Wywiad z Grzegorzem Nowakiem – Piszebolubie.com.pl

24.05.2016 AUTOR: Michał Bąk

Delikatesy w Internecie. Jak je promować? Jaka jest specyfika tej branży i jak prognozujesz ten rynek za kilka lat?

Ta branża to wciąż moim zdaniem niszą na rynku. Nie ma co ukrywać, że jest to dość specyficzna gałąź e-commerce. Cały czas istnieje bariera kupowania online produktów spożywczych. Szczególnie jeśli weźmiemy pod lupę autentyczne delikatesy. Tego typu sklepy często mają w ofercie marki zupełnie nieznane, więc bariera jest jeszcze większa. Podejmowane ryzyko przez konsumenta jest dość spore. Co zrobić? Trzeba zbudować silną markę sklepu. A to już jest duże wyzwanie. W moim odczuciu kluczowe działania promocyjne to właśnie budowa marki sklepu i mocny ekspercki content. Takie działania będą z czasem procentować. Trzeba pamiętać by być przy tym bardzo cierpliwym i konsekwentnym. Silna marka budowana poprzez perfekcyjną obsługę klienta też ma olbrzymie znaczenie. Klienci pozostawiający przychylne opinie też budują content i stanowią o zaufaniu do sklepu. A zaufanie będzie coraz większe i rynek stanie się przychylniejszy dla delikatesów online.

Mały lokalny sklep spożywczy, miasto około 40 tysięcy mieszkańców, z daleka od wielkich aglomeracji. Czy jest sens prowadzenia sprzedaży online?

Wiele zależy od tego jaka jest wiedza wszelkich zagadnień związanych ze sprzedażą online właściciela takiego sklepu. Co chce sprzedawać, czy sklep online miałby być kopią tego offline, czy tylko w jakimś procencie miałby się z nim pokrywać, czy jest pomysł na promocję i co za tym idzie, budżet?
Ale, dlaczego nie… W końcu to sprzedaż online. A tak na poważnie, jeśli to miałby być sklep postawiony przez właściciela typowego sklepu osiedlowego to z czystym sumieniem odradzałbym stawianie na sprzedaż online. Ewentualnie można by zastanowić się nad lokalną formą z dowozem do mieszkańców tego miasta. Sprzedaż na większą skalę produktów ogólnie dostępnych nie ma większego sensu. Tym bardziej, że oferta „małego lokalnego sklepu spożywczego” nie może być zbyt szeroka.

Z jakimi dylematami borykają się osoby kupujące online produkty spożywcze?

Wiele dylematów podobnych jest do tych, które są związane w ogóle z kupowaniem przez internet. Konsument sprawdza czy sklep jest godny zaufania, intuicyjny, estetyczny, czy jest czytelna polityka zwrotów i regulamin, etc. Dla każdego konsumenta inny czynnik lub sekwencja czynników pełni kluczową rolę.
Jednak produkty spożywcze muszą spełniać jeszcze klika wymogów. Na karcie produktu powinien znajdować się pełny, czytelny skład. Bez tej informacji w zasadzie można zapomnieć o sprzedawaniu. Ceny produktów w delikatesach będą przeważnie dużo wyższe niż odpowiedników, które można znaleźć w marketach. Te dylematy trzeba jakoś rozwiać. Dlatego warto prowadzić blog, na którym klient znajdzie cenne treści dotyczące produktów. Dobry opis czasami nie wystarcza. Dlatego jakościowy blog może poprawić nie tylko wizerunek, rozwiać wątpliwości, ale także zwiększy ruch i konwersję.

Jak oceniasz polskie e-delikatesy, e-spożywczaki? Jak wygląda ich kondycja na chwilę obecną?

Tu jest różnie, jak wszędzie. Są e-delikatesy ocierające się o ideał. Znajdą się takie, które na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie niespójnych, bez pomysłu wobec których można nie mieć zaufania. Są też takie, które znajdują się gdzieś pośrodku. Nic nadzwyczajnego, w każdej branży podobnie. Mimo wszystko uważam, że jest jeszcze dużo do odrobienia. Właściciele e-sklepów, to powtarzam przy każdej okazji, zatrudniają specjalistów, których chcą uczyć sprzedaży online. Nie słuchają osób, które mają większą wiedzę od nich. To trudna sprawa. Tu jest, moim zdaniem, olbrzymia praca do wykonania. Jednak głównie dotyczy to małych e-commerców.

Gdyby przyszedł do Ciebie młody przedsiębiorca, który chciałby zainwestować w e-sklep. Co byś mu doradził?

