Sprytny zabieg giganta: po co Spotify wchodzi na giełdę direct listingiem?

01.02.2018 AUTOR: Jakub Twardy

Spotify to szwedzki serwis internetowy, który oferuje swoim użytkownikom dostęp do muzyki w strumieniu. Przez blisko osiem lat swojej działalności zdobył ponad 70 milionów użytkowników na całym świecie. Mimo to rok rocznie firma odnotowuje straty. Czy wejście na giełdę jest w stanie to zmienić?

Mimo że Spotify nie komentuje całej sprawy, to z nieoficjalnych źródeł wiadomo, iż Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC, ang. US Securities and Exchange Commission) jest w trakcie rozpatrywania wniosku szwedzkiego serwisu muzycznego o wejście na nowojorską giełdę w formie listingu i z pominięciem oferty publicznej.

Mamy więc do czynienia z podejściem jednocześnie niekonwencjonalnym i odważnym. Debiut miałby przypaść na rok 2018 i byłby to pierwszy tego typu przypadek w całej historii nowojorskiej giełdy.

Wprawdzie pogłoski o chęci zaistnienia Spotify na giełdzie pojawiały się już od jakiegoś czasu, wciąż jednak niewiele wiadomo na temat szczegółów tego przedsięwzięcia, nie została podana również dokładna data debiutu. Taka sytuacja sprawia, że aż roi się od domysłów i spekulacji, które rozgrzewają nie tylko analityków i dziennikarzy, lecz także użytkowników.  Spotify jest bowiem najpopularniejszym tego typu serwisem na świecie a statystyki streamingu cały czas rosną.

Historia sukcesu Spotify

Błyskawicznie rozwijający się Internet stanowił nie lada niebezpieczeństwo dla firm fonograficznych na początku nowego millenium. Dynamiczny rozwój nowych technologii, popularyzacja dostępu do sieci oraz szybki rozrost piractwa sprawiły, że nielegalne kopie utworów muzycznych były na potęgę ściągane z bezprawnych źródeł przynosząc wytwórniom i artystom miliardowe straty. Niejako w odpowiedzi zaczęły pojawiać się serwisy oferujące streaming, czyli słuchanie muzyki online.

Najpopularniejsze z nich to Deezer, Apple, Tidal (zintegrowany w 2015 z serwisem WiMP),Google Play Music, czy najpopularniejszy w Polsce szwedzki serwis Spotify. Ostatnio dołączył do nich Amazon Music Unlimited.Oferują one dostęp do bazy wielkości od 25 do ponad 40 milionów utworów również w bardzo wysokiej jakości.

Według raportu przygotowanego przez Deloitte, stale przyspieszający rozwój technologiczny sprawia, że do że do końca bieżącego roku około 50% osób pełnoletnich w krajach rozwiniętych będzie subskrybować przynajmniej dwa kanały online, a koszt tych subskrypcji wyniesie mniej niż 10 dolarów za subskrypcję. Dodatkowo szacuje się, że w kolejnych dwóch latach liczba płatnych subskrypcji wzrośnie do czterech na użytkownika.

Od początku istnienia, czyli od 2008 roku, Spotify zyskał ponad 70 milionów klientów na całym świecie, którzy posiadają płatną subskrypcję. Natomiast wylicza się, że osób korzystających z serwisu w ramach bezpłatnego konta jest dwa razy więcej. Opcja ta jest mocno ograniczona. Wiąże się przede wszystkim z koniecznością odtwarzania reklam. Dodatkowo w ramach tej taryfy nie można wybrać ani konkretnego utworu, ani też pominąć więcej niż 6 piosenek w ciągu godziny.

Nic więc dziwnego, że dużym zainteresowaniem cieszą się taryfy płatne, czyli Spotify PremiumSpotify Family. Pierwsza oferuje dostęp do milionów utworów bez ograniczeń, które można odtwarzać w dowolnym miejscu i czasie. Druga dedykowana jest dla „rodzin” – z konta może korzystać właściciel oraz pięciu innych użytkowników. Opcje płatne to koszt odpowiedni 9,99 $ i 14,99 $ (a korzystanie w Polsce jest jeszcze tańsze, gdyż kosztuje 19,90 zł za konto Premium i 29,90 zł za Family).

Chętnych do korzystania z serwisu w wersjach płatnych nie brakuje, jednakże firma oprócz szybko postępujących przychodów wykazuje także jeszcze szybciej zwiększającą się stratę. Nic więc dziwnego, że Spotify jest zainteresowany wejściem na giełdę i pozyskaniem akcjonariuszy. Według pojawiających się doniesień, serwis chce to zrobić w dość niekonwencjonalny sposób.

 

Jak Spotify chce sprzedać swoje udziały?

Zazwyczaj firmy wchodzą na giełdę, żeby za jej pośrednictwem sprzedać swoje akcje, by zdobyć pieniądze na dalszy rozwój – pozyskanie większej przestrzeni biurowej w lepszej lokalizacji, kupienie bardziej wydajnego sprzętu, zatrudnienie lepszych pracowników etc. Drugą możliwością jest zwyczajna chęć zarobienia pieniędzy.

