieczyścić cały teren, a po dłuższym czasie wyprzeć uprawy ekologiczne, integrowane i konwencjonalne, prowadząc do nieprzewidywalnych i nieodwracalnych skutków.

Ze względu na to, że pyłek z roślin transgenicznych utrzymuje się w powietrzu do kilku godzin, a przy odpowiedniej prędkości wiatru przenosi się na dziesiątki kilometrów, istnieje duże zagrożenie dla upraw ekologicznych, integrowanych i konwencjonalnych.”

Jak widać jedna i druga strona ma silne argumenty za swoim stanowiskiem (a przedstawiłam tylko ich część). Myślę, że prawda o GMO (czy jest dla nas szkodliwe, czy też nie) wyjdzie dopiero za kilkadziesiąt lat, kiedy będziemy mieli dostateczną ilość przebadanych osób, które jedzą rośliny modyfikowane oraz samych roślin.

Faktem jednak pozostaje, że nasze środowisko jest zagrożone, a jeśli populacja ludzi będzie wzrastać w takim tempie, jak to przewidują, to może się okazać, że już niebawem będziemy mieli do czynienia z klęską żywieniową. W obliczu takich perspektyw musimy się zastanawiać nad wyjściem z tej sytuacji.

Nie wiem czy GMO jest dobre czy nie. Myślę, że każdy z nas powinien podejść do tematu bardzo poważnie i zacząć nie od wygłaszania własnych teorii na ten temat, ale od edukacji. Nie wiedząc czym jest GMO, jakie niesie za sobą zagrożenia i pozytywne aspekty nie powinniśmy brać udziału w dyskusji.

 

 

 

Do góry!

Polecane artykuły

18.09.2020

Fotel gamingowy – zbędny ...