Doradziłbym mu w 100% zajmować się nadal tym co przynosi mu zysk, cierpliwość i żeby nie podchodził do tego z hurraoptymizmem. Aby w sposób zrównoważony oddawał ten czas na e-działalność i zdał się na wiedzę specjalisty. Stawianie na e-sklep to zawsze olbrzymie wyzwanie. Sklep internetowy to dość skomplikowany organizm.

Prowadzenie bloga w przypadku e-spożywczaków powinno być chyba punktem kulminacyjnym. Dlaczego tak wiele e-sprzedawców to lekceważy?

Może najpierw powiem dlaczego to jest tak ważne. Wspominałem już wcześniej, że produkty w delikatesach online to produkty wyjątkowe. Są sklepy, które wyszukują producentów w Europie, Azji czy Ameryce Płd. ściągają próbki, testują i kwalifikują lub nie produkt do oferty. Zatem jest to często produkt, który pojawi się na rynku polskim po raz pierwszy. Sklep decyduje się na wprowadzenia go na rynek. Koszty takiego przedsięwzięcia są naprawdę duże. Czas poświęcony na negocjacje, testowanie, opisy, kalkulacje, zatowarowanie, etc. Sklepy online często zakładane są przez właścicieli firm wywodzących się ze „świata rzeczywistego” czyli offline. I w tym momencie zaczynają się schody. Przedsiębiorca, często ekspert w swojej dziedzinie, chce prowadzić promocję produktu dedykowanego do delikatesów online w sposób typowy dla dystrybucji offline produktów spożywczych. Ot taki paradoks. Trafia z ofertą online do klientów preferujących zakupy offline. Ten przykład podałem tylko po to by pokazać, że często pojawia się brak zrozumienia dla działań odpowiednich dla e-commerce. Lepiej wydrukować tysiące ulotek (czasami bez pomysłu ich dystrybucji) niż napisać dobry tekst na blog. Właśnie ten brak zrozumienia powoduje, że blog / content jest lekceważony. A blog jest niezwykle istotny. Tak, jak już wcześniej wspominałem ekspercki blog z przepisami, artykułami przybliżającymi produkty takie jak oliwy z oliwek, kasze bulgur czy azjatyckie tempury lub egzotyczne panierki, to jedna z najlepszych form promowania sklepu i produktów. Buduje markę poprzez tworzenie wizerunku eksperta, kieruje ruch z wyszukiwarek do sklepu, czyli ma wartość SEO, spełnia warunki web 2.0, itd.

Może jakieś prognozy. Jak widzisz polski e-commerce za lat 5?

Nie odważę się o tak prorocze wizje. Chętnie odniosę się do pytania w kontekście roku 2015.
W 2014 wartość rynku e-commerce zamknęła się w granicach 30 mld złotych. To 15 % wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. Ok. 60% internautów zdecydowało się na zakupy online. Zatem grupa użytkowników, która nigdy nie kupowała w sklepie internetowym jest naprawdę spora. Rośnie też zaufanie do tej formy zakupu. Choć rynek powoli się nasyca, można spokojnie zakładać, że wartość rynku e-commerce w 2015 r. przebije rok 2014. O ile? Nadal nie są w pełni wykorzystywane możliwości jakie daje sprzedaż w kanale m-commerce. Myślę, że zwiększy się znaczenie omnichannel. Zresztą przez wielu sprzedaż wielokanałowa wskazywana jest jako najważniejsza w 2015 r. E-commerce będzie się rozwijał i co do tego nie ma wątpliwości. Elementem istotnym jest wzrost świadomości konsumentów, ale niezwykle ważnym czynnikiem, o czym już wspominałem, jest też poziom edukacji właścicieli e-sklepów. Te dwa czynniki powinny iść ze sobą w parze. Wzrost jednego z nich ciągnie w górę drugi. Tu jest, moim zdaniem, olbrzymia praca do wykonania. ¾ sklepów online to małe e-commercy. Wiele z nich wywodzi się z przedsiębiorstw działających wyłącznie offline. Brakuje zrozumienia dla dobierania „skrojonych” form promocji, często nie prowadzi się żadnej analizy danych lub prowadzi się ją nieumiejętnie. To błędy wynikające z braku wiedzy. Nie jest to oczywiście problem globalny, ale on istnieje i to się będzie zmieniać.

Wywiad ukazał się w ebooku – poradnik dla właścicieli e-sklepów i nie tylko.

 

Czytaj również:

E- commerce, QUO VADIS? – wywiad z Grzegorzem Nowakiem (go.pl)

Rozmowa z Maciejem Oleksym – brodziłem w kosmicznych pomysłach!

Do góry!

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail