O tym, dlaczego zakupy w subskrypcji są klapą w Polsce…

10.04.2017 AUTOR: Paulina Wawrzyczek

Sama dałam się nabrać. I to dwukrotnie! I o ile na początku byłam wielką fanką, która zachęcała wszystkich do tej formy zakupów, tak teraz jestem bardzo sceptycznie nastawiona. Nie do samej idei zakupów w boxach subskrypcyjnych, a do naszego rodzimego rynku. Ale po kolei.

Zaczęłam przygodę od znanego i lubianego na całym świecie pudełka Glossybox, który – gdy tylko pojawił się u nas – z miejsca stał się hitem. Blogerki kosmetyczne i lifestylowe dostały pierwszy box, który aż kipiał luksusem. Tak dokładnie miało to wyglądać. Miniaturki, nie próbki, kosmetyki drogich marek, dobra selekcja. Wszystko zapakowane w różowy, elegancki kartonik i dostarczane do domu raz w miesiącu. Zawsze była to niewiadoma, niespodzianka, a użytkowniczki subskrypcji mogły mieć urodziny co 30 dni. Potrzebowałam roku, by zdać sobie sprawę z tego, że dałam nabić się w butelkę. Gdzieś po drodze marka zmieniła nazwę, a ich sociale zalane zostały falą krytyki. Większość użytkowniczek miała dokładnie te same pretensje, co ja.

Dlaczego tylko to „blogerskie”, pierwsze pudełko było naprawdę wypasione? Po co uzupełnianie profilu urodowego, skoro produkty w przesyłkach wydają się być kompletnie niedopasowane do zamawiających? Czy marki drogeryjne, które dostępne są na ogół nawet w marketach, to ten rzekomy „powiew luksusu”? Pamiętam moment, w którym zrezygnowałam z subskrypcji. W domu już wtedy zalegały mi dziesiątki opakowań produktów, które kompletnie nie na nadawały się do niczego, a z całej tej przygody z różowymi boxami zostały mi właśnie pudełka. Używam ich do dziś, do organizacji. To chyba był największy plus tego wspólnego roku.

Po drodze oczywiście oglądałam zagraniczne wersje pudełek, a te z Anglii, Francji i USA zawsze zachwycały, nawet po kilku latach.

Do teraz nie pojawił się „godny” zastępca tej marki w naszym kraju. I – co ciekawe – w samym USA na rynku jest kilka sporych firm, które wysyłają pudełka subskrypcyjne do tej pory, z dużymi sukcesami.

Mój drugi box, który był kolejną, ale na szczęście (albo inaczej: który jest jak na razie) ostatnią subskrypcyjną klapą, to pudełka z jedzeniem polskiej marki. Znowu podziałał ten sam mechanizm: dobrze zaprojektowana wprowadzająca kampania, której dałam się uwieść. Znowu pierwszy box, który był świetny. Kolejne zaś coraz gorsze i słabsze. I o ile jestem w stanie zrozumieć, że w przypadku kosmetyków jest to działanie na szerszą skalę, wymagające kontaktów oraz sprowadzania miniaturek z różnych zakątków świata, tak pudełko, reklamowane jako „polskie”, raczej tego problemu nie powinno mieć, prawda? Mamy wyśmienitych producentów polskiej żywności, więc co stało na przeszkodzie?

Zdziwiłam się, a potem zawiodłam, gdy co miesiąc przychodziły te same produkty. Dziwnym trafem, gdy większa liczba osób zaczęła się skarżyć na zawartość, po 3-4 miesiącach pudełka się poprawiały, a potem znowu firma odcinała kupony. Nadszedł czas, by się pożegnać.

I znowu ta sama analogia. Na Zachodzie w tej branży pudełka istnieją, mają się dobrze, a ludzie odkrywają dzięki nim nowe produkty. Producenci „biją się”, by stać się partnerem, by przy pomocy siły, jaką mają boxy, dotrzeć do nowych odbiorców, by pokazać swoją markę, zareklamować się w dość innowacyjny sposób. Bardzo często na taki krok decydowali się nowi gracze na rynku.

A my? Trochę zmarnowaliśmy potencjał. Nie podjęliśmy tego tematu tak dobrze, jak zrobiono to na innych rynkach. Zabrakło pomysłu? W Stanach z sukcesami działa firma, która sprzedaje maszynki do golenia w ramach subskrypcji, więc pomysłów i inspiracji jest wiele. A może po prostu chodzi o ludzi? Może nie chcemy kupować produktów w taki sposób? Nie jestem pewna, czy to dobra ocena. Glossybox, który startował w Polsce jako jedna z pierwszych inicjatyw tego typu, od początku była skazana na sukces, lecz niestety, coś poszło nie tak.

Najpoważniejszym problemem, według moich obserwacji, jest brak konsekwencji w kompletowaniu zawartości tego typu pudełek. Pomysł był taki, że niespodzianka się sprawdzi, będzie prawdziwym prezentem, który nas zaskoczy. Niestety, gorzej jest, gdy box miesiąc w miesiąc zawodzi zamiast zdumiewać, a hasła, jakimi jest reklamowany, są zupełnie bez pokrycia.

Wiem też, z własnego doświadczenia, jak działa mechanizm ze strony kupującego. Drugie pudełko – ekscytacja, bo przecież to poprzednie było super! Otwierasz, a tam szału nie ma. Asortyment rodem z Tesco (tak, w kosmetycznym boxie także). Wmawiasz sobie, że te 50 złotych nie poszło w błoto. Może za miesiąc będzie lepiej. Ale nie jest. Widzisz, że ludzie zaczynają narzekać. Wszyscy jednogłośnie piszą: „Może następne pudełko będzie lepsze”. Mija czwarty miesiąc, dostajesz coś, z czego jesteś zadowolony. To trzyma cię dalej. Myślisz sobie: „Hej, teraz będzie lepiej!”, ale niestety, każda kolejna przesyłka jest już gorsza. Wreszcie dochodzisz do muru i wypisujesz się z subskrypcji. Czasem dostajesz maila od marki, czy aby na pewno to była dobra decyzja. Mimo upływu lat, czasem zerkam co dzieje się w „moich” pudełkach. Ani przez moment nie żałowałam rezygnacji i nie rozważałam powrotu.

Pozostaje mi, a także innym fanom tego modelu sprzedaży, oglądanie zagranicznych blogów, youtuberów, którzy mają pudełka z jedzeniem, kosmetykami, ubraniami, dodatkami. Do wyboru, spośród różnych marek.

Potencjał zmarnowany – tak w skrócie nazwałabym to całe „chwilowe” zamieszanie, jakie pojawiło się wraz z boxami. U nas moda na tego typu zakupy minęła, a każda firma, która postanowi zainwestować w taki model sprzedaży, będzie musiała stoczyć bój z brakiem zaufania u takich klientów, jak między innymi ja.

Czytaj również: 

Wywiad z Kamilem Paśko (Lepsza Praca.pl) – okazuje się, że nie każdy może zostać headhunterem!

Od partnera afiliacyjnego do multimilionera. Wywiad z Robertem Grynem – założycielem Codewise – człowiekiem wartym 100 mln dolarów

Trochę o imporcie z Chin – jak zacząć, aby nie stracić?

Do góry!

Polecane artykuły

07.11.2019

Kontrolki – rzeczy, które musisz mierzyć ...

Głodny wiedzy? Zapraszamy do sklepu z kursami i ebookami

Sprawdzam