Odbywa się to poprzez IPO (ang. Initial Public Offering), które polega na wcześniejszej niż publiczna oferta sprzedaży udziałów swoim współudziałowcom oraz inwestorom (najczęściej są to banki inwestycyjne). Z reguły, mimo iż ceny akcji są już bardzo wysokie, to w przypadku głośnych startupów w dniu debiutu osiągają niebotyczne wartości, dzięki czemu przynoszą ogromne zyski udziałowcom. W dużej mierze zarabiają na tym banki inwestycyjne, które stabilizują ceny akcji w pierwszych dniach po debiucie na giełdzie.

Tymczasem z dostępnych informacji wynika, że Spotify chce skorzystać z innego sposobu wejścia na giełdę. Chodzi o tzw. Direct Listing, czyli listing bezpośredni. W rozwiązaniu tym akcje debiutanta sprzedawane są bezpośrednio inwestorom giełdowym. Nie ma zatem wcześniej zbieranych pieniędzy i banków inwestycyjnych, które dbałyby o stabilność kursu. Jak widać, jest to podejście ryzykowne. Właściciele nie mogą liczyć na szybkie wzbogacenie. Takie podejście to komunikat, że firma chce utrzymać wysoki udział swoich akcji i nastawia się na zyski w perspektywie długofalowej.

Dlaczego Spotify decyduje się na takie działanie? Pierwszy powód to stojący na przeszkodzie toczący się pozew, jaki Szwedom wytoczyła wytwórnia płytowa Wixen Music Publishing. Chodzi o nielegalne udostępnianie utworów, których prawa autorskie należą do wspomnianej firmy, takich wykonawców jak np. The Doors, Janis Joplin, Carlos Santana, The Beach Boys, Neil Young czy Missy Elliot. Wixen Music Publishing domaga się odszkodowania w wysokości 1,6 miliarda dolarów!

Co więcej, amerykańska wytwórnia twierdzi, że ponad 20% utworów dostępnych na Spotify udostępnianych jest bezprawnie. Póki co szwedzki serwis nie komentuje sprawy, która toczy się już kilka dobrych miesięcy.

Drugi powód to chęć skonwertowania obligacji należących do Spotify na akcje.  Serwis doskonale radzi sobie na rynku niepublicznym w kwestii pozyskiwania kapitału – udało im się nakłonić do współpracy takich tuzów jak Goldman Sachs, Coca-Cola czy Steva Parkera, twórcę Napstera i pierwszego prezesa Facebooka.

Dodatkowo Spotify wyemitował papiery dłużne, przez co zebrali ponad miliard dolarów na dalszy rozwój działalności. Obligacje te są oprocentowane progresywnie na 5% w skali roku ze zwyżką o 1% w każdym następnym roku. Co więcej, są one konwertowalne na akcje z 20-procentowy upustem, który także będzie rosnąć. Spotify chce zadebiutować na giełdzie, by móc skonwertować dług (w 2015 roku 200 mln a w 2016 r. 600 mln dolarów) na akcje oraz dać możliwość swoim udziałowcom zrealizowania zysku poprzez sprzedaż akcji właśnie na giełdzie. Debiut poprzez listing bezpośredni wiąże się także z szybszą procedurą, która jest mniej kosztowna – firma nie zapłaci bowiem 7% wartości emisji akcji bankowi ubezpieczającemu.

 

Inne niekonwencjonalne debiuty na NASDAQ w przeszłości

W całej historii nowojorskiej giełdy byłby to jeden z pierwszych przypadków, gdy firma o tak wysokiej wartości (Spotify wyceniany jest na ok. 20 miliardów dolarów) decyduje się na takie rozwiązanie. Do tej pory postępowały tak firmy o znacznie mniejszym potencjale. Warto przypomnieć, że na NASDAQ (ang. National Association of Securities Dealers Automated Quotations), gdzie notowany jest m.in. Facebook, w niekonwencjonalny sposób debiutował również Google. Światowy gigant sprzedawał swoje akcje na internetowych aukcjach malejących, czyli takich, w których ustalona cena maksymalna zmniejsza się w trakcie licytacji. Google nie korzystał oczywiście w tej kwestii z pomocy biur maklerskich.

Wygląda więc na to, że Spotify, który zrewolucjonizował rynek muzyczny (pierwszy serwis udostępniający muzykę i teledyski poprzez stream) na przekór wielkim wytwórniom z branży,  teraz chce zagrać na nosie firmom tworzącym całą olbrzymią korporacyjną machinę obsługującą funkcjonowanie na giełdzie. Takie rozwiązanie prowadzi do wygenerowania ogromnych oszczędności, ale też sprawia, że firmie przybędzie też przeciwników w świecie finansjery. Podobnie było ze wspomnianym wcześniej Google, który przed swoim debiutem musiał zmagać się z plotkami rozpowszechnianymi przez banki inwestycyjne o problemach ze sprzedażą akcji.

Chociaż w całej sprawie więcej jest póki co spekulacji i domysłów, to w najbliższym czasie można spodziewać się bardziej konkretnych informacji a obecny szum może przynieść serwisowi Spotify jeszcze większy rozgłos, który przełoży się na nowych użytkowników (także z płatną subskrypcją).

 

Do góry!

Polecane artykuły

22.09.2020

Comarch e-Sale, jako e-commerce na dobry ...